Zastanawiam sie nad tym od jakiegoś czasu i nie znalazłam nigdzie sensownej dyskusji na ten temat, więc zakładam wątek. Chodzi mi o to, czy stan zmienionej swiadomosci wywołany alkoholem albo jakimiś substancjami ma realny wpływ na przebieg rytualu i jego skutek. Pytam nie po to, żeby kogoś namawiać ani oceniać, tylko czzysto z perspektywy mechanizmu. Bo z jednej strony slyszalam opinie, że otwiera to jakieś bramy, z drugiej że dezorientuje i po prostu psuje rytuał. Ciekawi mnie co ludzie faktycznie myślą, bo chciałabym to sobie jakoś poukładać.
To jest temat który pojawia się rzadko a szkoda, bo jest naprawdę złożony. Zaczne od tego, że w wielu tradycjach używanie substancji było wpisane w rytual celowo i metodycznie. Pulque u Azteków, ayahuasca w tradycjach amazonskich, miód pitny w rytualach nordyckich. To nie był przypadek. Pytanie więc brzmi nie \"czy to działa\" tylko \"kiedy i dlaczego\" bo kontekst robi tu całą robotę.
Ale serio? Tzn. rozumiem że to inne kultury i inaczej to traktowaly, ale czy ktoś z was faktycznie probowal zrobić jakis rytual po wypiciu i mial z tego konkretne wrażenia? Bo ja mam problem z oddzieleniem \"to byl efekt substancji\" od \"coś naprawdę sie stalo\" 🙂
To jest właśnie sedno całej sprawy i nie ma na to prostej odpowiedzi. W kontekście run np. Odin zdobywał wiedzę przez ekstatyczne stany, głodzenie, wiszenie na Yggdrasilu. stan zmienionej świadomości był środkiem do osiągnięcia pewnego progu percepcji, a nie celem samym w sobie. ojej, problem z alkoholem jest taki, że działa depresyjnie na układ nerwowy, spowalnia, a nie otwiera. Niektore substancje psychoaktywne działają odwrotnie i to jest już inna kategoria. Mieszanie tych dwóch rzeczy w jednej dyskusji trochę zaciemnia obraz.
Szkodzi. Ale nie dlatego, że substancja jest zła sama w sobie, tylko dlatego że intencja się rozmywa. Rytuał wymaga skupienia, czystości myśli i konkretnego kierunku energii. Jak jesteś pod wpływem czegokolwiek, co zmienia twój stan emocjonalny i poznawczy, to nie jesteś w stanie utrzymać tej struktury. To jak próba pisania precyzyjnego tekstu w hałaśliwym miejscu, technicznie możliwe, ale efekt zazwyczaj słaby.
Nie do konca się zgadzam z tym porównaniem. Znam przypadki kiedy właśnie lekki stan po winie pomagal komuś wejsc głębiej w trans podczas pracy z kartami. Napięcie opadło, krytyczny umysl trochę się wyłączył i kontakt z intuicją był wyraźniejszy. Nie mówię, że to regula, ale nie można tego totalnie przekreślać.
Mam inne podejście do tego i chcę je rzucić do dyskusji. W niektórych tradycjach szamańskich alkohol był używany jako ofiara, nie jako srodek dla praktykującego. Wlewano go do ziemi, polewano nim przedmioty, zostawiano dla duchów. Praktykujący natomiast byl trzeźwy, bo jego zadaniem bylo pośredniczyć, a nie odpływać. To mi zawsze dużo dawało do myślenia kiedy słyszę o robieniu rytuałów \"po kilku drinkach\". Jest różnica między substancją jako elementem rytualu a substancją jako stanem tego, kto rytuał prowadzi.
Dokładnie to mówi Izoldka i to jest bardzo ważne rozróżnienie. W Kómbhabhishekam, czyli hinduskich rytualnych konsekracjach świątyń, kapłan jest w ściśle określonym stanie fizycznym i mentalnym, często poprzedzonym wielodniowym postem i oczyszczeniem. Substancje odurzające są wykluczone po stronie celebransa, bo zaburzają manasę czyli umysł jako nośnik intencji. Ale w ofierze mogą się pojawić soma i inne elementy. Granica jest właśnie tam, po której stronie rytuału stoisz.
To otwiera kolejne pytanie. Co jeśli ktoś nie prowadzi rytuału jako kapłan, tylko robi go sam dla siebie, jest jednocześnie celebransem i adresatem? Wtedy ta granica się zaciera. i mysle, że to jest sytuacja większości osób, którre w ogóle dopuszczaja się takiego pytania. 😛
To co piszesz ma sens. kiedy jestes jendocześnie tym ktory kieruje i tym, ktory przyjmuje to rozdwojenie funkcji w stanie zmienionym jest po prostu trudniejsze do utrzymania. Znam ludzi, którzy celowo wprowadzaja siebie w lekki trans przez oddech dzwiek ruch właśnie po to żeby ominac ten problem i zmienic stan bez chemii pytanie do Znachorki, bo masz większe doświadczenie z tradycjami jak to wyglądało w praktykach slowianskich bo tam mead i piwo pojaawiaja się w kontekscie swietowania ale nie pametam czy tez w rytualach sensu stricto?
Zanotowałam sobie to rozróżnienie, bo wcześniej na to nie wpadłam. Ale wracając do pytania z początku czy rytuał zrobiony w takim stanie w ogóle działa, to mam wrazenie, że efekt zaley też od tego co rozumiemy przez \"działanie\". jeśli chodzi o subiektywne doznania, to tak, mogą być głębsze albo intensywniejsze. Jeśli chodzi o obiektywny skutek to już mam wątpliwości czy da sie to w ogóle ocenić.
Poczekajcie, bo troche zgubbiłam wątek. Czy to znaczy że intencja i metoda są wazniesjze niz sam stan? Bo mam wrazenie że tak to rozumiecie tylko nikt tego nie powiedzial wprost.
Czyli nie ma jednej odpowiedzi, bo to zalezy od kontekstu. dobra ale to mnie troche frustruje. rozumiem że tradycje sie rznia ale czy ktoś z was ma jakies wlasne doświadczenie z tym tematem nie z książek, tylko z praktyki? Bo chce wiedziec jak to wyglada w realu.
Ja mam jedno doświadczenie, które mi zostało. Robiłam kiedyś rytuał oczyszczający, nic skomplikowanego, świece, zioła, skupienie. Byłam wczesniej na kolacji i wypiłam dwa kieliszki wina. Nie bylam pijana, ale byłam wyraźnie rozluźniona. I szczerze, rytuał się \"nie poskładał\", miałam wrazeie że mysli mi uciekaja, że nie mogę utrzymać obrazu 🙂 Skończyłam wcześniej niż planowałam, bo poczułam że to nie ma sensu. nie wiem czy to efekt wina, zmęczenia, czy po prostu zły dzień, ale od tamtej pory staram się nie łączyć tych dwóch rzeczy.
Tępy olowek to dobre porównanie ale to rodzi pytanie czy słabiej dziala rytuał bo substanjca zaburza czy bo ty sama wchodzisz w niego z przekonaniem że cos jest nie tak? Bo to mogą byc dwa rozne mechanizmy prowadzące do tego samego efektu.
O matko, ale w takim razie mam pytanie do całej dyskusji: skoro uwaga i intencja są kluczowe, to jak tłumaczyć tradycje, gdzie uczestnik rytuału był w stanie zbiorowego transu wywołanego tańcem, bębnieniem i alkoholem, a mimo to efekty były uznawane za realne przez całą wspolnote? Przyklady z Afryki subsaharyjskiej, kult Zar, rytuały Candomblé tam nie ma miejsca na trzezwy skoncentrowany umysl jednej osoby
No proszę, właśnie. I to jest też dlatego, że w tradycjach inicjacyjnych zbiorowych były osoby, które nie brały udziału w substancji, stały z boku, pilnowały przebiegu nawet w tych tradycjach ktoś był trzeźwy. To nie jest przypadek.
Czy to oznacza, że sam staż w praktyce jest ważniejszy niz to czy jesteś pod wpływm czegoś? Bo troche tak to slysze, że doświadczony może sobie poradić w kazdym stanie, a początkujący nie powinien eksperymentowac? 😉
Ja miałam sytuację odwrotną. Opisywałam już wcześniej jak wino pomogło mi wejść w głębszy kontakt przy kartach, ale mam też inne doświadczenie. Raz probowalam robić rytuał oczyszczający po tym jak wypilam więcej niż zwykle i to było zupełnie inne. Nie złe, ale dziwne. Jakby rytuał szedł swoim torem a ja obok niego. nie byłam w nim byłam obok.
Dobra, ale ja mam inny problem z tym wszystkim. Mowimy caly czas o alkoholu ale narkotyki to zupełnie inna kategoria. coś co spowalnia coś co przyspiesza, coś co zmiennia postrzeganie przestrzeni i czasu coś co calkowicie wyłącza. To chyba nie powinno byc traktowane jako jeden worek?
No właśnie. I do tego dochodzi sprawa dawki, bo jedno piwo przed rytuałem i litr wódki w trakcie to dla mnie dwa różne eksperymenty a dyskutujemy jakby to bylo to samo. Jak mówił Paracelsus dawka czyni truciznę. W tym wypadku dawka pewnie tez czyni rożnicę miedzy rozluźnieniem a kompletnym rozpadem intencji.
To co Krokusik mówi o indywidualnosci, to jest sedno. Znam osoby które przy kieliszku wia wchodzą w głębszy stan skupienia niż normalnie, bo usuwa im to warstwę analityczną, która im przeszkadza. I znam osoby ktore przy tym samym kieliszku całkowicie tracą nici. Nie ma jednej granicy, jest tylko twoja własna mapa reakcji na dany stan.
Ale jak tą mapę zbudować? Serio pytam, bo to brzmi logicznie ale w praktyc eto znaczy że musisz eksperymentowac zeby poznać swoje granice, a eksperymentowanie przy rytuałach to brzmi trochę ryzykownie
Wlasnie, i to jest coś co chciałam powiedzieć od początku tej dyskusji. Pytałam o perspektywę, nie o ocenę moralną, ale też nie miałam na myśli że każdy powinien próbować. sama mam notatki z kilku sesji gdzie piłam herbatę wino albo nic, i różnice były zauważalne. Przy winie miałam łatwiejszy dostęp do obrazow, przy niczym miałam lepszą kontrolę nad kierunkiem. To nie znaczy że jedno jest lepsze, to są po prostu inne tryby pracy.
Mam jednak pewien opór wobec tego \"tylko inaczej\". nie każda praca nadaje się do słabego oświetlenia. Jeli rytuał ma konkretny, precyzyjny cel, powiedzmy że pracujesz z konkretnym symbolem, konkretną intencja to rozmycie może nie być neutralne, może byc przeszkodą. Jeśli natomiast robisz coś otwartego, eksploracyjnego, to może działać inaczej.
Dobra, ale jak w ogole rozpoznać przed rytualem co to za typ, precyzyjny czy eksploracyjny? Bo to brzmi jakby trzeba było mieć cały system klasyfikacji zanim zaczniesz. 😉
Ojejku, i wróćmy do pytania Jasnowidka02 o budowanie mapy. To nie jest teoria, to po prostu obserwacja siebie w czasie. Jak notuesz swoje praktyki, tak jak robi to Bernadetka00 czy Sigilia77, to w końcu masz wystarczająco dannych zeby wiedziec co dla ciebie działa nie trzeba eksperymentować celowo wystarczy być uwaznym na to co juz robisz. 🙁
