Prowadzę mala firmę budowlaną od kilku lat i od jakiegoś czasu coraz bardziej interesuje mnie to, czy mozna jakoś rytualnie zadbac o kondycje biznesu. Nie mówię tu o jakichś wielkich ceremoniach, bardziej o codziennych lub cyklicznych praktykach które moglyby wspierac przeplyw energii w firmie relacje z klientami stabilność finansowa. sam zacząłem od prostych rzeczy - odkrylem gdzieś że w tradycji feng shui do biura lub mejca pracy wchodzi sie zawsze lewą noga i nigdy nie siedzi się tyłem do drzwi bo to symbolicznie odcina od napływu nowych możliwości. Brzmi banalnie, ale zmieniłem uklad biurka i jakos... oddycham inaczej w tej przestrzeni. ciekawi mnie czy ktoś z was ma jakieś własne praktyki związane z firma biznesem miejscem pracy? może rytuały na nowy miesiąc, kwartał może coś przy podpisywaniu umów?
O, temat bliski sercu 🙂 Ja robię coś, co pewnie brzmi dziwnie, ale dla mnie działa - na początku każdego miesiąca palę w biurze cynamon. nie jako kadzidło, tylko sypię trochę na żaroodporną tackę i podgrzewam. Cynamon od dawna jest w magii kojarzony z przyciąganiem pieniędzy i rozgrzewaniem relacji handlowych. Lacze to z tym, że piszę na kartce trzy rzeczy, które chcę osiągnąć w tym miesiącu - nie życzenia, ale konkretne cele jakby zobowiązania wobec siebie. Karta ląduje pod klawiaturą laptopa i leży tam cały miesiąc. Pod koniec sprawdzam co wyszło. Nie zawsze wszystko, ale zdziwisz się jak często dwie z trzech rzeczy.
Plac budowy to właściwie bardzo stare terytorium rytualnych praktyk. W wielu eurpejskich tradycjach budowlanych - szczególnie w Niemczech i krajach skandynawskich - wmurowywano w fundamenty symboliczne przedmioty: monety, gałęzie jałowca albo specjalnie przygtoowane wezly ze sznura. to byl rytuał przejęcia treenu i oddania go pod opieke. wiesz co nie znam budowlanki od srodka, ale jeśli chodzi o tego co opisujesz - nowy teren nowa ekipa nowe ryzyka - to mogłoby mieć sens jako rytuał otwarcia budowy. coś prostego, co zaznacza że przestrzeń jest teraz wasza i pracujecie pod jakąś ochrona.
Wracajac do tematu firmy jako całości - jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi, a która według mnie jest kluczowa w pracy rytualnej z biznesem: energia ludzi, którzy tam pracują. Możesz mieć idealne ustawienie biurka, piryty na parapecie i cynamon pierwszego każdego miesiąca, ale jeśli w teamie jest ktoś kto ciągnie w dół, sieje koflikty albo jest po prostu wypruty emocjonalnie - żaden rytuał przestrzenny tego nie naprawi. W tradycji słowiańskiej były praktyki związane z oczyszczaniem przestrzeni z ciężkiej energii pozostałej po klotniach - glownie przez okadzanie lub przepędzanie dymem ziół przez kąty pomieszczeń.
A jakich ziol się do tego używa? Szalwia to chbya oczywiste ale czytałam że w Polsce mamy własne odpowiedniki - tylko nie wiem co dokładnie.
Ciekawy wątek z tym lokalnym korzeniem 😉 Zresztą w kontekście biznesu i rytuałów jest jedna rzecz, którą warto tu postawić wyraźnie: rytuały dla przedsiębiorcy różnią się od rytuałów dla osoby prywatnej tym, że firma ma swoją własną energetyczną tożsamość. W numerologii niektórzy obliczają "liczbę firmy" z daty założenia albo z pełnej nazwy - i to daje pewne wskazówki co do natury tej energii i kiedy firma przechodzi przez sprzyjające, a kiedy przez trudniejsze cykle znam przypadki gdy właściciel był w świetnym momencie życiowym, ale firma kulała - i odwrotnie. To jak z rodziną: każdy z jej członków ma swój rytm, ale rodzina jako całość ma jeszcze swój.
Hmm, ale jak to obliczasz tę liczbe firmy? Z daty wpisu do KRS, z daty faktycznego otwarcia, a może z daty pierwszego przychodu? Bo mi się wydaje że można tu dostać trzy rozne liczby i zadna nie będzie \"ta właściwą\".
Wracając do rytuałów praktycznych bo trochę odeszliśmy od tego co było na poczatku - jesst jeszcze jedna tradycja, o której mało się u nas mówi a ktora jest mocno zorientowana na biznes: hoodoo. W praktykach hoodoo istnieje cały system pracy z pieniędzmi i handlem - swiece money drawing oleje przyciągające klientow nakładane na próg sklepu albo biura liście bayberry palony w Nowy Rok dla prosperity w nadchodzacych miesiącach. to bardziej afroamerykanska tradycja ludowa niz ceremonialna magia przez co jet bardzo praktyczna i mocno zakorzeniona w codziennosci.
Ja mam pytanie do całej dyskusji właściwie - mówimy dużo o przyciaganiu klientów, pieniędzy, ochronie przestrzeni. Ale czy ktoś stosuje jakieś rytuały stricte na relacje wewnatrz firmy? Miedzy wspólnikami między szefem a zespolem? Bo mam wrażenie że to jest ten obszar gdzie napięcia niszczą firmy częściej niz brak klientów.
Ten wątek ze swieca na spotkaniu jest ciekawy, bo widziałem cos podobnego w jednej zagranicznej firmie - tam każde spotkanie zaczynali od minuty ciszy. Nie modlitwy, nie medytacji po prostu ciszy. mówili że to pozwala ludziom \"wylądować\" po biegu dnia. z rytualnego punktu widzenia to właściwie to samo - wyznaczenie granicy między zwykłym cazsem a czasem skupienia. zastanawiam się czy w mojej ekipie budowwlanej daloby się coś takiego wprowadzic bez że ludzie by się smiali... choć z drugiej strony - jak się komuś pali grunt pod nogami przez opóźnienia i koszty to chwila oddechu może być cenniejsza niż jakakolwiek premia
To co Mikolajek.pl opisuje z tą odprawą to bardzo ciekawe, bo dotyka sedna problemu z rytuałami w środowisku zawodowym. rytuał nie musi być ezoteryczny żeby spełniał funkcję rytualną. Jednak jeśli choodzi o energetykę firmy jako całości, to sama odprawa to za mało - ona porządkuje działanie, ale nie "ustawia" przestrzeni ani relacji. To dwa różne poziomy. I tu wracam do tego o czym mówił Hilek79 wcześniej - fizyczna przestrzen placu budowy jest zupełnie innym wyzwaniem niż stałe biuro. Masz coś tymczasowego, co się zmienia, i musisz jakoś zakorzenić intencję w czymś co nie stoi w miejscu.
Właśnie o to chodzi z tym wedrownym przedmiotem. W tradycji kupieckich cechow w średniowiecznej Europie byly tak zwane \"znaki cechowe\" które towarzyszyly mistrzowi i jego ekipie niezaleznie od miejsca pracy. nie do końca to samo co mowimy tutaj, ale idea jest podobna - ciągłość reprezentowana przez obiekt, nie przez miejsce. dla firmy budowlanej mogłoby to być coś zwiazanego z rzemioslem, może stary pion murarski albo poziomnica którą sie traktuje jako \"te wlasciwa\". Coś z historią.
Hm, ale wlasciwie czemu zakladamy że sceptycyzm wspólnika to przeszkoda? Znam przypadki gdzie ktoś bardzo wierzzacy i ktoś totalnie racjonalny tworzą razem firmę i jakoś to działa. Może to nawet równoważy? Nie mówię że to ideał, ale nie jestem pewna czy jednomyślność jest tu konieczna.
No proszę, sklad jest mieszany - trzon jest stały ale przy większych zleceniach dochodzą ludzie z zewnątrz. I to jest wlasnie jedna z rzeczy która mnie trochę niepokoi energetycznie, bo każde nowe wejscie to jaby nowa zmienna. Nie mówię że komuś \"coś przynosi\" ale jednak
Przy rotującym składzie to faktycznie warto zadbać o jakiś element oczyszczający nie tyle przestrzeń co relację - coś prostego codziennego, co nie wymaga tłumaczenia. Myślę o takich rzeczach jak wspólna kawa na początku zmiany, krótkie zebranie przed pracą. to co Gustlik06 mówił wcześniej o tej odprawie. Tylko pytanie czy Mikolajek.pl jest w stanie to skoordynowac przy ludziach z zewnątrz bo oni mogą mieć swoje nawyki z poprzednich budów.
Czytam cala tę rozmowe i mam takie laickie pytanie - czy jest jakas praktyka na zakończenie projektu? oj, bo zaczeliscie mówić dużo o otwieraniu przestrzeni o ustawianiu na początku, ale co z momentem gdy plac budowy jest gotowy i firma wychodzi? Czy to wymaga jakiegos zamknięcia?
To co Hilek79 mówi o wyborze terminu gdy masz dwie opcje - sam tak robie przy podpisywaniu umów. nie reorganizuję calego kalendarza pod liczby ale jeśli klient propnuje dwa możliwe dni i jeden z nich wygląda neutralnie a drugi mocniej, to wybieram ten drugi. Nie wiem czy to robi roznice obiektywnie, ale psychicznie wchodzę w tę współpracę z innym nastawieniem. i wracając jeszcze do tego co Oksanka88 pytala o zamykanie projektow - włłaśnie sobie uświadomiłem że nigdy świadomie nie zamykałem żadnego placu. po prostu wychodzilem gdy robota skończona. Moeż tu coś leży, bo mam kilka relacji z klientami ktore jakoś nie do końca sie zamknęły wiesz - nie ma konfliktu ale nie ma też nowej współpracy. Jakby coś wisiało.
To \"wiszenie\" które opisujesz brzmi jak niedokończony cykl. ojej no mam podobne przeczucie z kilkoma współpracami - zakończyły się formalnie, faktura zapłacona, ale energetycznie jakby pętla otwarta. Zastanawiam się czy przy takiej firmie budowlanej to zamkniecie nie powinno być bardziej fizyczne niz symboliczne. Czyli nie medytacja, tylko dosłownie coś zrobionego rękami na tym miejscu - ostatnie przejście przez przestrzeń, zabranie swojego czegoś, może zostawienie czegoś celowo. Jak myślisz - czy cokolwiek zostawiacie na placach z własnej woli, nie licząc odpadów?
To jest pytanie które pojawia się przy wielu rodzajach niedokończonych cykli - nie tylko biznesowych. Zamknięcie wsteczne jest możliwe, ale wymaga innego podejścia niż rytuał w miejscu. Skoro miejsca nie ma już w zasięgu, praca przenosi się na poziom intencji i relacji. Znam technikę wywodzącą się z tradycji szamańskiej - nie wchodząc w szczegóły, chodzi o świadome "odwołanie" energii którą się zostawiło w miejscu lub relacji, wyobrażenie sobie że zabierasz swoje i oddajesz to co cudze. Brzmi abstrakcyjnie ale psychologicznie jest to forma zamknięcia Gestalt. Pytanie do Mikolajka.pl: czy w tych relacjach które "wiszą" jest jakaś konkretna sprawa która nie została domknięta - np. niezaakceptowana reklamacja, opóźniona płatność, niewyjaśniona sytuacja?
Przy jednej z nich - tak, był drobny spór na koncu o zakres prac. Formalnie się skonczylo, pieniądze wplynely, ale pamiętam że nikt nie powiedział wprost \"okej, jesteśmy w porządku\" serio, po prostu klient przestał pisać i my też. to moze to być wlaasnie ta niezamknięta petla. przy dwoch innych nie było żadnego konfliktu, po prostu cisza po dobrze wykonanej robocie. Co ciekawe te bez konfliktu też jakos wiszą - może bardziej brakuje zakonczenia jako takiego a nie rozwiązaania problemu.
To co mówisz o ciszy po dobrze wykonanej robocie - to jest coś. W tradycji japońskiej istnieje pojecie \"ma\" - przestrzeń miedzy, która ma swoją wartość, ale jeśli jest niezaplanowana to mze być dezorientująca. Brak ceremonii zakończenia nie oznacza że coś poszło nie tak ale zostawia tę przestrzeń pustą. Ciekaw jestem czy w przypadku tych klientów gdzie jednak doszło do ponownej współpracy - było coś co ją zainicjowało jakiś pretekst czy oni po prostu zadzwonili sami?
Ja bym jednak nie lekceważył tego co mowi Chryzoprazka_76. znam ludzi ktorzy każdą nieudaną współpracę tlumacza energia i robią rytualy zamkniecia zamiast po prostu zadzwonic do klienta i zapytac co słychać czasem najprostsze dzialanie jest skuteczniejsze od energetycznego rytual powinien wspierac dzialanie nie zastępować go. chociaz w przypadku placów buodwy ktore Mikolajek.pl opisuje - juz fizycznie nie ma do nich dostępu, wiec może tam to inaczej wyglada.
To \"nie wprost\" jest kluczem dla środowisk gdzie część ludzi podeszłaby sceptycznie. najskuteczniejsze rytuały w srodowiskach zawodowych to te ktore nie wyglądają jak rytualy - a jednak spelniaaja tę funkcje. wspolne milczenie przez chwilę przed wejsciem na plac powiedzenie na głos jednego zdania o tym co dzisiaj chcemy osiągnąć - to brzmi jak leadership coaching a funkcjonuje jak rytual otwarcia. pytanie co Tobie odpowiada - cos zupełnie prywatnego co robisz przed ekipą przyjedzie, czy cos zbiorowego ale w neutralnym jezyku?
Ojoj, niezrecznosc znika gdy jest to robione regularnie i staje się częścią rutyny - ludzie przestają pytać \"dlaczego\" bo \"tak się tu robi\". to jest właśnie mechanizm rytuału - powtarzalnosc usuwa konieczność tłumaczenia. widziałam to w roznych środowiskach, w tym w fimach remontowych gdzie szef po protu zawsze chodził pierwszy przez prog nowego obietu i nikt nie komentowal. Po pewnym czasie ekipa sama zwlniala przy wejsciu żeby on mógł wejsc pierwszy. Rytuał przejął sie sam. 🙂
Ojoj nie wiem - i to jest ciekawe samo w sobie może zaczal nieświadomie i z czasem to uswiadomil może od poczatku wiedzial co robi. Rezultat był ten sam. Chociaż z punktu widzenia rytualnego - swiadomosc intencji po stronie inicjatora chyba coś zmienia nawet jeśli reszta uczestniczy nieświadomie. 🙁
To jest cos co mnie zastanawia od jakiegoś czasu jesli chodzi o rytualow zbiorowych - ile świadomości musi być po stronie uczestników zeby rytuał \"działał\". Bo z jednej strony mamy tradycje gdzie cała wspólnota uczestniczy w pelni swiadomie i kolektywna intencja jest wlasnie siłą. Z drugiej - jak te średniowieczne znaki cechowe kótre Ubiorek06 wspominała wcześniej - rzemieślnicy mogli nie do konca rozumiec ich funkcji symbolicznej, a jeddnak byli częścią systemu. Mikolajek.pl, masz wrazenie że Twoja ekipa jest w ogole otwarta na taakie myslenie, czy to temat który trzymasz tylko dla siebie?
oj to pytanie o swiadomosc uczestników rytuału zbiorowego jest dla mnie jednym z ciekawszych w ogóle. Bo mamy dwa skrajne modele - jeden gdzie intencja kolektywna jest fundamentem i bez niej nic nie działa i drugi gdzie rytuał dizala strukturalnie, niezależnie od tego czy uczestnicy wiedza co robią. Japonskie ceremonie pracy w wielu tradycyjnych zakladach rzemieślniczych funkcjonowały dokladnie na tej zasadzie - mistrz wiedzial uczniowie po prostu wykonywali. I jakos to spajało zespół przez pokolenia.
