Forum

Asystent AI
Rytuały w zawodach ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w zawodach kreatywnych - inspiracja i blokada

Strona 1 / 2

Wpisy: 126
Rozpoczynający temat
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Pracuję jako ilustratorka i od jakiegoś czasu mam taki problem, że rytuały które sama sobie wymyśliłam zaczęły mnie dosłownie paraliżować zamiast pomagać. Zaczęło się niewinnie - zapalałam świecę przed rysowaniem, parzyłam konkretną herbatę, siadałam zawsze w tym samym miejscu. eh przez kilka miesięcy to działało świetnie, miałam wrażenie że sama ta sekwencja czynności przestawia mnie w jakiś tryb pracy. A potem nagle przestało. nie mogłam zacząć rysować jeśli skończyła mi się ta konkretna herbata albo świeca była nie tego koloru. Serio, siedziałam i gapiłam się w białą kartkę bo coś było nie tak z moją "ceremonią". ktoś miał coś podobnego? Zastanawiam się czy to w ogóle jest kwestia rytuału czy raczej czegoś innego co się za nim kryje.


Odpowiedz
127 odpowiedzi
5 Odpowiedzi
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Marsella Wracając do samego wątku o blokadzie - to co opisuje autorka tematu jest opisywane w różnych tradycjach pod pojęciem "przekształcenia rytuału w więzienie formy". W tradycji ceremonialnej istnieje coś co nazywa się wentylacją rytuału, czyli świadome wprowadzanie zmienności żeby forma nie stwardniała. Konkretnie: co jakiś czas celowo zmieniasz jeden element rytuału, nie dlatego że musisz, ale żeby sprawdzić czy potrafisz. Jeśli nie możesz zmienić żadnego elementu bez poczucia katastrofy - to sygnał że czas rozebrać cały rytuał i zbudować go od nowa ze świadomością co tak naprawdę chcesz w nim zawrzeć. Marsella, czy próbowałaś kiedyś świadomie złamać swoją sekwencję żeby zobaczyć co się stanie?


Odpowiedz
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Tekla73 Właśnie to próbowałam robić ostatnio. Świadomie zaparzyłam inną herbatę i siedziałam z tym dyskomfortem. i co ciekawe - po jakimś czasie to przeszło i zaczęłam rysować. Ale nie wiem czy to była zasługa świadomego złamania rytuału czy po prostu miałam dobry dzień. Trudno mi ocenić.


Odpowiedz
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Marsella To co opisuje bardzo mi się kojarzy z czymś co w pracy z czakrami nazywamy blokadą splotu słonecznego w kontekście twórczości. Kiedy rytuał przestaje dawać poczucie sprawczości i zaczyna generować lęk - to często jest właśnie to miejsce. Ciekawi mnie jedna rzecz: czy ta blokada pojawiła się w jakimś konkretnym momencie w życiu, niekoniecznie związanym z samym rysowaniem?


Odpowiedz
(@quintessa56)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Marsella Słuchajcie, jestem tu raczej sceptyczna co do całej tej magii, ale ta konkretna rozmowa ma sens nawet z bardzo przyziemnego punktu widzenia. To co opisujecie to w zasadzie behawioralne warunkowanie. Piszę to bez kpiny - naprawdę. Palov i jego psy, prawda? Mózg uczy się reagować na bodźce. I może właśnie dlatego te "rytuały" działają na wielu twórców - to jest trening umysłu a nie magia. Marsella A po prostu przetrenowała swój mózg tak żeby potrzebował tych konkretnych bodźców zamiast traktować je jako jeden z możliwych sygnałów.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Quintessa56 I wiesz co? Nie będę się z tym kłócić, bo mechanizm jest podobny. Różnica jest dla mnie taka: rytuał ezoteryczny ma dodatkową warstwę - świadome zaproszenie czegoś co jest poza twoją codzienną świadomością, jakkolwiek to nazwiesz. Ale tak, na poziomie mechanizmu działania - podobieństwo do warunkowania jest realne. I właśnie dlatego można rytuał "odzwyczaić" podobnymi metodami co każdy nawyk. Nie oznacza to jednak że rytuał to "tylko" nawyk.


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To co opisujesz to klasyczny przykład tego jak rytuał przechodzi z fazy wspierania w fazę uzależnienia od warunków zewnętrznych. Mam na myśli coś konkretnego - na początku rytuał działa jako sygnał dla umysłu, coś w stylu "teraz jest czas na tworzenie". Z czasem jednak umysł zaczyna traktować elementy rytuału nie jako sygnał, ale jako warunek konieczny. I to jest spora różnica. W tradycjach szamańskich czy druidycznych mówi się o tym że rytuał ma służyć praktykującemu, nie odwrotnie. jeśli zaczynasz być sługą swojego własnego rytuału to coś poszło nie tak. Ale powiedz mi więcej - czy te blokady pojawiły się stopniowo czy nagle, z dnia na dzień?


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Sama przez to przechodziłam, tyle że jeśli chodzi o rozkładania tarota przed sesjami twórczymi. Miałam swój konkretny układ kart, konkretny czas, konkretne miejsce. I też w pewnym momencie zaczęłam odczuwać coraz większy lęk że jeśli czegoś nie zrobię "tak jak trzeba" to praca będzie zepsuta. To trochę bardziej skomplikowane niż się wydaje, bo rytuał rzeczywiście zmienia stan umysłu, ale nie przez magię elementów zewnętrznych - raczej przez powtarzalność i intencję. Problem zaczyna się wtedy kiedy intencja gdzieś po drodze znika, a zostaje sama forma.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Fraida Ale właśnie - skąd wiadomo w którym momencie to się przełącza? Bo mi się wydaje że to jest bardzo płynne i ciężko to wyłapać w czasie rzeczywistym. Sama mam swoje rytuały związane z pisaniem i czasem zastanawiam się czy to co robię to jeszcze świadoma praktyka czy już nawyk który mnie ogranicza.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Fraida Podpisuję się pod tym co napisała i chciałabym dodać jedną rzecz. Jest taka różnica między rytuałem a kompulsją i ona nie zawsze jest oczywista dla osoby praktykującej. Rytuał ma otwierać przestrzeń, kompulsja ją zamyka. Jak siedzisz przy pustej kartce i czujesz lęk bo świeca jest nie ta, to już nie jest rytuał w żadnym sensie tego słowa. Mam wrażenie że to zagadnienie dotyka bardzo wielu osób twórczych i rzadko się o tym mówi wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

A nie jest tak że samo pojęcie rytuału kreatywnego jest trochę przereklamowane? czytałam kiedyś o tym jak różni artyści mają swoje dziwne nawyki przed pracą i wszyscy to gloryfikują - Schiller trzymał zgniłe jabłka w szufladzie, Beethoven liczył ziarna kawy. Ale czy to rytuał czy po prostu ekscentryzm? Serio pytam, bo sama nie wiem jak to rozróżnić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Natka75 To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. ojej no, róznica między nawykiem, ekscentryzmem a rytuałem leży głównie w intencji i w tym co się z tą czynnością wiąrze na poziomie wewnętrznym. Schiller pewnie nie myślał "teraz odprawiam rytuał zapraszania natchnienia" - po prosttu gnijące jabłka działały na jego zmysły w sposób który mu pomagał. Z ezoterycznego punktu widzenia rytuał ma jednak element świadomego przekraczania zwykłego stanu, zaproszenia czegoś większego do pracy. Ale przyznam szczerze - ta granica jest płynna i sam czasem się zastanawiam czy moje rytuały nie są po prostu bardzo skomplikowanymi nawykami.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam inne podejście do tego i nie wiem czy się ze mną zgodzicie. Wydaje mi się że kamienie mogą tu dużo pomóc, szczególnie przy pracy twórczej. Cytryn albo karneol są podobno związane z kreatywnością i przepływem energii. Może problem nie jest w samym rytuale tylko w tym że nie ma w nim odpowiednich elementów które naprawdę wspierają przepływ?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 165

@Klatwa Hm, ale czy nie bierzesz trochę za dużo na wiarę tego co się mówi o kamieniach? Nie mówię że to nie działa, bo sama pracuję z nimi od lat. Ale jeśli ktoś ma problem polegający na tym że rytuał za bardzo go ogranicza, to dokładanie kolejnych elementów do rytuału brzmi jak leczenie kaca następną lampką. Pytanie do Marselli jest inne - co tak naprawdę chciałaś osiągnąć tym rytuałem na początku?


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i mam pytanie może głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro rytuał ma "otwierać przestrzeń" jak to ktoś wyżej napisał, to po co w ogóle rytuał zamiast po prostu... siąść i pracować? Serio, pytam bez złośliwości. Sam zaczynam z rytuałami i trochę się gubię w tym co jest ich sensem. Bo z tego co czytam, to chyba łatwoo można zrobić z tego coś co przeszkadza zamiast pomagać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Sylwester75 Ale właśnie to jest sedno. Nie każdy potrzebuje rytuału do pracy twórczej i nikt ci nie powie że musisz go mieć. Rytuał ma sens kiedy twój umysł potrzebuje sygnału do zmiany trybu. Są ludzie którzy po prostu siadają i tworzą bez żadnego przygotowania. Są też tacy którzy bez jakiegoś przygotowania nie mogą się przestawić. To jest bardzo indywidualne. Problem pojawia się gdy ktoś myśli że musi mieć rytuał bo tak trzeba, albo gdy rytuał wyrasta ponad funkcję sygnału.


Odpowiedz
Wpisy: 529
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawy wątek, choć przyznam że podchodzę do tego bardzziej z perspektywy numerologicznej. Zastanawiam się czy ktoś z was świadomie dobiera czas rytuału, nie tylko jego elementy. Mam na myśli konkretne godziny, dni tygodnia, fazy księżyca - szczególnie przy pracy twórczej która ma jakiś cykl. Bo może problem Marselli leży też w tym że rytuał był zawsze taki sam niezależnie od czasu, a czas ma wpływ na to jak odbieramy nasze własne praktyki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Dadzbog Tak, to ma sens. w tradycjach rytualnych bardzo rzadko stosuje się rytuały identyczne niezależnie od czasu i kontekstu. Księżyc w nowiu sprzyja zaczynaniu, w pełni - domykaniu i intensywności. Jeśli ktoś ma rytuał który jest zawsze taki sam, to niejako ignoruje ten rytm. Choć z drugiej strony - dla początkujących zbytnia złożnoość rytuału to też pułapka. Jak dodajesz za dużo zmiennych, łatwo się zgubić w formie i znowu stracić intencję.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tego co powiedziała Tekla o wentylacji rytuału bo to mnie bardzo uderzyło. Mam pyytanie praktyczne: jak często robić takie świadome złamanie? eh, raz na miesiąc, przy każdym nowiu, losowo? Bo jeśli robię to za często to chyba nie ma rytuału w ogóle, a jeśli za rzadko to wracamy do punktu wyjścia.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Chryzoprazkaa To nie jest kwestia harmonogramu. Sygnałem nie jest kalendarz, tylko twoje odczucie. Kiedy zaczynasz czuć że rytuał staje się obowiązkiem zamiast wyborem, albo że boisz się go zmienić - to jest ten moment nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. znam ludzi którzy praktykują te same rytuały od dekad i to im służy. Znam innych którzy muszą je modyfikować co kilka tygodni bo inaczej zamierają. wydaje mi się że autorka tematu zadała tu bardzo ważne pytanie - nie "jaki rytuał wybrać" tylko "skąd wiedzieć że już nie służy". I to jest chyba centrum całej tej rozmowy.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Pustelnik Ale właśnie - to odczucie, o którym piszesz, to jest coś co można łatwo przegapić jeśli się jest głęboko w projekcie. Szczególnie przy pracy twórczej, gdzie emocje i tak są przez cały czas nakręcone. Jak ty odróżniasz lęk przed złamaniem rytuału od zwykłego lenistwa albo oporu przed pracą? Bo mi to się czasem miesza.


Odpowiedz
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Dadzbog Właśnie to jest moje pytanie od początku i cieszę się że to nazwał. bo ja nie wiem czy czuję lęk przed złamaniem rytuału, czy może po prostu mam opór przed siedzeniem przy pustej karte. Jedno i drugie wygląda tak samo z zewnątrz - odwlekam, szukam wymówek, poprawiam ołówki. Skąd wiadomo co jest czym?


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest naprawdę ważne rozróżnienie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi, ale mam pewną obserwację. Kiedy chodzi o opór przed pracą, to zwykle po zaczęciu robi się lepiej. Siadasz i po kilku minutach wchodzisz w rytm. Natomiast lęk rytualny wygląda inaczej - możesz siedzieć godzinę i wcale nie jest lepiej, bo cały czas kątem oka pilnujesz czy wszystko jest "tak jak trzeba" eee, to jest inne napięcie.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Szeptucha Dobra, to ma sens. Ale co z sytuacją kiedy jedno nakłada się na drugie? Mam na myśli - opór przed pracą plus lęk rytualny jednocześnie. Ja w pewnym momencie nie mogłam rozgryźć skąd co pochodzi i zaczęłam podejrzewać że moje rytuały to tylko bardzo elegancki sposób na prokrastynację. I szczerze mówiąc nadal nie wiem czy się myliłam.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Chryzoprazkaa No właśnie to powiedziała na głos coś co siedziaław mojej głowie przez całą tę rozmowę. Rytuał jako prokrastynacja w przebraniu. To jest taka pułapka, bo wygląda jakbyś robiła coś produktywnego, prawda? Parzysz herbatę, układasz kamienie, medytujesz kwadrans - i czujesz że pracujesz, tylko efektu nie ma żadnego.


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Natka75 Ale to trochę za duże uproszczenie. Prokrastynacja to unikanie zadania. Rytuał - nawet jeśli długi - to przygotowanie do zadania. Różnica jest w tym co się dzieje po. jeśli po rytuale siadasz i pracujesz, to nie jest prokrastynacja, nawet jeśli rytuał trwa pół godziny. Prokrastynacja to kiedy po rytuale wymyślasz kolejny rytuał.


Odpowiedz
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Fraida To jest pierwsza definicja w tej rozmowie która coś mi wyjaśniła, serio. Czyli kryterium jest to co się dzieje po, nie ile czasu trwa sam rytuał. a co jeśli rytuał trwa długo i potem siadasz do pracy, ale jesteś tak zmęczony rytuałem że praca idzie słabo? Pytam bo u mnie tak bywa.


Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Sylwester75 To co opisuje ma swoją nazwę w starszych tekstach o praktyce ceremonialnej - coś w rodzaju wyczerpania obrzędowego. Rytuał który pobiera więcej energii niż daje jest źle skalibrowany. W tradycji hermetycznej mówi się o zasadzie ekonomii rytualnej - rytuał powinien być krótszy i prostszy niż efekt który chcesz osiągnąć, nie odwrotnie. ehh, Jeśli po rytuale nie masz już siły na właściwą pracę, to sygnał że proporcje gdzieś się rozjechały.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Tekla73 A nie myślisz że to moe zależeć od rodzaju rytualu? Bo jeśli ktoś robi coś z elementami fizycznymi, ruchem, głosem, to jest inna dynamika energetyczna niż medytacja czy zapalenie świecy. Mnie np. krótkie, spokojne rytuały wyciszają przed pracą, ale słyszałam o ludziach którzy potrzebują czegoś bardziej aktywnego żeby się uruchomić.


Odpowiedz
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 165

@Klatwa Hej, ale tu mnie trochę zaczepia to słowo "dynamika energetyczna" - co konkretnie masz na myśli? Bo to może oznaczać bardzo różne rzeczy w zależności od kontekstu. Nie podważam samej obserwacji, bo masz rację że różne typy rytuałów działają inaczej na poziomie fizycznym, po prostu chcę rozumieć co dokładnie czujesz różnicę.


Odpowiedz
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Sylwester75 Wracając do wątku o zmęczeniu po rytuale - to mnie też zastanawia jeśli chodzi o czakry splotu słonecznego, ale zostawię to na bok. o matko, praktyczniej: czy ktoś próbował skracać rytuał stopniowo i obserwować gdzie jest punkt w którym zaczyna tracić działanie? Mam wrażenie że większość z nas albo ma za długi rytuał albo za krótki i nie testuje środka.


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Marzenka zadaje dobre pytanie i to jest coś co naprawdę warto przetestować. Ale żeby to sensownie zrobić, trzeba mieć jakiś punkt odniesienia - co znaczy że rytuał "działa"? Dla każdego to może być coś innego. Jedna osoba czuje przepływ, inna po prostu siada i zaczyna pisać bez myślenia. Jak wy to mierzycie u siebie? Serio pytam, bo to nie jest oczywiste.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@quintessa56)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Pustelnik Ja mierzę to bardzo przyziemnie - ile napisałam albo narysowałam w danej sesji i jak długo zajęło mi zaczęcie 😉 Wiem że to brzmi jak tabelka z Excela, ale przez kilka miesięcy faktycznie porównywałam dni z rytuałem i bez. I powiem wam że różnica była, choć nie zawsze na korzyść rytuału. Czasem bez rytuału szłam lepiej, bo po prostu nie traciłam czasu na przygotowania.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Quintessa56 To jest ciekawy eksperyment, ale zastanawiam się czy uwzględniałaś czynniki zewnętrzne - dzień tygodnia fazę księżyca, swój nastrój w danym dniu. Bo jeśli dni bez rytuału były akurat dniami kiedy byłaś i tak w dobrej formie, to porównanie może być trochę na skos. nie mówię że twoje dane są złe, tylko że zmiennych jest dużo.


Odpowiedz
(@quintessa56)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Dadzbog Uczciwie - nie uwzględniałam fazy księżyca, bo nie śledzę tego na co dzień. ale nastrój zapisywałam, tak. I masz rację że to może zaburzać wyniki. Może powinnam to powtórzyć bardziej systematycznie. Chociaż teraz myślę że sam proces notowania stał się dla mnie rytuałem, co jest trochę ironiczne jeśli chodzi o tej rozmowy.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

ojej Quintessa właśnie powiedziała coś co mnie rozbawia i jednocześnie trafia w sedno. Notowanie jako rytuał. To chyba pokazuje że rytualizacja jest jakiś naturalnym odruchem - kiedy coś działa albo sprawia że czujemy się bezpieczniej, to robimy to regularnie i zaczyna stawać się rytuałem nawet bez intencji. Zastanawiam się czy to w ogóle jest problem czy tylko problem kiedy idzie za daleko.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Chryzoprazkaa dotknęła czegoś istotnego. W tradycji antropologicznej - Durkheim, van Gennep i późniejsi - rytualizacja jest opisywana właśnie jako naturalna odpowiedź na niepewność i przejścia. Twórczość to w zasadzie ciągłe bycie w progu, między tym co było a tym co jeszcze nie istnieje. Więc to że twórcy rytualizują jest niemal nieuchronne. oj tam pytanie nie brzmi czy rytualizować, tylko jak robić to z głową.


Odpowiedz
Wpisy: 126
Rozpoczynający temat
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Tekla, to co piszesz o progu między tym co było a tym co jeszcze nie istnieje to chyba najlepsze zdanie w tym wątku jeśli chodzi o opis tego co czuję kiedy siadam do pracy. Mam dokładnie to poczucie i teraz rozumiem dlaczego mój rytuał był tak ważny - dawał mi jakieś potwierdzenie że ten próg przekroczyłam. Problem zaczął się kiedy rytuał stał się samym progiem, a nie przejściem przez niego.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Marsella to właśnie powiedziała to na czym mi zależy od początku tej rozmowy i bardzo dobrze że to nazwała. Rytuał jako próg, przez który się przechodzi, a nie który się strzeże. To zdanie chyba najlepiej opisuje kiedy rytuał przestaje służyć, a zaczyna ograniczać 🙂 I wracając do pytania z początku wątku - może właśnie ten moment jest sygnałem że trzeba coś zmienić, nie dlatego że rytuał jest zły, tylko że zamienił ci się w wartownika.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Szeptucha To jest ładna metafora, ale powiedz mi jak praktycznie wygląda "przejście przez próg" w rytuale 😉 Bo z tego co rozumiem, to powinno być coś co się odczuwa, nie tylko koncepcja. Czy to jest po prostu moment kiedy przestajesz myśleć o rytuale i zaczynasz myśleć o pracy? Bo jeśli tak, to chyba wszyscy to znamy, tylko nie nazywamy tego przejściem przez próg.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Szeptucha Czyli jeśli dobrze rozumiem - moment przejścia przez próg to nie jest żaden wielki wewnętrzny sygnał, tylko po prostu zaczęłaś pisać albo rysować i tyle? Pytam bo zawsze szukałam jakiegoś wyraźnego "klik" w głowie i może to był błąd.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Natka75 Właśnie tak. Nie ma żadnego dzwonka. Rytual kończy się, siadasz - i albo zaczynasz, albo nie. Ale to "albo nie" też jest informacją, nie porażką. Jeśli po rytuale ciągle nie możesz zacząć, to rytuał robi coś innego niż myślisz że robi 🙂


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Szeptucha No właśnie, bo ja przez długi czas myślałam że mój rytał mnie przygotowuje, a on mnie tak naprawdę uspokajał z tego co teraz widzę 😉 I to nie jest to samo. Uspokojenie nie zawsze prowadzi do twórczości, czasem prowadzi do drzemki.


Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Chryzoprazkaa mówi o czymś co w badaniach nad kreatywnością pojawia się pod różnymi nazwami - jedna z nich to "incubation trap", pułapka inkubacji. ojej no stan odprężenia bywa mylony ze stanem gotowości twórczej, a to dwa różne stany fizjologicznie. Gotowość twórcza to lekkie pobudzenie, nie cisza.


Odpowiedz
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Tekla73 To ciekawe bo to by tłumaczyło czemu moje rytuały z kadzidłem i spokojną muzyką czasami działają odwrotnie niż chcę. Może zbyt wyciszam system nerwowy przed pracą która wymaga pewnej aktywacji?


Odpowiedz
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 165

@Marzenka98 To jest bardzo konkretna obserwacja. ojej różne rodzaje pracy twórczej mają chyba różne zapotrzebowanie na poziom pobudzenia - pisanie analityczne to jedno, improwiazcja muzyczna czy malowanie to drugie. Czy twój rytuał jest taki sam niezależnie od tego co potem robisz?


Odpowiedz
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Edytka83 Uczciwie - tak, jest taki sam. Nie pomyślałam o tym że może powinien być inny w zależności od zadania. To mnie teraz rozchyla jakiś nowy sposób myślenia o tym.


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

To "klik" to chyba mit, który funkcjonuje w bardzo wielu miejscach jednocześnie - w coachingu, w terapii, w praktyce rytualnej. Jakbyśmy wszyscy czekali na jakiś sygnał startowy który nigdy nie przychodzi w tej formie jakiej oczekujemy 😉


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

A co robi w takim razie? Bo to zdanie mnie zatrzymało. Jeśli rytuał nie prowadzi do pracy, to jaką funkcję według ciebie pełni? Naprawdę pytam, nie retorycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Hej, ale czy to nie jest tak że rytuał ma też swoją własną logikę niezależną od zadania które po nim następuje? Jeśli zaczynam go dostosowywać do każdego projektu osobno, to czy to jeszcze jest rytuał czy już tylko technika rozgrzewkowa?


Odpowiedz
13 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Klatwa To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. W tradycji ceremonialnej rytuał ma stałą formę właśnie po to żeby działał niezależnie od kontekstu - stałość jest częścią mechanizmu. Ale w praktykach szamańskich na przykład rytuał bywa dostosowywany do intencji i ta elastyczność jest jego siłą, nie słabością. Która tradycja cię bardziej przyciąga?


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Pustelnik Hmm, nigdy o tym tak nie myślałam. Chyba bliżej mi do tej drugiej opcji, bo zawsze czułam że stały schemat mnie po jakimś czasie zaczyna nudzić i przestaje działać. Ale nie wiedziałam że to ma jakieś uzasadnienie poza moją niecierpliwością.


Odpowiedz
(@quintessa56)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Klatwa To co mówi o nudzeniu się rytuałem - ja to znałam i długo myślałam że coś robię źle. A może to po prostu sygnał że dany rytuał wypełnił swoją funkcję i potrzeba czegoś nowego? Nie muszę się do niego przywiązywać jak do dogmatu.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Quintessa56 Ale czy nie ryzykujesz że zawsze będziesz zaczynać od nowa zanim jakikolwiek rytuał zdąży naprawdę zadziałać? Mam na myśli że może nuda to po prostu opór w innym ubraniu.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Klatwa ehh, wracając do tego co powiedziała o nudzeniu - ciekawe jest że w tradycji medytacyjnej ten moment nduy czy oporu wobec praktyki jest często opisywany jako ważny etap, nie jako sygnał do zmiany 🙂 Japońskie pojęcie "shoshin" - umysł początkującego - to właśnie zdolność do wracania do czegoś z nową uwagą, nie dlatego że jest nowe, ale dlatego że patrzysz inaczej.


Odpowiedz
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Dadzbog, to jest coś co mi się kręci w głowie od jakiegoś czasu. Mój rytuał robiłam latami tak samo i był dobry. Potem zaczął mi "nie wychodzić" i pomyślałam że trzeba go zmienić. A może po prostu nie byłam przy nim obecna tak jak wcześniej? Może problem był gdzie indziej.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Marsella dotknęła czegoś o czym rzadko się mówi - obecność podczas rytuału to nie jest stan domyślny. ojej no, można rytuał odprawić poprawnie technicznie i być przy tym kompletnie nieobecną. I wtedy faktycznie nic nie działa, ale nie dlatego że rytuał się zużył.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Szeptucha A jak rozpoznajesz że byłaś obecna czy nie? ojej no bo to brzmi jak coś oczywistego, ale jak naprawdę patrzę na swoje praktyki, to nie zawsze jestem pewna czy byłam obecna czy tylko mechanicznie wykonałam kolejne kroki.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Chryzoprazkaa pyta o coś, z czym naprawdę długo się zmagałam. Obecność podczas rytuału - jak ją rozpoznać? U mnie najpewniejszym sygnałem jest to, że po skończeniu nie pamiętam dokładnie kolejności kroków. Byłam przy tym, nie obserwowałam siebie z boku. Kiedy wychodzę z rytuału i mogę go zrelacjonować krok po kroku jakby to był przepis - to znaczy że moja głowa pracowała, nie ja.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Szeptucha To jest naprawdę trafne. Bo ja właśnie potrafię relacjonować swoje rytuały niemal co do minuty i zawsze myślałam że to dowód zaangażowania, a może to jest dowód odwrotny? Że obserwuję zamiast być 😉


Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Szeptucha To co opisuje ma też potwierdzenie w badaniach nad stanem flow - Csikszentmihalyi opisywał właśnie zanik poczucia czasu i zatracenie obserwacji siebie jako jeden z wyróżników głębokiego zaangażowania 🙂 Szczegółowy opis sekwencji po fakcie często sugeruje że ktoś był "nad" doświadczeniem, nie "w" nim. Ale - i to ważne - nie każdy rytuał musi prowadzić do flow. Niektóre są z założenia bardziej ceremoniczne, bardziej zewnętrzne.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Tekla73 A jak odróżnić który ma być który? Bo jeśli dobrze rozumiem, to masz na myśli że są rytuały które z założenia angażują głęboko i takie które są bardziej jak rama - i obie formy są wartościowe, tylko inaczej?


Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Dadzbog Dokładnie tak to rozumiem. Rytuał jako wejście w stan - i rytuał jako oznaczenie przestrzeni. Te drugie działają przez samą strukturę, nie przez intensywność przeżycia. Można je wykonać dość mechanicznie i nadal mają sens, bo sygnalizują coś mózgowi - "zaczyna się praca". Kwestia jest taka, czy wiesz co chcesz od swojego rytuału, zanim go zaczniesz.


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Natka zadała właśnie pytanie które mnie trochę zatrzymuje. Bo mam wrażenie że rozróżnienie między "rytuał się wypełnił" a "opór w przebraniu nudy" jest kluczowe i jednocześnie bardzo trudne do sprawdzenia od środka. Skąd wiesz które to jest?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Fraida Właśnie 🙂 I to jest miejsce gdzie zewnętrzna obserwacja albo zapis jest bezcenny - bo z perspektywy wewnętrznej nuda i wyczerpanie możliwości rytuału mogą wyglądać identycznie. Dlatego Quintessa ze swoimi notatkami robiła coś naprawdę sensownego, nawet jeśli metodologia była nieidealna.


Odpowiedz
Wpisy: 126
Rozpoczynający temat
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zatrzymuję się na tym zdaniu Tekli - "czy wiesz co chcesz od swojego rytuału". Bo ja chyba nigdy tego nie zdefiniowałam. Robiłam go bo działał, albo bo tak mi pasował. Nie pytałam go o nic konkretnego, jeśli to ma jakiś sens jako zdanie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Marsella To ma sens i to spory. W pracy z rytuałem intencja to nie jest życzenie ani cel. To jest bardziej pytanie które stawiasz. eh jeśli wchodzisz bez pytania, to rytuał musi sam zdecydować co ci dać - i nie zawsze trafi. Marsella, a czy pamiętasz moment kiedy rytuał zaczął "nie wychodzić"? Co wtedy robiłaś zawodowo, co się działo?


Odpowiedz
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Fraida Pamiętam. Był to czas kiedy miałam dużo zleceń, wszystko na ostatnio, i rytuał stał się kolejną rzeczą do odhaczenia. Wchodziłam z myślą "zróbmy to szybko bo mam deadline". I on przestał działać. Teraz jak o tym mówię na głos to brzmi oczywisto, ale wtedy nie łączyłam tych rzeczy.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Marsella no, to co opisuje - rytuał jako punkt na liście zadań - to chyba jeden z największych pułapek przy pracy kreatywnej. Bo z jednej strony właśnie w zabieganiu chciałoby się żeby rytuał działał najszybciej i najlepiej, a z drugiej strony ten pośpiech go niszczy. Trochę paradoks.


Odpowiedz
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Klatwa A czy jest jakiś sposób żeby skrócić rytuał nie niszcząc go? Bo mam wrażenie że część osób tu mówi o bardzo rozbudowanych praktykach, a ja jak mam napięty dzień to nie mam nawet dwudziestu minut. czy rytuał musi być długi żeby zadziałał?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Sylwester75 Czas trwania rytuału i jego skuteczność to dwie różne rzeczy. Są tradycje gdzie rytuał może trwać kilka sekund - trzy oddechy, dotknięcie określonego przedmiotu, jedno zdanie wypowiedziane na głos. Siła nie leży w długości tylko w jakości przełączenia uwagi. Problem z "krótkimi wersjami" pojawia się wtedy, gdy skracamy rytuał bo nam się spieszy - czyli właśnie wtedy kiedy mamy najmniej uwagi do zainwestowania.


Odpowiedz
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 349

@Pustelnik Ale to trochę kółko bez wyjścia? Kiedy masz czas, masz uwagę. Kiedy masz uwagę, rytuał działa. A kiedy go najbardziej potrzebujesz - bo masz deadline, bo jesteś rozkojarzona - to właśnie wtedy najgorzej działa 😀 Jak się z tego wyrywa?


Odpowiedz
Wpisy: 165
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Marzenka pyta o coś co mnie też długo blokowało. W mojej praktyce wyjście z tego kółka polegało na tym, że przestałam traktować rytuał jako coś co ma mnie przestawić ze stanu stresu w stan gotowości. Zamiast tego - rytuał stał się czymś co robię po tym jak się już trochę ustabilizowałam nie zamiast. Czyli najpierw kilka minut żeby w ogóle obniżyć poziom alarmu, a dopiero potem rytuał. Inaczej rytuał walczy z kortyzolem i przegrywa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Edytka83 To jest konkretna zmiana kolejności a nie samego rytuału - co ustabilizowałaś przed rytuałem? Oddech, ruch coś innego?


Odpowiedz
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 165

@Dadzbog Różnie. Najczęściej dosłownie pięć minut chodzenia, bez telefonu, bez muzyki. Albo zimna woda na nadgarstki. no, coś fizycznego, krótkiego. To nie jest część rytuału, to jest przygotowanie do wejścia w rytuał. Odkąd to rozdzieliłam, rytuał znowu zaczął mieć sens.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Hmm, ale czy to nie jest przypadkiem tworzenie rytuału przed rytuałem? I tak można w kółko cofać się - co przed chodzeniem, co przed zimną wodą. gdzie jest granica między przygotowaniem a prokrastynacją?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Natka75 To jest śmieszne ale poważne pytanie jednocześnie. Bo ja rzeczywiście mam tendencję do budowania coraz większych preambułek przed właściwą pracą i w pewnym momencie wieczór jest skończony a praca nie zaczęta. Czy jest jakiś sposób żeby wyznaczyć sobie granicę?


Odpowiedz
Wpisy: 1307
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Natka i Chryzoprazkaa dotykają czegoś co w pracy z rytuałem nazywam "rytualizacją ucieczki". To jest mechanizm obronny przebrany za przygotowanie. Rozróżnienie jest trudne od środka, ale jest jeden test który mi pomagał - czy po zakończeniu tego przygotowania czuję lekką niecierpliwość żeby zacząć, czy raczej ulgę że jeszcze nie muszę? Niecierpliwość to dobry znak. Ulga - warto się zatrzymać i zapytać co tak naprawdę odkładam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@quintessa56)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 98

@Fraida Ten test z niecierpliwością kontra ulgą - to jest naprawdę celne rozróżnienie. Mogę to przeprowadzić sama bez żadnej zewnętrznej weryfikacji i właściwie od razu wiem odpowiedź, tylko nie zawsze chcę jej słuchać.


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

I w tym miejscu jest sedno blokady twórczej która nas tu interesuje - nie w rytuałach, nie w technikach. W tym że wiemy, ale nie chcemy wiedzieć. Rytuał może dać pretekst żeby nie wiedzieć trochę dłużej. I to nie jest wina rytuału.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@marsella)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 126

@Szeptucha To co napisała na końcu zostaje mi w głowie. że wiemy, ale nie chcemy wiedzieć. I rytuał daje nam czas na niewiedzenie. Trochę mnie to boli, bo przez ostatnie tygodnie myslałam, że pracuję nad sobą, a tu wychodzi że może budowałam coraz bardziej rozbudowaną strukturę żeby nie zaczynać.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Marsella, ale to nie jest tak zero-jedynkowe. Możesz jednocześnie pracować nad sobą przez rytuał I używać go jako bufora. Te dwie rzeczy nie wykluczają się. Pytanie raczej - kiedy stosunek jednego do drugiego się przesuwa i jak to zauważyć zanim zainwestujesz kolejne tygodnie w coś co przestało służyć temu co chciałaś.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 619

@Chryzoprazkaa To ważne zastrzeżenie. Bufor nie jest z definicji złą rzeczą - czasem potrzebujesz właśnie chwili oddechu przed wejściem w trudny materiał 😉 Problem zaczyna się gdy bufor staje się celem samym w sobie i kiedy przestajesz w ogóle docierać do właściwej pracy. Marsella - czy jak kończysz rytuał, to zazwyczaj zaczynasz? Czy jest coś pomiędzy?


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

A może jest tak, że rytuał kończysz i wtedy dochodzi nowa przeszkoda, już nie rytualna, tylko praktyczna? Sprawdzasz telefon, odpowiadasz na wiadomość, coś jeszcze "tylko na chwilę". I to jest ta waściwa ucieczka, tylko że już bez kostiumów ezoterycznych.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Natka75 To by tłumaczyło dlaczego samo usprawnienie rytuału nie wystarczy. Rytuał się kończy, a prokrastynacja i tak znajdzie sobie kolejną szparę. Jakbyś skakała z jednej formy unikania do drugiej, tylko nie widzisz że to nadal unikaie bo zmieniło formę.


Odpowiedz
Wpisy: 98
(@quintessa56)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, ja jestem sceptyczna wobec części tego co tu pada, ale to akurat co Dadzbog i Natka opisują - to jest po prostu mechanizm psychologiczny który nie ma nic wspólnego z tym czy ktoś wierzy w rytuały czy nie. Każdy kto cokolwiek tworzy zna to z autopsji. Ciekawe że rytuał może być jedną z form, a potem żeby nie pisać, można pójść po wodę albo przestawić długopisy. Mózg jest naprawdę pomysłowy.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

To co Quintessa opisuje ma konkretną nazwę - impuls delay. Tim Pychyl, który od lat bada prokrastynację, pokazuje że decyzja o odłożeniu pracy nie jest jedna - ona się odtwarza przy każdym progu przejścia. Kończysz rytuał, przed tobą pusty plik i mózg znowu ocenia: czy zaczniemy? I znowu może zdecydować że nie. Rytuał pomaga przejść przez jeden próg, ale jeśli jest ich kilka, to każdy kolejny wymaga jakiegoś własnego wejścia.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Tekla73 Czyli rozumiem że teoria jest taka, że każde przejście do nowej fazy to osobny próg i osobna decyzja? no dobra, to by oznaczało że nie ma jednego rytuału który przygotuje cię na cały dzień pracy. Tylko seria małych przełączeń :/ Mam wrażenie że to by mogło zupełnie zmienić podejście do tego jak rytóał w ogóle powinien wyglądać.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Sylwester75 W wielu tradycjach pracy rytualnej to jest właśnie standard - seria małych aktów zamiast jednego "wejścia". W magii ceremoniałnej sekwencje działań są rozpisane na etapy właśnie dlatego że ciągłość uwagi ma inne wymagania niż jednorazowe skupienie. Podobne podejście znajdziesz w japońskiej estetyce ma - to puste przestrzenie między działaniami, każda z nich wymaga osobnej obecności. Jeden długi rytuał często próbuje zrobić to co powinno być kilkoma krótkimi 🙂


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1307

@Pustelnik dotknął czegoś co w pracy z intencją widzę regularnie. Ludzie projektują rytuał jako jedno zdarzenie, a potem dziwią się że efekt "się rozchodzi". Bo jedno zdarzenie ma ograniczoną energię podtrzymania. Sekwencja małych aktów buduje coś innego - taką nieprzerwaną nić uwagi przez cały dzień pracy. Pytanie do tych którzy pracują kreatywnie - czy ktoś z was to testował praktycznie, niekoniecznie jeśli chodzi o ezoterycznym?


Odpowiedz
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 165

@Fraida Ja testowałam, choć nie nazwałabym tego wtedy sekwencją. Miałam trzy momenty w ciągu dnia gdzie robiłam coś małego i świadomego - zapalenie świecy przed pisaniem, krótka chwila ciszy przy przejściu od jednego projektu do drugiego, i wygaszenie czegoś na koniec. Każde trwało może minutę. Cały dzień wyglądał inaczej niż kiedy robiłam tylko jeden długi rytuał rano.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

A czy te przejścia - to wygaszenie na koniec - to w ogóle traktujesz jako rytuał zamknięcia? Pytam bo ja kompletnie zaniedbywałam kończenie. Miałam rytuał na start, ale nigdy nic na koniec, i zastanawiam się czy właśnie to powodowało że nie mogłam "wyjść" z trybu pracy, wszystko się przelewało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edytka83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 165

@Klatwa Tak, to był świadomy wybór żeby mieć zamknięcie. Wcześniej też nie miałam i faktycznie wieczory były takim ciągiem dalszym - myślami byłam przy pracy nawet jak fizycznie już nie pisałam. Odkąd mam coś na koniec, naprawdę mogę skończyć. Ale uczciwie mówię - nie wiem czy to rytuał jako taki działa, czy po prostu sygnał dla mózgu że czas zakończyć etap.


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@marzenka98)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie które Edytka stawia sama sobie - czy to rytuał czy sygnał dla mózgu - mnie bardzo zastanawia. Bo może to nie są dwie różne rzeczy? ojej no, rytuał od zawsze był sposobem żeby ciało i umysł wiedziały, że coś się zmienia. Neurologia to po prostu tłumaczy innym językiem, nie zaprzecza.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Marzenka pisze dokładnie to co mi siedzi w głowie od kilku postów. W różnych tradycjach granica między sacrum a profanum była właśnie wyznaczana przez rytuał - nie dlatego że to magia, tylko dlatego że człowiek potrzebuje wyraźnych granic między stanami. Rzemieślnicy w Japonii mieli rytuały na wejście i wyjście z warsztatu. To nie było coś nadnaturalnego, to była higiena uwagi. I jak tu ktoś mówi o rytuałach dla kreatywnych - to właśnie to, chyba.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Mimoza Higiena uwagi - to fajne określenie. Ale wracam do pytania które wisi od początku tej rozmowy: skoro rytuał może być zarówno tym co otwiera jak i tym co blokuje, to jak do tego podejść kiedy już jesteś w środku i nie wiesz po której stronie jesteś?


Odpowiedz
(@tekla73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 254

@Chryzoprazkaa To jest właściwie pytanie o metaobserwację podczas samego rytuału, co jest trudne bo wymaga pewnego dystansu do własneego stanu. Jedną z praktycznych rzeczy jaką widziałam opisywaną - choć rzadko wprost - jest zatrzymanie w połowie i zapytanie siebie: "czego się teraz boję?" Jeśli odpowiedź przychodzi natychmiast i dotyczy pracy, to rytuał jest buforem. Jeśli nic nie przychodzi albo jest spokój, to pewnie naprawdę jesteś w przejściu.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: