Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie umiem sobie odpowiedzieć. Robiłam różne rytuały przez ostatnie miesiące, zapisywałam co i kiedy, po jakim czasie co się zmieniło. I teraz patrzę na te notatki i... nie wiem. Znaczy, część rzeczy się wydarzyła. Ale nie wiem, czy dlatego, że coś zrobiłam, czy po prostu tak miało być. I to mnie strasznie zastanawia - czy w ogóle da się stwierdzić, że rytuał "zadziałał"? Albo inaczej: jak odróżnić zmianę, która wynikła z rytuału, od zmiany, która i tak by nastąpiła? Czy ktokolwiek ma na to jakiś sposób?
To jest jedno z tych pytań, na które każdy odpowiada inaczej i większość odpowiedzi jest unikaniem tematu. Bo ludzie mówią "jeśli czujesz to zadziałało" albo "uwierz a zobaczysz" - i to jest po prostu nieweryfikowalne. Sam przez lata prowadziłem coś w rodzaju dziennika i jedyne co mogę powiedzieć to że korelacja czasem jest, ale korelacja to nie przyczynowość. Pytanie o mechanizm jest dla mnie ważniejsze niż pytanie o efekt.
Ale właśnie - co rozumiecie przez "zadziałał"? Bo to chyba jest sedno. Jeśli rytuał ma wpłynąć na coś zewnętrznego, to można próbować mierzyć. jeśli ma wpłynąć na stan wewnętrzny - to już inna historia. Te dwa przypadki to zupełnie różne kategorie i mieszamy je w jednym worku.
Moim zdaniem najlepszy wskaźnik to timing. jeśli coś się dzieje w ciąggu kilku dni po rytuale, to jest znak. Generalnie w magii są określone okna czasowe - dla większości rytuałów to 28 dni, cykl księżycowy. Jeśli efekt pojawia się w tym oknie, to znaczy że zadziałało.
Ten ostatni wariant który podałaś - że sama byłaś spokojniejsza bo poczułaś że coś zrobiłaś - to jest według mnie niedoceniana strona rytuałów w ogóle. Czytałem o tym trochę od strony psychologicznej i jest taki termin "perceived control" - poczucie kontroli. Samo wykonanie rytuału może zmieniać nasz sposób działania, bo czujemy że mamy sprawczość. I to już jest realyn efekt nie?
Ja mam inne podejście do tego. Przestałam w ogóle próbować to weryfikować w kategoriach przyczyna-skutek. Zaczęłam patrzeć na to, co się zmieniło w moim sposobie myślenia po rytuale. Czy patrzę na sytuację inaczej? Czy zwracam uwagę na inne rzeczy? Bo rytuał często działa jak taki reset perspektywy - i to się da zauważyć bez żadnej magicznej weryfikacji.
Ale jak masz pewnosc ze ta osoba by sie nie odezwala sama z siebie? Moze miala swoj powod niezwiazany z toba? Ja tez miałam takie zbieżności i za każdym razem jak próbuję to analizować to wychodzi że mogło być przypadkiem. Nie mowie ze nie zadziałało po prostu nie wiem jak to sprawdzic
Prowadzę notatki od paru lat i mogę powiedzieć, że zaczęłam inaczej to rejestrować. Nie piszę czy zadziałało czy nie - piszę co się zmieniło. I często widzę zmiany, których nie zakładałam. Rytuał na jedną rzecz, a zmieniło się coś zupełnie innego. To jest w sumie też pytanie - jeśli zmiana nastąpiła ale inna niż planowana, to zadziałało czy nie?
Czytam tę rozmowę i mam takie przemyślenie: może problem jest w samym słowie "zadziałało". Ono zakłada że rytuał jest jak tabletka - bierzesz, mierzysz efekt, działa albo nie. Ale może to po prostu nie jest tak skonstruowane. Runy na przykład - ich przekaz jest procesualny, nie punktowy. Nie pytasz "czy zadziałało" tylko "co się zmienia". To jest inna ramka.
Mam pytanie z zupełnie innej strony. wiesz co, czy ktoś z was próbował kiedyś zrobić rytuał z pełnym przekonaniem że to bez sensu, tylko żeby zobaczyć co się stanie? Zastanawiam się czy wiara albo nastawienie ma znaczenie. Bo jeśli bez wiary nie działa to z powrotem wpadamy w pułapkę że to tylko psychologia.
Dodam jeszcze jeden wymiar do tej dyskusji bo mi się wydaje że go pomijamy. Rytuał często zmienia nie tylko nas, ale też to jak inni na nas reagują. Jeśli wyjdę z rytuauł spokojniejsza bardziej skupiona, z konkretnym nastawieniem - inni to czują i zachowują się inaczej. I potem patrzymy na zmianę w relacjach i przypisujemy ją rytuałowi. Ale może to był łańcuch, nie magia.
No właśnie i to jest ten problem z którym się mierzę od dawna. każdy wynik można wyjaśnić przez zmianę własnego zachowania. to jest niefalsyfikowalne. nie ma sytuacji, w której możemy powiedzieć: tutaj rytuał nie mógł działać przez zachowanie, więc to musi być coś innego. Zawsze znajdzie się droga przez psychologię.
Nie zgadzam się że musimy porzucać to pytanie. Można nie móc udowodnić czegoś naukowo, a jednak mieć rzetelne kryteria własnej oceny. meteorologia przez długi czas była niemożliwa do sfalsyfikowania w sensie ścisłym, bo każda prognoza dotyczy innego układu. Mimo to nikt nie mówił że pytanie o trafność prognozy jest bez sensu.
Mogę się wtrącić z zupełnie innej strony? Czytam tę rozmowę od początku i mam poczucie, że wszyscy szukają jednej miary dla bardzo różnych rzeczy. Rytuał związany z czakrami to co innego niż rytuał na konkretny cel zewnętrzny. Ocena musi być inna w każdym przypadku, nie?
hmm, zaczęłam to robić podobnie po tym jak któryś raz stwierdziłam że nie pamiętam dokładnie co chciałam osiągnąć. Memoria potrafi przekształcić intencję pod wynik, który się zdarzył. To jest naprawdę podstępne, bo bez notatki możesz szczerze wierzyć że "o to ci chodziło", chociaż tak nie było.
Ale mam wrażenie że skupiamy się za bardzo na weryfikacji zewnętrznej. Jest coś jeszcze - subiektywne poczucie mocy rytuału podczas jego trwania. Są rytuały, które w trakcie "czuję" i takie, które idą płasko. I z obserwacji wychodzi mi, że te pierwsze częściej mają jakiś odzew. To przypadek?
Ha, no właśnie bym wytknął. Ale przyznanie tego jest uczciwe. właśnie o to chodzi, że intuicyjne poczucie korelacji bardzo rzadko pokrywa się z faktyczną korelacją po policzeniu.
To mi trochę przypomina coś z badań nad percepcją, czytałam o tym w kontekście zupełnie innym. Ludzie bardzo przeceniają własną zdolność do rozpoznawania wzorców. Mamy to we krwi, bo ewolucyjnie lepiej było zobaczyć tygrysa tam gdzie go nie było niż nie zobaczyć go tam gdzie był. rytuały chyba są podatne na ten sam mechanizm 🙂
Właśnie, to mnie od dawna zastanawia. Czy ktoś tu pracuje z kimś innym i zestawia obserwacje? Znaczy nie mówię o guru i uczniu, ale o dwóch osobach które robią podobne praktyki i porównują co widzą. no bo ja przez chwilę tak robiłam z koleżanką i to zupełnie inaczej wygląda niż praca solo.
To jest coś. Ta zewnętrzna pamięć, która nie jest skażona wiedzą o wyniku. Właśnie o to chodzi w zapiskach z datami - że ta "ty z przeszłości" nie wiedziała jeszcze jak się skończy. Ale inna osoba, która cię obserwuje, też może pełnić tę funkcję. Ktoś, kto pamięta co mówiłaś zanim wiedziałaś wynik.
Czytam tę rozmowę i mam takie pytanie z zupełnie innego kąta - czy wy rozróżniacie pomiędzy "rytuał zadziałał" a "coś się zmieniło po rytuale"? Bo dla mnie to nie jest to samo i zastanawiam się czy w ogóle możemy powiedzieć "zadziałał" bez założenia mechanizmu przyczynowego.
ale czy akupunktura to nie jest akurat jeden z tych przykładow gdzie badania sa bardzo mieszane? czytałam ze w meta-analizach nie wychodzi lepiej niż placebo a tylko lepiej niż brak leczenia. nie pamietam źródła ale cos takiego bylo
Słyszę to co Bernadetka mówi i trochę się z tym identyfikuję ale z innej strony - czy przy rytuałach nastawionych na wewnętrzną zmianę takie doprecyzowanie w ogóle ma sens? Jak chcę "poczuć się spokojniej w danej sprawie" to nie wiem jak to opisać w punktach. A jednak po rytuale czasem to czuję i to nie wydaje mi się złudzenie.
A może pytanie nie powinno brzmieć "czy zadziałał" tylko "czy był pomocny w tym konkretnym momencie". Rozróżniam to. Coś może być pomocne bez bycia przyczynowo skuteczne. Jak rytuał daje mi strukturę i skupienie na intencji, to spełnił swoją rolę nawet jeśli zewnętrzny efekt wziął się skądinąd.
No i tu mam pewien problem z tym rozumowaniem. Bo jesli każdy sam definiuje co znaczy "zadziałał", to de facto każdy ma zawsze rację i każdy rytuał zawsze "działa" w ramach swojej własnej definicji. To jest trochę zbyt wygodne. Pytanie Wahadlarki na początku wątku dotyczyło czegoś konkretniejszego - jak odróżnić że COŚ SIĘ NAPRAWDĘ ZMIENIŁO od tego że sobie wyobrażamy. I na to wciąż nie ma odpowiedzi.
