Mój partner ma depresję i zastanawiam się, czy rytuały mogą mu w jakiś sposób pomóc. Nie chodzi mi o uzdrowienie go, bo wiem, że to nie jest magia ani cud, chodzi mi bardziej o to, żeby przestrzeń wokół niego była jakoś.. lżejsza? Nie wiem jak to inaczej powiedzieć. On chodzi do psychiatry, bierze leki, to jest jasne, nie szukam tu alternatywy dla leczenia. Ale czy ktoś miał podobną sytuację w domu i robił coś, co pomagało chociaż energetycznie utrzymać dom w porządku? Bo ostatnio mam wrażenie, że ta depresja dosłownie siada na ścianach.
Wiem co masz na myśli z tymi ścianami. Kiedy ktoś bliski ma gorszy okres, to całe mieszkanie jakby gęstnieje. Ja nie robiłam czegoś konkretnie dla partnera, ale regularnie okadzam dom szałwią albo drzewem sandałowym i naprawdę czuję różnicę. Nie powiem, że to leczy czy pomaga jemu bezpośrednio, ale mnie samej daje poczucie, że coś robię. Że dbam o tę przestrzeń. Czy to wystarcza? nie wiem, ale jakoś to działa przynajmniej psychologicznie.
Zatrzymałabym się chwilę przy tym pytaniu, bo jest w nim kilka warstw. Czy robisz rytuały DLA niego, czy dla siebie i przestrzeni, w której oboje żyjecie? To jest ważne rozróżnienie. Rytuały wykonywane na kogoś bez jego wiedzy i zgody to zupełnie inna rozmowa. Ale rytuały, które oczyszczają dom, stabilizują energię miejsca, albo wzmacniają ciebie, żebyś sama miała siłę przy nim funkcjonować, to coś innego. Czy on wie, że interesujesz się takimi praktykami?
Miałem znajomą w podobnej sytuacji. Jej mąż przechodził przez ciężki epizod i ona robiła rytuały głównie pod kątem stabilizacji domu, ochrony przestrzeni. Nie działała na niego tylko na środowisko. Kładła pewne kamienie w konkretnych miejscach mieszkania, regularnie wietrzyła z intencją, zapalała świece. Mówiła, że nie wie, czy to mu pomagało, ale ona sama była spokojniejsza i to dawało jej siłę, żeby być przy nim. To jest też coś.
A co z czakrami? Pytam serio, bo słyszałam, że depresja często łączy się z zablokowaną czakrą splotu słonecznego albo sercową. Czy można robić coś, co by energetycznie wspierało te obszary u partnera bez bezpośredniej pracy z nim? Czy to ma sens energetycznie?
No i to jest właśnie ten moment, kiedy ezoteryka zderza się z medycyną. Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony słyszę, że energia może zaszkodzić osobie chorej, a z drugiej... wiesz, nie chcę być złośliwa, ale nie mamy na to żadnych dowodów w żadną stronę. Czy ktoś tu naprawdę może powiedzieć, że praca energetyczna bez zgody zaszkodziła osobie z depresją? Pytam serio nie kpiąco.
Pytanie Cebulki jest uczciwe, ale myślę że chodzi o coś innego 🙂 Nie o to, czy energetycznie zaszkodzi w sensie medycznym, bo tego faktycznie nie wiadomo. Chodzi o to, że kiedy ktoś jest w epizodzie depresyjnym, jest już mocno rozchwiany wewnętrznie. Dorzucanie do tego jakichkolwiek zewnętrznych impulsów energetycznych, szczególnie bez świadomości tej osoby, jest po prostu nieprzewidywalne. Dla mnie to kwestia etyki i ostrożności, nie zakazu.
Dobra, to mi dużo daje. no i Rozumiem więc, że rytuały dla siebie i dla przestrzeni są spoko, ale bezpośrednia praca na partnera to grząski grunt. A co z rytuałami, które robię dla siebie, żeby mieć siłę? Bo to jest chyba najbardziej zaniedbywany temat kiedy się żyje z osobą chorą, tzn. kondycja tego drugiego. Mam wrażenie, że nikt o tym nie mówi.
A ja właśnie o tym myślałam czytając ten wątek. opiekun osoby z depresją to jest często niewidoczny poszkodowany. Sam bierze wszystko na siebie, a nikt go nie pyta jak on się czuje. Czy robisz coś regularnie dla siebie? Nie tylko rytuały, ale w ogóle.
Dokładnie to. I wydaje mi się, że właśnie w tym może leżeć największy sens tych rytuałów, nie w tym, że zmienią coś w partnerze, ale że dają Azalii przestrzeń na siebie 🙂 To jest rzadkie i cenne kiedy opiekujesz się kimś chorym. Mnie numerologia pomogła mi zrozumieć pewne cykle w moim życiu, ale to inna bajka. Chodzi mi o to, że jakakolwiek praktyka, któa daje ci poczucie sprawczości i chwilę ciszy, ma wartość.
Czytam ten wątek i mam pytanie trochę z boku. Czy ktoś z was rozmawiał z partnerem o tym, że chce robić rytuały w jego intencji? Nie na nim, ale że taka energia idzie w jego kierunku. Czy to by coś zmieniło, gdyby wiedział?
To co napisałaś jest bardzo szczere i rozumiem ten dylemat. Ale zwróć uwagę że to co opisujesz, czyli unikanie rozmowy żeby nie tworzyć napięcia, to jest osobny problem, który istnieje niezależnie od rytuałów. Jeśli nie możżesz powiedzieć partnerowi, że robisz coś z myślą o nim, to może warto najpierw zapytać siebie dlaczego. Nie w sensie ataku, po prostu zapytać siebie.
To co mówi Druid brzmi logicznie, ale też rozumiem Azalię. Kiedy ktoś jest w depresji, to każda rozmowa wymaga ogromnych zasobów od obu stron. Może to nie jest dobry moment na tłumaczenie czym są rytuały i co z nimi robisz. serio, Są rzeczy, które możesz robić spokojnie dla siebie i dla domu bez wielkich deklaracji.
Ja bym wrócił do tego, co Azalia napisała wcześniej o rytuałach dla siebie, żeby mieć siłę. Bo to jest według mnie centrum całej tej rozmowy i trochę nam odpłynęło. Opiekowanie się kimś w depresji to jest systematyczne oddawanie energii. Bez jakiegoś zasilania własnego to się kończy źle dla obu stron.
Mam, ale są nieregularne. Ostatnio prawie zaniechałam bo kiedy on ma gorszy czas, to wszystkie moje rzeczy schodza na dalszy plan. I teraz patrzę na to co piszecie i myślę, że to jest właśnie ten moment, kiedy powinnam zacząć od siebie zamiast szukać rytuałów dla niego.
eee no i to jest konkretna odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, chociaż pewnie nie taka, jakiej szukałaś na początku. Rytuały mogą być pożyteczne, ale głównie jako kotwica dla ciebie, nie jako interwencja wobec partnera.
I to jest dobre podsumowanie, ale chciałam dorzucić jedną rzecz. Jest coś, co w tradycjach słowiańskich, i nie tylko, służyło dokładnie temu, żeby chronić dom i domowników zbiorowo, nie działając na nikogo konkretnie. Próg, ognisko domowe, narożniki pomieszczeń. Dawniej to były miejsca, o które się dbało rytualnie właśnie po to, żeby cały dom był stabilny. Nie poszczególne osoby, ale miejsce jako całość. To jest zupełnie inny poziom działania.
Oj, to mi bardzo dużo daje. Nie wiedziałam, że takie proste rzeczy mogą być częścią rytuału. zawsze myślałam, że to musi być coś skomplikowanego.
Ja przy tym wszystkim myślę o numerologii, bo to jest mój kąt patrzenia na takie rzeczy. Kiedy przeliczyłam daty mojego własnego kryzysu, to wyszło, że byłam w roku osobistym 9, czyli roku zamknięć i strat. Wiedząc to, zrobiłam jeden konkretny rytuał zakończenia, odpuszczenia. Nie chodziło o zmianę sytuacji, ale o to, żeby wewnętrznie zamknąć coś, co wisiało. ojej no Azalii, jeśli nie robiłaś swojego wykresu na ten rok, to może warto zobaczyć, co energetycznie u ciebie trwa.
tak, zmienia się co roku i liczy się od urodzin, nie od stycznia. Więc możliwe, że jesteś już w nowym cyklu, a działasz jakby starym schematem. To by tłumaczyło poczucie utknięcia.
A mnie ciekawi, czy podczas pracy z przestrzenią, okadzanie i takie rzeczy, Azalia czuje jakąś zmianę w domu. Nie w partnerze, ale w ogólnym klimacie. Bo to jest chyba najlepszy wskaźnik, czy to co robisz ma sens w tej konkretnej sytuacji 😉
to jest chyba najlepsze sformułowanie, jakie padło w tym wątku. rytuał jako coś, co zmienia ciebie, a nie jego. I to zmienia też przestrzeń, bo ty w tej przestrzeni jesteś. Nie wiem dlaczego szukamy tu czegoś bardziej skomplikowanego.
No ale zaraz, bo to co Druid napisał brzmi pięknie, ale trochę upraszcza. Klimat emocjonalny otoczenia to nie jest tak, że jeśli mama jest spokojna, to dziecko nie będzie miało astmy. Depresja ma swoje biologiczne podłoże i żaden spokój w domu jej nie wyleczy. Nie chcę być pesymistą ale mam wrażenie, że wchodzimy w narrację, gdzie Azalia bierze na siebie odpowiedzialność za stan partnera. A to jest prosta droga do wypalenia.
Szczerze? Ciężko mi z tym. Jak on jest w dołku, to mój mózg automatycznie przechodzi w tryb czuwania i wszystko co moje schodzi na bok. To nie jest decyzja, to jest odruch. I chyba dlatego moje praktyki są tak nieregularne, o czym pisałam wcześniej.
no dobra To co Azalia opisuje to brzmi jak klasyczny mechanizm, który chyba ma nawet nazwę w psychologii. Coś związanego z hiperczujnością u osób opiekujących się kimś chorym. Czy ktoś pracował nad tym rytualnie właśnie, żeby ten tryb czuwania wyłączyć choć na chwilę? Bo afirmacje mi tu nie wystarczają, potrzebuję czegoś bardziej konkretnego.
Wróćmy na chwilę do numerologii, bo Azalia wspominała o poczuciu utknięcia szerzej niż tylko przez partnera. Jeśli jesteś w roku osobistym 7, to to jest rok wyciszenia, introspekcji i często wymuszonego zwolnienia. ludzie w siódemce bardzo często mają poczucie, że nie idą naprzód, bo ten rok po prostu nie jest do działania na zewnątrz. Azalia, czy sprawdziłaś już swój obecny rok?
rok 6 to rok odpowiedzialności i rodziny, więc to tłumaczy, czemu tak bardzo skupiasz się na partnerze i domu. To jest rok, który dosłownie ciągnie cię w kierunku opiekowania się innymi. Ale uwaga, bo 6 to też rok, kiedy bardzo łatwo o zaniedbanie siebie właśnie przez to skupienie na bliskich 😉 Klasyczna pułapka szóstki.
