Zastanawiam sie od jakiegoś cazsu nad czymś, co chyba nie jest poruszane zbyt często bo od razu kojarzące sie z rytualami miłosnymi a ja o to nie pytam. Chodzi mi o to czy istnieją rytuały ktore mozna by robić profilaktycznie, zeby po prostu wzmocnic więź z partnerem, zanim w ogole pojawi się jakiś problem. Nie o przyciąganie nie o \"zatrzymanie\" koogś przy sobie na sile tylko bardziej o takie świadome pielęgnowanie relacji. Czy ktos w ogóle tak do tego podchodzi?
To jest całkiem inne pytanie niż te, które tu zazwyczaj się pojawiają i dobrze że je postawiłaś w taki sposób. Bo rzeczywiście granica między "wzmocnieniem więzi" a "rytuałem miłosnym" jest nieoczywista i zależy bardziej od intencji niż od samej formy. jeśli rytuał ma wzmocnić coś, co już istnieje, to jego mechanika jest zupełnie inna niż próba wpłynięcia na czyjąś wolę. W tradycjach słowiańskich były np. rytuały związane z ogniskiem domowym, które odprawiali oboje partnerzy razem, nie jedno z nich w tajemnicy. To jest kluczowa różnica.
Żeby nie pogubić się za bardzo w etnografii, bo to ciekawe, ale wróćmy do pytania, bo chcę dopytać o jedną rzecz. Zuzanka, piszesz o profilaktyce wobec zdrady. Czyli co jest dla ciebie celem? Wzmocnienie bliskości emocjonalnej, coś bardziej energetycznego, czy raczej coś, co obydwoje możecie robić razem jako rodzaj intencji? Bo to troche zmienia kierunek odpowiedzi.
Ma sens i to bardzo. To rozróżnienie jest w praktyce jednym z ważniejszych. Rytual, w którym pracujesz z energia relacji a nie z osoba, to zupełnie innna przestrzeń. Mozna to porownac do pracy z czakra serca gdzie nie kierujesz niczego \"do kogoś\", tylko wzmacniasz swoja zdolność do polaczenia i obecnoscci. to czy partner to czuje, to już osobna kwestia, ale energetycznie nie naruszasz niczyjej autonomii.
Zatrzymuję się przy tym, co napisał Gracjan, bo to ważne, a chciałabym rozwinąć od strony rytuałów jako takich. W tradycjach, w których pracuję, mówi się o czymś, co można by nazwać "space holding", czyli dosłownie trzymaniu przestrzeni dla relacji. To nie jest rytuał wykonywany raz w momencie kryzysu, tylko regularna praktyka, coś co buduje rodzaj kontenera energetycznego wokół związku. Shinto ma piękny odpowiednik w enmusubi, które dosłownie znaczy "wiązanie relacji" i nie odnosi się wyłącznie do miłości romantycznej, ale do wszelkich waznych połączeń między ludźmi. Ciekawe że pytanie o profilaktykę pojawia się rzadko, chociaż z punktu widzenia pracy energetycznej regularna konserwacja jest o wiele sensowniejsza niż naprawianie po fakcie.
Wczytuję się w tę dyskusję i mam pytanie trochę z boku. Mówicie o rytuałach profilaktycznych, ale czy ktoś z was faktycznie to robi regularnie? Nie teorię tylko praktykę. Bo mnie interesuje czy to się da utrzymać długofalowo, czy po kilku tygodniach odpada jak wiekszość regularnych praktyk.
Obie. Sama intencja to za mało, bo jak rytuał jest zbudowany na symbolach związanych z zatrzymaniem, wiązaniem, kontrolą to nawet najlepsza intencja będzie z tym w konflikcie. Dlatego jeśli chcesz budować więź, to poszukaj symboli i działań związanych z otwieraniem, zapraszaniem, pielęgnowaniem, a nie zamykaniem. Mam na myśli dosłownie gesty, używane materiały, formułowane słowa jeśli są. Zioła związane z leczeniem i troską, nie z wiązaniem. Świece zapalane jako zaproszenie, nie jako zamek.
Skoro mowa o ziołach, to mogę tu coś dodać. Werbena jest od wieków używana jeśli chodzi o harmonii domowej i wzmacniania wiezi, nie jako magia miłosna, ale jako element przestrzeni. W tradycji srodziemnomorskiej wieszano ją przy wejściu do domu właśnie jako ochronę i zaproszenie dla dobrej energiii relacji. Lawenda ma podobne zastosowanie. To są rzeczy, ktore możżna robić razem albo solo, są dyskretne, nie wymagają \"wtajemniczenia\" partnera i mają długą historię właśnie jako element pielegnowania przestrzeni domowej.
Właśnie to mnie trochę niepokoi w tym co mowi Celestynka. jak robię coś sama bez jego wiedzy, to czy ta intencja nie ma jakiegos ukrytego elementu kontroli, nawet jesli naprawde nie chce go kontrolowac? Szeptucha mowila o lęku jako punkcie wyjścia i chyba faktycznie u mniie tak jest
Dobrze, że to widzisz, bo to jest połowa roboty. oj ten lęk nie znika przez rytuał, on znika przez pracę z nim. Rytuał może być ramą dla tej pracy, ale jak budujesz rytuał żeby się uspokoić, to za każdym razem gdy go robisz, wzmacniasz też przekaz, że bez niego czujesz się niepewnie. I to jest pułapka, w którą wpada sporo osób.
Ten podział Szeptuchy jest dla mnie kluczowy w całej tej rozmowie. Bo jak teraz patrzę wstecz na to co sam robię to mój rytuał przy progu to na pewno ta druga kategoria. Nie myślę przy nim o tym czego się boję, myślę o tym co chcę żeby było w tej przestrzeni. To naprawdę inna jakość.
Wchodzę tu z boku, bo cała ta rozmowa o intencji i stanie wewnętrznym kojarzy mi się z czyms, o czym czytałam przy okazji astrologicznej pracy z Wenus. Tam też mówi się o tym, że praca z miłością i więzią działa tylko jeśli robisz ją z miejsca obfitości, nie niedoboru. lęk to niedobór. Wdzięczność i bliskość to obfitosc. Może to jest ten klucz którego szuka Zuzanka?
No właśnie i tu jest pies pogrzebany bo to nie jest kwestia rytuału tylko kwestia stanu, do którego ten rytuał ma cię wprowadzić 😀 Może zacznij od czegoś małego, konkretnego wspomnienia albo momentu za który jesteś wdzięczna w tej relacji, i dopiero z tego miejsca wejdź w działanie. Nie mówię o afirmacjach, tylko o prawdziwym wspomnieniu.
no przeglądam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam jedno zastrzeżenie do całości ktore chcę powiedzieć głośno. Dużo tu mówicie o rytuałach jako o narzędziu samoregulacji co jest ok, ale gdzieś po drodze zgubiliśmy wątek relacyjny. Rytuał profilaktyczny wobec zdrady, o ktorym mówi Zuzanka, to nie tylko praac ze soba. To też pytanie o strukturę samej relacji. I żaden rytuał nie zastąpi rozmowy z partnerem o tym, czego oboje potrzebujecie.
Ojej, sledze tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam jedno zastrzeżenie do całości, które chcę powiedziec głośno. Dużo tu mówicie o rytualach jako o samoregulacji, co jest ok, ale gdzies po drodze zgubiliśmy wątek relacyjny. Rytuał profilaktyczny wobec zdrady to nie jest rytuał na mój spokój wewnętrzny. To jest rytuał na relację, na dwoje ludzi, na przestrzeń między nimi. I te dwie rzeczy nie są tym samym.
Ten wątek Awenturynki wydaje mi się ważny, bo rzeczywiście w magii relacyjnej rozróżnia się pracę z polem jednostki od pracy z polem relacji. To są różne poziomy i różne tecchniki. praca z sobą to fundament, ale nie zastępuje pracy z tym co jest między dwojgiem ludzi. W niektórych tradycjach wicca mowi się wrecz o odrębnym ciele relacji, czymś co ma własne zycie niezależnie od każdego z partnerów
Trochę mi się tu w głowie pomieszało, bo z jednej strony Szeptucha mówiła, żebym pracowala ze swoim lękiem a teraz Lilijka mówi że trzeba pracować z polem relacji. To są dwa osobne rytualy czy można je połączyć w jeden?
Zuzanka, to są dwa różne etapy, nie dwa konkurencyjne podejścia. Najpierw ty, potem relacja. Jak wchodzisz do pracy z polem relacji z nieuporządkowanym lękiem, to ten lęk wchodzi tam razem z tobą 😀 Nie ma sensu budować czegoś w przestrzeni wspólnej, jeśli wnosisz tam swój chaos.
To rozroznienie Szeptuchy brzmi prosto, ale w praktyce te intencje potrafią się mieszać w ciągu jednego rytualu. Zaczynam od połączenia, a po chwili zaczynam myśleć o konkretnych sytuacjach, które mnie niepokoja. jak to opanować?
O rany, wchodze tu z pytaniem do Lilijki, bo wróciłam do tego co pisała o trzecim punkcie, polu relacji. Jak w praktyce wygląda rytuał skierowany właśnie tam? Co fizycznie robisz inaczej niż w rytuale na siebie?
Przy tej sprawy obiektów mam swoje trzy grosze. Ziola, ktore stosuję w rytualach wspólnotowych albo relacyjnych, to inne rośliny niz te przy pracy z sobą. Przy połączeniu sięgam po różę, oczywiście, ale też po melisę i tymianek, ktory ma długą historię jakko roślina związana z wiernością i trwaloscia. no i w Anglii tymianek wsadzano do ślubnych bukietów właśnie z tym symbolicznym znaczeniem, nie jako dekoracja. Nie mówię, że samo zioło cokolwiek zrobi, ale jako element rytuału skierowanego na relację ma sens i historyczne zakorzenienie
Przeglądam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam potrzebę powiedzieć jedną rzecz, która się tu nie pojawia. Wszystkie tradycje w ktorych się obracam, bardzo wyraźnie rozróżniają między tym co wzmacniasz a tym czego nie pozwalasz wejsc. To są dwa kierunki działania i dobrze jest wiedzieć który rytuał robi co. Rytuał na wzmocnienie więzi działa od srodka na zewnątrz, budujesz coś. Rytuał ochrony relacji działa od zewnątrz do środka, tworzysz granicę. Mieszanie tych dwóch funkcji w jednym rytuale bywa nieefektywne bo to jak jednoczesne otwieranie i zamykanie okna.
I właśnie o to mi chodziło, że te dwa kierunki, wzmacnianie i ochrona, rzadko są traktowane razem w jednym zamyśle rytualnym. Ludzie albo robią jedno, albo drugie. A w tradycjach słowiańskich, w ktorych się obracam są splecione od początku. Nie buduje się nic bez zadbania o granice, przez którą nie wchodzi to co niszczy.
Mam pytanie do Anastazji, bo to co mówisz o codziennych gestach jest dla mnie nowe. Czy te gesty powinny być takie same za kazdym razem czy można je zmieniać? Zastanawiam sie, bo bałabym się że jak zaczne je modyfikować, to cos sie rozspójni.
Wchodzę tutaj z boku, bo to pytanie Zuzanki dotyka czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Rytuały powtarzalne działają przez coś, co można by nazwać ścieżką neuronalną, tylko w języku magii powiemy, że tworzą ślad w polu. Im bardziej jest ta sama forma, tym głębszy ślad. Ale zmiana formy nie niszczy wszystkiego, jeśli intencja jest sópjna. to nie jest zero-jedynkowe.
Metafora ładna ale mam inaczej. pracowalem z kilkoma osobami, ktore robiły rytuały relacyjne solo przez dlugi czas i zmiana była wyraźna, nawet bez udzialu partnera. myślę, że to kwestia tego na co kierujesz intencje. Możesz kierowac ją na pole relacji jako calosc, nie na konkkretna osobę. no i wtedy jedno z dwojga może naprawdę coś utrzymywać. 😛
Izar poruszyła coś, co siedzi mi od jakiegoś czasu w głowie odkąd zaczęłam czytać ten wątek. Jak rozpoznać, że przeszłaś z pracy z więzią w kontrolę? pytam poważnie, bo z zewnątrz intencja może brzmieć niewinnie a środek może być zupełnie inny.
