To pytanie Ilonki jest dla mnie bardzo bliskie, bo chyba przez jakiś czass właśnie to czułam i myślałam że to neutralność. oj tam A potem dotarło do mnie że ta pustka była właśnie sygnałem że coś minęło. Nie wiem czy tak jest u każdego, ale u mnie pustka i spokój to były dwie bardzo różne rzeczy, choć z zewnątrz wyglądały podobnie.
Frania dobrze to rozróżnia. Spokój ma jakis kierunek, jakiś rdzeń. Pustka jest płaska. Tyle że żeby to odróżnić trzeba mieć punkt odniesienia, czyli coś do porównania. dlatego moim zdaniem notatki, o ktorych mówiła Mieczowaa, nie są tylko technikalią, one dają właśnie to - możliwość zobaczenia jak to wyglądało wcześniej.
No ale jak ktoś jest na początku i nie ma jeszcze tych notatek ani porównania 🙂 Bo cały czas w tej rozmowie pojawia sie \"z czasem zobaczysz\", \"po kilku miesiącach będzie widać\" i rozumiem że tak to działa ale to nie pomaga teraz kiedy czlowiek jest w środku i zastanawia się czy w ogóle ma sens kontynuowac.
Wtrącę się do tego wątku z notatkami, bo to jest temat sam w sobie. W tradycjach runicznych jest coś co można by przetłumaczyć jako "zapis ruchu" - nie opisujesz tego co zrobiłeś, tylko gdzie byłeś zanim i dokąd dotarłeś po to nie jest pamiętnik ani instrukcja, to jest coś bliższego linii na wykresie. Skąd wyszedłeś i gdziee stoisz teraz. Myślę że to jest akurat to co ma sens zapisywać jeśli celem jest zobaczyć wzorzec.
Obserwuję tę rozmowe od jakiegoś czasu i muszę przyznać że zaczęłam sceptycznie ale to pytanie o pustą kontra spokojna obecność mnie zatrzymało. Saam nie robię żadnych rytuałów ale mam kilka czynnosci które powtarzam regularnie i to rozroznienie które opisała Frania - to coś czego sama doswiadczylam w innym kontekście. Czy to mozliwe że to co tu opisujecie dotyczy w zasadzie każdej powtarzalnej czynnosci do której sie przywiazujemy?
Nie było żadnego ceremonialnego zakończenia po prostu pewnego dnia siadłem i powiedziałem sobie głośno że to jest zamkniete. czułem się przy tym głupawo, ale pomoglo. Może to jest właśnie to o czym mówił Franuś ta kompletność - że potrzebuje jakiegoś gestu który mówi: okej, to się skończyło, teraz idę dalej. Nawet jeśli ten gest jest tylko dla mnie.
ojej To pytanie o czas między rytuałami jest dla mnie ważne, bo sama miałam kiedyś taką przerwę i byłam przekonana że \"tracę\" cos, że trzeba jak najszybciej znalezc nowy. A potem okazło się że ta przerwa była niezbędna, żebym w ogóle wiedziała czego chcę następnie. Nie mówię że tak jest zawsze, ale to \"od razu coś nowego\" może być ucieczką od samego pytania.
Ta przerwa o ktorej mówią Radek i Mieczowaa to trochę odwroność tego co opisała Frania na początku. Frania pisała o nudzie w środku trwającego rytuału, a tutaj mamy nudę - albo raczej pustkę - po zakończeniu. Pytanie czy to jest ten sam mechanizm czy dwa różne problemy :/ Bo może mamy tu dwa oddzielne tematy. 😉
Ale czy rytuał musi stale pełnić jakąś funkcję? Pytam serio, bo zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta pułapka - że przykładamy do rytuałów te same miary co do zadań. a co jeśli czasem jest sens w samym powtarzaniu niezależnie od efektu?
Ech a jak poznać że ten kontakt jest? Bo Wracając do tego co pisałam wcześniej o pustce - może byłam właśnie w tej kata i nie wiedziałam? Jak odróżnić powtarzanie ktore ma sens od powtarzania ktore jest juz tylko nawykiem? 😉
To pytanie Runiarka mnie zatrzymało, bo to jest może najtrudniejsza rzecz w całej tej dyskusji. właśnie to niewiedzenie czy własne odczucia są sygnałem czy autosugestią. serio, ja do tej pory nie mam na to odpowiedzi i nie wiem czy ktokolwiek ją ma. Ale zauważyłam że kiedy przestałam próbować to rozróżniać a zaczęłam po prostu dzialac i obserwować co się zmienia - miałam więcej klarowności niż kiedy analizowałam każde odczucie 😉
Tylko że \"dzialaj i obserwuj\" jest trudne kiedy się jest zniecierpliwioną i chce sie wiedziec juz. rozumiem tę logike ale to jest trochę jak powiedzenie komus kto ma problem ze snem żeby się nie stresował snem. łatwo powiedziec
o matko Czytam od dłuzszego czasu i mam pytanie bo może jestem na to za malo ogarnięta - czy chodzi wam o to że rytuał powinien cały czas sie zmieniać żeby nie było nudy czy że powinien byc stały ale coś wewnątrz nas się zmienia? Bo nie do kónca rozumiem tę różnicę
Ale to rodzi pytanie które jakoś nam umknęło: czy można z zewnątrz, czyli zmieniając elementy rytualu, wymusić wewnętrzny ruch? Czyli czy forma może pociągnąć tresc? Bo jeśli tak, to strategia zmieniania szczegółów ma sens. Jeśli nie - to jest tylko dekoracja.
To co mówi Franus o wybudzaniu jest dla mnie najbardziej konkretnym co padłło w tej rozmowie. Bo to jest cos co można faktycznie zrobić, nie czekającc aż \"przyjdzie\" właściwy moment albo zrozumienie. Zmień jeden element celowo i patrz co się dzieje. czy ktoś faktycznie to probowal z konkretnym rytuałem?
Ja probowalam raz zmienić porę - normalnie rano zrobilam wieczorem. I to było dziwne, ale dobrze dziwne. Jakby ten sam tekst czytany innym głosem. Trudno mi opisać co dokładnie się zmieniło, ale coś się zmieniło. Nie wiem czy to było to wybudzenie o którym pisze Franuś ale z pewnością przestaałam to robić na autopilcoie przez jakiś czas.
Ja zmienialem kolejność raz przy rytuale z runami i efekt był nieoczekiwany - poczułem wyrazny opór w pewnym momencie, jakby sekwencja miała swój własny logiczny ciąg który naruszyłem. To mnie więcej powiediało o samym rytuale niz miesiąc robienia go po staremu. Więc potwierdzam że warto próbować, tylko ciekaw jestem czy ten opór który czułem to byl sygnał żeby wrócić do poprzedniej formy czy żeby iść dalej przez ten opór.
