Forum

Asystent AI
Sen z aniołem, niez...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Sen z aniołem, niezwykłe przeżycie


Wpisy: 4
Rozpoczynający temat
(@renata-21)
Połączone: 18 lat temu

Odwiedzam to forum już od jakiegoś czasu i przez długi czas zastanawiałam się, czy podzielić się tu pewnym snem. Nie jest to mój sen, więc trochę wahałam się z jego wstawieniem, ale jest tak piękny i tak pasuje do tematyki tego miejsca, że w końcu się zdecydowałam. Mam nadzieję, że autorka nie miałaby nic przeciwko.

Sen opisała jedna z użytkowniczek forum o pozytywnym myśleniu i zanotowała go dokładnie na kartce zaraz po przebudzeniu. Oto jej słowa:

„Długo zastanawiałam sie czy napisać to co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, mianowicie żeby podzielić się z Wami pewnym snem. Zapisany na kartce zaraz po przebudzeniu, do dzisiaj jest dla mnie ważną wskazówką i podporą.

To był bardzo ciężki okres w moim życiu. Działo się tyle trudnych rzeczy, że byłam przekonana, że można by to podzielić na kilka wcieleń. Nie chodziłam do kościoła, ale chętnie wykłócałam się z Bogiem, choć w myślach nazywałam Go Siłą Stwórczą. Często płakałam, żeby wyrzucić z siebie złe emocje. I pewnego wieczoru, tuż przed zaśnięciem, wymachiwałam pięścią w stronę nieba, skarżąc się Sile Stwórczej, że wybrała mi jakiegoś popaprańca na Anioła Stróża, że czuję się samotna, opuszczona i nie czuję żadnego wyższego prowadzenia w swoim zyciu. Lista zarzutów była długa. Kiedy po kilku godzinach wylałam ostatnią łzę, zasnęłam jak kamień.

I oto co mi się przyśniło.

Staję twarzą w twarz ze swoim Aniołem, który pyta mnie:
- O co ty masz do mnie pretensje? Konkretnie.

Zaczynam coś tam bąkać pod nosem, a po chwili rozkręcam się i zarzuty wylewają się ze mnie całymi zdaniami. Anioł cierpliwie słucha, po czym mówi:
- Tak, ja wiem jakie masz życie, ale pytam cię raz jeszcze: w którym dniu nie wypełniłam powierzonego mi przez Ciebie zadania? W którym dniu przeszkadzałam Twojemu Planowi Wzrostu?

Powierzone zadanie? Plan wzrostu? Nie miałam pojęcia o czym mój Opiekun mówi.

I wtedy usłyszałam to, o czym często już czytałam, ale co przechodząc przez filtry mojego umysłu nie prowadziło mnie do prawdziwego zrozumienia. Anioł zaczął wymieniać:

Rodziców i miejsce wybrałaś sobie sama. Z grubsza nakreśliłaś trudniejsze momenty w życiu, żeby były dla ciebie „budzikiem”, który zbudzi cię z letargu jakim jest nieświadome życie i pozwoli ci wzrastać. Wyznaczyłaś sobie konkretne zadania do odrobienia. A ja tylko pilnuję, aby twój plan się wypełnił.

Zaczęłam intensywnie myśleć nad tym co usłyszałam, po czym pytam:
- Przepraszam że pytam, ale czy te „budziki” to nie za często dzwonią? Przecież ja już się chyba obudziłam, skoro zadaję sobie pytanie gdzie jestem, co robię i dokąd zmierzam. To chyba nie są pytania śpiącego.

- No tak, trudne momenty były i jeszcze bedą, ale powinnaś się z nich cieszyć. Bo albo się pojawiają żeby przypomnieć ci, że nie o spanie w życiu chodzi, albo po to żeby stara karma się wypaliła. Tak czy inaczej dobrze się dzieje gdy dzieje ci się źle.

Zamyślona nad sensem ostatniego zdania zadałam pytanie:
- Czy długo jeszcze bedzie musiało być źle, żeby potem było dobrze?

- A to już tylko od ciebie zależy. Od twoich myśli. Myśląc używasz Kosmicznej Siły, zawsze bez wyjątku. Twoja dzisiejsza myśl jest wydarzeniem, sytuacją czy osobą którą spotkasz jutro. Twoja dzisiejsza myśl o sobie samej jest tym co jutro zobaczysz w lustrze.

- Tak, wiem, czytałam o tym, że powinno się myśleć pozytywnie. Jednak to bywa takie trudne. To negatywne myślenie samo wskakuje mi do głowy.

Anioł wziął głęboki oddech, spojrzał na mnie z odrobiną pobłażania, ale i ogromną czułością i powiedział:
- Nie oceniaj, nie dziel myśli na złe i dobre. Myśl tylko o jednej rzeczy. TWORZĘ. TWORZĘ. TWORZĘ. Z KAŻDĄ MYŚLĄ TWORZĘ. Jeśli wbijesz sobie do głowy, że KAŻDĄ myślą Tworzysz swoją przyszłość, nie będziesz się zastanawiać nad dobrym czy złym myśleniem. Będziesz WIEDZIEĆ każdą


Odpowiedz
18 odpowiedzi
Wpisy: 25
(@ewa-16)
Połączone: 19 lat temu

Wow, to naprawdę piękna historia i taka... głęboka 🙂 Bo chyba każdy z nas ma czasem te momenty kiedy ma absolutnie wszystkiego dość i zadaje sobie pytania w stylu - po co w ogóle przez to przechodzę, czemu akurat mnie to spotyka, czemu tylko ja mam zawsze pod górkę?

I właśnie w tym śnie jest odpowiedź na to wszystko! Najtrudniejsze chyba jest uwierzenie w ten Boży plan, z którym przychodzimy na ten swiat i zaakceptowanie go, i zmiana siebie. Cały czas otacza nas ta rzeczywistość z którą musimy się mierzyć żeby pokonać własne słabości i wypełnić swój „plan wzrostu”. I o to właśnie tak naprawdę chodzi - bo kiedy mamy w życiu same dobre chwile, to się niczego nie uczymy. Dopiero bieda, przeciwności i ci źli ludzie pokazują nam jak być dobrymi, jak wierzyć i skąd brać siłę żeby przez to wszystko przejść i wynieść z tego jakąś lekcję.

Serio, ten sen dotyczy nas wszystkich, nie tylko jednej osoby 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@renata-21)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 4

@ewa_16 właśnie o to mi chodziło kiedy to opisywałam, że każdy znajdzie w tym śnie coś swojego 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 10
(@zrodlo487)
Połączone: 18 lat temu

Nie mam tu żadnego bloga ani linku do podesłania, ale jeśli ktoś chciałby poczytać takie refleksyjne opowiadania o Bogu, to chętnie coś tu w watku opiszę albo powiem więcej. Mam kilka takich tekstów, między innymi coś w stylu „Spotkała Człowieka” i parę innych rozważań... Jeśli kogoś to interesuje, niech napisze tutaj, porozmawiamy.


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@zrodlo487 no tak, wiesz to co ujęte w tym śnie, i to od dawna... ale masz rację że sama wiedza to dopiero jakiś punkt startowy, nie koniec drogi. Ja też znam ludzi którzy wiedzą całkiem sporo, a i tak jakoś nie potrafią tego przełożyć na codzienne zycie. To nie jest proste.

I ta kopa od życia... no, rozumiem, jak człowiek ledwo dycha to nie ma głowy do żadnej wprawy :/ może właśnie wtedy jednak coś zostaje wbite głębiej, nie wiem.


Odpowiedz
(@pole882)
Połączone: 19 lat temu

Wpisy: 81

@mandala689 wiesz, ja też sobie nad tym głowię od dawna... czy to pozytywne myślenie jest właściwą droga? Z jednej strony wydaje mi się, że tak, że mamy jakby takie przyzwolenie od Stwórcy żeby być szczęśliwymi, że nie po to nas tu postawił żebyśmy tylko cierpieli i wzdychali. A z drugiej strony łapię sie na tym, że może jednak gdzieś błądzimy myśląc że szczęście na ziemi to jest właśnie to, o co chodzi. I tak kręcę się w kółko 🙂 Bo jak tu myśleć żeby jednocześnie tworzyć, i tworzyć żeby dobrze myśleć... no nielatwo to ująć w słowa, ale chyba wiesz o czym mówię.


Odpowiedz
(@kamil-79)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 42

@pole882 no właśnie, te pytania kręcą mi się po głowie od dawna. Czy w ogóle Stwórca zależy mu na tym, żebyśmy byli szczęśliwi? Czego tak naprawdę od nas oczekuje?

i czy mamy w ogóle prawo myśleć po swojemu, niezgodnie z jakimś tam bożym planem? Czy nasze zdanie, nasze przemyślenia, cokolwiek dla niego znaczą... czy może jest po prostu skupiony wyłącznie na realizacji tego swojego wielkiego planu i nieważne jaką drogą do tego dojdzie?


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@kamil_79 no wiesz, ja to patrzę na to trochę inaczej... stwórca nie jest żadną odrębną jednostką gdzieś tam siedzącą i snującą wielkie plany. On jest częścią nas, a my częścią jego, to jest jedna całość. Wszyscy razem tworzymy tę jednosc, tylko że jako ludzie tutaj na ziemi o tym zapominamy, często tego nawet nie czujemy. I właśnie na tym polega cała robota, żeby sobie to przypomnieć, odnaleźć w sobie że jesteśmy boskimi istotami. Bóg jest w nas i my jestesmy w Bogu, nie ma żadnego oddzielenia. Więc pytanie czy on chce naszego szczęścia i czy obchodzi go nasze zdanie... hmm, trochę bez sensu, bo to jakbyś pytał czy twoja lewa ręka życzy dobrze prawej.


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@kamil_79 spróbuj przez chwile wyobrazić sobie że jesteś Jezusem i patrzysz na każdego człowieka dokładnie tak, jak On patrzy... a jednoczesnie w każdej napotkanej osobie widzisz tego samego Jezusa. czy jeśli tak to sobie wyobrazisz, czujesz jakąs różnicę w tym jak spostrzegasz świat i co przy tym odczuwasz?


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@pole882 no właśnie, myślę że to nie jest żaden błąd. Bo żadnemu z nas nie jest pisane trwać tu w nieskończonej euforii i radości. Po prostu nie przychodzimy na ziemię po to żeby odpoczywać, tylko żeby nad sobą pracować. I to szczęście, o którym piszesz, polega moim zdaniem na czymś zupełnie innym niż sam komfort czy brak bólu. Chodzi o to, żeby rozumieć, że ból, trudności, to wszystko co nas boli, jest dla nas z jakiegoś powodu. Że jeśli coś czujemy, to znaczy że musimy to przepracowac, uwolnić się od tego, a nie walczyć z tym na zewnątrz. i właśnie to wewnętrzne poczucie szczęścia polega na tej ufności że coś jest dla naszego dobra, że to nas podnosi.

Poza tym mam wrażenie że przychodzimy tu doświadczyć tej ciężkiej, gęstej wibracji i nauczyć sie w niej funkcjonowac. Jesteśmy Boskimi istotami, ale rodząc się tutaj o tym zapominamy i musimy do tego dojść sami, przez kolejne wcielenia, własnym wysiłkiem. To jest nauka, bez drogi na skróty.

No i jest jeszcze coś, co rzuca mi się w oczy kiedy patrzę na ludzi dookoła: ten ogromny strach. O przetrwanie, o samotność, o śmierć, o zabezpieczenie. Myslę że właśnie to trzeba w sobie przepracować i zamienić na coś innego. Nie robić dobra z leku przed karą, ale dlatego że napełnia nas miłość. To zupełnie inna motywacja.

Cierpienie nas do Boga zbliża, to fakt, zmusza do szukania. Ale jest też druga droga, przez radość i wiarę. Gdybyśmy nie cierpieli, pewnie nigdy byśmy sie nawet nie zorientowali co mamy w sobie do przepracowania i stalibyśmy w miejscu. A chodzi o to żeby się wznosić, i może kiedyś na ziemi osiągnąć coś w rodzaju raju, i wtedy... nie wiem, brzmi to trochę jak science fiction, ale to przejście w inny wymiar gdzie cierpienia już nie ma. Nie umiem tego inaczej nazwac 🙂


Odpowiedz
(@kamil-79)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 42

@mandala689 no właśnie, ta kwestia równowagi to ciekawy punkt. Buddyzm mówi o drodze środka i chyba coś w tym jest, bo życie w ciągłej euforii to tyle samo skrajności co życie w ciągłym bólu. Jedno i drugie to brak stabilności, nie jakaś wyższa duchowość.

Ale mam pytanie, które mnie naprawdę nurtuje: skąd niewierzący ma wiedziec, że siedem lat cierpienia które przeżywa to „dla jego dobra”? Nie ma tej ufności w Boga, nie ma tego klucza interpretacyjnego. Dla niego to po prostu siedem lat życia w dół. I na jakiej podstawie my albo ktokolwiek inny mamy mu mówić że to błogosławieństwo?

I drugie pytanie, które też zostało pominięte: skad wierzący wiedzą że Bóg jest dobry? To nie jest pytanie złośliwe, serio. Bo jeśli przyjmiemy że wszystko co się dzieje jest z jego woli albo przyzwolenia, to skąd pewność co do jego natury?

Co do przepracowywania na nowo tego, co już w sobie mamy... no to brzmi trochę jak ktoś, kto specjalnie rozbiera zbudowany dom żeby móc go zbudować znowu. Sens tego mnie szczerze mówiąc umyka.

A kwestia cierpiętnictwa w kościele katolickim to osobny rozdział. Znam takie przypadki kiedy choroba była traktowana jako przywilej i niemal tytuł do chwały. To jest moim zdaniem zwykłe przekucie bezradności w coś co można jakoś znieść, nie duchowość.


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@kamil_79 no wiesz, sam też kiedyś zadawałam sobie te same pytania i rozumiem skąd to podejście, bo przez długi czas myślałam o tym podobnie. Spróbuję to jakoś wytłumaczyć, chociaż nie jestem pewna czy znajdę odpowiednie słowa żeby to dobrze przekazać... ale jak usypię dziecko bo narazie biega mi po głowie i nie moge sie skupic 🙂


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@kamil_79 no właśnie, mam nadzieję że bobas w końcu zasnął i uda ci się pozbierać myśli 🙂

A tak przy okazji, to chciałabym dodać do tego co poruszałaś wcześniej... są takie strony gdzie te informacje są podane naprawdę przystępnie, materiału do czytania sporo ale warto, powinno nakierować na odpowiedzi których szukasz. Wróce jeszcze do tego wątku, bo go lubię i cos pokombinujemy razem.

Co do tej euforii to masz rację, nadmierne emocje rozchwiują równowagę, i to nie tylko ta euforia, ale też nadmierna radość, smutek, depresja. Najważniejszy jest spokój wewnętrzny, taka stabilność. I co ciekawe to nie jest tylko kwestia buddyzmu czy duchowości, bo nawet medycyna wschodnia mówi to samo. Tam emocje mają ścisły związek z ciałem, oddziałują na siebie wzajemnie. Chodzi o to że np. zła dieta może prowadzić do problemów z alkoholem, slaba kondycja fizyczna sprzyja agresji albo depresji, a z drugiej strony stany emocjonalne wyniszczają ciało. To taki układ naczyń połączonych w obie strony, nikt tego nie wymyślił na potrzeby ezoteryki, to stara wiedza.

Adres: www . epokaserca . pl/index . php?/plain


Odpowiedz
(@pole882)
Połączone: 19 lat temu

Wpisy: 81

@mandala689 no wiesz, wtrącę się tu ze swoimi dwoma groszami 🙂

piszesz o tej „drodze środka” i o tym że emocje niby niszczą... hm, zastanawiam się nad tym. Bo przeciez od małego nam wtłaczają do głowy, że okazywanie emocji to cos wstydliwego, że prawdziwie dojrzały człowiek nie ekscytuje sie, nie smuci za bardzo, siedzi jak ten kamień i patrzy spokojnie. Niby to ma świadczyć o tej dojrzałości.

Ale zaraz, zaraz... gdyby naprawde naszą rolą w życiu było być kamieniem, to chyba urodzilabysmy się kamieniami, nie? 🙂 No bo po co nam w takim razie te emocje, po co całe to wyposażenie w uczucia, radości, smutki, tęsknoty... przeciez to wszystko po coś jest. Owszem, emocje bolą, nieraz bardzo. Ale chyba właśnie na tym polega życie żeby to czuć, nie żeby trwać bez odczuwania czegokolwiek.


Odpowiedz
(@mandala689)
Połączone: 18 lat temu

Wpisy: 130

@pole882 no właśnie, chodzi mi o równowagę, o jej osiąganie, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie trafnie ocenić sytuację. Kiedy ktoś jest w euforii albo totalnym dołku to ma zamazany obraz rzeczywistości i tyle. To nie jest tak, że mamy nic nie czuć, chodzi o zachowanie wewnętrznej równowagi i to jest zupełnie co innego niż bycie kamieniem.

Myślę że największe nieporozumienia na tym forum wynikają z tego że każdy inaczej rozumie te same pojęcia, każdy ma trochę inną wiedzę i inaczej to wszystko interpretuje 🙂 no nic nie poradzisz na to.

wewnętrzna równowaga to nie jest brak uczuciowości, wrecz przeciwnie bo ona jest wstępem do wyższych wibracji gdzie zaczynamy więcej rozumieć, otwieramy serce i naszego ducha na coś więcej, a nie te przyziemne emocje które nas po prostu ściągają w dól. Wtedy mamy też świadomość ego i potrafimy odróżnić je od tego co jest naprawdę duchowe, i nie dać się prowadzić temu ego.


Odpowiedz
(@jasny-cisza)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 238

@zrodlo487 no powiem ci, że trochę mi szczena opadła czytając to 😀 życzę powodzenia w tych staraniach heh


Odpowiedz
Wpisy: 45
(@cisza762)
Połączone: 16 lat temu

Sny, w których pojawiają się anioły, z reguły odczytywane są jako pozytywny znak. Różne interpretacje mogą się od siebie różnić w detalach, ale ogólnie rzecz biorąc takie marzenie senne uchodzi za dobrą wróżbę.


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@gosia-94)
Połączone: 16 lat temu

kto z nas nie miał choć raz takiego snu, że wstał rano z uśmiechem i myślał o nim przez cały dzień 🙂 to zupełnie normalne i nie ma co się dziwić


Odpowiedz
Wpisy: 2
(@cisza365)
Połączone: 16 lat temu

Anielski sen to takie określenie, które odnosi się do snu, w którym anioł pojawia sie jako konkretna postać albo jako pewien symbol. Wiele osób jest przekonanych, że tego typu sny niosą ze sobą przesłanie z wyższego źródła i mogą przynosić pocieszenie, dawać wsparcie lub też stanowić rodzaj ostrzeżenia.

Warto dodać, że sny o aniołach bywają też odczytywane jako sygnał od kogoś, kto już odszedł z tego świata, albo jako przejaw obecności naszego duchowego przewodnika. Aniołom przypisuje się bowiem rolę istot, które pomagają nam w rozwiązywaniu problemów, wspierają nas gdy jest ciężko i pomagają odnaleźć sens tego co robimy i dokąd zmierzamy w życiu.

Trzeba jednak pamiętać, że interpretacja snów jest zawsze kwestią subiektywną i mocno zależy od indywidualnych doświadczeń konkretnej osoby.

Adres: www . znaczenia-snu . pl


Odpowiedz
Udostępnij: