Ten test z Tekli jest dla mnie bardziej konkretny niż cokolwiek co próbowałam wcześniej. Mogę to zrobić jutro rano. Trochę się boję odpowiedzi, ale to chyba właśnie o to chodzi. Mam jeszcze jedno pytanie - czy ktoś z was miał moment kiedy rytuał przestał działać i udało się go odbudować? Nie zacząć nowego, ale wrócić do tego samego, który wcześniej był żywy?
To co Fraida opisuje - wejście do starego rytuału jak do nowego miejsca - to jest coś czego nie da się zaplanować, tylko rozpoznać kiedy jest gotowe 🙂 Rytuał który wraca po przerwie jest innym rytuałem, tylko w tej samej formie. Marsella, nie szukaj tego czego szukałaś wtedy. Szukaj czego szukasz teraz. To całkowicie inna rozmowa.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam wrażenie że wszyscy krążycie wokół czegoś co w tradycjach inicjacyjnych ma bardzo konkretną nazwę - próg. Każde przejście przez próg, czy to do pracy, czy z pracy, czy po przerwie do starego rytuału, jest małą śmiercią i małym narodzeniem jednocześnie. To nie jest metafora, to dosłowny opis mechanizmu. I dlatego właśnie tak trudno - bo mózg broni się przed każdym progiem, nawet jeśli po drugiej stronie jest coś czego chcesz.
To co Maurycy opisuje z van Genepem - ten model separacji, liminalności i włączenia - jest mi znany, ale nigdy nie przyłożyłam go do rytuałów twórczych. Zastanawiam się czy faza liminalna, ta środkowa, gdzie jesteś ani tu ani tam, nie jest właśnie tym momentem który ludzie mylą z blokadą. Siedzisz w pustce, czujesz że nic nie działa, a to może być po prostu środek przejścia a nie jego brak.
Wchodzę w ten wątek bo mam podobny problem i to co Tekla opisuje trochę mnie uspokaja 🙂 Zawsze myślałem że ta pusta faza to znak że coś robię źle z rytuałem. A może po prostu nie ma jak jej ominąć i trzeba przez nią przejść?
Czytam to od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć, że ta rozmowa jest jedną z niewielu na tym forum gdzie mam poczucie że mówi się o czymś co mogę zrozumieć niezależnie od tego co myślę o ezoteryce. Ten test Marselli - czy potrafię pracować bez rytuału - to jest coś co każdy kto tworzy powinien sobie zadać 🙂 ojej no i boję się że większość z nas odpowie tak samo.
To co Quintessa napisała na końcu mnie zatrzymało. Ten test - czy potrafię pracować bez rytuału - brzmi prosto, ale jak o tym myślę, to nie jestem pewien czy kiedykolwiek go przeprowadziłem uczciwie. Zawsze jak rezygnowałem z rytuału to dlatego że nie miałem czasu albo warunków, a nie dlatego że chciałem sprawdzić co się stanie. Czy to w ogóle liczy jako test?
Czytam tę rozmowę o oporze i zastanawiam się czy nie mylimy dwóch rzeczy. Opór przed porzuceniem rytuału może być funkcjonalny - sygnał że ten rytuał rzeczywiście coś strukturuje w twojej pracy. Albo dysfunkcjonalny - sygnał że rytuał wyrasta z lęku. Jak to rozróżnić? Bo z zewnątrz opór wygląda tak samo w obu przypadkach.
