Forum

Asystent AI
Rytuały dla zdrowia...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla zdrowia psychicznego - od lęku do depresji

Strona 1 / 2

Wpisy: 630
 Nyja
Rozpoczynający temat
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chciałam poruszyć temat, który rzadko pojawia się w takim kontekście, bo większość rozmów o rytuałach kręci się wokół przyciągania, ochrony albo pracy energetycznej w sensie ogólnym. Ale od jakiegoś czasu myślę o tym, jak rytuały działają na psychikę, dosłownie, nie metaforycznie. Mam na myśli depresję, stany lękowe, ataki paniki, dysocjację. Nie chodzi mi o zastępowanie terapii, bo to byłoby nieodpowiedzialne. Ale wiele osób, które znam, robi jedno i drugie, i mówi, że rytualność ma coś, czego terapia nie daje, taką strukturę, powtarzalność, fizyczność. Że samo zapalenie świecy o tej samej porze, z tą samą intencją, przez kilka tygodni, robi coś z układem nerwowym. Czy macie własne obserwacje w tym kierunku? Albo rytuały, które stosujecie akurat wtedy, gdy jest ciężko psychicznie?


Odpowiedz
110 odpowiedzi
Wpisy: 549
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest właśnie ten temat, który mnie ostatnio dużo zajmuje. Sama przeszłam przez dość długi epizod depresyjny i powiem szczerze, że rytualność była wtedy czymś, co pomagało mi w sensie bardzo przyziemnym. Nie dlatego, że "działa magicznie", ale dlatego, że dawała mi coś do zrobienia, kiedy mózg odmawiał podejmowania decyzji. Jest taki mechanizm w psychologii, nie pamiętam dokładnie nazwy, ale chodzi o to, że powtarzalne, małe czynności angażują tę część układu nerwowego odpowiedzialną za poczucie sprawczości. Nawet jeśli nic innego nie idzie, zrobiłaś to. To jest twoje. Ale mam pytanie, bo mówisz o depresji i o lęku jakby to było jedno. Mam wrażenie, że to są zupełnie różne stany i rytuały, które pomagają przy lęku, mogą przy depresji w ogóle nie zadziałać albo nawet pogłębić izolację. Miałaś takie obserwacje?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Azalia właśnie to, co mówisz o sprawczości, to jest klucz. Czytałam kiedyś o badaniach nad OCD, gdzie zauważono paradoks, że rytuały kompulsywne u osób z OCD redukują lęk krótkoterminowo, ale długoterminowo go nakręcają. I to sprowokowało mnie do pytania, gdzie jest granica między rytuałem jako praktyką wspierającą a rytuałem, który staje się mechanizmem unikania. Bo można zapalać świecę wieczorem i to będzie kotwica, która stabilizuje. Ale można też zacząć tego rytuału potrzebować kompulsywnie i wtedy jest już inaczej. Ty mówisz o depresji, ja miałam do czynienia bardziej z lękiem, i rzeczywiście mam wrażenie, że te stany wymagają zupełnie innego podejścia rytualnego. Przy lęku coś uziemiającego, fizycznego, oddechowego. Przy depresji... sama nie wiem. Co u ciebie działało?


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Nocnica To jest naprawdę trudne pytanie, bo przy depresji problem polega na tym, że nic nie chce się robić. Rytuał zakłada pewne minimum intencji i ruchu, a depresja potrafi zabrać jedno i drugie. Co u mnie działało? Bardzo małe rzeczy. Dosłownie: wstanie i umycie twarzy zimną wodą rano, przy czym robiłam to z pewną świadomością, jakby to był akt inicjujący dzień, nie tylko higiena. Brzmi banalnie, ale w tamtym okresie to był mój rytuał otwarcia. Nic więcej. Dopiero gdy trochę wyszłam z dołka, mogłam dodać więcej. Kamień w dłoni podczas oddechu, zapis w dzienniku, ale już nie wszystko na raz. Co do granicy z OCD, masz rację i to jest ważne rozróżnienie. Myślę, że różnica leży w tym, czy rytuał jest dobrowolny i czy możesz go pominąć bez katastrofy wewnętrznej. Ale to osobny temat chyba.


Odpowiedz
Wpisy: 450
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że chodzi o wsparcie, nie o leczenie. Ale z drugiej trochę mnie niepokoi, że wchodzimy w obszar, gdzie łatwo jest osobie w naprawdę złym stanie powiedzieć sobie, że rytuały wystarczą. Nie twierdzę, że tak jest w tej rozmowie, ale generalnie na takich forach czasem widzę, że ktoś pisze, że ma depresję i szuka rytuału, zamiast terapeuty, bo terapeuta jest drogi albo niedostępny albo po prostu się boi. I co wtedy? Pytam serio, bo nie wiem jak to rozgraniczyć w praktyce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Iwetka To jest uczciwe pytanie i nie zamierzam go zbywać. Masz rację, że to jest ryzyko realne. Ale myślę, że to samo ryzyko istnieje z każdą praktyką, z medytacją, z jogą, z suplementami. Ludzie zastępują nimi leczenie nie dlatego, że te praktyki są złe, ale dlatego, że system ochrony zdrowia psychicznego jest niewydolny albo niedostępny. To jest problem systemowy, nie problem rytuałów. Natomiast jeśli ktoś jest już w terapii albo przynajmniej ma jakieś podstawowe wsparcie i pyta, co jeszcze może robić, to myślę, że rytuały są jak najbardziej sensowną odpowiedzią. Sam efekt uziemienia, o którym mówiła Azalia, jest czymś, co terapeuci poznawczo-behawioralni sami zalecają, tylko nazywają to inaczej. Co do tego konkretnego scenariusza, ktoś szuka rytuału zamiast pomocy, to chyba jedyne co można zrobić to powiedzieć wprost, że rytuał jest okej jako uzupełnienie, ale nie jako jedyne działanie.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@martusia95)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam i zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie o rytuale jako o strukturze, o powtarzalności. Ale czy to nie jest po prostu... nawyk? Co sprawia, że nawyk staje się rytuałem? Czy to intencja? Bo jak myję zęby, to też jest powtarzalna czynność, ale chyba nikt by nie nazwał tego rytuałem. Pytam, bo wydaje mi się, że w kontekście zdrowia psychicznego ta granica może być istotna. Że być może właśnie ta warstwa intencji, znaczenia, symboliki robi różnicę, a nie sama powtarzalność.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Martusia95 To jest bardzo dobre pytanie i właśnie nad tym się kłócą antropolodzy od lat. Victor Turner pisał o rytuale jako o czynnościach, które mają moc transformacyjną, bo są osadzone w pewnym systemie znaczeń. Czyli nie sama powtarzalność, ale właśnie ten kontekst symboliczny. Ale jest też inne podejście, że rytuał to każda czynność, której nadajesz znaczenie. I wtedy mycie zębów może być rytuałem, jeśli robisz to z pewną intencją, uważnością, świadomością, że to jest akt dbania o siebie. W kontekście zdrowia psychicznego mam wrażenie, że ta warstwa znaczenia jest kluczowa. Bo samo powtarzanie bez znaczenia to trochę jak jechanie na autopilocie, a właśnie wychodzenie z autopilota jest tym, czego szukamy.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Nocnica Ja do tej dyskusji podchodzę od innej strony, bo sam od jakiegoś czasu mam stany lękowe i nie wiedziałem, że to czego szukam, może być opisywane jako rytuał. Robiłem pewne rzeczy instynktownie, jakieś liczenie kroków, pewne sekwencje czynności przed snem, i dopiero teraz rozumiem, że to mogło być próbą stworzenia struktury, kiedy wszystko wewnątrz było chaosem. Ale martwię się teraz tym, co powiedziała Nocnica o OCD. Bo nie wiem, czy to co robiłem to było zdrowe, czy już za daleko.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Sewer Rozumiem ten niepokój. Ale jest jedna dość wyraźna różnica między rytuałem wspierającym a kompulsją, i polega ona na tym, co się dzieje, gdy nie możesz go wykonać. Jeśli pominięcie rytuału powoduje spiralę myśli, poczucie, że coś złego się stanie, narastający lęk, to warto to omówić z psychiatrą lub terapeutą. Nie dlatego, że coś jest z tobą nie tak, ale dlatego, że masz wtedy materiał do pracy. Jeśli natomiast pominięcie sprawia, że czujesz się tylko trochę gorzej, mniej zakorzeniony, ale bez katastrofy, to jest to raczej strona wspierająca. Mówisz, że robiłeś to instynktownie. Jak teraz na to patrzysz? Czy to pomagało?


Odpowiedz
Wpisy: 329
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Mogę zapytać coś może głupiego, bo nie jestem znawczynią tematu? Mówicie o rytuałach, ale co to znaczy w praktyce dla kogoś, kto nigdy tego nie robił? Czy jest jakiś próg wejścia? Bo jak słyszę świece, intencje, kamienie, to jakoś wyobrażam sobie coś skomplikowanego. A może to jest prostsze niż myślę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Helenka_F Nie ma tu głupich pytań. I właśnie o to chodzi, że bariera wejścia jest często wyobrażona, nie realna. Najprostszy rytuał jaki znam, a który słyszałam od wielu osób, że działa przy stanach lękowych, to parzenie herbaty z pełną uwagą. Czujesz ciepło kubka, słyszysz wodę, wąchasz zapach. To jest dosłownie mindfulness opakowany w rytualną formę, ale nie wymaga żadnych przedmiotów magicznych ani znajomości symboliki. Kamienie, świece, to są dodatki, które jednym pomagają, bo angażują zmysły i tworzą konkretny sygnał dla mózgu: teraz jest czas na to. Innym w ogóle nie są potrzebne. Myślę, że najważniejsze to powtarzalność i intencja, a nie konkretna forma.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wchodzę do tej rozmowy, bo nurtuje mnie coś, o czym nikt jeszcze nie powiedział. Mówimy o rytuale jako o czymś, co robi się samemu. Ale część tradycji, z których wywodzą się rytuały, zakłada wspólnotowość. I zastanawiam się, czy rytuał zbiorowy ma inną wartość psychologiczną niż solowy. Bo na przykład w wielu tradycjach szamańskich, indiańskich, afrykańskich, rytualny aspekt leczenia był zawsze osadzony w grupie. Ktoś trzymał przestrzeń, inni śpiewali, perkusja, ruch. To nie był akt prywatny. A dzisiaj większość z nas siedzi sama w pokoju z kadzidłem. I zastanawiam się, czy nie tracimy czegoś fundamentalnego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Gituska O, to jest wątek, który rzadko się pojawia, a jest naprawdę istotny. Jest takie pojęcie w neurobiologii, co-regulation, czyli wzajemna regulacja układów nerwowych, która zachodzi, gdy jesteśmy w obecności drugiej osoby, i to nie jest metafora. Układ nerwowy dosłownie uczy się spokoju od spokojniejszego układu nerwowego obok. Dlatego terapia działa w dużej mierze przez relację, nie tylko przez technikę. W rytuałach zbiorowych dzieje się coś podobnego, chociaż nikt tego tak nie nazywa. Synchronizacja oddechu, wspólny rytm, obecność świadka. To są mechanizmy regulacji, które przy solo-rytuałach po prostu nie działają tak samo. Z drugiej strony nie każdy ma dostęp do grupy, która by to zapewniła w sposób bezpieczny. I co wtedy? Czy można jakoś symulować ten aspekt wspólnotowy?


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słuchajcie, wracam do wątku z czakrami, bo to jest coś, z czym pracuję i mam osobiste obserwacje. Przy stanach lękowych, z tego co widzę u siebie i u osób, z którymi rozmawiałam, bardzo często pojawia się coś, co można opisać jako nadaktywność czakry splotu słonecznego i jednoczesne zamknięcie czakry korzeniowej. Jakby cały ładunek szedł do góry, a ziemi pod nogami nie było. I rytuały, które u mnie naprawdę pomagają, zawsze są uziemiające fizycznie. Chodzenie boso, praca z kamieniami takimi jak obsydian, hematyt, kwarc dymny, wszystko, co fizycznie ciągnie w dół i spowalnia. Przy depresji mam wrażenie, że jest odwrotnie, tam energia jest jakby przyklejona do dołu i trzeba ją delikatnie wznosić, a nie przyziemiać. Czy ktoś to czuje podobnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Romcia03 Coś w tym jest. Ale uważam, że to może być niebezpieczne uproszczenie, jeśli ktoś ma poważny epizod depresyjny i słyszy, że wystarczy wznosić energię. Bo "wznosić energię" bez kontekstu może znaczyć różne rzeczy, i nie każda jest pomocna. Poza tym mam pytanie, bo jesteś przy depresji, skąd wiesz, że rytuał wznoszący jest bezpieczny, a nie prowadzi do jakiegoś rodzaju dysocjacji albo ucieczki? Przy poważnej depresji czasem próby wznoszenia, czy to przez euforyczne rytuały, przez substancje, przez intensywną medytację, mogą dać chwilowe okno, po którym jest głębszy dół.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Pajeczyna Tak, to jest uczciwa uwaga i masz rację, że to może być uproszczenie. Mówiłam o swoich obserwacjach, nie o przepisie dla wszystkich. Co do twojego pytania, to szczerze, nie wiem, jak rozróżnić to w każdym przypadku. U siebie czuję różnicę między delikatnym wznoszeniem, czyli praca z delikatnym światłem, cytrynem, coś łagodnego, a intensywnym otwieraniem. To drugie zawsze mi robiło właśnie to, co opisujesz, czyli okno i potem dziura. Ale nie wiem, czy to jest coś, co można generalizować. Może to jest bardzo indywidualne?


Odpowiedz
Wpisy: 256
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszm że wchodzę bo może to nie na temat, ale czytałam o tym że przy depresji sezonowej jest taka terapia swiatłem i zastanawiam się czy rytuały ze świecami albo z kryształami słonecznymi to jest podobny mechanizm czy kompletnie inne działanie? Bo niby obie rzeczy to światło ale chyba jednak inne? Pytam bo sama mam problem z jesienią i zimą i szukam czegoś co mogłabym dodać do tego co już robię.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Salomea93 Dobre pytanie, bo to nie jest to samo. Fototerapia przy SAD działa przez siatkówkę oka, konkretne natężenie światła, konkretna długość fali, konkretny czas ekspozycji, to reguluje rytm dobowy i produkcję melatoniny. To jest fizjologia. Świece i kryształy nie dostarczają wystarczającego natężenia światła, żeby działać w ten sposób. To jest zupełnie inne działanie, bardziej przez symbolikę, intencję, tworzenie nastroju. Co nie znaczy, że są bezużyteczne, po prostu działają przez inny kanał. Można robić jedno i drugie, ale nie jako zamienniki. Jeśli masz sezonową depresję, warto sprawdzić lamp do fototerapii, naprawdę różnica jest odczuwalna. A rytuały mogą być uzupełnieniem, które daje poczucie sprawczości i rytualne wyznaczanie pory roku.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Przeczytałem całą rozmowę i chcę wrzucić coś, o czym mało się mówi w takim kontekście, czyli o przedmiotach i ich roli nie tyle energetycznej, co psychologicznej. Jest takie pojęcie z psychologii Winnicotta, obiekt przejściowy, czyli coś, co dziecko trzyma dla poczucia bezpieczeństwa, miś, kocyk. To nie jest infantylna potrzeba, to jest głęboko zakorzeniony mechanizm tworzenia bezpiecznej bazy przez przedmiot, który coś symbolizuje i jest fizycznie dostępny. Kamień, który nosisz przy sobie podczas ataku paniki, świeca, którą zapalasz jako sygnał początku bezpiecznej przestrzeni, to działają podobnie. Nie dlatego, że są "magiczne" w sensie zewnętrznym, ale dlatego, że nasz mózg potrafi przenosić skojarzenia na obiekty i te obiekty potem aktywują stany, z którymi je skojarzyliśmy. To jest powód, dla którego przygotowanie przedmiotu rytualnego w dobrym stanie emocjonalnym, z intencją spokoju, może naprawdę potem działać jako kotwica w trudnym momencie. Nie metaforycznie, dosłownie neurologicznie. Czy ktoś z was świadomie korzysta z tego w taki sposób, czyli celowo ładuje przedmiot konkretnym stanem, żeby go potem mieć dostępny?


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

I jeszcze jedna rzecz, bo ostatnio... znaczy, ostatnio wróciłem do tego Winnicotta i pomyślałem, że ten mechanizm obiektu przejściowego może być kluczem do zrozumienia, dlaczego pewne przedmioty pojawiają się w rytuale zdrowotnym, a nie są po prostu dekoracją. Dziecko trzyma kocyk nie dlatego, że kocyk "ma energię", ale dlatego, że kocyk był przy nim, gdy czuło się bezpiecznie. Dorosły trzyma kamień albo różaniec z podobnego powodu. Pytanie, które mam do siebie i do was, to czy to zmniejsza wartość tego rytuału, czy może właśnie to jest mechanizm, który go napędza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Heliotrop Dla mnie to nie zmniejsza, wprost przeciwnie. Ale to rodzi ciekawsze pytanie: czy rytuał musi mieć uzasadnienie, które wykracza poza psychologię, żeby był rytuałem? Bo jeśli cały sens leży w asocjacji i w tym, co my sami włożyliśmy w ten przedmiot, to jest to równie realne jak cokolwiek innego. Ja nie widzę tu konfliktu, ale rozumiem, że dla niektórych to może być za mało.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wracam tu po chwili i tak sobie myślę, że ta rozmowa cały czas krąży wokół pytania, co robi rytuał, ale rzadko dotykamy pytania, co czuje osoba, która go wykonuje podczas samego aktu. Mówię o tym, bo znam ludzi, którzy robią rytuały bardzo mechanicznie i mówią, że nic nie czują, i znam takich, dla których to jest naprawdę intensywne doświadczenie. Czy to coś zmienia jeśli chodzi o efekt w kontekście zdrowia psychicznego?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Gituska To jest bardzo dobre pytanie i myślę, że zmienia, ale nie w sposób, który jest oczywisty. Jest coś w psychologii ciała, co się nazywa interocepcja, czyli zdolność do odczuwania wewnętrznych stanów ciała. Badania pokazują, że osoby z lękiem i depresją często mają zaburzoną interocepcję, albo nadwrażliwość, albo odcięcie. Rytuał wykonywany mechanicznie i rytuał z pełną uwagą to dwa zupełnie różne doświadczenia interoceptywne. Więc tak, myślę, że obecność podczas rytuału może być równie ważna jak sam rytuał.


Odpowiedz
(@martusia95)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 344

@Nocnica Mam pytanie do tego, co powiedziała Nocnica o interocepcji, bo to jest nowe słowo dla mnie. Czy to znaczy, że osoby z depresją mogą mieć problem z odczuwaniem swojego ciała i rytuały przez dotyk albo zapach mogą to jakoś "odblokować"? Mówię "odblokować" bo nie znam lepszego słowa, ale chodzi mi o to czy jest tu jakiś mechanizm.


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Martusia95 Tak, mniej więcej tak to rozumiem. Przy depresji często pojawia się coś, co określa się jako aleksytymia, trudność z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych emocji, i to idzie w parze z obniżoną interocepcją. Rytm, dotyk, zapach, temperatura, to wszystko są bezpośrednie sygnały do układu nerwowego, które mogą dosłownie "obudzić" ciało. To nie jest metafora, to jest fizjologia. Terence Deacon pisał o tym w kontekście symbolicznych zachowań jako o wyjściu z pętli automatyzmu. Nie jestem pewna, czy akurat to miał na myśli, ale ta analogia mi się tu narzuca.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Nocnica Mogę się tu wtrącić z czymś osobistym? Czytam o tej interocepcji i nagle rozumiem, dlaczego moje liczenie kroków działa. Serio, nigdy tego nie ujmowałem w te słowa, ale to jest dosłownie skupienie na ciele, na rytmie, na liczeniu. Jeden, dwa, trzy, cztery. Lęk nie znika, ale gdzieś w tle trochę cichnie, bo część uwagi idzie na nogi, na ruch, na liczby. Ciekawe, że coś co robiłem intuicyjnie trafia w to, o czym mówi Nocnica.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Sewer A czy to liczenie jest zawsze dokładnie takie samo? Mam na myśli, czy masz jakąś stałą liczbę albo sekwencję, czy to się zmienia zależnie od stanu? Pytam bo zastanawiam się, czy ta stałość, ta powtarzalność, robi różnicę w tym, jak to działa.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Pajeczyna Tak, to jest zawsze cztery. Jeden-dwa-trzy-cztery, potem od nowa. Próbowałem raz inaczej i to nie działało tak samo. Jakby liczba miała znaczenie, choć racjonalnie nie potrafię powiedzieć czemu cztery, a nie sześć. Po prostu kiedyś tak wyszło i teraz to jest to.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Sewer Słucham tego o liczeniu i o czwórce i chcę coś dodać, bo to jest ciekawy zbieg. W niektórych tradycjach czwórka to liczba stabilności, cztery strony świata, cztery żywioły. Nie mówię, że Sewer to sobie świadomie wybrał z tego powodu, ale może ciało samo trafia w te wzory, które gdzieś głębiej są zakorzenione kulturowo? To jest trochę spekulacja z mojej strony, ale ta zbieżność mnie uderzyła.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Romcia03 To jest interesujący trop, ale bym ostrożnie z tym. Jung pisał o archetypach jako o wzorach, które pojawiają się niezależnie od siebie w różnych kulturach, ale sama zbieżność liczby cztery nie musi oznaczać niczego głębszego. Może Sewer zaczął od czterech kroków na chodnikowej płytce i to się utrwaliło. Mózg bardzo lubi wzory i bardzo lubi im przypisywać znaczenie post factum.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Heliotrop Ale właśnie to jest ciekawe, co mówi Heliotrop, bo sugeruje to, że znaczenie, które nadajemy rytuałowi, może być wtórne wobec efektu. Rytuał działa, a potem szukamy wyjaśnienia dlaczego. Czy to zmienia coś w tym, jak podchodzimy do tworzenia rytuałów dla zdrowia psychicznego? Czy lepiej zacząć od intencji i znaczenia, czy od działania i powtarzalności?


Odpowiedz
Wpisy: 256
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

A co to znaczy "być obecnym" w rytuałe? Tzn. rozumiem ideę, ale w praktyce jak ktoś ma lęk i cały czas myśli o dziesięciu rzeczach naraz, to jak ma być obecny? Mnie to trochę kółko się zamyka, bo żeby rytuał działał trzeba być obecnym, ale jak mam lęk to nie mogę być obecny, więc rytuał nie zadziała?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Salomea93 To nie jest kółko, bo obecność w rytuałe to nie jest coś, co się albo ma, albo nie. To bardziej gradient. Nawet jeśli myślisz o pięciu innych rzeczach, ale zatrzymujesz się na chwilę na zapachu świecy, to jest moment obecności. I te małe momenty się kumulują. Nie chodzi o medytacyjną ciszę umysłu, chodzi o powtarzające się chwile kontaktu ze zmysłami.


Odpowiedz
Wpisy: 329
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Ok, słucham tego i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czyli parząc herbatę z uwagą, naprawdę skupiając się na tym, jakie to jest ciepłe, jakie ma zapach, to jest rodzaj ćwiczenia interocepcji? I to może pomagać przy depresji? Pytam bo to brzmi zbyt prosto żeby być prawdziwe, ale jednocześnie jak o tym myślę to... może właśnie dlatego że jest proste?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Helenka_F Dobrze rozumiesz i właśnie to jest w tym piękne, że prostota nie oznacza braku głębi. Herbata jest naprawdę dobrym przykładem, bo angażuje kilka zmysłów jednocześnie, i jest wyraźna sekwencja czynności, które można śledzić. Ja dodałabym tylko, że sam akt przygotowania czegoś dla siebie ma też wartość, bo przy depresji samodbanie jest jednym z pierwszych rzeczy, które znikają.


Odpowiedz
Wpisy: 630
 Nyja
Rozpoczynający temat
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest pytanie, które siedzi ze mną od jakiegoś czasu i nie mam na nie jednej odpowiedzi. Myślę, że przy zdrowiu psychicznym ta kolejność może być odwrócona względem tego, czego byśmy intuicyjnie oczekiwali. Przy silnym lęku albo depresji intencja i znaczenie mogą być za trudne na start, bo wymagają zasobów poznawczych i emocjonalnych, których właśnie brakuje. Natomiast samo działanie, powtórzenie gestu, jest dostępne nawet wtedy, gdy nic nie ma sensu. Znaczenie może przyjść później, kiedy ciało już trochę wróciło do równowagi.


Odpowiedz
Wpisy: 240
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Weszłam tu przez przypadek i teraz nie mogę przestać czytać. Mam pytanie może trochę z boku tego wszystkiego: czy afirmacje można traktować jako rytuał w tym sensie, o którym mówicie? Bo jeśli powtarzam codziennie o tej samej porze, przy świecy albo bez, te same słowa, to jest powtarzalność i intencja. Ale przy depresji afirmacje chyba nie działają, bo jak się czujesz beznadziejnie to powtarzanie "jestem wartościowa" brzmi fałszywie. Czy rytuał słowny jest inny niż rytuał ruchowy albo zmysłowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Milenka04 To jest naprawdę trafna obserwacja i tak, jest różnica. Afirmacje przy depresji mogą wręcz pogłębiać dyskomfort, bo mózg wychwytuje dysonans między tym, co mówisz, a tym, co czujesz, i to może wzmacniać poczucie fałszu. Jest coś, co się nazywa "compassion-based affirmations", czyli afirmacje nie w trybie "jestem wspaniała" ale w trybie "mam prawo do trudnych chwil", i to podobno działa lepiej przy niskim nastroju, bo nie uruchamia tego dysonansu. Ale i tak myślę, że ciało jest lepszym punktem wejścia niż słowa, gdy jest naprawdę źle.


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

I tu wchodzimy w temat, który mnie osobiście bardzo zajmuje, czyli rytuale jako języku ciała przed językiem umysłu. Przy traumie często mówi się, że ciało pamięta, "the body keeps the score" to tytuł książki Bessela van der Kolka, która chyba zrewolucjonizowała myślenie o PTSD. I tam jest ten sam wątek, że od słów i od sensu trzeba czasem cofnąć się do ruchu, do oddechu, do gestu. Rytuał, który angażuje ciało, może działać właśnie na tym poziomie, z pominięciem narracyjnego umysłu, który przy depresji i tak produkuje głównie negatywne opowieści.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 329

@Nocnica Zostałam z tym, co napisała Nocnica o van der Kolku i nie mogę przestać o tym myśleć. Ciało pamięta - to jest takie proste zdanie, a jednocześnie zmienia sposób, w jaki patrzę na całą tę rozmowę. Bo jeśli tak jest, to rytuały angażujące ciało, dotyk, ruch, zapach, to nie są jakieś dodatki do "prawdziwej" pracy, tylko może wręcz odwrotnie?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Helenka_F A jak ty to czujesz w praktyce? Bo piszesz, że to zmienia sposób, w jaki patrzysz na tę rozmowę, ale zastanawiam się, czy masz jakieś konkretne doświadczenie, do którego się to odnosi. Nie pytam, żeby wyciągać cokolwiek osobistego, po prostu ta rozmowa jest dużo bardziej żywa, kiedy ktoś mówi skąd to bierze, a nie tylko co myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Chcę tu coś doprecyzować, bo wchodzę w ten wątek trochę z boku. Van der Kolk pisał o traumie, nie o lęku czy depresji jako takich, i to jest ważne rozróżnienie. Trauma ma swoją specyfikę neurologiczną, dysocjacja, fragmentacja pamięci, i rytual tam działa inaczej niż przy, powiedzmy, epizodzie depresyjnym bez wyraźnej przyczyny traumatycznej. Nie mówię, że te rzeczy się nie przenikają, bo często się przenikają, ale mieszanie tych pojęć może prowadzić do wniosków, które nie do końca się trzymają.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Nocnica Dobrze, że to mówisz, bo sama miałam taką myśl w tle. Ale jednocześnie zastanawiam się, czy ta granica jest naprawdę taka wyraźna w codziennym doświadczeniu. Wiele osób z depresją ma za sobą jakieś trudne doświadczenia, niekoniecznie traumę z wielkiej litery, ale takie małe, skumulowane. I wtedy van der Kolk jest aktualny, nawet jeśli nie jest to klasyczne PTSD.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Azalia Właśnie chciałam zapytać o to rozróżnienie, bo nie do końca wiem, gdzie postawić tę granicę. Jak rozumiem, jest trauma przez duże T i małe t, te małe zdarzenia, które same w sobie nie wydają się dramatyczne, ale zostawiają ślad. Czy przy tych "małych" traumach rytuały działają podobnie jak przy tych "dużych"? Czy to jest w ogóle pytanie, które ma sens?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Romcia03 Ma sens, tylko odpowiedź nie jest prosta. Peter Levine, który stworzył Somatic Experiencing, mówi właśnie o tym, że układ nerwowy nie rozróżnia skali zdarzenia tak, jak my to robimy racjonalnie. Liczy się to, czy reakcja na zagrożenie została dokończona, czy nie. Jeśli nie, to napięcie zostaje w ciele niezależnie od tego, czy zdarzenie "kwalifikuje się" jako trauma czy nie. I właśnie dlatego rytual angażujący ciało może mieć znaczenie przy bardzo różnych doświadczeniach.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Nocnica Czytam to o niedokończonej reakcji i coś mi w głowie klika. Mam takie poczucie, że moje liczenie kroków, o którym pisałem wcześniej, to jest właśnie coś w tym stylu. Jakby to był sposób na "doczyszczenie" czegoś, co zostało w zawieszeniu. Nigdy bym tego tak nie nazwał, ale jak Nocnica to opisuje, to nagle ma sens.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Sewer A jak to działa, kiedy nie robisz tego liczenia? Tzn. czy bez tego chodzenia i liczenia lęk jest inaczej umiejscowiony w ciele, czy po prostu jest silniejszy? Pytam, bo zastanawiam się, czy to jest bardziej kwestia regulacji przez ruch, czy właśnie ta powtarzalność liczenia robi robotę.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Gituska Trudno mi to rozdzielić, bo rzadko chodzę bez liczenia, kiedy lęk jest duży. Ale chyba powiedziałbym, że bez liczenia chodzenie samo w sobie za mało. Lęk jest bardziej chaotyczny, myśli skaczą. Liczenie jakby daje szkielet, w który można włożyć ten ruch. Bez szkieletu jest tylko kręcenie się w kółko.


Odpowiedz
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Azalia Wróciłam, żeby doczytać i jestem przy tym, co Azalia pisała o afirmacjach i "compassion-focused" podejściu. Chcę zapytać, bo to dla mnie nowe: czy jest jakiś rytuał, który działa podobnie jak afirmacja, ale bez tego dysonansu, o którym mówiłaś? Coś, co można zrobić ciałem, a nie słowami? Pytam, bo sama mam problem z afirmacjami dokładnie z tego powodu, o którym pisałaś.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Milenka04 Tak, jest kilka kierunków. Jeden to praca z gestami zamiast słów. Niektórzy terapeuci pracujący somatycznie proponują gest samoobjęcia, dłonie skrzyżowane na klatce piersiowej, albo gest ciepła, dłonie na brzuchu. To nie jest instrukcja dla ciebie, mówię o szerszej praktyce. Chodzi o to, że ciało reaguje na takie gesty inaczej niż na słowa, bo omijają one tę ścieżkę werbalną, gdzie siedzi krytyk.


Odpowiedz
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 329

@Azalia I to się wiąże z tym, o czym pisała Nocnica o ciele przed umysłem, prawda? Bo gest nie musi "przejść przez" przekonania, żeby zadziałać. Przynajmniej tak to rozumiem. Ale mam pytanie, bo jestem ciekawa: czy takie gesty można połączyć z jakimś elementem ezoterycznym, czy to wtedy robi się skomplikowane?


Odpowiedz
Wpisy: 630
 Nyja
Rozpoczynający temat
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właściwie to jest pytanie, które siedzi w centrum tego, co tu robimy. Bo większość praktyk, które kojarzymy z ezoterą, już zawiera gesty, pozy, ukierunkowanie ciała w przestrzeni. Pozdrowienie Słońca w jodze, układanie kryształów ręcznie, rysowanie sigili, zapalanie świecy z konkretnym ruchem dłoni. To wszystko jest praca z ciałem, tylko w innych słowach. Nie musisz nazywać tego somatycznie, żeby było somatyczne.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Nyja Dokładnie to chciałam powiedzieć, tylko Nyja powiedziała to lepiej. Jak pracuję z przedmiotami, to jest w tym zawsze element dotyku, ciężaru, temperatury. Metalowy amulet jest zimny, drewno jest ciepłe, kamień ma swoją fakturę. I myślę, że to nie jest przypadek, że w tradycjach magicznych tyle uwagi poświęca się materialności rzeczy, ich fizycznej obecności. To nie jest tylko symbolika.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Iwetka To jest akurat coś, o czym mogę powiedzieć więcej, bo dużo czasu spędziłem z tym tematem. W tradycjach talizmanicznych, szczególnie w tym, co się określa jako magia hermetyczna, przedmiot ma działać przez wiele warstw jednocześnie. Jedna z nich to właśnie ta sensoryczna, fizyczna. Ciężar, temperatura, zapach, jeśli jest namaszczony olejem. Średniowieczne traktaty o talizmany, na przykład Picatrix, są pełne dokładnych opisów materialnych właściwości, które miały wzmacniać działanie. To nie jest tylko estetyka.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Heliotrop A czy w tych tradycjach jest coś o tym, jak długo taki przedmiot powinien być używany w rytuale zdrowotnym? Pytam, bo mam wrażenie, że przy zdrowiu psychicznym regularność ma ogromne znaczenie, a nie jednorazowe użycie, i zastanawiam się, czy stare tradycje coś o tym mówiły.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Romcia03 W Picatrix i podobnych źródłach nacisk jest raczej na moment tworzenia przedmiotu, czas astrologiczny, materiały, intencja. Ale w innych tradycjach, na przykład w ludowej magii słowiańskiej czy w cunning craft z Wysp Brytyjskich, rytualność powtarzania jest kluczowa. Przedmiot jest "karmiony" regularnym użyciem, uwagą, czasem ofiarą. To jest coś innego niż jednorazowy akt. I tu widzę ciekawe połączenie z tym, co mówiliśmy o regularności jako mechanizmie neurologicznym.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Heliotrop To, co mówi Heliotrop o "karmieniu" przedmiotu uwagą, jest dla mnie bliskie temu, jak pracuję z kartami. Talia, z którą pracuję od dłuższego czasu, jest inna niż nowa. Nie mówię, że ma duszę w jakimś dosłownym sensie, ale jest między nami jakaś znajomość, która przyszła przez regularny kontakt. I to regularność tego kontaktu, codzienne branie kart do rąk, tasowanie, sama obecność z nimi, robi coś z moim stanem. Szczególnie rano.


Odpowiedz
Wpisy: 256
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanie do Pajeczyny, bo to o porannej pracy z kartami mnie ciekawi. Czy to jest coś, co robisz zanim zaczniesz dzień, jako taki reset? Bo ja ostatnio szukam czegoś na poranki, mam wtedy najgorszy lęk, zaraz po przebudzeniu, i nie wiem co z tym zrobić. Afirmacje nie, jak słyszałam, a medytacja siedzenia w bezruchu to przy lęku chyba nie jest dobry pomysł?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Salomea93 Tak, rano. Ale powiem ci szczerze, że nie wyciągam karty z pytaniem "co mnie czeka". Wyciągam jedną kartę i po prostu z nią siedzę przez chwilę. Patrzę na obrazek, co w nim widzę, co mi przychodzi, bez presji interpretacji. To jest bardziej kontemplacja niż wróżba. I właśnie to jest poranne zakorzenienie, coś konkretnego do patrzenia, zamiast wirujących myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 256
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

To z tą kartą rano bez pytania co mnie czeka, to jest dla mnie jakieś odkricie 🙂 Bo ja właśnie cały czas próbuje zadawać to pytanie i potem się nakręcam na interpretacji. A ty mówisz żeby po prostu patrzeć. Muszę tego spróbować. Ale jak długo z nią siedzisz? Mam takie poranki że mam 5 minut i tyle.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Salomea93 5 minut wystarczy. Naprawdę. Ja czasem siedzę dłużej, ale to nie jest warunek. Ważniejsze jest żeby było regularnie niż żeby było długo. Jak masz 5 minut i robisz to codziennie, to po tygodniu będzie inaczej niż jak masz godzinę raz na jakiś czas.


Odpowiedz
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Pajeczyna Podczepiam się pod ten wątek z kartami, bo sam dużo z nimi pracuję i mam trochę inne podejście niż Pajeczyna, nie w sensie sprzecznym, ale może uzupełniającym. Przy porannym lęku mnie bardzo pomogło coś innego, mianowicie wyciągnięcie jednej karty, ale z pytaniem: co jest teraz stabilne. Nie co mnie czeka, nie co mam zrobić, tylko co jest stałe, pewne, realne. I to przenosi uwagę z niepewności na coś, co już istnieje. Nie wiem czy to zadziała dla każdego, bo lęk jest różny, ale u mnie ta zmiana pytania dużo zmieniła.


Odpowiedz
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 256

@Olaf86 O, to jest ciekawe. "Co jest teraz stabilne" to pytanie którego bym sama nie wymyśliła. Mój lęk rano jest właśnie taki że wszystko wydaje się niepewne i że nic nie wiadomo. Więc pytanie o to co stałe to jest trochę jak kontra dla tego co czuję. Czy to nie jest trochę takie... wymuszanie innego patrzenia? Nie wiem czy to dobrze czy źle, pytam szczerze.


Odpowiedz
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Salomea93 Nie wiem czy "wymuszanie" to właściwe słowo. Raczej bym powiedział przekierowanie. Lęk i tak przekierowuje uwagę na zagrożenie, więc pytanie o stabilność jest jakimś balansem wobec tego. Ale to dobre pytanie, bo może być tak, że ktoś zada to pytanie i nie znajdzie odpowiedzi, i wtedy co? Mnie akurat karty zawsze coś podają, ale to może nie być tak dla każdego.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ten wątek o stabilności i przekierowaniu uwagi jest dla mnie ważny, bo myślę, że to jest właśnie jeden z mechanizmów rytuałów w kontekście psychicznym. Nie że rytuał zmienia rzeczywistość, ale że zmienia to, na co zwracasz uwagę w tej rzeczywistości. I to ma realne skutki, bo uwaga kształtuje doświadczenie. Zresztą to nie jest tylko ezoteria, neurobiologia mówi to samo o selektywnej uwadze.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Gituska Tak, ale chcę tu wejść z drobną komplikacją. Przekierowanie uwagi działa, ale może też maskować. Jeśli ktoś ma poważną depresję, to rytuał który skupia na "co jest stabilne" może dawać chwilową ulgę, ale nie dotyka przyczyny. I to nie jest argument przeciwko rytuałom, bo chwilowa ulga jest czymś realnym i cennym. Ale jest różnica między rytuałem jako elementem szerszej pracy a rytuałem jako sposobem na unikanie tej pracy.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Nocnica I to jest chyba jedno z najtrudniejszych rozróżnień, bo z zewnątrz te dwie rzeczy wyglądają identycznie. Ktoś zapala świecę rano, siedzi chwilę, i nie wiesz czy to mu pomaga iść dalej, czy pomaga nie iść wcale. Sama nie wiem jak to rozpoznać u siebie, szczerze mówiąc. Czy masz jakiś sposób żeby to odróżnić?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Azalia Jednego niezawodnego sposobu nie ma, ale jedno pytanie które sobie zadaję brzmi: czy po tym rytuale jestem w stanie zrobić coś trudnego, czy jestem tylko spokojniejsza? Spokój sam w sobie jest wartościowy, ale jeśli spokój zawsze zastępuje działanie, to może być sygnał. Nie mówię że zawsze trzeba działać, bo przy depresji samo przeżycie dnia jest działaniem. Ale to pytanie wiele razy mi coś ujawniło.


Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Nocnica Słuchajcie, to rozróżnienie które robi Nocnica jest ważne, ale mam wrażenie że my tu trochę zakładamy że każdy potrafi to sam ocenić. A przy depresji właśnie ta ocena jest zaburzona. Masz beznadzieję jako objaw, więc "jestem spokojniejsza ale czy idę dalej" to jest pytanie które przy depresji może nie mieć dobrej odpowiedzi, bo przyszłość w ogóle nie istnieje w takim samym sensie. Nie wiem, może się mylę, ale to mi chodziło po głowie jak czytałam.


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Iwetka Masz rację i to jest naprawdę ważne doprecyzowanie. Przy głębokiej depresji pytania o przyszłość i o "czy idę dalej" mogą być po prostu niedostępne. W takim kontekście rytuał który daje pięć minut teraźniejszości jest czymś kompletnie innym niż technika regulacji emocjonalnej. Jest czymś bardziej podstawowym. Być może dlatego w wielu tradycjach rytuały są bardzo konkretne, sensoryczne, małe. Żeby mogły działać nawet kiedy większe struktury poznawcze są niedostępne.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Nyja, to co mówisz o małości i konkretności jest dla mnie bardzo uderzające. Bo kiedy byłam w złym miejscu psychicznie, to nie byłam w stanie zrobić nic skomplikowanego. Ale zapalenie jednej świecy, to mogłam. I to nie było nic duchowego w tamtym momencie, to był po prostu jeden ruch, który się dał wykonać. Zastanawiam się teraz czy to właśnie jest ta baza, o której tu mówimy.


Odpowiedz
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 329

@Romcia03 To co piszesz mnie bardzo dotyka. Mam wrażenie że to jest właśnie serce całej tej rozmowy, że rytuał przy zdrowiu psychicznym może nie być o znaczeniu czy o duchowości, tylko o tym że jest jeden ruch który można wykonać. Czy ktoś tu myśli, że to znaczenie w ogóle jest potrzebne żeby to działało? Bo może wystarczy sam ruch?


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest pytanie na które tradycje magiczne odpowiadają różnie. W podejściu bardziej ceremonialnym intencja i znaczenie są konstytutywne, bez nich gest jest pusty. Ale w tradycjach ludowych, szczególnie tych związanych z codzienną ochroną zdrowia, nacisk jest inaczej rozłożony. Gest, materia, powtarzanie, czas dnia. Znaczenie nadchodzi po czasie, nie musi być warunkiem wejścia. Więc w pewnym sensie obie rzeczy mogą być prawdą w zależności od tego w jakiej tradycji jesteś. Ale z perspektywy psychologicznej, i tu Azalia pewnie może więcej powiedzieć, samo ciało reaguje na rytuał zanim znaczenie zostanie przetworzone.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Heliotrop Tak, i to jest właśnie to o czym mówiłam wcześniej w kontekście gestów. Ciało ma swoją pamięć i swoją odpowiedź na powtarzalne wzorce. Ale chcę tu też powiedzieć, że znaczenie, nawet jeśli przychodzi po czasie, jest ważne dla trwałości. Jeśli rytuał długo nie ma żadnego sensu dla osoby która go wykonuje, to zazwyczaj z czasem przestaje być wykonywany. Więc może nie jest warunkiem wejścia, ale jest warunkiem kontynuacji.


Odpowiedz
Wpisy: 240
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Czytam tę rozmowę i mam pytanie może trochę z boku: czy są jakieś rytuały które działają przy lęku, ale nie wymagają żadnych przedmiotów ani kart? Pytam bo mieszkam z rodziną i nie mam prywatności, żeby cokolwiek wyciągać czy zapalać świeczki. Czy są takie praktyki które można robić całkowicie wewnętrznie, bez żadnych zewnętrznych elementów?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Milenka04 Są, i to jest duży temat. Najkrócej: praca z oddechem może być rytuałem jeśli ma określoną strukturę i robisz to regularnie w tym samym kontekście. Nie chodzi o technikę oddychania samą w sobie, tylko o to że masz swój sposób, swój rytm, swój moment, i to się staje twoje. Mantra wewnętrzna też, coś co powtarzasz w głowie. Ale powiem szczerze, że mi osobiście praca bez przedmiotów jest trudniejsza, bo ciało potrzebuje czegoś konkretnego do złapania. To nie znaczy że nie działa, tylko że jest trudniejsza do utrzymania.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wchodzę tu z czymś może banalnym, ale dla mnie to było ważne odkrycie. Przez długi czas myślałem że rytuał musi być zaplanowany, że musi być jakiś system. A potem zauważyłem że mam rytuał, którego nigdy nie nazwałem rytuałem, chodzenie po określonej trasie, o czym już tu pisałem. I to mnie nauczyło szukać co już robię, zamiast budować coś od zera. Może to jest dobra wskazówka dla Milenki, żeby zobaczyć co już jest, zanim szuka się czegoś nowego.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Sewer To jest naprawdę dobra uwaga. Takie "odkrywanie" istniejących rytuałów zamiast tworzenia nowych ma sens szczególnie przy lęku i depresji, bo tworzenie czegoś nowego wymaga energii której często nie ma. A rozpoznanie że coś już robię i to ma wartość, to może być samo w sobie czymś stabilizującym. Tylko mam pytanie do ciebie: jak to rozróżnić, kiedy jakiś nawyk jest rytuałem a kiedy jest kompulsją? Bo przy lęku te dwie rzeczy mogą wyglądać podobnie.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Gituska To jest pytanie które sobie zadałem i nie mam na nie gotowej odpowiedzi. U mnie różnica chyba polega na tym, że jeśli nie zrobię liczenia, to nie jest katastrofa, jest tylko gorzej. Przy kompulsji, o ile rozumiem, jest poczucie że coś się stanie jeśli nie wykonasz. Ale to jest moje subiektywne odczucie i nie wiem czy to jest dobre kryterium dla kogoś innego. Nocnica albo Azalia pewnie znają się na tym lepiej.


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Sewer To rozróżnienie które sam zaproponowałeś jest naprawdę ciekawe i myślę że jest trafniejsze niż to co psychiatria zwykle daje jako kryterium. Bo psychiatryczne kryterium OCD opiera się na czasie i dystresie, ale nie na tym co opisujesz, czyli czy brak wykonania powoduje poczucie zagrożenia, czy tylko dyskomfort. Mam wrażenie że ta różnica jest kluczowa. Ale mam pytanie: czy to kryterium jest dla ciebie stałe, czy zdarza się że w gorsze dni liczenie zaczyna się bardziej w stronę "musi być"?


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Nocnica Tak, to jest dobre pytanie i uczciwa odpowiedź brzmi: nie jest stałe. W gorsze dni jest bliżej "musi być". I to mnie czasem niepokoi, bo nie wiem czy rytuał który mam jest stabilny, czy zależy od stanu. Może to jest właśnie to o czym mówiła Iwetka, że ocena jest zaburzona kiedy jesteś w złym miejscu.


Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Sewer Właśnie o to mi chodziło. I to jest coś z czym ja też się mierzę, bo mam rytuały które w dobrym okresie są spokojne i pomocne, a w złym zaczynają się robić sztywne. I wtedy nie wiem co z nimi zrobić, bo z jednej strony nie chcę ich porzucać, bo działają, a z drugiej czuję że coś się w nich zmienia. Czy ktoś tu miał podobny moment, gdzie rytuał zaczął się zachowywać inaczej niż zwykle?


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Sewer To co Sewer i Iwetka opisują to jest coś, co ja bym nazwała "zmianą trybu" rytuału. Nie wiem czy to jest powszechne doświadczenie, ale u mnie też tak bywa. Ten sam gest, ta sama świeca, ta sama kolejność, ale znaczenie jest inne w zależności od stanu. Czasem rytuał jest zaproszeniem, a czasem jest bramą której nie mogę nie otworzyć. I to nie jest zmiana w rytuale, to jest zmiana we mnie. Ale to jest naprawdę subtelna różnica i nie jestem pewna czy ją zawsze łapię na czas.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Azalia "Zmiana trybu" to dobre określenie. Ale zastanawiam się czy to oznacza, że rytuał jest problematyczny kiedy jest w tym drugim trybie, czy że ja jestem w innym stanie i rytuał to tylko pokazuje? Bo można na to patrzeć w dwie strony, albo rytuał staje się kompulsją, albo rytuał jest czymś w rodzaju barometru mojego stanu. I te dwie interpretacje mają zupełnie inne implikacje dla tego co z tym robić.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Gituska To rozróżnienie które robisz jest ważne i nie mam pewności że da się to rozstrzygnąć bez obserwacji w czasie. Ale jest jedna rzecz która mi tu przyszła do głowy: jeśli rytuał działa jak barometr, to czy to nie jest właśnie jego wartość? Że pokazuje gdzie jesteś, nawet jeśli nie chcesz tego wiedzieć? Sama miałam momenty kiedy to że nie mogłam usiąść z kartami spokojnie mówiło mi coś o moim stanie szybciej niż jakiekolwiek inne sygnały.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę o barometrze i mam trochę inne skojarzenie. Czy ktoś tu robi coś w rodzaju dziennika rytuałów? Nie w sensie duchowym, ale żeby właśnie śledzić te zmiany w czasie. Pytam bo sama kilka razy próbowałam i zawsze mi to umykało, zapisywałam przez tydzień i potem rzucałam. Ale zastanawiam się czy właśnie przy zdrowiu psychicznym taki ślad mógłby pomóc rozpoznać te momenty o których mówicie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Romcia03 Próbowałem i mój wniosek jest taki, że zapis samego rytuału jest mało użyteczny, ale zapis jednego zdania o tym jak się czułem po, to już coś innego. Nie analizowałem tego regularnie, ale kiedy po kilku tygodniach przeczytałem od nowa, to widziałem wzorce których nie widziałem na bieżąco. Był taki tydzień gdzie przez kilka dni z rzędu pisałem że karta była "neutralna" i dopiero potem dotarło do mnie, że to był właśnie czas kiedy byłem w dołku i nic nie miało koloru.


Odpowiedz
(@milenka04)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 240

@Olaf86 To jest bardzo konkretne i przydatne. Jedno zdanie, nie cały dziennik. Myślę że to jest coś co mogłabym zrobić nawet w telefonie, żeby nie było widoczne dla rodziny. Ale mam pytanie do tej rozmowy ogólnie: czy te rytuały które tu opisujecie, te poranne, z kartami, z oddechem, czy one działają też przy lęku który jest bardziej społeczny? Bo mój lęk jest głównie wokół ludzi i sytuacji z ludźmi, nie taki rozlany rano. Zastanawiam się czy to ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 630
 Nyja
Rozpoczynający temat
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Lęk społeczny to trochę inna kategoria i mam wrażenie że rytuały przy nim działają inaczej niż przy lęku uogólnionym. To co słyszałam i co sama obserwuję: tutaj użyteczniejsze mogą być rytuały związane z przygotowaniem do konkretnej sytuacji, nie rytuały poranne ogólne. Chodzi o to żeby mieć coś swojego co robisz przed wyjściem, przed spotkaniem, przed rozmową. Nie po to żeby się "naładować", ale żeby mieć moment przejścia, wejścia w sytuację ze swojego centrum. Mam wrażenie że przy lęku społecznym ważniejsza jest granica między "jestem u siebie" a "wchodzę w świat", niż ogólny stan na początku dnia.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 329

@Nyja, to co piszesz o momencie przejścia mi coś uruchomiło. Bo ja mam taki nawyk, że przed wyjściem z domu dotykam konkretnego miejsca przy drzwiach, takiej gałki, i to jest coś co robię automatycznie od lat. Nigdy nie myślałam o tym jako o rytuale, ale po tej rozmowie widzę że to dokładnie jest ten moment przejścia o którym piszesz. Czy takie zupełnie nieświadome rzeczy też się liczą? To brzmi jak głupie pytanie ale naprawdę nie wiem.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Helenka_F Nie brzmi jak głupie pytanie, to jest w zasadzie pytanie o to czym jest rytuał. W etnografii i antropologii takie gesty, dotknięcie progu, przestępanie lewą nogą, są traktowane bardzo poważnie jako rytuały liminalne, związane z przekraczaniem granicy przestrzeni. Van Gennep całą teorię zbudował na przejściach tego typu. To że robisz to nieświadomie nie znaczy że nie działa, a może nawet że działa głębiej, bo nie jest obciążone oczekiwaniami i interpretacją.


Odpowiedz
(@helenka_f)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 329

@Heliotrop Naprawdę? Nie wiedziałam że to ma jakąś teorię za sobą. To trochę zmienia jak na to patrzę. Ale mam pytanie, bo nie rozumiem: jeśli robię to nieświadomie, to jak mogę to "wzmocnić" albo lepiej wykorzystać przy lęku? Czy po prostu zacząć to zauważać?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Helenka_F Według mnie samo zauważanie już dużo robi. Jak coś wyciągasz z automatyzmu do świadomości, to zmienia się twoja relacja z tym gestem. Możesz zdecydować że to jest twoje, że to jest intencjonalne, nawet jeśli zaczęło się przypadkowo. Nie musisz dodawać nic więcej. Choć można, jeśli chcesz, dodać oddech albo krótkie zdanie w myślach. Ale samo "widzę to co robię" jest już zmianą.


Odpowiedz
Wpisy: 256
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest takie piękne że ona ma już rytuał i nie wiedziała 🙂 Mam pytanie bo mnie to też dotyczy, czy jest jakaś różnica między rytuałem który "odkrywasz" że już masz, a tym który budujesz od zera? Pytam bo sama próbowałam zbudować coś od zera i mi nie wychodzi, zawsze po kilku dniach odpada. A te rzeczy które robię od zawsze, jak zawinięcie się w koc przy herbacie rano, to robię cały czas bez zastanowienia.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Salomea93 Myślę że różnica jest prosta: te odkryte są już zakorzenione w twoim ciele i nawykach, więc nie wymagają energii żeby je utrzymać. Te budowane od zera są jak nowy nawyk, wymagają powtarzania zanim staną się naturalne. I właśnie przy depresji i lęku, kiedy energii jest mniej, nowe rzeczy łatwiej odpadają. To nie jest twoja porażka, to jest fizjologia przyzwyczajenia.


Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Gituska Ale z tym "zakorzenione w ciele" to mam pewne zastrzeżenie. Bo można być zakorzenioną w ciele w coś co nie jest dobre, nie? Mam na myśli że automatyzmy nie zawsze są pomocne. Mam kilka nawyków które są stare i "naturalne" dla mojego ciała, ale są reakcjami na stres, nie pomocą przy stresie. I nigdy ich nie nazwałam rytuałem, bo nie mają żadnego sensu symbolicznego, ale mechanizm jest ten sam.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Iwetka To jest bardzo ważne rozróżnienie i cieszę się że to powiedziałaś, bo ta rozmowa trochę szła w kierunku "automatyzmy są dobre". A to nieprawda. Myślę że kluczowe jest właśnie to co Nocnica mówiła wcześniej, czy po tym jesteś w stanie zrobić coś trudnego, czy to cię zamraża. Ale u ciebie byłabym ostrożna z wyciąganiem wniosków bez obserwacji, bo czasem "reakcja na stres" jest też sposobem na przeżycie i nie zawsze trzeba ją zastępować czymś innym. Co to są te nawyki jeśli możesz powiedzieć?


Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Azalia Mogę, jeden z nich to chodzenie do kuchni i otwieranie lodówki bez żadnego celu, kilka razy pod rząd. Drugi to sprawdzanie telefonu co chwilę. To nie są rytuały w żadnym sensie, ale mają tę samą strukturę: napięcie, gest, chwilowe rozładowanie, napięcie znowu. I kiedy czytam ten wątek o rytuale jako czymś co może pomóc, to myślę że może problem jest też w tym że mam już za dużo takich pseudo-rytuałów, które są puste.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Iwetka Coś w tym jest. Te puste pętle są jak szum który zajmuje miejsce. I nie wiem czy odpowiedzią jest dodawanie nowych rytuałów, czy może najpierw zauważenie tych pętli i zadanie sobie pytania co jest pod nimi. Bo otwieranie lodówki kilka razy to jest sygnał o jakimś napięciu, nie samo napięcie. Masz poczucie co jest pod tym?


Odpowiedz
(@iwetka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 450

@Pajeczyna Zwykle niepewność. Jakieś zawieszone pytanie na które nie mam odpowiedzi. I jak myślę o tym teraz, to może właśnie tam jest miejsce na rytuał, nie jako reakcja na lęk, ale jako coś co robi ze mną cokolwiek z tą niewiedzą. Coś jak zaakceptowanie że nie wiem i to jest okej, ale w jakimś konkretnym geście.


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Iwetka To co opisujesz, że rytuał mógłby robić "cokolwiek z tą niewiedzą", to jest dla mnie jedno z trafniejszych ujęć tego tematu w tej rozmowie. Zazwyczaj kiedy ktoś pyta o rytuały przy lęku, myśli o uspokojeniu, o wyciszeniu, o pozbyciu się napięcia. Ale ty mówisz o czymś innym, o tym żeby zrobić z niewiedzą coś sensownego, nie żeby ją usunąć. I to jest bliższe temu jak rozumiem rytuały przy stanach depresyjnych. Nie jako coś co ma naprawić, ale coś co pozwala trwać obok trudnych rzeczy bez uciekania.


Odpowiedz
(@salomea93)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 256

@Nocnica Ale jak to wygląda w praktyce? Bo jak czytam "trwać obok trudnych rzeczy" to rozumiem co masz na myśli, ale nie wiem jak rytuał miałby to robić. Czy chodzi o to że samo powtórzenie gestu jest jakimś sygnałem dla siebie, że "przeżyłam to wcześniej"?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Salomea93 Mniej więcej tak, chociaż "przeżyłam to wcześniej" to jest jeden z mechanizmów. Drugi to to, że rytuał ma strukturę, ma początek i koniec, a niepewność i lęk tej struktury nie mają. Jak robisz coś co ma wyraźny koniec, to przez chwilę twój układ nerwowy dostaje informację że coś zostało domknięte. Niekoniecznie problem, ale gest. I to czasem wystarczy żeby nie utknąć w kółko.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: