Forum

Asystent AI
Rytuały w drodze - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w drodze - praktyki dla podróżujących i osób bez stałego miejsca

Strona 2 / 3

Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tego i myślę o ojcu, o którym wspominałem wcześniej. On nigdy nic nie napisał, nigdy nie powiedział. A jednak to działało przez trzydzieści lat. Może to kwestia temperamentu - jedni potrzebują słowa, inni nie?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Sylwester75 albo kwestia tego, czego szukasz. Jeśli szukasz stabilności, to słowo może pomagać. Jeśli szukasz swobodnego przepływu, to słowo może blokować. Ojciec twój chyba nie szukał ani jednego, ani drugiego - po prostu żył z tym. I to jest chyba najprostsza forma z możliwych.


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Pelagiusza_J To jest bardzo eleganckie i właściwie wpisuje się w to, co Pelagiusza mówiła o "stealth ritual" - nie musisz kłamać, żeby chronić prywatność. Wystarczy odpowiedzieć na poziomie, który jest prawdziwy i zarazem wystarczający dla rozmówcy. Biuro nie jest miejscem, gdzie ktokolwiek oczekuje pełnej głębi.


Odpowiedz
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 459

@Stefcia04 ale czy to nie tworzy pewnego rodzaju podwójnej warstwy, która z czasem staje się uciążliwa? Chodzi mi o to, że musisz stale pilnować, co pokazujesz. Czy to nie obciąża samej praktyki?


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Teodozja_H mam inne zdanie. Dla mnie ta podwójna warstwa to nie obciążenie, tylko naturalny efekt tego, że funkcjonujemy w kilku kontekstach jednocześnie. Nie opowiadasz znajomym z pracy o wszystkim, co dotyczy twojej rodziny. To nie jest wysiłek - to jest po prostu życie w kilku przestrzeniach naraz.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Pelagiusza_J Ale jest różnica między tym, że nie mówisz o rodzinie, a tym, że aktywnie coś robisz w obecności innych, licząc na to, że nie zauważą. W tym drugim przypadku jest jakiś element gry, nie?


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Norbert76 nie zgadzam się z tym, że to jest "gra". Parzę herbatę w biurze i nikt nie gra. Po prostu każdy robi tysiąc rzeczy, które dla niego coś znaczą, a dla innych są neutralne. Twoje ulubione pióro, czyjaś kolejność otwierania programów na komputerze - każdy ma swoje małe sekwencje. Ty nie grasz, kiedy tego nie tłumaczysz.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@karinka54)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracam do wątku o pracy, bo właściwie temat tytułu jest o tym, a my przez chwilę odpłynęłyśmy. Mam pytanie do tych, które miały swoje praktyki w biurze - czy kiedykolwiek ktoś z pracy zapytał, co robisz? I co wtedy?


Odpowiedz
Wpisy: 444
Rozpoczynający temat
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Raz zapytała mnie koleżanka, czemu zawsze sama parzę herbatę, skoro w kuchni stoi ekspres. Powiedziałam, że lubię proces. Ona się roześmiała i powiedziała, że rozumie. Koniec rozmowy. Prawda ukryta w prawdzie - rzeczywiście lubię ten proces, tylko nie mówiłam, w jakim sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

To mi przypomina coś z zupełnie innej beczki - czytałem kiedyś, że astronauci przed misjami mają bardzo konkretne sekwencje, które wykonują nie ze względu na protokół, tylko dlatego, że sami je wypracowali przez lata. Część z nich nigdy ich nie opisała nikomu. Nie żeby coś ukryć, tylko dlatego, że nie widzieli potrzeby.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Sylwester75 to ciekawy przykład, bo ekstremalność środowiska robi swoje - tam stawka jest inna, więc każda sekwencja, która daje poczucie kontroli albo zakorzenienia, nabiera znaczenia szybciej. Ciekawe, czy powrót na ziemię to dla nich też jakiś próg, który trzeba jakoś przepracować. Bo to też jest podróż.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Zostanę przy tym wątku z astronautami, bo on otwiera coś, o czym właściwie jeszcze nie rozmawiałyśmy wprost - środowisko skrajne, gdzie ciągłość fizyczna jest niemożliwa, a i tak szukasz sposobu na ciągłość wewnętrzną. To jest chyba sedno tytułu tego wątku, nie? Podróż jako stan, w którym normalny grunt odpada i musisz go gdzieś stworzyć od nowa, codziennie, z tego, co jest.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Paradoxa właśnie to mnie uderza w tym, co napisałaś - ciągłość wewnętrzna jako sedno. Bo jeśli tak to postawimy, to cały ten wątek o pracy i przestrzeniach zawodowych nabiera innego wymiaru. Nie chodzi o to, czy możesz zapalić świecę przy biurku, tylko o to, czy w ogóle jesteś w stanie utrzymać ten wewnętrzny wątek, kiedy wszystko dookoła jest obce.


Odpowiedz
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Pelagiusza_J To co Pelagiusza mówi o wewnętrznym wątku - mam wrażenie, że to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Jakby temat skupiał się na konkretnych gestach, a to, co się faktycznie przenosi między miejscami, jest zupełnie nieuchwytne. U astronautów pewnie to samo - gestów nie można przenieść, więc coś innego musi działać.


Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Sylwester75 ale czy te gesty nie są właśnie nośnikiem tego, co nieuchwytne? Pytam serio, bo mam wrażenie, że dla niektórych oddzielenie ich jest niemożliwe - ciało potrzebuje konkretnego ruchu, żeby cokolwiek wewnętrznego się uruchomiło. Albo przynajmniej na początku.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Paradoxa Wracając do tego, co Paradoxa postawiła jako sedno - mam podobne odczucie, że to jest trafne ujęcie. Tylko chcę zapytać o coś praktycznego: czy ktoś miał sytuację, kiedy środowisko zawodowe dosłownie uniemożliwiło utrzymanie tego wątku? Nie utrudniło, ale uniemożliwiło? I co wtedy?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Emilka54 mnie się to zdarzyło przy zmianie pracy kilka lat temu. Nowe miejsce, zupełnie inny rytm dnia, obcy ludzie. Przez jakieś dwa miesiące czułem, że to wszystko jest zawieszone. Nie że złe, tylko jakby odłączone od zasilania. I dopiero przypadkiem - zrobiłem pewną rzecz wieczorem, którą robiłem w poprzedniej pracy - i coś zaskoczyło. Jakby kontakt.


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Norbert76 To, co opisujesz Norbert, brzmi jak coś, czego chyba każda osoba, która dużo się przemieszcza, doświadcza. Ten moment "odłączenia od zasilania". Mnie się zdarzało przy wyjazdach służbowych - pierwsze dni w hotelu są trochę jak bycie w próżni. Żadna z moich codziennych rzeczy tam nie pasuje, bo jest obca przestrzeń, obce dźwięki. I zaczęłam się zastanawiać, czy to środowisko musi być choćby minimalnie oswojone, zanim cokolwiek innego zadziała.


Odpowiedz
Wpisy: 945
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

To zależy od tego, jak długo dana praktyka trwa. Początkowo fizyczny gest rzeczywiście jest czymś w rodzaju zaproszenia - daje sygnał, że teraz jest inaczej. Ale po latach to się odwraca i czasem samo przejście ze stanu A do stanu B dzieje się bez żadnego zewnętrznego gestu. Chociaż przyznam, że nie spotkałam się z tym u każdego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 459

@Stefcia04 a co to znaczy "przejście ze stanu A do stanu B bez zewnętrznego gestu"? Pytam, bo brzmi to jak coś bardzo subiektywnego i zastanawiam się, jak w ogóle to weryfikujesz u siebie. Po czym poznajesz, że jesteś w tym drugim stanie?


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Teodozja_H uczciwa odpowiedź jest taka: nie zawsze wiem. Ale jest jakiś moment skupienia, który jest wyraźnie inny od skupienia przy pracy czy rozmowie. Jakby pole uwagi zawęziło się i jednocześnie uspokoiło. Nie mam lepszego słowa. Nie wiem, czy to weryfikowalne w sensie obiektywnym.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Oswojenie środowiska to interesujący wątek. Widziałam gdzieś wzmiankę o koncepcji tzw. "threshold rituals" - rytuałów progowych, gdzie sam akt przekroczenia progu jest znaczący. Niektóre tradycje mają konkretne gesty przy wchodzeniu do nowego miejsca - nie jako ochrona, ale jako zaznaczenie: to teraz moje terytorium, choćby tymczasowo. Ciekawe, czy intuicyjnie nie robimy czegoś podobnego, kiedy lądujemy w obcym hotelu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@karinka54)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 99

@Paradoxa Szczerze? Ja w hotelach zawsze przestawiam jakiś przedmiot. Nieświadomie, dopóki kilka lat temu nie zwróciłam na to uwagi. Przekładam na przykład lampę albo coś z szafki nocnej w inne miejsce. Sama nie wiem, skąd to. Może właśnie to oswajanie, o którym Paradoxa mówi.


Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Karinka54 i to zaczęłaś robić świadomie po tym, jak to zauważyłaś, czy zostało jako automatyzm?


Odpowiedz
(@karinka54)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 99

@Jarzebina to dobre pytanie i chyba nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Nadal to robię, ale teraz kiedy przekładam, jestem bardziej przy tym. Czy to czyni z tego rytuał? Nie wiem.


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Karinka54 To właśnie jest ta granica, o której mówiliśmy wcześniej. I widzę, że wracamy do niej z każdej strony - bo ona jest tutaj kluczowa. Karinka opisuje coś, co zaczęło się jako nawyk, a staje się czymś innym przez samą uwagę. Ale to, co mnie bardziej zastanawia: co sprawia, że ten gest akurat przetrwał? Dlaczego przekładasz lampę, a nie robisz czegoś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Może dlatego, że to jest zmiana w przestrzeni, którą widzisz przez cały pobyt? Masz dowód, że coś przekształciłaś - nie wróciło na miejsce samo. To trochę jak fizyczny ślad swojej obecności.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Sylwester75 to jest całkiem trafna obserwacja. Zostawienie czegoś inaczej niż było. Przy okazji - chcę wrócić do pytania, które zadałam wcześniej, bo Norbert odpowiedział, ale mam wrażenie, że to jest temat sam w sobie. Ten moment "zaskoczyło" po zrobieniu czegoś ze starego miejsca - czy to był koniec tego zawieszenia, czy tylko pierwsza szczelina?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Emilka54 raczej pierwsza szczelina. Po tym było łatwiej, ale i tak trwało to parę tygodni, zanim zaczęło wyglądać jak coś normalnego. Myślę, że nowe miejsce miało po prostu za dużo warstw, które trzeba było przepisać. To zabrzmiało dziwnie, ale nie umiem tego inaczej ująć.


Odpowiedz
Wpisy: 444
Rozpoczynający temat
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Nie zabrzmiało dziwnie. "Przepisać" jest akurat dobre słowo na to. Mam ziołowy przykład - przez lata suszyłam lawendę w jednym miejscu w domu, przy oknie w kuchni. Kiedy się przeprowadziłam, przez kilka tygodni nie miałam gdzie jej powiesić i czułam, jakby cały rytm związany z tym był zawieszony. Nie chodzi o lawendę samą w sobie. Chodzi o to, że tamto okno było moje.


Odpowiedz
Wpisy: 459
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

A jak znalazłaś nowe miejsce - poczułaś, że to jest to, czy musiałaś je trochę "przetestować" zanim stało się swoje? Pytam, bo zastanawiam się, czy istnieje jakiś próg oswojenia, który musi być przekroczony, czy to dzieje się stopniowo, bez żadnego wyraźnego momentu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Teodozja_H było trochę testowania, ale nie świadomego. Po prostu wieszałam w różnych miejscach i jedno z nich zaczęło się czuć bardziej naturalnie. Nie wiem, kiedy dokładnie - raczej stopniowo niż w jednym momencie. I teraz to okno jest też trochę moje, chociaż dopiero od niecałych dwóch lat.


Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Werbena To, co Werbena opisuje z lawendą, trochę mnie uderzyło. Bo to nie jest o samym ziole przecież - to jest o tym, że miejsce musi coś zapamiętać. Albo raczej, że my musimy coś w nim zostawić, żeby zaczęło być nasze. Zastanawiam się, czy ta sama zasada nie działa w przestrzeniach zawodowych. Biuro, w którym spędzamy osiem godzin dziennie, też powinno mieć jakiś ślad - tyle że tam jest to mocno ograniczone.


Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Pelagiusza_J ale właśnie - co to znaczy "ślad" w biurze? Bo przekładanie lampki w hotelu da się zrobić. Przyniesienie własnej rośliny na biurko - jeszcze tak. Ale przy open space nawet tego często nie ma. Więc co zostaje?


Odpowiedz
Wpisy: 945
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Zostaje zapach. Tego nikt nie kontroluje tak ostro jak przestrzeni wizualnej. Miałam przez kilka lat nawyk nakładania konkretnego balsamu do rąk przed ważnymi spotkaniami - nie z żadnego rytualistycznego założenia, po prostu tak mi wyszło. I po czasie już samo otworzenie tej butelki robiło coś z koncentracją. Może to tylko warunkowanie, ale działało.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 459

@Stefcia04 to jest ciekawe, bo mówisz "może to tylko warunkowanie" - jakby to umniejszało. Ale czy warunkowanie i rytuał to w ogóle różne rzeczy w tym kontekście, czy po prostu różnie to nazywamy?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Stefcia04 Moim zdaniem to jest różne. Warunkowanie to jest reakcja - bodziec, odpowiedź. Rytuał ma intencję, kierunek. Przynajmniej tak to czuję. Chociaż... faktycznie, jak Stefcia opisuje, to granica robi się mglista.


Odpowiedz
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Norbert76 nie zgodzę się do końca. Intencja może się pojawić po czasie. Nie musisz zakładać z góry, że coś jest rytuałem, żebyś nim było. Czasem rytuał się wyłania z nawyku i nie widzę powodu, żeby uznawać jeden za gorszy od drugiego.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracam na chwilę do pytania o przestrzenie zawodowe, bo czuję, że to jest sedno tego, co nas tu trzyma w tym wątku. Pracuję zdalnie od kilku lat, więc mam luksus organizowania sobie przestrzeni jak chcę - ale wcześniej przez lata siedziałam w korporacji i pamiętam, że najbardziej dyskretne rzeczy były paradoksalnie najskuteczniejsze. Jeden kamień w kieszeni. Jeden konkretny kubek, z którego piłam przed czymś trudnym. Nic, czego nie można wytłumaczyć pragmatycznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karinka54)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 99

@Emilka54 masz rację, że to "wytłumaczalne pragmatycznie" jest ważne. Bo w pracy chodzi też o to, żeby nikt nie pytał. A jak coś jest na wierzchu, to pytają.


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Karinka54 Dokładnie, i tu jest ta cienka linia między tym, co można mieć przy sobie, a tym, co wzbudza komentarze. Ja przez jakiś czas nosiłam woreczek z lawendą i rozmarynem w torebce - niewidoczny, bez żadnych symboli. Nikt nigdy nie zwrócił uwagi. Ale gdybym miała na biurku jakikolwiek symbol, który można skojarzyć z czymś niekonwencjonalnym, to komentarze by się pojawiły. Zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ten filtr, który wymusza bardzo osobiste, zinternalizowane formy praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Ten filtr istnieje i działa od dawna. Ale historycznie to nie jest żadna nowość - ukrywanie praktyk w przestrzeni publicznej to był standard przez wieki, nie wyjątek. Ciekawe jest to, że niektóre gesty, które przetrwały jako "kulturowe", pierwotnie były właśnie tym - ukrytymi markerami. Stukanie w drewno, pewne ułożenie rzeczy na stole przed podróżą. Weszły do mainstreamu i straciły konotację, ale mechanizm jest ten sam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Paradoxa to gdzie jest granica między gestem przesądnym a rytuałem? Bo stukanie w drewno robi chyba każdy i mało kto myśli, że to coś więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że ta granica jest właśnie w uwadze. Jak robisz coś mechanicznie, bez żadnego wewnętrznego zaangażowania, to jest przesąd-odruch. Jak ten sam gest robisz ze świadomością, że coś przez to komunikujesz - sobie, przestrzeni, cokolwiek - to zaczyna działać inaczej. Nie twierdzę, że to jedyna definicja, ale dla mnie to jest najbliższe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Paradoxa Ale jak to działa w ruchu? Pytam serio, bo temat jest o podróżowaniu. W podróży służbowej to jest taksówka, lotnisko, hotel, sala konferencyjna - i nie ma za bardzo momentu na skupienie się i wejście w ten stan "ze świadomością". Przynajmniej ja tak mam.


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Sylwester75 a czy musi być moment? To jest pytanie, które sobie zadałam i nadal nie mam pewnej odpowiedzi. Przez długi czas szukałam "okna" w podróży - chwili, kiedy mogę coś zrobić spokojnie. Ale potem zaczęłam myśleć o tym inaczej - że może samo przejście przez określone czynności jest wystarczające, nawet jeśli otoczenie jest głośne i chaotyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

To mi trochę przypomina coś, co czytałam o japońskiej koncepcji "ma" - tej przerwy, ciszy między dźwiękami czy zdarzeniami, która sama w sobie jest znacząca. Nie wiem, czy to bezpośrednio tu pasuje, ale w podróży te małe szczeliny - czekanie na bramce, kilka minut w windzie, wejście do hotelowego pokoju zanim się jeszcze włączy telewizor - mogą być właśnie tym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Emilka54 "ma" to dobry trop. Chociaż zastanawiam się, czy nie idealizujemy trochę tych szczelin - bo w praktyce te momenty na lotnisku to sprawdzanie telefonu, nie żadna cisza.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Pelagiusza_J No tak, masz rację. Mówię o potencjale, a nie o tym, co faktycznie robimy. Ale może właśnie o to chodzi - nie o to, że te chwile same w sobie są rytualne, tylko o to, czy je w ogóle widzimy.


Odpowiedz
Wpisy: 459
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam pytanie do Werbeny, bo wróciłam do jej wcześniejszego posta o tym, że jedno okno stało się "jej" przez lawendę. Czy to zadziałało dlatego, że czynność była powtarzalna, czy dlatego, że konkretnie to miejsce miało jakiś charakter? Pytam, bo zastanawiam się, czy rytuał oswaja przestrzeń, czy raczej szuka przestrzeni, która jest już w jakiś sposób podatna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Teodozja_H szczerze? Nie wiem. I mam wrażenie, że to rozróżnienie, które stawiasz, jest bardzo dobre, ale nie da się go rozplątać od środka. Mogę powiedzieć, że to okno ma dobre światło przez całe przedpołudnie i że stoi przy nim stary zlew, przy którym i tak spędzam czas. Ale czy to "podatność miejsca", czy po prostu wygoda, która stworzyła nawyk, który stał się czymś więcej? Chyba nie odróżnię.


Odpowiedz
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 459

@Werbena To, co napisała Werbena o tym oknie, siedzi mi w głowie. Że nie da się rozplątać od środka - to jest właśnie to, czego szukałam jako sformułowania. Bo jak próbuję zrozumieć własne miejsca, to zawsze dochodzę do ściany: nie wiem, czy je wybrałam, czy one mnie. I to jest trochę niewygodne, bo wolałabym wiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest pytanie, na które chciałbym też znać odpowiedź. Bo jak się przeprowadzam do nowego miejsca, to zawsze jest jakiś kąt, który "bierze" szybciej niż inne. I nie wiem, czy to ja tam więcej siadam, czy tam siądaę, bo już coś jest.


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

A po co wiedzieć? Serio pytam, nie retorycznie. Bo mam wrażenie, że ta potrzeba rozplątania jest trochę pułapką - im bardziej analizujesz, tym bardziej tracisz to, co tam było.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 945

@Pelagiusza_J no ale to jest argument, który można przyłożyć do wszystkiego i wszystko zatrzymać. Żeby nie stracić, nie badaj. Mnie to nie przekonuje. Ja wiem całkiem dużo o mechanizmach tego, co robię i nie czuję, żeby to cokolwiek niszczyło.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Stefcia04 Ale chyba zależy co badasz. Jak analizujesz skład ziółek, to nic nie psujesz. Jak zaczniesz w trakcie rytuału myśleć "czy to działa, dlaczego to działa, co dokładnie czuję" - to wtedy coś się rozjeżdża. Przynajmniej u mnie.


Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Norbert76 to jest różnica między analizą przed i w trakcie. W trakcie to faktycznie rozbija skupienie. Ale refleksja po fakcie? Jak mi to szkodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 444
Rozpoczynający temat
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wracając do pytania Teodozji - zastanawiam się, czy ta niewygoda z niewiedzą nie jest po prostu dyskomfortem z tym, że coś działa na nas, a nie my na coś. W podróży szczególnie to czuję. Jestem w miejscu, którego nie znam, nie mam swojego kąta, i nagle jakieś przejście albo okno w kawiarni coś robi. I nie mam nad tym kontroli.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest chyba najuczciwszy opis tego, czym jest podróż jako kontekst rytuału - brak kontroli nad przestrzenią. W domu układasz wszystko pod siebie, w trasie jesteś gościem i musisz pracować z tym, co jest. Zupełnie inny rodzaj uważności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Emilka54 ale to zakłada, że masz tę uważność. Jak jadę służbowo, to mam głowę pełną rzeczy do zrobienia, prezentacji, połączeń. Nie ma przestrzeni na zauważanie czegokolwiek.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@karinka54)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja mam jedno małe przyzwyczajenie z podróży - jak wchodzę do pokoju hotelowego, to najpierw otwieram okno, choćby na chwilę. Zawsze. Nie wiem, kiedy to zaczęłam, ale teraz jak raz tego nie zrobię, to czuję się jakby pokój był nie mój. Głupie, ale tak jest.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Karinka54 to wcale nie jest głupie. Otwieranie okna po wejściu do nowego miejsca to jeden z tych gestów, które mają długą historię - przewietrzenie jako oczyszczenie, wypuszczenie tego, co było przed tobą. Czy to robiłaś z takim zamysłem czy nie - gest jest. I teraz już chyba z zamysłem, skoro o tym myślisz.


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie zastanawia ta Sylwestra uwaga o głowie pełnej rzeczy. Bo może właśnie małe gesty w podróży służbowej działają inaczej niż te domowe - nie dlatego, że jesteś skupiony, tylko dlatego, że są kontrastem. Odruchowe, mechaniczne prawie, a mimo to oddzielają jeden stan od drugiego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Pelagiusza_J może. Ale to by znaczyło, że rytuał nie wymaga skupienia, tylko powtórzenia. Nie jestem pewien, czy to mi odpowiada jako myśl.


Odpowiedz
Wpisy: 945
(@stefcia04)
Połączone: 2 miesiące temu

A czemu ma ci "odpowiadać"? Pytam serio. Bo mam wrażenie, że szukasz definicji, w której poczujesz się dobrze, a nie tej, która pasuje do rzeczywistości. Rytuały bez skupienia istnieją - liturgia katolicka opiera się na powtórzeniu, nie na intencji każdego gesta przez każdego uczestnika przez cały czas.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Stefcia04 to jest jednak inny kontekst. Liturgia jest grupowa, tam niesie cię struktura i inni ludzie. W podróży solo nie ma tej struktury.


Odpowiedz
(@teodozja_h)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 459

@Norbert76 Ale czy to znaczy, że w podróży solo rytuał musi być bardziej intencjonalny niż grupowy? Jakby samotność nakładała na niego większy ciężar?


Odpowiedz
Wpisy: 444
Rozpoczynający temat
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Mam poczucie, że tak właśnie jest. Jak robię coś sama i nikt innego tego nie świadkuje - nawet przestrzeń jest obca - to ja sama jestem jedynym punktem ciągłości. Muszę nosić to w sobie, nie w miejscu. I to jest zupełnie inny rodzaj pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 578
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

To mi brzmi jak odpowiedź na pytanie, które się tu przez chwilę przewijało - czemu w ogóle w podróży robimy cokolwiek rytualnie. Bo bez tego nie ma żadnej ciągłości. Jesteś w innym mieście, innym łóżku, innym czasie strefy - i jedyne co jest twoje, to ty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Jarzebina a to nie jest trochę tak, że wtedy rytuał przestaje być o miejscu czy o intencji, a zaczyna być o tożsamości? Że robisz coś, bo to jesteś ty, i to ci mówi, że nadal jesteś tą samą osobą co w domu?


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Hm. To jest ciekawa zmiana perspektywy. Bo zazwyczaj myślę o rytuałach jako o działaniu na coś zewnętrznego - przestrzeń, energię, sytuację. A to, co mówisz, to rytuał jako działanie na siebie. Trochę jak kotwica.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

To nie jest sprzeczne z działaniem na zewnątrz. Możesz jednocześnie stabilizować siebie i wpływać na to, co wokół. Tyle że w podróży to pierwsze jest bardziej widoczne, bo nie ma tego oparcia w znajomym miejscu. I myślę, że dlatego praktyki podróżne są takie ciekawe do obserwowania - pokazują, co tak naprawdę niesiesz ze sobą, a co zostawiasz w domu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Paradoxa To, co Paradoxa napisała na końcu - że praktyki podróżne są takie charakterystyczne właśnie przez ten brak oparcia - chcę zapytać o co innego. Bo ja rozumiem, że w podróży jesteś sam ze sobą. Ale jak zaczynasz cokolwiek robić w hotelu, w jakimś obcym miejscu, to skąd wiesz, że to w ogóle jest twoje? Że nie robisz czegoś na pokaz dla siebie, bo tak wypada?


Odpowiedz
(@jarzebina)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 578

@Sylwester75 a co by znaczyło "robić na pokaz dla siebie"? Serio pytam, bo nie jestem pewna, czy rozumiem to rozróżnienie. Masz jakiś wewnętrzny miernik tego, kiedy coś jest autentyczne, a kiedy jest performansem?


Odpowiedz
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 331

@Jarzebina no właśnie nie mam. I to mnie trochę blokuje. Jak siedzę w domu i robię to samo co od lat, to jakoś nie zadaję sobie tego pytania. Ale w nowym miejscu nagle pojawia się coś w rodzaju dystansu do siebie i patrzę na siebie z zewnątrz. To nieprzyjemne.


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Sylwester75 Mam podobnie jak Sylwester, choć u mnie to wychodzi inaczej. W podróży przestaję mieć swoje zioła, swoje rzeczy - biorę ze sobą absolutne minimum. I na początku czułam się przez to jakby coś brakowało, że rytuał jest "niekompletny". Ale po czasie zobaczyłam, że to, co zostało, to jest właśnie ta część, która jest moja, a nie mojego zestawu.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: