Forum

Asystent AI
Rytuały w pracy biu...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w pracy biurowej - dyskretne praktyki między spotkaniami i emailami


Wpisy: 435
Rozpoczynający temat
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać, czy to co robię rano przed włączeniem komputera w biurze to jeszcze mój świadomy wybór, czy już tylko bezrefleksyjny nawyk. Mam taki rytuał: kawa, chwila ciszy, krótkie przejrzenie notatek z dnia poprzedniego, zanim wejdę w jakiekolwiek maile. Z początku to miało sens - dawało mi poczucie, że wchodzę w dzień na własnych warunkach. Ale ostatnio łapię się na tym, że robię to mechanicznie, bez żadnego skupienia. I zaczęłam się pytać, gdzie jest ta granica między rytuałem a przyzwyczajeniem. Bo chyba nie są tym samym, prawda? Rytuał zakłada jakieś intencjonalne wejście w stan - a jeśli tego nie ma, to zostaje nam tylko sekwencja czynności.


Odpowiedz
100 odpowiedzi
Wpisy: 629
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest dokładnie to pytanie, które sam sobie zadaję od dłuższego czasu. Prowadzę notatki z różnych praktyk i widzę wyraźnie, kiedy coś przestało "działać" - i prawie zawsze pokrywa się to z momentem, kiedy przestałem w to aktywnie wchodzić. Robiłem, bo był czas, bo taka pora, bo tak zawsze. Ale mam wrażenie, że rytuał biurowy to szczególny przypadek, bo środowisko totalnie nie sprzyja żadnemu skupieniu. Jak ty w ogóle chronisz tę przestrzeń przed tym, że ktoś zaraz podejdzie, telefon zadzwoni, teams mrugnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Franek Telefon odkładam, serio fizycznie odkładam ekranem do biurka. Teams mam wyciszony przez pierwsze dwadzieścia minut. Ale tu jest ten problem, o którym piszesz - sama procedura ochrony tej przestrzeni stała się częścią rytuału i też zrobiła się automatyczna. Jakby rytuał obrósł w pancerz, który jest już tylko skorupą.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz - ta automatyzacja - to jest chyba jeden z bardziej niedocenianych problemów w pracy z rytuałem. W tradycjach, gdzie rytuały były naprawdę żywe, funkcjonowały mechanizmy, które wymuszały odświeżenie. W roku były okresy, kiedy dany rytuał był zawieszony, potem wracał z nową siłą. W biurze nie masz takiego rytmu narzuconego z zewnątrz, więc sami musicie go sobie tworzyć. I większość ludzi tego nie robi, bo nie wpadają na to, że rytuał może się zużyć.


Odpowiedz
Wpisy: 371
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

A czy to nie jest tak, że jeśli rytuał przestał dawać efekty, to znaczy że po prostu nie był od początku odpowiednio skonstruowany? Pytam serio, bo mam wrażenie, że dużo ludzi po prostu kopiuje cudze praktyki bez dostosowania do siebie i potem się dziwi, że nie działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@krokus Trochę za szybko z tym wnioskiem. Rytuał może być świetnie skonstruowany i nadal się zużyć z czasem. To nie jest wada projektu. Tradycje wedyjskie mają na to termin - rytę, które traci żywotność, i procedury jej przywracania. To normalna część cyklu. Pytanie o to, że "nie był odpowiednio skonstruowany" to często tłumaczenie, które pomija ten właśnie aspekt.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Hej, może głupie pytanie, ale co to w ogóle znaczy, że rytuał "działa" w kontekście pracy biurowej? Bo jak ktoś mówi, że rytuał przestał działać to co konkretnie przestaje się dziać? Pytam bo kompletnie nie wiem jak to mierzyć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Genek74 Nie głupie pytanie, tylko podstawowe. I właśnie o to chodzi - jeśli nie wiesz co mierzysz, to nie wiesz kiedy tracisz. Dla mnie sygnałem jest to, że zaczynam robić czynności rytualne z poczuciem lekkiego zniecierpliwienia, żeby je odhaczyć i przejść do "prawdziwych" spraw. W tym momencie rytuał już nie jest przejściem, tylko przeszkodą. I to jest diagnoza.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Wiciol Wracając do tego co mówiłam na początku - mam teraz pytanie do kogokolwiek: jak wy rozpoznajecie, że pora zmienić sam kształt rytuału, nie tylko odświeżyć intencję? Bo Wiciol pisał o zawieszaniu i powracaniu, ale co jeśli forma po prostu przestała pasować - nie z powodu zużycia, tylko dlatego że zmieniłeś się ty?


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

To "odhaczanie" to świetna obserwacja. Sama łapię się na tym przy porannym rozkładaniu kart - jak robię to zbyt szybko, bez zatrzymania się na obraz, to potem przez pół dnia mam wrażenie, że coś pominęłam. Jakby ciało wiedziało, że forma była, ale treści nie było. Przy biurowych rzeczach podejrzewam, że jest podobnie, tyle że tam łatwiej to zracjonalizować jako "jestem zajęta".


Odpowiedz
Wpisy: 557
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Mam wrażenie że to jest bardziej sprawa rytmu dobowego niż samego rytuału. Jak jestem na zmianie rannej to te rane rzeczy mają sens, ale jak mam spotkania od 8 to nawet nie ma kiedy. Wtedy wszystko odpada i paradoksalnie w takie dni czuję się bardziej rozproszony przez cały dzień. Choc może to koincydencja, nie mam dowodu żeby to był związek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Bartez83 A próbowałeś kiedyś przenieść to na inną porę? Nie koniecznie rano, ale np. przed pierwszym spotkaniem, choćby na dwie minuty? Bo mam w notatkach obserwację, że skuteczność rytuału nie jest bardzo silnie przywiązana do konkretnej godziny, bardziej do progu - do momentu przejścia między stanem "jestem poza" a "jestem w pracy". Rano to naturalne miejsce, ale nie jedyne.


Odpowiedz
Wpisy: 134
 Lyra
(@lyra)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że mówicie o czymś co jest bardzo bliskie temu co czytałam o progach i przejściach w kontekście miejsc nawiedzonych - to znaczy, że pewne miejsca i chwile mają swoją "błonę", granicę między stanami. Biurowy rytuał to chyba właśnie próba świadomego przekroczenia takiej błony zamiast wpadania przez nią przypadkowo. Czy to ma sens czy za bardzo odbiegam?


Odpowiedz
Wpisy: 1412
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Ma sens jako metafora, ale bym uważał żeby nie mieszać tych porządków. Progi i przejścia w tradycjach inicjacyjnych mają swoją własną logikę, tam chodzi o trwałą zmianę stanu. Biurowy rytuał to raczej codzienna kalibracja. Oba są wartościowe, ale działają inaczej i mylenie ich prowadzi do frustracji, bo oczekujesz od codziennej praktyki czegoś, co wymaga innego rodzaju pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest inna diagnoza niż zużycie. Zużycie czujesz jako nudę, mechaniczność. Niezgodność formy z tobą czujesz jako opór - jakbyś miał wkładać buty, które są dobre, ale nie na twoją stopę. Znam to z własnego doświadczenia. Przez dłuższy czas trzymałem się praktyk, które zrobiły coś konkretnego na pewnym etapie mojego życia, ale potem działały jak ciasny garnitur. Forma była poprawna, intencja obecna, ale coś nie grało. I to "coś" to było to, że ja już byłem gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

A jak długo trzymałeś się tego zanim to zmienisz? Pytam bo sam mam podobne odczucie z jedną praktyką i nie wiem czy to chwilowy dołek czy rzeczywiście znak żeby pójść dalej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Elfin Za długo. Serio. Myślę, że ze dwa lata za długo z lenistwa i przekonania, że "zawsze działało". Nie ma dobrej reguły ile czekać, ale jeśli opór utrzymuje się dłużej niż jakiś wyraźny cykl - sezon, miesiąc, cokolwiek co jest dla ciebie znaczącym odcinkiem czasu - to warto zadać sobie pytanie wprost: co mi ta forma daje teraz, nie kiedyś?


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mnie w tej rozmowie zastanawia jedno - czy w środowisku biurowym w ogóle możliwe jest żeby rytuał był czymś więcej niż psychologicznym zakotwiczeniem? To znaczy, nie umniejszam psychologicznego wymiaru, ale na tym forum pewnie nie o samą psychologię chodzi. Czy ktoś ma poczucie, że biurowa praktyka dotyka czegoś głębszego, czy to zawsze zostaje na poziomie zarządzania własnym stanem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Dominisia To zależy od tego co wnosisz do tej przestrzeni. Miejsce jest neutralne, ale intencja nie jest. Słyszałem o ludziach, którzy pracowali w bardzo trudnych środowiskach i świadomie traktowali swoje biuro jako przestrzeń praktyki - nie przez dekoracje czy świeczki, których i tak nie można zapalić, ale przez to, jak wchodzili w każdą rozmowę, jak kończyli każdy dzień. To jest możliwe. Tylko wymaga tego, żebyś wiedziała po co, a nie tylko jak.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@celestyna-1)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam że się wtrącam ale powiem szczerze - ta rozmowa jest interesująca ale trochę za bardzo filozoficzna jak na mój gust. Ja mam bardzo konkretny problem: robię rano tę samą sekwencję od kilku miesięcy i przez ostatnie tygodnie nie czuję zupełnie nic. Ani skupienia, ani niczego. I nie wiem czy to ja jestem zmęczona, czy to sezon, czy coś trzeba zmienić. Ktoś miał tak że to samo co działało nagle przestało i wiecie skąd to było?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Celestyna.1 To "nie czuję zupełnie nic" to jest inna kategoria niż nuda czy mechaniczność. Możesz powiedzieć więcej - co konkretnie robisz w tej sekwencji? Bo "nic nie czuć" może znaczyć bardzo różne rzeczy w zależności od tego, czego w ogóle szukasz.


Odpowiedz
(@celestyna-1)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 219

@Wiciol No właśnie nie wiem jak to opisać. Robię oddech, coś tam z intencją, mam zapisane słowa które wypowiadam. I przez pierwsze miesiące czułam takie... skupienie, wejście w coś. A teraz po prostu robię to i idę dalej. Jakby nic.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Celestyna.1 A zmieniałaś te zapisane słowa odkąd zaczęłaś? Pytam bo mam wrażenie, że właśnie ta część - ta dosłowna, wypowiadana - najszybciej traci coś ze swojej żywości kiedy jest powtarzana bez zmian przez wiele miesięcy.


Odpowiedz
(@celestyna-1)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 219

@Ninka_S Nie, mam to zapisane i czytam za każdym razem to samo. Myślałam że chodzi właśnie o powtarzalność, o zakotwiczenie się w tym samym. Teraz nie jestem pewna.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Celestyna.1 To co opisuje Celestyna.1 jest klasycznym przykładem tego, że forma przeżyła treść. Słowa działają kiedy są żywe, a stają się martwe nie przez to że są złe, ale przez to że przestały być prawdziwe dla osoby która je mówi. Pytanie nie brzmi czy zmieniać, tylko co konkretnie zmienić i w którą stronę.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Igorek93 Ale skąd wiedzieć w którą stronę? Serio pytam, bo sam nie mam pojęcia jak to rozeznać.


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Elfin Mam w notatkach coś, co do mnie przemówiło przy podobnej sytuacji - zamiast pytać "co zmienić", spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie "co teraz jest dla mnie prawdziwe, a co już przestało być". Nie w rytualne, ale w ogóle. Często forma rytuału po prostu za tobą nie nadążyła.


Odpowiedz
Wpisy: 435
Rozpoczynający temat
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest ciekawy wątek i trochę mnie dotyczy. Wróćmy może na chwilę do kontekstu biurowego, bo o tym rozmawiamy - u mnie ten problem braku żywości pojawia się konkretnie przy wejściu do open space. Robiłam taki krótki moment zatrzymania przy drzwiach, prawie niewidoczny dla innych. Przestał działać. Ale zastanawiam się czy problem jest w formie czy w tym, że samo wejście do biura przestało być dla mnie tym samym progiem.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Masz na myśli że zmienił się sens tego miejsca dla ciebie? Bo to by tłumaczyło dużo. Rytuał przy wejściu ma sens jeśli to wejście jest rzeczywiście przejściem. Jeśli praca zaczeła wchodzić w dom przez Teams, telefon, wieczorne maile, to ten próg przestaje być granicą.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Dominisia Dokładnie to. Odkąd mam hybrydowy model, to granica między dniem "biurowym" a resztą jest bardzo rozmyta. Ten rytuał przy drzwiach był czytelny gdy biuro było jedynym miejscem pracy. Teraz nie wiem gdzie jest ten próg.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 371

@Janeczka Ale czy nie jest tak, że skoro próg fizyczny przestał działać, to po prostu trzeba stworzyć próg wewnętrzny? Jakiś sygnał mentalny albo sensoryczny, nie przestrzenny? Piszę to bo wydaje mi się że trzymacie się mocno fizyczności miejsca, a może to nie o miejsce chodzi.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@krokus Próg wewnętrzny to szersze pojęcie. Ale co masz konkretnie na myśli przez "sygnał sensoryczny"? Bo jeśli mówisz o kotwicy w sensie NLP to to jest zupełnie inna logika niż rytuał progowy.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 371

@Cohen No właśnie nie wiem jak to nazwać. Chodziło mi o coś co angażuje zmysły - zapach, dźwięk, coś co zawsze znaczy "teraz zaczyna się inna przestrzeń" bez względu na to gdzie fizycznie jesteś.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@krokus To co opisuje krokus ma swoje odpowiedniki w tradycjach gdzie podróż była stałym elementem praktyki - tam tożsamość rytualna nie była przywiązana do miejsca tylko do zestawu czynności i bodźców przenoszonych ze sobą. Najciekawsze przykłady znam z tradycji sufickich, gdzie określone wzorce dźwiękowe lub zapachowe służyły jako przenośny kontener dla stanu. To nie kotwica NLP, to coś głębszego.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Wiciol A możesz powiedzieć coś więcej o tych sufickich praktykach? Bo nie za bardzo rozumiem jak to działa w codziennym kontekście, np. biurowym. Wyobrażam sobie że raczej trudno przynosić ze sobą kadzidło na open space.


Odpowiedz
 Lyra
(@lyra)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 134

@Genek74 ma rację w kwestii kadzidła 🙂 ale może chodzi o coś co można mieć przy sobie dyskretnie - olejek na nadgarstku, konkretna muzyka w słuchawkach przed wejściem, ten sam kubek. Czytałam że w tradycji Nawaho przedmioty codzienne mogły pełnić funkcję sakralną jeśli były traktowane odpowiednio, nie jako dekoracja.


Odpowiedz
Wpisy: 557
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Ja mam taki kubek akurat 🙂 serio, zawsze ten sam, przed pracą go robię w konkretny sposób i to jest mój sygnał. Nie myślałem o tym jako o rytuale ale chyba jest. Tylko że teraz myślę czy to nie jest zbyt proste żeby cokolwiek "robić".


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bartez83 "Zbyt proste" to jest pułapka myślenia, w którą łatwo wpaść. Prostota formy nie ma nic wspólnego z jej skutecznością. Codzienny japoński ceremoniał parzenia herbaty jest zewnętrznie bardzo prosty i przez wieki traktowany poważnie przez praktyków, którym daleko było do naiwności.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Igorek93 Właśnie, ta japońska herbata to świetny przykład. Chociaż trzeba dodać, że w kontekście biurowym chodzi raczej o to żeby rytua miał jakiś cel duchowy, a nie tylko zwalniał w pracy. Bo samo parzenie kawy nie jest rytuałem tylko nawykiem dopóki nie niesie intencji.


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Julisia.1 Skąd pewność, że intencja musi być z góry nazwana żeby rytuał działał? Bartez83 opisał coś, co wyrosło organicznie i wyraźnie mu to coś daje. Klasyczne podejście w magii operatywnej nie zawsze zaczyna od "cel duchowy", czasem zaczyna od powtarzalności i dopiero w niej wyłania się znaczenie.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Czarek No ale jest różnica między tym co wyrosło organicznie a tym co świadomie się ustanawia jako rytuał, nie? Bartez83 mówi że teraz dopiero zaczyna myśleć o tym w kategoriach rytuału, a nie nawyku. I właśnie w tym momencie - kiedy zaczyna to nazywać - coś się zmienia w tym akcie. Intencja nie musi być z góry sformułowana, ale w pewnym momencie chyba musi się pojawić, inaczej to zostaje tylko nawyk z ładną nazwą.


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Julisia.1 A skąd wiesz że to zostaje tylko nawyk? Masz jakiś punkt odniesienia który mówi ci kiedy coś "awansuje" z nawyku do rytuału? Bo ja nie jestem pewien że ta granica jest tak ostra jak sugerujesz.


Odpowiedz
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 557

@Czarek No właśnie to mnie zastanawia odkąd piszę tu o tym kubku. Robię to samo od miesięcy ale teraz kiedy to opisuję czuję, że coś w tym działa inaczej niż zwykłe wstanie i zaparzenie kawy. Tylko nie umiem powiedzieć czemu. Może przez samą uwagę którą na to kieruję? Czay to juz jest ta intencja o której piszecie?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Bartez83 To bardzo ciekawe pytanie i myślę że odpowiedź nie jest jednoznaczna. W tradycji sufi mówi się o czymś co można by przetłumaczyć jako "obecność w działaniu" - nie chodzi o to że wiesz dlaczego coś robisz, ale o to że jesteś w tym obecny. Twój kubek mógł przez miesiące działać właśnie dlatego, że bez etykietki "to jest rytuał" byłeś po prostu w tym uważny. Etykietka może i pomóc i zaszkodzić.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Wiciol Zaszkodzić? W jakim sensie? Mam wrażenie że jaśniejsze nazwanie czegoś raczej wzmacnia działanie, nie odwrotnie. Ale może coś pomijam.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Ninka_S Nie zawsze. Nadmierne konceptualizowanie praktyki potrafi ją rozmontować - zaczynasz obserwować siebie od zewnątrz i tracisz tę bezpośredniość, która była sednem. Psychologowie nazywają to efektem centipeda - stonoga szła sprawnie dopóki nie zaczęła myśleć jak dokładnie porusza nogami.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Hm, ale jak w takim razie w ogóle rozwijać praktykę jeśli nie możemy jej analizować? To trochę bez sensu - z jednej strony trzeba wiedzieć co się robi, z drugiej nie można się nad tym za bardzo zastanawiać. Jak to pogodzić?


Odpowiedz
22 Odpowiedzi
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Genek74 Myślę że chodzi o sekwencję, nie o wykluczenie. Analizujesz żeby zrozumieć i ustalić formę, a potem wchodzisz w działanie i analizę odkładasz. To nie jest sprzeczne - budowniczy myśli o projekcie przed wbiciem gwoździa, nie w trakcie. Mam w notatkach kilka praktyk które działają dokładnie na tej zasadzie: faza projektowania i faza wykonania są celowo rozdzielone.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Franek Wracając do tego co pisałam wcześniej o wejściu do biura - to co mówi Franek o sekwencji dużo mi wyjaśnia. Mój rytuał przy drzwiach może nie działał dlatego że straciłam próg, ale dlatego że faza "projektowania" go nigdy nie istniała. Po prostu kiedyś stanęłam przy wejściu i coś się stało samo, a potem powtarzałam formę bez żadnej refleksji co to właściwie ma robić. Teraz czuję się jakbym musiała go zaprojektować od nowa, ale nie wiem od czego zacząć.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Janeczka, a wiesz w ogóle co chcesz żeby ten próg robił teraz, przy hybrydowym modelu? Bo może zanim będziesz projektować formę, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czy nadal chcesz rozdzielenia przestrzeni, czy może zależy ci na czymś innym - na skupieniu, na wejściu w konkretny stan, na czymś jeszcze?


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Dominisia Dobre pytanie. Chyba chodzi mi o skupienie bardziej niż o rozdzielenie przestrzeni. Ten próg fizyczny działał jako sygnał żeby zostawić myśli domowe za drzwiami, ale może teraz potrzebuję czegoś co sygnalizuje "teraz jesteś tu i masz się skupić", niezależnie od miejsca.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Janeczka Watek ze snami jest troche na boku ale wyciągam z niego coś co pasuje do tematu biurowego. Janeczka pisała o skupieniu jako celu rytuału przy progu. I teraz ta myśl Lucydy o intencji - jeśli pracujesz hybrydowo i cel przez jakiś czas był "oddziel dom od biura", a teraz to przestało być problem bo przywykłaś, to rytuał przy progu stracił pytanie na które odpowiadał. Nowe pytanie brzmi inaczej.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Ninka_S Tak, dokładnie tak to teraz czuję po tym jak przeczytałam tę wymianę. Tamten rytuał odpowiadał na pytanie o granicę przestrzenną, a to pytanie faktycznie przestało być dla mnie pilne. Teraz mam inne - o skupienie w sensie mentalnym, o to żeby nie byc pół-tu pół-gdzie-indziej podczas spotkań online. To jest zupełnie inny problem i nie dziwię sie ze ta sama forma nie odpowiada.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Janeczka, ale czy to skupienie podczas spotkań online to jest w ogóle kwestia rytuału, czy może bardziej środowiska i techniki? Pytam serio, bo mnie na przykład rytuał pomaga przy wejściu w stan, ale jak już jestem w trakcie spotkania i ktoś mi pisze na innym kanale, to żaden rytuał wcześniejszy tego nie rozwiąże.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Dominisia To zależy co rozumiesz przez "rozwiązanie". Rytuał przed spotkaniem nie wyeliminuje rozpraszaczy, ale może ustawić pewien poziom bazowej intencji który sprawia że szybciej wyłapujesz moment kiedy zaczynasz odpływać. To trochę jak różnica między wejściem na trening po dobrym rozgrzaniu a bez niego - rozgrzewka nie chroni przed kontuzją, ale zwiększa prawdopodobieństwo że zareagujesz zanim do niej dojdzie.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Igorek93 Ale wtedy to jest właśnie technika, nie rytuał. Rozgrzewka jest techniką. Nie rozumiem dlaczego ta sama rzecz raz jest rytuałem a raz techniką zaleznie od tego jak to nazwiemy.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Elfin Nazwa nie zmienia rzeczy, ale zmienia relację do niej. Ten sam gest wykonywany jako technika i jako rytuał uruchamia inne procesy poznawcze. Technika angażuje tryb instrumentalny - robię X żeby osiągnąć Y, i oceniam skuteczność. Rytuał angażuje tryb uczestnictwa - jestem częścią czegoś, co ma sens niezależnie od mierzalnego efektu. To nie jest ezoteryka, to jest różnica w modalności działania którą opisuje choćby Rappaport w "Ritual and Religion in the Making of Humanity". Więc pytanie Dominisii jest trafne - co tak naprawdę potrzebujesz?


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Cohen A co jeśli ktoś zaczyna od techniki i z czasem staje się to dla niego rytuałem? Bo mi się wydaje ze granica jest płynna i że to co technika dla jednego, jest rytuałem dla drugiego w zależności od tego jak do tego podchodzi, nie od samej formy.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Genek74 Dokładnie o to chodzi i to jest ważna obserwacja. W wielu tradycjach forma poprzedza treść - robisz coś mechanicznie, a znaczenie przychodzi z czasem, nie odwrotnie. Zen mówi wprost: "zanim oświecenie - rąbanie drewna i noszenie wody, po oświeceniu - rąbanie drewna i noszenie wody". Zewnętrzna forma identyczna, wewnętrzna relacja z działaniem zupełnie inna. To samo dotyczy rytuałów biurowych - możesz zacząć od techniki i dać jej szansę stać się czymś więcej.


Odpowiedz
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 371

@Wiciol A propos tego co mówi Wiciol o formie poprzedzającej treść - zastanawiam się czy to działa kiedy kontekst jest tak bardzo niesakralny jak biuro open space. Bo jest różnica między rąbaniem drewna w ciszy a otwieraniem laptopa przy dziesięciu osobach które rozmawiają przez słuchawki. Czy środowisko nie zabija w zarodku tej możliwości żeby forma nabrała głębszego znaczenia?


Odpowiedz
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@krokus Nie koniecznie. Jeśli spojrzeć na praktyki w tradycjach monastycznych, to mnisi wykonywali rytualne gesty i modlitwy w środku pełnego zamieszania - targi, podróże, praca fizyczna wśród innych. Skupienie wewnętrzne jako warunek nie wymaga ciszy zewnętrznej, tylko pewnego rodzaju odgrodzenia uwagi. To można trenować niezależnie od hałasu.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Lidzia03 Ale monastyczny mnich miał lata kształtowania tej zdolności w warunkach sprzyjających zanim ją stosował w warunkach trudnych. Większość z nas robi to na odwrót - próbujemy od razu w open space, bez żadnego przygotowania w spokojniejszym otoczeniu. Trochę jak nauka pływania od razu na głębokiej wodzie.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Ninka_S Nie zgodzę się z tym. Mnisi zaczynali ćwiczyć w trudnych warunkach bardzo wcześnie, bo klasztor to nie był dom spa. Poza tym te porównania do monastycznych tradycji są trochę naciągane w kontekście rytuałów biurowych - tam chodzi o coś zupełnie innego, o zbawienie czy oświecenie, a nie o to żeby skupić się przed Excelem. Może zamiast szukać tak odległych analogii warto popatrzeć na to co faktycznie działa u konkretnych ludzi w konkretnych warunkach?


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Julisia.1 Zgadzam się że analogie do tradycji monastycznych mają swoje granice. Ale mam wrażenie że chodziło nie o cel lecz o mechanizm - o to jak środowisko zewnętrzne wpływa na możliwość utrzymania wewnętrznej ciągłości rytuału. I to pytanie wydaje mi się jak najbardziej zasadne dla kogoś kto pracuje hybrydowo i szuka czegoś co działa między spotkaniami. Janeczka właśnie o to pyta - nie o oświecenie, tylko o to czy da się to utrzymać w warunkach jakie są.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Franek Ale wróćmy do tego co pisał Franek bo to mi nie daje spokoju. Jeśli mechanizm polega na ciągłości wewnętrznej niezależnie od środowiska, to co w ogóle robi środowisko biurowe z tą ciągłością? Bo mi się wydaje że open space nie jest neutralny - on aktywnie ją przerywa, nawet jeśli nie chcesz.


Odpowiedz
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 629

@Elfin Dokładnie to miałem na myśli. I to jest chyba jeden z ciekawszych aspektów tego tematu - że biuro nie jest po prostu "trudniejsze", tylko działa inaczej niż hałaśliwy targ czy ruchliwa droga. W tych tradycyjnych kontekstach hałas był zewnętrzny i przewidywalny. W open space masz do czynienia z czymś co wymaga od ciebie reakcji społecznych - ktoś zagaduje, ktoś patrzy, ktoś wchodzi w twoje pole widzenia i oczekuje sygnału że go zauważasz. To nie jest ten sam rodzaj zakłócenia.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Franek To rozróżnienie między hałasem a oczekiwaniem społecznym jest naprawdę istotne. Bo kiedy robię coś przy biurku co mogłoby wyglądać jak rytuał, np. chwilę siedzę z zamkniętymi oczami albo przestawiam rzeczy w określony sposób, to nie przerywam tego dlatego że jest głośno. Przerywam bo czuję że ktoś to obserwuje i że muszę to wytłumaczyć. Czy wy macie to samo?


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Franek To jest dokładnie ten moment o którym pisał wcześniej Franek - kiedy przestaje działać i dopiero brak ci tego, rozumiesz że jednak działało. Ale w drugą stronę to też działa, i może to jest sedno tematu: skąd wiesz kiedy coś PRZESTAŁO być prawdziwe, a nie tylko kiedy ci tego brakuje?


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Ninka_S Myślę że ten moment da się wyczuć właśnie przez to co czujesz gdy to wykonujesz, nie gdy tego nie ma. Jeśli robisz rytuał i jest w tym opór, ale taki żywy opór, to znak że coś się zmienia i może potrzebujesz modyfikacji. Jeśli jest obojętność - to jest sygnał inny. Obojętność podczas wykonywania jest dla mnie wyraźniejsza niż ulga po niewykonaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 371
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

I właśnie tu pasowałoby to co pisałam wcześniej o sygnale sensorycznym. Jeśli skupienie jest celem, to może jakiś konkretny zapach albo sekwencja oddechów zanim otworzysz laptopa? Coś co zawsze znaczy "zaczyna się czas pracy" bez względu na to gdzie jesteś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@krokus Sekwencja oddechów to akurat ma konkretne podstawy neurobiologiczne, nie tylko ezoteryczne. Kontrolowany oddech przez lewy kanał nozdrza wpływa na aktywację lewej półkuli, co przekłada się na tryb analityczny, skupiony. To jest coś co można zweryfikować. Ale pytanie do Janeczki - czy zależy jej na tym żeby to był rytuał w sensie świadomej praktyki, czy wystarczy mechanizm który działa?


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

A czy to w ogóle ma znaczenie jak to nazwiemy jeśli skutek jest ten sam? Trochę gubię się w tej rozmowie o granicach między rytuałem, nawykiem i techniką.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Elfin Ma znaczenie dla trwałości. Technika działa gdy ją stosujesz mechanicznie i można ją porzucić bez straty. Rytuał angażuje coś więcej - pewne przywiązanie, relację z praktyką - i przez to inaczej przeżywa kryzysy i zmiany. Nie twierdzę że jedno lepsze od drugiego, ale to różne rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej dyskusji i zastanawia mnie jedno: czy ktoś z was miał sytuację że rytuał który przestał działać, wrócił po jakimś czasie bez zmian w formie? Pytam bo w kontekście miejsc sakralnych znam przypadki gdzie odwiedziny po długiej przerwie "resetowały" relację z miejscem i praktyką. Ciekawi mnie czy coś podobnego działa przy rytuałach związanych z codziennością.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 557

@Lidzia03 U mnie było coś takiego z rannym zapisywaniem snów. Przez kilka tygodni robiłem to mechanicznie, nic z tego nie wynikało, rzuciłem. Po paru miesiącach wróciłem do tego i od razu było inaczej - jakby przerwa coś odświeżyła. Tylko nie wiem czy to był efekt przerwy czy to że w między czasie coś się zmieniło we mnie.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Bartez83 To co opisuje Bartez83 pojawia się w tradycjach gdzie cykliczność jest wbudowana w praktykę od początku - okresy aktywności przeplatają się z okresami wyciszenia, nie jako błąd ale jako część struktury. Analogia do zimy i lata jest tu trochę oklepana ale naprawdę opisuje coś realnego. Problem z naszymi rytuałami jest taki, że zakładamy z góry że mają działać cały czas równomiernie.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Wiciol A jak rozróżnić moment gdy rytuał potrzebuje przerwy od momentu gdy po prostu traci na aktualności i trzeba go zastąpić czymś innym? Bo to są dwie różne sytuacje i obie wyglądają z zewnątrz podobnie - obydwie to "nie działa".


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Ninka_S Jedno kryterium które stosuje to pytanie o to czy forma jest wciąż spójna z tym czego potrzebuję teraz, czy tylko z tym czego potrzebowałam kiedy ją tworzyłam. Jeśli rytuał adresuje potrzebę która już przestała być aktualna - on nie "odpocznie" i nie wróci. Ale jeśli potrzeba nadal jest, a forma po prostu wyblakła ze zmęczenia - przerwa naprawdę może wystarczyć.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Ninka_S To jest właściwie najważniejsze pytanie w całej tej dyskusji i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale jedno co mi pomaga to obserwacja czy pojawia się ulga czy opór kiedy myślę o zaprzestaniu. Przy rytuale który potrzebuje przerwy czuję coś w rodzaju zmęczenia formą, ale nie treścią - jakbym chciała odpocząć od konkretnego gestu, nie od tego co ten gest wyraża. Kiedy rytuał po prostu przestaje być aktualny, to jest inaczej - obojętność wobec całości, nie tylko zmęczenie wykonaniem.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Kminek A to rozróżnienie między zmęczeniem formą a zmęczeniem treścią - skąd wiesz że dobrze je rozpoznajesz? Bo mi się wydaje że łatwo tu o samooszukiwanie. Że mówisz sobie "jestem tylko zmęczona formą" żeby nie przyznać że rytuał już nic nie znaczy.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Genek74 Słuszna uwaga i nie mam na to dowodu, bo to jest obserwacja wewnętrzna, nie coś co można zweryfikować z zewnątrz. Ale samooszukiwanie działa w obie strony - można też mówić sobie że "rytuał już nic nie znaczy" żeby uciec od dyskomfortu jaki zawsze towarzyszy prawdziwej praktyce. Skąd wiesz które z tych zniekształceń jest bardziej u ciebie prawdopodobne?


Odpowiedz
Wpisy: 629
(@franek)
Połączone: 5 miesięcy temu

W notatkach z zeszłego roku mam coś co może być pomocne w tym rozróżnieniu - pisałem wtedy o tym że kiedy rytuał traci aktualność, to pierwsze co znika to nie chęć wykonania, ale chęć przygotowania. Przestajesz myśleć o tym dzień wcześniej, przestaje ci zależeć na warunkach. Kiedy to tylko zmęczenie formą, nadal zależy ci na tym żeby było "dobrze", tylko konkretny sposób zaczyna uwierać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 557

@Franek to akurat mnie trafio. Bo z tym zapisywaniem snów o którym pisałem, to przed przerwą było dokładnie tak - notesik leżał na szafce, budziłem się i patrzyłem na niego jak na obowiązek, ale jak już zasiadałem to jednak coś czułem. Więc może to nie był koniec tylko właśnie to zmęczenie formą?


Odpowiedz
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 252

@Bartez83 Przy zapisywaniu snów akurat ta obserwacja Franka jest celna, bo w praktyce świadomego śnienia dobrze widać ten mechanizm. Dziennik senny traci działanie nie wtedy kiedy człowiek jest leniwy, tylko wtedy kiedy przestaje mieć pytanie na które szuka odpowiedzi przez sny. Jeśli intencja znikneła, to forma nie pomoże. Bartez83 - czy kiedy wróciłeś do zapisywania po przerwie, to wróciłeś z jakimś konkretnym pytaniem albo tematem który chciałeś przez to śledzić?


Odpowiedz
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 557

@Lucyda Hmm. Nie myślałem o tym w ten sposób. Jak wróciłem to chyba wróciłem bardziej przez ciekawość, bo parę razy śniło mi się coś co wydawało mi się znaczące i pomyślałem że warto to zapisać. Ale pytania jako takiego nie miałem. Może dlatego nie ciągneło to potem dalej?


Odpowiedz
Wpisy: 435
Rozpoczynający temat
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Tak i właśnie dlatego moje rytuały biurowe są bardzo małe i niewidoczne. Żaden z nich nie wygląda jak cokolwiek. Trzy oddechy przed otwarciem skrzynki mailowej - wygląda że po prostu patrzę w ekran. Przestawienie kubka - wygląda że po prostu kładę kubek. To chyba jedyna strategia która działa długoterminowo w tym środowisku.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@krokus)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 371

@Janeczka Ale czy to nie jest trochę smutne, że muszą być niewidoczne? Rozumiem że nie ma wyjścia w open space, ale zastanawiam się czy ta konieczność ukrycia nie odbiera czegoś z samego rytuału. Bo część rytuałów w różnych tradycjach jest właśnie publiczna i wspólnotowa, i ta jawność jest elementem działania.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@krokus To zależy od tego co rytuał ma robić. Jeśli jego funkcją jest wejście w stan skupienia lub intencji - to niewidoczność mu nie przeszkadza, a może nawet pomagać. Jeśli jego funkcją jest budowanie wspólnoty albo wyrażenie tożsamości grupowej - to oczywiście widoczność jest kluczowa. Biurowe praktyki z definicji należą do tej pierwszej kategorii, więc porównywanie ich do rytualności wspólnotowej jest trochę obok.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Wiciol Ale biuro ma przecież swoją wspólnotę i swoje rytuały grupowe, nie? Poranki z kawą kiedy wszyscy stoją przy ekspresie, świętowanie urodzin, otwieranie spotkań jakimś "powiedzmy sobie co u nas" - to wszystko też jest rytualne, tylko nikt tego tak nie nazywa. Janeczka pisała o dyskretnych praktykach między spotkaniami, ale te spotkania same w sobie mają rytualną strukturę.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Genek74 I to jest naprawdę ciekawe rozróżnienie, bo te firmowe rytuały grupowe mają zupełnie inną funkcję niż osobiste praktyki skupienia. Ale chcę zapytać o coś innego - czy ktoś próbował kiedyś wpleść osobisty rytuał w ten firmowy? Np. coś co dla ciebie znaczy, ale zewnętrznie wygląda jak zwykłe uczestnictwo?


Odpowiedz
Wpisy: 557
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Mi to sie zdazalo przypadkowo. Przed jednymi zebraniami mialem taki nawyk ze zanim wszedłem do sali to patrzyłem przez chwile przez okno na zewnątrz. Zaczęło sie od tego ze po prostu wolalem wejsc ostatni, ale z czasem to patrzenie stało sie dla mnie czymś w rodzaju resetowania. Nie wiem czy to rytuał ale robiłem to konsekwentnie przez kilka miesięcy i faktycznie po tym byłem inaczej nastawiony na spotkanie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lucyda)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 252

@Bartez83 To co opisujesz jest bardzo charakterystycznym przykładem jak intencja przychodzi po formie, a nie przed. Zacząłeś od przypadkowego zachowania, które miało prozaiczną przyczynę, i dopiero z czasem nabrało znaczenia. Pytanie które mnie interesuje w tym kontekście: w którym momencie zauważyłeś że to zaczyna coś dla ciebie znaczyć? Był jakiś konkretny punkt, czy raczej dotarło do ciebie z opóźnieniem?


Odpowiedz
(@bartez83)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 557

@Lucyda Raczej z opóźnieniem. Zorientowałem się jak pewnego razu nie mogłem tego zrobić bo sala była od razu otwarta i wszyscy już siedzieli. I czułem ze brakuje mi czegoś, że wszedłem "za wcześnie". Dopiero wtedy zrozumiałem że to nie był nawyk ale coś więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 1412
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Obojętność jako sygnał to dobry trop, ale ostrożnie z interpretacją. W tradycjach kontemplacyjnych jest pojęcie acedii - coś w rodzaju duchowej apatii, która nie oznacza że praktyka straciła sens, tylko że wchodzi w głębszą fazę. Mnisi średniowieczni pisali o tym sporo, Ewagriusz z Pontu zostawił szczegółowe opisy. Obojętność przy praktyce może być kryzysem jej sensu, ale może też być etapem w którym praktyka przestaje wymagać emocjonalnego zaangażowania i staje się bardziej ugruntowana. Jak to od siebie odróżnić?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Cohen To jest pytanie które chyba siedzi pod tym całym wątkiem. Bo ja sama nie potrafię zawsze odróżnić czy mój rytuał progowy stracił znaczenie dlatego że cel się zmienił, czy dlatego że przeszedł w coś spokojniejszego i nie potrzebuję już emocji żeby wiedział że działa. Masz jakiś sposób na to rozróżnienie?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Janeczka, jeden test który stosuję: czy wyobrażenie sobie że tego nie robię przez dłuższy czas wywołuje coś? Nie żal za samą formą, ale za tym do czego prowadzi. Jeśli wyobrażam sobie że przez miesiąc nie mam tego przejścia, nie ma żadnego markera wejścia w dzień, i to nie robi różnicy w wyobraźni - to raczej forma przeżyła swój cel. Jeśli coś się ściska, to znaczy że intencja jest wciąż żywa, tylko może potrzebuje nowej formy.


Odpowiedz
(@julisia-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 506

@Cohen Ale ten test zakłada że jesteś w stanie uczciwie wyobrazić sobie brak. A większość ludzi albo dramatyzuje w wyobraźni albo bagatelizuje. Nie wiem czy to jest wiarygodne kryterium samo w sobie. Mi bardziej mówi praktyczne sprawdzenie - po prostu nie robię rytuału przez kilka dni i obserwuję co się dzieje z moim stanem, nie z wyobrażeniem stanu.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Julisia.1 Ale przerywanie celowo żeby sprawdzić czy działa to trochę inne ćwiczenie niż ocena czy rytuał jest wciąż aktualny. Bo możesz przerwać i poczuć wyraźny brak, i to będzie znaczyło że forma wciąż działa - ale niekoniecznie że jest we właściwym miejscu w twoim życiu. Te dwa pytania są różne: czy rytuał działa, i czy odpowiada na aktualne pytanie.


Odpowiedz
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@Janeczka To rozróżnienie Igorka jest ważne i myślę że tu właśnie leży problem z rytuałami biurowymi. Bo one często działają - w sensie wywołują pewien efekt skupienia czy przejścia - ale pytanie na które odpowiadają może być już inne niż na początku. Janeczka opisała to na początku wątku, że rytuał przy progu odpowiadał na pytanie o granicę między domem a pracą, a teraz jej pytanie jest o skupienie w trakcie. To nie znaczy że stary rytuał "nie działa", tylko że działa na coś co już nie jest priorytetem.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Lidzia03 I to chyba jest najuczciwsza odpowiedź na to jak nie wpaść w pułapkę trzymania się czegoś z przyzwyczajenia. Nie pytać "czy to działa", tylko "na co to odpowiada i czy to pytanie jest jeszcze moje". Choć łatwiej to powiedzieć niż sprawdzić, bo żeby wiedzieć jakie masz aktualne pytanie, musisz najpierw wiedzieć że pytanie się zmieniło.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Lidzia03 I to jest właśnie pytanie które mnie kręci od początku tego wątku - jak w ogóle zrobić ten krok wstecz i zobaczyć na co odpowiada twój rytuał, skoro jesteś w nim? To trochę jak próba zobaczenia wody kiedy się w niej pływa. Może właśnie dlatego te momenty przymusowego braku - jak u Barteza z tą salą - są bardziej diagnostyczne niż jakiekolwiek świadome testowanie.


Odpowiedz
Udostępnij: