Zaczął mnie zastanawiać jeden temat kory rzadko poawia sie na forach tego typu, a myślę że sporo osób go pomija bo nie chce przyznac że ma taki problem. no dobra chodzi o rytuały i ograniczenia fizyczne. Czy ktos z was kiedykolwiek musial dosstosowywać jakiś rytuał dlatego, że po prostu ciało na coś nie pozwalało? Pytam konkretnie o pozycje gesty, ruchy bo większość instrukcji ktore krążą po sieci zakłada że człowiek jest w pełni sprawny ruchowo i moze bez problemu siedzieć w kucki przez godzine, klęczeć, przyjmować rozne uklady rąk itd. A co jeśli ktoś ma problem z kolanem, z kręgosłupem, z rekami? Czy wtedy rytuał \"nie działa\" albo jest niepelny? Nie wierzę że tak jest, ale chciałem zapytać co wy myslicie.
To jest świetne pytanie i szczerze mówię że powinno się o tym rozmawiać więcej. Mam za sobą wiele lat praktyki i wiem, że ciało to nie jest przeszkoda w rytuale, ale też nie chcę teraz mówić ogólnikami. Powiem konkretnie: od kilku lat mam problem z lewym biodrem i nie mogę siedzieć w pozycji lotosu. Przez długi czas myślałam, że to mnie wyklucza z pewnych praktyk. Potem zrozumiałam, że intencja i skupienie robią większą robotę niż konkretna pozycja. Ale to nie jest takie proste jak "po prostu zamień pozycję na inną" i tyle. Są pewne szczegóły, które naprawdę mają znaczenie i o których rzadko się mówi.
Dokładnie to chciałam powiedzieć. Sama pracuję z czakramii i zdarzało mi się prowadzić praktyki z osobami na wózkach albo po operacjach. To nie jest tak że rytuał odpada ale wymaga przemyślenia co tak naprawdę pelni jaka funkcję. Bo często w opisach mamy np. klęknięcie jako gest uniżenia, ale to jest tylko jeden ze sposobów żeby cialem wyrazić coś konkretnego. Można to zastąpić innym gestem, o ile rozumie się co dany gest ma wyrażać. Pytanie do was: czy wy jak dostosowujecie coś dla siebie to robicie to intuicyjnie, czy szukacie najpierw jakiegoś uzasadnienia w tradycji?
Słyszę w tej rozmowie dobre pytania, ale chcę rzucić trochę inny punkt widzenia. w tradycjach ceremonialnych, które znam, gest lub pozycja to forma, a nie substancja rytuału. Analogia: jeśli ktoś nie może zapalić świecy fizycznie, to wyobrażenie płomienia w medytacji jest uznawane w niektórych liniach przekazu za równoważne. Nie twierdzę że zawsze i że każda tradycja tak podchodzi, bo to byłoby uproszczenie. Ale wiele systemów faktycznie rozróżnia między formą zewnętrzną a wewnętrzną czynnością. Co mnie bardziej ciekawi w tym wątku: czy chodzi o ograniczenia stałe, czy czasowe? Bo to chyba zmienia podejście.
Mogę powiedzieć ze swojego doswiadczenia. przez kilka miesięcy miałem problem z prawą ręką po operacji i wykonywanie gestów w rytuałach bylo utrudnione. Zamiast rezygnowac zacząłem wizualizować gest zamiast go fizycznie wykonywac. no i i to co mnie zaskoczyło, to że skupienie było wtedy intensywniejsze niż normalnie, bo musiałem bardziej aktywnie angazowac wyobraznie. nie wiem czy to jest \"poprawna\" metoda w sensie tradycji, ale dla mnie to działało lepiej niz poloiwczne ruchy zdrowa ręką. chociaż mam pytanie: czy ktos miał sytuację odwrotna, że dostosowanie rytualu coś pogorszyło albo zmieniło charakter praktyki w sposbo niepozadany?
Wydaje mi sie że za bardzo komplikujecie prostą sprawę. W runach na przykład mamy galdr czyli śpiewanie run, i można to robic siedząc, leżąc stojąc, w zasadzie w dowolnej pozycji. Stauthaz, pozycja runiczna, to tylko jedna z metod i nikt nie mowi że bez niej nie zadziała. Tak samo jest z większością rytuałów: jak nie możesz czegoś zrobić, to pomiń i rób reszte. Energia i tak trafi gdzie ma trafic
Ojejku śledzę tę dyskusje i mam jedno konkretne pytanie do Ludwinii: jak rozróżnić czy pozycja w danym rytuale pełni funkcję \"anteny\" jak to mówisz, czy jest po prostu tradycją i ktoś kiedyś tak zapisał, bo tak było wygodnie? Pytam serio bo nie zawsze jest to oczyiwste z opisu.
O matko, chcę wejść z czymś co może trochę zmieni kierunek rozmowy, ale mysle że to wazne. oj, przez lata pracy z ciałem i energia nauczyłam się że ograniczenie fizyczne bardzo rzadko jest tylko fizyczne. czesto idzie za tym też jakiś opór wewnetrzny albo przekaz jaki ciało daje. Nie mówię że choroba lub kontuzja \"ma powód ezoteryczny\", to byloby nieodpowiedzialne. Ale czasem adaptacja rytualu wymaga też przyjrzenia się temu co to ograniczenie dla nas znaczy. bywa, że saa zmiana pozycji to za mało.
Wracając do kwestii praktycznej, bo trochę odpłynęliśmy. mam w notatkach kilka przykładów jak konkretnie dostosowywałam rytuały i mogę się podzielić jesli ktoś jest zainteresowany. Na przykład rtuał zakorzenienia gdzie kleczenie i kontakt kolan z ziemią jest standardem, zamieniałam na siedzenie na krześle z bosymi stopami na podłodze i z kamieniami pod stopami. Efekt był dla mnie porównywalny, ale musiałam dłużej wchodzić w skupienie. Może ktoś z was próbował czegos podobnego z innm efektem?
Właśnie to zdanie o intencji i efekcie zostało ze mną. Bo jeśli dobrze rozumiem mówisz że zmiana formy jest OK dopóki intencja i efekt są zachowane - ale skąd wiez że efekt jest ten sam jesli go nie porównałeś z oryginalem? To trochę błędne kolo.
Wchodzę tu z boku, bo ta dyskusja Fortunata i Druida wokół "niepełności" rytuału to jest dokładnie to z czym się zmagałam przez lata. I mogę powiedzieć że w pewnym momencie przestałam szukać odpowiedzi w teorii, a zaczęłam patrzeć na efekty. Nie w sensie magicznym - mówię o tym czy po rytuale czuję to samo co wcześniej, czy przejście przez ten proces daje podobny skutek wewnętrzny. I to jest jedyne kryterium jakie znalazłam które w ogóle działa praktycznie.
Słuchajcie, wchodzę do tej rozmowy bo sprawa ciała w rytuale to temat który znam od strony pracy z czakrami i powiem wam co myślę. Pozycja ciala wpływa na przepływ energii w konkretnych meridianach i to nie jest metafora. Akupunktura to potwierdziła empirycznie. Kiedy ktoś nie może przyjąć pozycji, to nie znaczy że rytuał odpada, ale trzeba wiedzieć który kanał ta pozycja aktywuje i znaleźć alternatywę która robi to samo. Inaczej - tak, efekt będzie inny.
Chcę się odnieść do tego co Gustlik powiedział, bo myślę że ta analogia z meridianami jest jednak warta rozwinięcia. W tradycji tantrycznej - i mówię o tantrze filozoficznej, nie popularrnej - mamy nadis, czyli kanały prany, i konkretne asany aktywują konkretne nadis. no ale, ale jest też cała gałąź tantrycznego opisu mentalnych ekwiwalentów fizycznych pozycji. Tzn. wizualizacja pozycji może aktywować ten sam kanał co pozycja fizyczna. to nie jest moje zdanie, to jest w Vijnanabhairava Tantrze jeśli ktoś chce sprawdzić.
Mam pytanie do calej dyskusji bo czytam to od początku i troche się gubię. Czy wy mówicie że osoba z ograniczeniem fizycznym może zrobić dokładnie ten sam rytuał tylko z inna pozycją, czy że musi zrobić inny rytual dostosowany do siebie? Bo to jest dla mnie kluczowa różnica i nie widzę żebyście doszli do czegoś konkretnego
Nie doszliśmy i chyba nie dojdziemy do jednej odpowiedzi bo to zależy od rytuału. ale zeby dać cos konkretniejszego: są rytualy gdzie pozycja jst tylko konwencja i mżona ją swobodnie zmienic. Są też takie gdzie jest funkcjonalna. I jest trzecia kategoria której mało kto dtyka - rytuały gdzie ciało i ograniczenie ciała jest czescia pracy. Np. medytacje bólu, praktyki ascetyczne. Tam ograniczenie fizyczne to nie problem do obejścia, tylko material roboczy.
Wchodzę tu bo pracuję z rytuałami od bardzo dawna i widziałam różne podejścia do ograniczeń fizycznych. I chce powiedzieć coś co moze zburzy trochę porządek tej dyskusji: większość ludzi którzy pytają o dostosowanie rytuału, tak naprawdę pytają o pozwolenie. Pozwolenie żeby nie czuć się gorszym praktykiem. I to jest zupełnie inne pytanie niz \"czy rytual zadziała\".
Myślę że tak, wpływa. Ale nie dlatego że rytuał jest \"niepełny\", tylko dlatego że ta osoba wchodzi w praktykę z przekonaniem o własnej nieadekwatnosci. a to jest problem do przepracowania przed rytuałem, nie w trakcie. I tu wracam do sedna tematu - dostosowanie formy jest OK, ale wewnętrzny blok to osobna sprawa.
Przeglądam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś innym. Czy ktos z was pracuje z rytuałami kiedy lezy? Nie z wyboru, tylko z konieczności np. podczas choroby. mam takie doświadczenie i powiem szczerze, że to była jedna z bardziej intensywnych praktyk jakie pamiętam 😉 Nie wiem czy dlatego że ciało było mniej w drodze, czy z innego powodu
Chcę się wtrącić bo wydaje mi się że watek o lerzeniu jest ważny a nie jest wystarczająco rozwinięty. W szamanizmie bębnowym podróż odbywa się właśnie w pozycji leżącej. To nie jest forma uproszczona ani zastępcza, to jest forma podstawowa dla tego rodzauj pracy. Więc może zamiast myśleć \"moja pozycja siedząca to standard i szukam alternatywy\", warto zapytać czy ta inna pozycja nie otwiera po prostu innego rodzaju pracy.
Wracając do tego, co mowilam o lezeniu podczas choroby to chce dopowiedziec jedną rzecz wtedy nie maiłam wyboru i nie myślałam o tym w kategoriach \"jaka pozycję wybrać\". Po prostu robiłam co mogłam. I może wlasnie dlatego to zadziałało inaczej, bo nie było w tym żadnego wysilku dostosowywania tylko czyste skupienie na tym co możliwe.
Co rozumiesz przez "coś innego"? Bo to zdanie może oznaczać bardzo różne rzeczy w zależności od tradycji w której pracujesz.
No ale tu pojawia się ryzyko że zaczniemy mówić że wszystko można zastąpić wyobraznia i po co w ogóle fizyczne rytuały. Gdzieś musi być granica między pracą imaginatywną a zwykłym myśleniem życzeniowym
Zastanawiam się nad jedną rzeczą jeśli chodzi o całej rozmowy. mówimy dużo o intencji o wyobraźni, o znaczeniu pozycji. Ale nikt nie powiedział wprost o oddechhu. Techniki oddechowe można wykonać w prawie każdej pozycji ciała i w wielu tradycjach to właśnie oddech jest tym co inicjuje stan. Jeśli ktoś nie może przyjąć wymaganej pozycji, skupienie na oddechu może dać podobny efekt wejściowy.
Słuchajcie, wchodzę bo ta dyskusja rozwinęła się w bardzo ciekawą stronę. Praktykuję od wielu lat i widziałam naprawdę różne sytuacje. Jedna z nich dotyczyła osoby na wózku inwalidzkim która pracowała ze mną nad rytuałami słowiańskimi. I powiem wam co zaobserwowałam, bo to pasuje do tego wątku. Ta osoba miała na początku duży opór wewnętrzny, poczucie że nie "należy" do tej praktyki. I przełom nie przyszedł przez dostosowanie rytuału, ale przez zmianę relacji z samym ciałem. Kiedy przestała walczyć z tym co nie jest możliwe, rytuał zaczął być jej, nie tylko wykonywany przez nią.
No dobra, mam takie pytanie do wszystkich trochę z boku. Czy ktoś kiedys rozmawial ze swoim nauczycielem albo przewodnikiem tradycji o ograniczeniu fizycznym? I jaka była reakcja? Pytam bo zakładam że to jest też kwestia tego z jakiej tradycji ktos pochodzi i czy ta tradycja ma w ogole język do rozmowy o tym.
Chcę wrócić do mojego pytania bo nie dostałem odpowiedzi. Czy ktoś rozmawial ze swoim nauczycielem o ograniczeniu fizycznym? ehh, Pytam konkretnie nie o teorie.
Ja rozmawiałem. byłem u kogoś kto pracuje w tradycji tybetańskiej i powiedział wprost że w wielu przypadkach przekaz ustny i mentalne skupienie były ważniejsze niż fizyczna forma. Ale dodał też że to zależy od stopnia zaawansowania praktyki i że na początku forma fizyczna uczy czego szukać wewnętrznie. Czyli nie można po prostu pominąć fizyczności na starcie jeli nie ma się punktu odniesienia.
