Mam takie pytanie i trochę nie wiem jak to ugryźć. Córka ma osiem lat i od jakiegos czasu obserwuje jak pracuje, pyta co robię dlaczego zapalę świecę po co leżą kamienie na oknie. Nie odpycham jej, odpowiadam na pytania ale zaczęłam się zastanawiać czy moglabym ją jakoś włączyć w to co robię. Nie chodzi mi o żadne głębokie rzeczy raczej o coś prostego, codziennego. tylko że jak tylko zaczynam coś planować w glowie, to od razu mam to poczucie że mooże to być dla niej przymus, nawet jeśli nie powiem wprost że musi. Dzieci są czułe na oczekiwania rodziców i boję się że będzie to roibć tylko dlatego że mama robi. Czy ktoś miał podobną sytuację? jak to w ogóle można zrobić żeby to było jej, a nie moje?
To bardzo uczciwe podejście że w ogole zadajesz sobie to pytanie, bo większość ludzi po prostu wlacza dzieci w swoje praktyki i nie zastanawia się nad tym. Ale mam do ciebie pytanie, bo to ważne dla zrozumienia sytuacji, czy twoja córka pyta z ciekawości i sama podchodzi do twoich rzeczy, czy raczej czeka aż ją zaprosisz?
To co opisujesz to jest właściwie naturalne wprowadzenie, bez żadnego planowania. Dzieci uczą się rytuałów dokładnie tak samo jak uczą się wszystkiego innego, przez obserwację i naśladownictwo. Antropologicznie rzecz biorąc, rytuały w kulturach tradycyjnych prawie nigdy nie były przekazywane przez instrukcję, tylko przez uczestnictwo. Dziecko siedziało obok, patrzyło, potem zaczynało robić to samo. problem który opisujesz pojawia się zazwyczaj kiedy dorosły zaczyna to organizować i mówić: teraz zrobimy rytuał. Dopóki to jest element codzienności, a nie wydarzenie, jest dużo mniejsze ryzyko że dziecko poczuje presję.
Mysle że ten wątek z mówieniem wpprost jest wazny. Dzieci nie czytaja intencji tak dobrze jak nam się wydaje. Mama jest zadowolona gdy córka uczestniczy i corka to widzi, wiec uczestniczy. To nie jest zly mechanizm sam w sobie, ale rzeczywiście jesli nigdy nie powiemy głośno że obecność nie jest warunkiem bliskosci, to dziecko może robić pewne rzeczy tylko dlatego że czuje że tak trzeba mam pytanie, czy twoja corka ma jakieś własne małe rytualy? Cos co sama wymyśliła niekoniecznie związanego z ezoteryką?
To co właśnie opisałaś jest odpowiedzią na twoje pytanie. Ona już ma własny rytm, własne sposoby. To nie jest dziecko które nie rozumie po co się coś robi, ona to intuicyjnie czuje. I to jest bardzo dobra podstawa, bo jeśli kiedyolwiek zaproponujesz jej wspólne coś, ona będzie miała punkt odniesienia we własnym doświadczeniu, a nie tylko w twoim. Pytanie jest raczej takie, po co chcesz ją włączyć? Co chcesz żeby to dalo, jej czy wam razem?
Wtrącę się bo mam trochę inną perspektywę. sam bylem dzieckiem które obserwowalo babcie jak robiła różne rzeczy nie nazywala tego rytuałami, ale to były rytuały. Zapalanie swieczki przed obrazkiem mówienie czegos przzy gotowaniu, zbiernie ziół w określony dzien. eh i nigdy mnie nie pytala czy chce uczestniczyc, ja po prostu byłem obok i to wchodzilo we mnie naturalnie. Ale też nie czuulem przymusu bo to było jej, nie moje obowiazkowe zadanie. mysle że różnica jest właśnie w tym czyje to jest. jak jest moje to chce jak jest moje ale narzucone to nie chcę.
Czytam i mam pytaie, trochę z boku ale mnie to nurtuje. a co jeśli dziecko chce uczestniczyć szczerze ale rodzić się boi że może zrobić coś zle? U mnie tak bylo, obserwowałam mame i chcialam coś zrobic ale balam się że popsuję albo że mi wyjdzie nie tak. I wolałam nie próbować. Czy ktoś o tym myslal, że ten opór może nie byc niechęcią ale lękiem przd pomylka?
O rany, mam poczucie że ta rozmowa zmierza w dobrą stronę ale chce dodac coś o wieku. Osiem lat to moment kiedy dziecko zaczyna budować bardzo silną tożsamość grupową ważniejszy jest dla niego rówieśnik niż rodzic. Jeśli córka poczuje że to co robi w domu jest dziwne i nie może powiedzieć o tym koleżankom, może to zablokować całą ciekawość. Wiem że to trochę inna sprawa ale czy zastanawiałaś się jak ona to postrzega w kontekście swojego świata zewnętrznego?
Myślę że to naturalne i że ośmiolatki same rozróżniają co jest domowe a co jest do opowiedzenia na dworze. Nie musisz jej tłumaczyć że to sekret, ona to po prostu czuje. Ale wracając do początku tej rozmowy, bo myślę że trochę od niego odpłynęłyśmy. pytałaś jak ją włączyć bez przymusu. Z tego co piszessz wynika że ona sama już się wlacza. moze pytanie nie brzmi jak to zrobic, tylko czy po prostu pozwolić żeby to szło swoim tempem i nie planowac niczego?
Jest coś jeszcze czego nikt nie powiedział wprost. Rytuał ma sens kiedy jest żywy dla osoby która go wykonuje :/ Jeśli córka zobaczy że mama robi coś bo tak trzeba, bo jest piątek i tak się robi, to zupełnie inaczej to odczyta niż kiedy zobaczy że mama robi to bo naprawdę tego chce w tej chwili. Dzieci są świetnymi wykrywaczami autentyczności. To jet chyba fundamentalne dla całego pytania o przymus czy nie. 🙁
Czytam od początku i mam jedno pytanie do Pustelki67, może troche osobiste ale wydje mi się wazne. a ty sama chciałabyś mieć kogoś obok kiedy to robisz czy raczej twoje praktyki są dla ciebie czyms samotniczym? Bo zastanawiam się czy to pragnienie zeby corka uczestniczyła nie wynika tez z twojej potrzeby a nie tylko z myślenia o niej.
Chyba nie padla jeszcze odpowiedź na to pytanie i zastanawiam sie czy ktoś inny też tak to widzi. Czy praktyki ktore są wyraźnie samotnicze z natury w ogóle dają się przekształcić w coś wspólnego bez utraty czegoś ważnego po drodze? Pytam serio bo mam wrażenie że to jest sedno tej calej rozmowy.
Serio, to co właśnie napisałaś jest ważniejsze niż cała reszta rozmowy. Gest przed albo cisza po to nie jest rytuał córki, ale to jest miejsce dla niej. no dobra, I to może być zupełnie wystarczające, żeby poczuła że jest częścią czegoś, bez wchodzenia w sam środek praktyki która jest twoja.
Ale czy to nie jest właśnie to czego szukałaś od początku? Nie przekazania rytuału jeden do jednego, tylko stworzenia jakiegos wspolneog miejsca wokół niego. Różnica jest duża bo jedno wymaga że córka weźmie ten rytuał za swój a drugie tylko że będzie obok.
Mam inne skojarzenie. Czytałam kiedyś coś o rodzinach gdzie jedno z rodziców medytuje i dziecko chce uczestniczyć. I często opisywano że dzieci same proszą o własne miejsce obok własną poduszkę, własną chwilę ciszy, ale nie chca robić tego samego co rodzic. Chcą mieć swoje ale blisko. Może córka Pustelki sama by wiedziała czego chce, gdyby w ogole pojawiła się taka rozmowa.
Moze przez pytanie odwrocone? Zamiast pytac co chce robić razem, zapytać co ona sama robi i czy chciałaby to Pustelce pokazac. Ta córka przecież sama ma juz jakis rytm, kamyki i poduszka mozna wjysc od tego co jest jej, a nie od tego co jest mamy
Kurczę, no ale, i to jest właśnie ten moment kiedy role sie odwracają i mama staje się ciekawą, a nie nauczającą. Myślę że to by duzo zmieniło w całej dynamice. córka jako ta która prowadzi, chociaz raz.
Czytam całą tę rozmowę i mam jedno pytanie, morze głupie. A skąd wiadomo że ona te kamyki traktuje jako coś więcej niż zabawę? Moze to po prostu jest estetyczny nawyk, lubi jak ladnie wyglądają na parapecie. oj, czy zakładamy że to rytuał bo mama ma rytualy?
Poza tym to rozróżnienie, rytual czy nie rytuał, jest chyba mniej ważne niż pytanie o intencję. Jeśli dziecko robi coś regularnie i to coś mu daje spokój albo porządek, to nieważne jak to nazwiemy. Ważne że istnieje.
To jest uczciwa wątpliwość. I myślę że Pustelka sama by wiedziała najlepiej, patrząc na córkę. ojej, czy robi to z namysłem, czy w pośpiechu, czy zatrzymuje się na chwilę przed albo po. Rytuał ma pewną jakość uwagi której nawyk nie musi mieć. Ale rzeczywiście nie powinnyśmy zakładać czegoś czego nie wiemy.
To brzmi znajomo u mnie ta dwuminutowa skupiona cisza babci przed jej świecząk byla czyms co czułem fizycznie jako dziecko. Nie wiedziałem co to jest, ale wiedziałem że to cos innego niż reszta dnnia. Moze córka to samo. 🙂
Wlasciwie to wtrącę się bo coś mnie tu zastanawia od paru postów. Mowicie o przekazywaniu, o wspólnocie, o świadkowaniu a czy ktoś pomyślał że może ona wcale nie potrzebuje zeby mama wiedziala o tych kamykach? Że może właśnie dlatego to jest jej, że jest prywatne. i to jest jej granica, nie brak zaproszenia.
Ten moment przy kolacji to jest właśnie coś. Dzieci często tak testują, nie pytają wprost ale rzucają cos i patrzą co z tym zrobimy. I jeśli nie ma reakcji, to zamykają ten temat na jakiś czas. Ale to nie znaczy że go nie ma.
Pustelka, a co dokładnie powiedzialas wtedy? Kiwnęłaś głową ale czy cokolwiek odpowiedzialas? Bo to tez coś znaczy nawet sama cisza.
Ale to "ładnie" mogło być dla niej wystarczające na tamten moment. Dzieci nie zawsze chcą rozmowy, czasem chcą tylko żeby ktoś zauważył że coś jest. Nie wiem czy to był błąd, raczej nie w tamtej chwili.
Mam wrażenie że tu zaczyna się robić pytanie o to, co tak naprawdę Pustelka chce osiągnąć 😉 Czy chce być zaproszona do rytualu corki czy chce przekazać swój rytuał córce, czy po prostu chce żeby między nimi był jakis wspólny rytm, cokolwiek. Bo to są trzy różne potrzeby i prowadzą w zupełnie inne strony.
Chyba masz rację że nie wiedziałam. no ale, zaczęłam od pytania jak nauczyć ją rytuału, a teraz siedzę i myślę czy w ogóle chhodzi o rytuał czy bardziej o to, że ona rośnie i coraz częściej ma rzeczy których ja nie znam. Kamyki to moze tylko jeden z przykładów
