Tak to chyba jest właśnie to co chciałem usłyszeć na początku tego wątku - że nie trzeba naprawiać czegoś co nie jest zepsute, tylko znaleźć własną drogę do tego samego miejsca. Mam teraz kilka konkretnych rzeczy do sprawdzenia i to jest dobry wynik. Dzięki wszystkim - ten wątek okazał się dużo bardziej rozbudowany niż myślałem że będzie, ale właśnie o to chodzi.
To co napisałeś o tej ciszy po - właśnie to mi dało do myślenia. Bo mój problem jest taki że jak kończę cokolwiek, nawet coś zwykłego, to od razu prrzeskakuję do następnej rzeczy. Jakby przerwa była stratą czasu. I teraz się zastanawiam czy może dlatego też nic nie "osiada" jak próbuję robić cokolwiek rytualnie - bo nie daje temu miejsca.
no, dobra, ale wracając do sedna tego wątku - Trzygłow zaczął od wizualizacji, a my teraz jesteśmy głęboko w fizjologii pozy po rytuale. Co nie jest złe, ale zastanawiam się: czy dla kogoś z afantazją ten element ciała jest w ogóle łatwiejszy niż próby wizualizacji? Bo mam wrażenie że tak, ale chciałam zapytać czy ktoś ma jakieś porównanie z własnego doświadczenia.
Właśnie to jest coś czego nie spodziewałem się wyciągnąć z tego wątku - że afantazja albo w ogóle brak wizualizacji to nie jest deficyt, tylko punkt wejścia przez inne drzwi. i że te drzwi mogą być równie pełnowartościowe. Mam teraz do przetestowania kilka rzeczy - oddech jako kotwica, cisza po siedzenie bez zmiany pozycji. Zobaczymy co z tego zostanie za kilka tygodni.
