Forum

Asystent AI
Rytuały na pełnię K...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

[Rozwiązane] Rytuały na pełnię Księżyca – oczyszczanie i uwalnianie energii


Wpisy: 277
Moderator
Rozpoczynający temat
(@redakcja)
Połączone: 2 lata temu

Pełnia Księżyca to moment, w którym energia całego cyklu osiąga swój szczyt – wszystko staje się jaśniejsze, wyraźniejsze i mocniej odczuwalne. To czas kulminacji i uwalniania, a nie zaczynania od zera. Dobrze poprowadzone rytuały na pełnię Księżyca pomagają oczyścić przestrzeń, odpuścić to, co ciąży, oraz naładować intencje i przedmioty, z którymi się pracuje.

Cały wpis dostępny tutaj: Rytuały na pełnię Księżyca – oczyszczanie i uwalnianie energii


Odpowiedz
39 odpowiedzi
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Przeczytałam całość dwa razy i trochę się gubię. Z jednej strony świece, kadzidła, kryształy, woda księżycowa, kąpiel, a z drugiej zdanie, że na start wystarczy kartka i chwila ciszy. Od czego właściwie zacząć, żeby nie kupować pół sklepu ezoterycznego? Czuję się przytłoczona samą listą rzeczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Zorka Spokojnie, ta lista to bufet, a nie obowiązkowy zestaw. Na pierwszy raz bierzesz kartkę, długopis, jedną świecę i kwadrans, w którym nikt Ci nie przeszkadza. Tyle wystarczy, żeby coś realnie domknąć. Ja przez pierwsze lata robiłam to przy zwykłej podgrzewaczowej świeczce i wychodziło tak samo dobrze jak później przy droższych. Reszta dochodzi sama, kiedy poczujesz, czego Ci brakuje.


Odpowiedz
Wpisy: 1328
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dorzucę swoje, bo pełnia to napewno najlepszy moment, żeby zasiać nowe cele i przyciągać do siebie nowe rzeczy od zera. Wogóle to czas wielkiego planowania, ja akurat wtedy wypisuję sobie listę marzeń na conajmniej rok do przodu i odpalam wizualizacje nowego mieszkania, nowej pracy, takie tam. Im mocniejsza pełnia, tym mocniej się to nakręca.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Dzikitaurus Tu bym się zatrzymał, bo mieszasz dwie fazy. Zasiewanie zupełnie nowych zamiarów i przyciąganie od zera to robota na nów – wtedy Księżyc rośnie i ciągnie sprawy w górę. W pełnię energia jest u szczytu i zaraz zacznie opadać, więc to raczej czas na domknięcie, podziękowanie za to, co się zadziało, i odpuszczenie tego, co już nie służy. Możesz wzmocnić to, co już ruszyło, ale startowanie czegoś nowego idzie pod prąd cyklu. Autorka zresztą tłumaczy to w pierwszej części.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Szaman Dokładnie tak to czuję – w pełnię raczej odhaczam i odpuszczam, a nowe plany zostawiam na nów. Faza ubywająca zaraz po pełni jest u mnie najlepsza na sprzątanie życia z tego, co zbędne. Akurat dziś wieczorem mamy tę najjaśniejszą, różową pełnię roku, więc wystawiam wszystkie kamienie na parapet na całą noc. Rano dorzucam im jeszcze kilka godzin słońca, żeby słońce doładowało je mocniej.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Caroletta Z tym słońcem ostrożnie. Część kamieni rano spokojnie chowam, bo blakną w mocnym świetle – ametyst potrafi zejść do bladego liliowego, kwarc różowy szarzeje, podobnie cytryn i fluoryt. Słońce dobrze znoszą za to kwarc kryształowy, tygrysie oko czy czarny turmalin, te możesz zostawić na poranek. Do kolorowych i kruchych zostań przy samym Księżycu, mniej ryzyka.


Odpowiedz
Wpisy: 1951
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

A jak to działa, kiedy w ogóle nie widać Księżyca? U mnie pochmurno po horyzont, a parapet mam tylko od północy, więc bezpośrednio światło tam nie dochodzi nigdy. Wystawianie kamieni w takim miejscu ma jakikolwiek sens, czy to wtedy strata czasu?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Leonora Ma sens, tylko inaczej, niż się zwykle opowiada. Światło Księżyca to odbite światło Słońca, kilkaset tysięcy razy słabsze, więc żadnej mierzalnej dawki energii tam nie ma ani przy oknie od południa, ani od północy. To, co realnie działa, to rytm i intencja – robisz coś świadomie w konkretnym dniu cyklu i to porządkuje głowę. Chmury i kierunek okna niczego nie psują. Postaw kamienie tam, gdzie Ci wygodnie, i odpuść sobie pogodę.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Seid Co do fizyki masz rację, ale ja jednak nie zrównałabym wystawienia za szybą z postawieniem słoika w szafce. Dla mnie sam kontakt z prawdziwym światłem, nawet słabym, coś znaczy – to gest, nie pomiar w luksach. Wystawiam więc i przy pełnym zachmurzeniu, bo Księżyc jest tam, czy go widzę, czy nie. Zgadzamy się tylko w jednym: nikt nie powinien rezygnować z rytuału dlatego, że akurat pada.


Odpowiedz
Wpisy: 2072
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie o tę wodę księżycową, bo naczytałam się sprzecznych rzeczy. Jedni piszą, że można ją normalnie pić, inni że absolutnie nie. Da się to jakoś rozsądnie rozstrzygnąć, czy to zależy od czegoś?


Odpowiedz
Wpisy: 2421
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

@Paradoxa Zależy głównie od dwóch rzeczy. Pić możesz tylko wtedy, kiedy woda wyjściowa jest zdatna do picia, naczynie czyste, a całość przykryta i wypita następnego dnia – po prostu jak każda woda, która stała noc. Czego nie robisz, to nie pijesz wody, w której moczyły się kamienie, bo część minerałów jest toksyczna albo się rozpuszcza. Trzymaj to rozdzielnie: jedna woda do picia pod przykryciem, druga, z kamieniami obok, tylko do skrapiania czy podlewania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2217

@Hellan O, to dobrze wiedzieć, bo już chciałam wrzucić kamyki prosto do szklanki. A do czego poza piciem ta woda się przydaje? Skoro mam ją robić, to wolałabym ją wykorzystać, a nie wylać rano do zlewu.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Zorka Najwięcej robię z nią rzeczy zupełnie przyziemnych. Skrapiam kąty w mieszkaniu, dolewam do wody do mycia podłóg, podlewam kwiaty, czasem chlust do kąpieli albo przemywam twarz i dłonie z intencją, żeby zmyć z siebie dzień. Moje storczyki dostają ją regularnie i, choć to pewnie zbieg okoliczności, kwitną jak szalone. Nic się nie marnuje i nie trzeba do tego żadnej teorii.


Odpowiedz
Wpisy: 1047
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Skoro padło o paleniu kartki – dorzucę praktyczną uwagę, bo to akurat część, na której łatwo narobić sobie kłopotu. Autorka pisze, żeby palić nad żaroodporną miską albo w zlewie, ja bym dopowiedział: miej wodę w zasięgu ręki i nie rób tego pod czujką dymu ani przy firanach. W bloku z czułym czujnikiem czasem lepiej w ogóle odpuścić ogień. Sam akt spisania i świadomego pozbycia się tego, co napisane, działa, nawet jeśli kartki nie podpalisz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Vladi Z bezpieczeństwem zgadzam się w stu procentach, ale dla wielu osób to właśnie ogień robi całą robotę. Patrzenie, jak płomień zjada listę i dym ją unosi, daje to fizyczne „już tego nie ma”, czego samo podarcie kartki jakoś nie domyka. U mnie działa najmocniej ze wszystkiego. Kompromis dla ostrożnych: mała metalowa miska, woda obok, okno uchylone i jedna kartka, nie cały notatnik naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 1328
(@dzikitaurus)
Połączone: 1 miesiąc temu

A wracając do ładowania – ja w tę miskę z wodą księżycową wrzucam na prawdę wszystko, łącznie z selenitem i kamieniem księżycowym, i na prawdę super się ładują przez noc. Selenit można spokojnie moczyć, przecież to kamień Księżyca, więc woda mu nie zaszkodzi. Trzeba tylko wziąść większą miskę, żeby się zmieściły, a tą wodą potem nawet podlewam kwiaty.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Dzikitaurus Tu muszę Cię zatrzymać, zanim stracisz dobry kamień. Selenit to odmiana gipsu, czyli siarczan wapnia, twardość 2 w skali Mohsa – tak miękki, że porysujesz go paznokciem. W wodzie matowieje, pokrywa się białym nalotem i z czasem zwyczajnie się rozpuszcza, więc woda księżycowa też mu szkodzi, mimo całej tej księżycowej nazwy. Selenitu nie moczysz nigdy: oczyszczasz go dymem, dźwiękiem albo blaskiem Księżyca pod szybą, a w praktyce on i tak czyści się sam. Kamień księżycowy zniesie krótki kontakt z wodą, ale selenit i woda to para, której się nie łączy.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Bylica Potwierdzam z własnej, bolesnej praktyki. Opłukałem kiedyś selenitową wieżyczkę pod kranem, żeby zmyć kurz, i w kilka sekund zrobił się z niej matowy, chropowaty patyk z białym osadem – nie do odratowania. Do tej samej szuflady „nie do wody” wrzucam jeszcze sól kamienną, kalcyt, fluoryt, cyjanit i malachit, przy czym malachit dodatkowo jest toksyczny, bo to minerał miedzi, więc tym bardziej nie do picia. Do moczenia bezpieczne są twarde kwarce. A jak ktoś koniecznie chce „wodę z kamieniem” z minerału, który się rozpuszcza, jest metoda pośrednia: kamień w zamkniętym słoiczku wstawia się do miski z wodą, woda kamienia nie dotyka, a efekt symboliczny zostaje.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Froen O matko, ja chyba tak właśnie ululałam kawałek różowego kwarcu w soli, bo zmatowiał, a myślałam, że to wina sklepu. Skoro już przy tym jesteśmy – kamień księżycowy i labradoryt to do której grupy? Mam oba i wolę się nie przekonać na własnej skórze, czy znoszą wodę.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Caroletta Kamień księżycowy i labradoryt to skalenie, znoszą krótki kontakt z wodą i szybkie opłukanie, ale po co ryzykować rysy – ja je też wolę czyścić Księżycem albo dymem. No i skoro padło słowo dym: w tekście jest mowa o szałwii i palo santo, a to akurat temat, o którym mało kto wspomina. Biała szałwia, ta z gotowych wiązek, to roślina święta dla rdzennych ludów Ameryki i jest dziś masowo przetrzebiana – w Kalifornii dochodzi do nielegalnych zbiorów na taką skalę, że łapie się ludzi z całymi workami suszu. Palo santo wisi na podobnej liście zagrożonych gatunków. A oczyszczanie dymem jest uniwersalne i wcale nie wymaga akurat białej szałwii – u nas od wieków okadzano bylicą, jałowcem, dziurawcem, świetnie tli się też rozmaryn i zwykła szałwia lekarska.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1877

@Kapturek Podpisuję się obiema rękami, zwłaszcza że przy moim nicku wypadałoby bronić bylicy. U Słowian okadzano nią chaty na ochronę i właśnie na oczyszczenie, więc nie trzeba sięgać na drugi koniec świata po coś, co rośnie na każdej miedzy. Jałowiec daje gęsty, żywiczny dym, rozmaryn ładnie pachnie i dobrze się suszy. Najtaniej i najuczciwiej jest zasuszyć własne zioła z ogrodu albo z bazaru, a nie kupować wiązkę z drugiej półkuli.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Kapturek Rozumiem argument, choć nie pójdę z nim do końca. Jeśli ktoś kupuje szałwię wprost od rdzennych, etycznych dostawców i robi to ze świadomością, skąd to pochodzi, to dla mnie nie to samo, co odhaczanie modnego trendu. Problemem nie jest samo zioło, tylko hurtowe, bezmyślne wyrywanie go na sprzedaż. Przyznaję jednak, że sama przerzuciłam się na jałowiec i rozmaryn, bo z dostępnych u nas źródeł i tak trudno mieć pewność, że susz nie pochodzi z dzikiego, rabunkowego zbioru.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1951

@Kapturek A jak w ogóle okadzać małe mieszkanie, żeby nie odpalić czujki i nie chodzić potem pół dnia w dymie jak w wędzarni? Kadzidełko czy wiązka? Trochę się boję, że napuszczę tyle dymu, że sąsiedzi zaczną pukać do drzwi.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2219

@Leonora W małym metrażu najlepiej krótko i z głową. Uchyl okno, zapal kadzidełko albo pojedynczy kawałek żywicy zamiast całej wiązki i prowadź dym dłonią albo piórem w stronę okna, kąt po kącie. Robisz przeciąg na wylot, a nie zadymiasz szczelnie zamknięty pokój. Jak w ogóle nie chcesz dymu, masz wersje bez ognia: miseczki z solą w rogach, dźwięk misy albo dzwonka, ewentualnie dyfuzor. Czujka odpali dopiero przy gęstej chmurze, a tej akurat unikamy.


Odpowiedz
Wpisy: 2217
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

To teraz pytanie o czas. Muszę trafić dokładnie w godzinę pełni, czy mogę zrobić to dzień wcześniej albo dzień po? Pytam, bo akurat w noc pełni mam dyżur w szpitalu i fizycznie mnie nie będzie w domu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1982

@Zorka Moment pełni to konkretna chwila astronomiczna, ale gołym okiem Księżyc wygląda na pełny przez jakieś trzy doby, więc dzień wcześniej i dzień później to wciąż „pełnia”. Dla mnie ważniejszy jest cały ten kilkudniowy rytm wokół niej niż trafianie co do minuty. Po dyżurze zrobisz rytuał rano albo następnego wieczoru i nic Ci nie ucieknie. Energia nie jest pociągiem, który odjeżdża o równej godzinie.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Seid Ja jednak lubię trafić w sam wieczór pełni, bo coś w tym czuję, choć nie będę się upierać, że da się to zważyć. Okno plus minus dzień faktycznie działa, sama nieraz przesuwałam o dobę. Tyle że u mnie pod Wrocławiem w pełnię chmury zaciągają z taką regularnością, jakby Księżyc miał abonament, więc i tak najczęściej kończę przy świecy zamiast przy prawdziwym blasku.


Odpowiedz
Wpisy: 2072
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do tej listy rzeczy do odpuszczenia. Trzeba ją koniecznie pisać ręcznie na papierze, czy mogę to zrobić w notatniku w telefonie? I czy ten tekst trzeba czytać na głos, czy wystarczy przeczytać w myślach? Pytam serio, bo nie chcę zrobić tego źle.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2421

@Paradoxa Nie ma jednego „dobrze”. Odręcznie ma tę przewagę, że spowalnia i angażuje ciało, więc więcej z siebie wyrzucasz, ale jeśli telefon jest dla Ciebie naturalniejszy, to też zadziała – sedno tkwi w szczerości, nie w nośniku. Czytanie na głos potrafi wzmocnić efekt, bo wypowiedziane brzmi inaczej niż pomyślane, ale obowiązku nie ma. Ja akurat wolę zeszyt i czytam półgłosem, a potem palę pojedynczą kartkę. Zrób tak, żeby to było Twoje, a nie odklepane z instrukcji.


Odpowiedz
Wpisy: 1047
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Skoro już się przyznajemy do wpadek – mój sposób na uwalnianie jest zupełnie bez ognia, bo raz odpaliłem czujkę w bloku i zjechała się połowa klatki. Od tamtej pory spisuję, czytam, drę kartkę na drobno i spuszczam w toalecie, a w głowie „puszczam to z wodą”. Działa u mnie tak samo jak palenie, a sąsiedzi śpią spokojnie. Nikogo nie namawiam do rezygnacji z ognia, po prostu nie każdy mieszka tam, gdzie da się bezpiecznie coś podpalić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Vladi U mnie czujka równie nerwowa, reaguje chyba na samą myśl o zapałce. Druga opcja bez dymu, którą lubię: podrzeć listę i zakopać skrawki w doniczce albo w ogrodzie, takie oddanie sprawy ziemi. Część i tak ląduje u mnie w kompoście, więc mam poczucie, że stary balast przynajmniej nakarmi pomidory. Brzmi prozaicznie, ale domyka równie dobrze.


Odpowiedz
Wpisy: 1666
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę coś, co dla mnie jest ważniejsze niż dobór kamieni i ziół. Pełnia bywa emocjonalnie ciężka – gorzej śpię, jestem bardziej drażliwa, mam krótszy lont, i wiele osób ma podobnie. Rytuał uwalniania traktuję głównie jako sposób, żeby to napięcie nazwać i gdzieś odłożyć, a nie nosić w sobie w kółko. Przestrzegałabym tylko przed robieniem z tego przymusu w stylu „co miesiąc muszę, bo inaczej coś przegapię”. Jak danego wieczoru nie czujesz się na siłach, odpuść bez wyrzutów – rytuał ma służyć, a nie dokładać kolejnej pozycji na liście obowiązków.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1620

@Shangie Bardzo mi to bliskie, sama mam tak, że tydzień pełni to u mnie krótsza kołdra i dłuższa lista pretensji do świata. Domykam to zwykle ciepłą kąpielą z solą, himalajską albo zwykłą morską, czasem z garścią ziół w woreczku. Jak ktoś nie ma wanny, wystarczy miska i obmycie z intencją, nie trzeba zanurzać całego siebie. Jedno tylko: sól świetnie działa na ciało w kąpieli, ale nie wrzucajcie do tej kąpieli kamieni – sól rysuje i niszczy te miększe, a malachit czy selenit reagują od razu.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Kapturek Czyli sól odpada przy kamieniach całkowicie? Bo gdzieś wyczytałam, że sucha sól w miseczce jest bezpieczna i tak właśnie chciałam czyścić swoje. Teraz już sama nie wiem, czego się trzymać.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Caroletta Sucha sól nie jest tak agresywna jak mokra czy solanka, ale bezpośrednio i tak rysuje miękkie kamienie i wciska się w szczeliny. Najprościej zrobić to pośrednio: kamień wkładasz do osobnego szklanego naczynka, a to naczynko stawiasz w misce z suchą solą, bez kontaktu ziarenek z powierzchnią. Masz wtedy ten symboliczny efekt oczyszczenia solą, a kamień zostaje bez rys i wżerów. Mokra sól odpada zawsze.


Odpowiedz
Wpisy: 1877
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Skoro selenit przewija się tu co chwilę, dorzucę ciekawostkę, bo ładnie spina się z tematem. Nazwa pochodzi od greckiej Selene, czyli bogini Księżyca, i wzięła się stąd, że dawniej wierzono, iż kamień rośnie i maleje razem z fazami Księżyca, tak jak przybywa i ubywa światła na niebie. Mineralogicznie to oczywiście nieprawda, bo selenit po prostu jest gipsem, ale zgodzicie się, że jest coś urokliwego w tym, że w wątku o pełni gadamy głównie o kamieniu nazwanym od Księżyca. Ciekawe zresztą, kto z Was jak pracuje z kamieniem księżycowym w samą pełnię, bo o nim akurat było tu najmniej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1047

@Bylica Skoro o selenicie – dorzucę pułapkę ze sklepów. To, co leży na półkach jako „selenit”, w większości jest właściwie satynowym spatem, tym włóknistym, mlecznym, co daje efekt kociego oka. Oba to ten sam gips, więc jedno i drugie tak samo nie cierpi wody, ale prawdziwy selenit krystaliczny jest przezroczysty jak szybka. Dla praktyki bez różnicy, dla porządku w głowie czasem dobrze wiedzieć, co się właściwie trzyma w dłoni.


Odpowiedz
Wpisy: 2219
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Zmienię trochę kierunek, bo cały czas kręcimy się wokół uwalniania i kamieni, a pełnię można przeżyć też inaczej. Część osób robi z niej wieczór wdzięczności albo podsumowania – co się od ostatniej pełni domknęło, co dojrzało, za co dziękuję. Prowadzicie coś takiego jak księżycowy dziennik, czy zostajecie przy spisz-i-spal? Ciekaw jestem, bo mam wrażenie, że każdy ma tu swój patent.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Szaman U mnie to właśnie dziennik. Przy każdej pełni zapisuję jedną stronę o tym, co się przez ostatni miesiąc zamknęło, a dopiero potem przechodzę do tego, co chcę odpuścić, bo łatwiej puszczać, kiedy najpierw zobaczę, ile się jednak wydarzyło. Dziś pewnie znowu skończę przy świecy, bo niebo zaciągnięte, ale to mi akurat nie przeszkadza. Chętnie podłapię cudze patenty, jeśli ktoś ma coś, czego jeszcze nie próbowałam.


Odpowiedz
Udostępnij: