Słyszałam ostatnio od koleżanki, że w Japonii niektórzy uczniowie przed ważnym egzaminem z angielskieego chodzą do świątyni Tenjin i kupuja specjalne ema - takie drewniane tabliczki na których piszą swoja prosbe o zdanie. Tenjin to bóstwo kojarzone z nauką i madroscia. Mnie to uderzyło bo sama od miesięcy ślęczę nad japonskim i zupełnie nie mam pomysłu jak to inaczej podejsc. Czy ktoś wie cos więcej o takich praktykach? Nie chodzi mi tylko o japońskie bo slyszalam też że w innych kulturach są podobne rzeczy z jezykowym nauczaniem.
Świątynia Tenjin to Tenmangu, a bóstwo to Tenjin - ubóstwiony duch Sugawara no Michizane, heianskiego uczonego i poety. Interesujące jest to, że ema z prośbami o sukcesy w nauce to jedna z najpopularniejszych kategorii wotywnych w całej Japonii, nie tlko przy egzaminach językowych. wiesz co, Ale żeby nie było zbyt oczywiste - to jest rytuał petycyjny, nie magiczny w sensie operatywnym. Różnica jest taka, że nie manipulujesz tu energią, tylko składasz prośbę do konkretnej istoty, która ma w swojej domenie to czego potrzebujesz. Czy ktoś tu w ogóle rozróżnia te dwie kategorie, bo widzę że temat idize w stronę "czy rytuały działają", a to jest za szerokie.
Ojej, wchodzę w to, bo temat jest naprawdę ciekawy od strony przedmiotowej. W wielu tradycjach nauka języka szła w parze z konkretnymi obiektami. w koptyjskim chrześcijaństwie uczniowie piszący po grecku używali amuletów z inskrypcjami zawierającymi alfa-beta, litery traktowano jako byty o własnej mocy. To nie metafora - papyrusy maiczne z Oksyrynchu pokazują, że litery były dosłownie ładowane intencją. Analogicznie, w tradycji arabskiej kaligraficznej jest pojęcie baraka, błogosławieństwa, które może przechodzić przez samo pismo. Nauczyciel kaligrafii przekazywał uczniowi nie tylko technikę, ale i tę jakość. Teraz pytanie do was: czy ktoś próbował pracować z samymi literami jako obiektami, nie tylko jako znakiami języka?
Właśnie ta proba przełożenia mnie zawsze zatrzymuje. Slowianskie tradycje nie mają specyficznych rytuałów jezykowych, bo przez wieki nauka języków obcych byla albo kwestią duchowieństwa (łacina, greka) albo kupców. nie bylo tradycji ludowej dla \"naucz mnie języka sąsiadów\". Ale jest cos co można adaptować - rytuały związane z pamięcią i rozumem. Przy Perunoym debie na przyklad modlitwy o jasność myśli. Tyle że to jest moja interpretacja i wole to powiedzieć wprost niż udawać że to odwiecznie potwierdzona praktyka.
Wracając do pytania o to co działa dla kogoś spoza tradycji - jest tu problem metodologiczny. Ludzie uczącyy się języków robią tysiąc rzeczy naraz i nie wiadomo co dało efekt. ale jest jeden kontekst gdzie coś ciekawego zaobserwowali nawet akademicy: rytm i muzyczność. mantra ma rytm, afirmacja ma rytm, japońskie Hyakunin Isshu uczone przez śpiew ma rytm. Neurobiologia mówi że rytmiczne powtarzanie angażuje inne obszary pamięci niż zwykła repetycja. Czy to "magia"? Pewnie nie w sensie metafizycznym. Ale rytuał nadający rytm nauce robi coś realnego z pamięcią proceduralną. Nie chcę wrzucać wszystkiego do jednego worka, ale to tłumaczy czemu rytualne uczenie działa u różnych ludzi niezależnie od tradycji.
Rytuał różni się od zwykłej metody intencją i strukturą. Mozesz sluchac muzyki bezwiednie albo możesz z premedytacją otworzyć pżestrzeń nauki - zapalić świecę usiąść w konkretny sposób powiedzieć coś przed rozpoczęciem. To drugie zmienia stan uwagi jeszcze zanim pierwsza nowa informacja wejdzie. japończycy maja na to świetne słowo - ma, przestrzeń-cisza przed działaniem. Herbata przed nauką w rycie chado to nie jest dekoracja, to jest przestrojenie głowy. I właśnie dlatego rytuał może pomagać w nauce niezależnie od tego czy wierzysz w cokolwiek metafizycznego - bo zmienia jakość obecnosci.
To jest pytanie na które różni odpowiedzą różnie. Dla mnie kluczowa jest warstwa symboliczna i adres - do czego lub kogo rytuał jest skierowany. ojej Świadoma rutyna jest zamknięta - robie to, efekt we mnie. rytuał otwiera kontakt z czymś zewnętrznym lub głębszym, nawet jeśli to "coś" interpretujesz jako własną podświadomość. Dlatego zapalenie świecy przed nauką może być rutyną albo rytuałem w zależności od tego co z tym robisz wewnętrznie. Ale przyznam, że ta granica jest płynna i sam czasem nie wiem po której stronie jestem.
Sledze tę dyskusje i mam jedno praktyczne pytanie bo troche odchodzimy od tego co konkretnie można zrobić. Czy ktoś z was ma jakś rytuał - cokolwiek nazwiemy to słowo - który stosuje regularnie przy nauce języka i widzi efekt, którego nie tlumaczy sobie tylko lepszą koncentracją? Bo chętnie usłyszę konkrety zamiast teorii.
Snilo ci się po starocerkiewnoslowiansku? serio? no ale czy to mozliwe przy języku ktorego sie uczysz ale ktory nie jest zywy?
To co opisujesz z wejściem w język przez pisanie to ma zresztą odpowiednik w tradycji - skryptoria klasztorne. mnisi kopiujący teksty liturgiczne nie traktowali tego jako mechaniczne przepisywanie. Było to wejście w tekst calym ciałem, nie tylko intelektem. Regula Benedicta mówi o lectio divina jako czytaniu które jest jednocześnie modlitwą. Czy nuaka języka może być modlitwą? Dla mnie tak i nie jest to metafora.
To wróćmy jednak do praktyki bo pytałam o cos konkretnego i trochę odplynęłyśmy. Martusia opowiedziała o pisaniu przed sesja. Ktoś jeszcze ma coś z regularnej praktyki? Pytam szczerze, nie o teorie
A Pawłow i ezoteryka muszą się wykluczać? Warunkowanie działa na poziomie ciała, rytuał działa na poziomie ciała i jeszcze czegoś. Pytanie co to \"coś\" jest. samo zapalenie świecy nie nauczy cię japonskiego, ale moze otworzyc stan, w ktorym uczysz się inaczej niż zazwyczaj.
Okej, to teraz mam konkretne pytanie do was 🙂 Czy w takim razie jest jakaś różnica między tym co robi Julitka - trzy zdania przed sesja - a rytualem w pelnym tego słowa znaczeniu? bo zerkam na tę rozmowe i wydaje mi się że te granice są bardzo plynne i kazdy z was rysuje je troche gdzie indziej.
Dla mnie różnicę robi obecność adresu symbolicznego. Julitka mówi trzy zdania, ale mówi je do nikogo konkretnego - to zamknięty obwód rytuał w sensie jaki tu rozumiem otwiera łączność - z duchem języka, z tradycją, z opiekunem mądrości, cokolwiek by to dla cebie znaczyło. Przy nauce języków to może być na przykład wywołanie kontaktu z samym językiem jako bytem. Niektóre tradycje traktują języki właśnie tak - jako żywe istoty z własnym charakterem.
Śledzę tę dysusje od początku i mam trochę inne pytanie. Wy wszyscy mówicie o nauce konkretnych, historycznych albo klasycznych jezykow. A co z jezykami które sie uczy z czysto praktycznych powodów - angielski do pracy, hiszpański bo tanie loty? Czy te rytuały w ogole maja sens dla kogos kto nie ma żadnego duchowego stosunku do jezyka który się uczy?
Wchodze w to od strony energetycznej bo to jest mój kąt. Każdy język ma wlasna częstotliwość, wlasny wzorzec wibracyjny - to nie jest tylko metafora, można to słyszeć nawet fizycznie. Arabski i mandaryński działają na inne obszary ciała przy mówieniu niż polszczyzna. Jeśli podchodzisz do nauki bez zadnego zakorzenienia w tej specyfice, to uczysz się tylko formy, nie substancji. Rytuał może być właśnie tym momentem gdzie zaczynasz czuć tę inność zamiast ją tylko rozuumieć intelektualnie.
Kurcze słucham i mam jedno zastrzeżenie do tego co Pucharka mowi - nie dlatego że się z tym nie zgadzam co do odczucia ale dlatego że mieszamy dwa jezyki opisu. wibracja fizyczna to jedno czakry to drugi system opisu. Laczyc je można ale trzeba ostrożnie bo inaczej kazde zdanie staje sie niesprawdzalne. przy recytacji mantr jest to inaczej osadzone - tam mantra jest fonetyczną formą bóstwa nie tylko stymulacja ciala.
Czytam tu od jakiegoś czasu i mam pytanie które mnie gryie od kilku postów. wszyscy mowia o rytuale jako o czyms co poprzedza nauke - jakiś rytuał wejscia, ustawienie intencji, zapalenie świecy. Ale czy ktoś próbował rytualu zamknięcia sesji? Coś co konczy, domyka, pieczętuje? w numerologii jest pojecie cyklu - cos co nie ma zamknięca nie jest ukonczone. Ciekawi mnie czy ktoś pracuje tez z tym drugim końcem. 😉
O, to mnie zaciekawia. Bo ja nigdy o tym nie myślałam - zawsze skupiałam się na tym jak zacząć, jak się przestawic na tryb nauki. A że trzeba też swiadomie konczyc... Martusia, to dziękowanie - to cos co wypracowałaś sama czy gdzieś to widziałaś?
Troche jedno i drugie. Widziałam podobną praktykę w kontekście staroslowianskim - coś w rodzaju odddania zdobytej wiedzy z powrotem do źródła, żeby nie ciazyla jako cos zagarniętego tylko żeby była czescia przepływu. ale konkretny kształt mojego zamkniecia to juz moje. Zauważyłam że bez tego budzilam się w środku nocy z urywkami zdan po rosyjsku, jakby mozg próbował sam domknąć sesję bez mojej pomocy.
To co Martusia opisuje z budzeniiem sie w nocy jest dobrze znane jeśli chodzi o konsolidacji pamięci - sen robi porzadek z materialem z dnia. Ale to że rytuał zamknięcia może temu pomagać to ciekawe. Jakby informowało układ nerwowy że praca skńczona i można przejść do fazy porządkowania swarog, skąd ci przyszło to pytanie o zamknięcie - masz jakies własne doswiadczenie z tym?
Irisa dotknęła czegoś co jest kluczowe - w japońskim nie ma mowy o rozdzieleniu języka od ciała i kontekstu społecznego. i co ważne, w tradycji shintoistycznej saa nauka jest aktem szacunku wobec przekazywanej wiedzy. Są szkoły, w których uczniowie do dziś kłaniają się przed wejściem do klasy. To nie jest rytuał nałożony na naukę - to jest niejako osnowa w którą nauke się wplata. Swarog, nieświadomie wszedłeś w ten wzorzec co mnie szczerze nie dziwi.
Obie odpowiedzi mogą być prawdziwe jednocześnie i mysle że właśnie to jest pułapka w takich rozmowach. traktujemy to jako alternatywe - albo mechanizm neurologiczny albo cos wiecej. a moze jedno jest kanalem dla drugiego? Cilo tworzy gest, gest staje sie lacznikiem. Nie trzeba wybierać.
Julitka, to co opisujesz jest faktycznie zbadane - efekt Zeigarnik mówi że nieukończone zadania rezydują w pamięci inaczej niż ukończone, są bardziej aktywne, mogą wracać. Jeśli każda sesja nauki kończy się przez przerywanie a nie przez zamknięcie, mózg może traktować je jako otwarte. Ale to dwusieczne - czasem to pomaga w długoterminowym zapamiętywaniu, bo materiał jest aktywnie trzymany. Zależy czego szukasz. A co do rytuału zamknięcia jako sygnału domknięcia - logika jest tu spójna niezależnie od tego czy patrzysz na to psychologicznie czy rytualnie.
Mam wrażenie że ta dyskusja trochę sprowadza wszystko do efektywności uczenia się i to mnie lekko niepokoi. Rytuał to nie jest technika optymalizacji pamięci. Rozumiem że szukamy punktów stycznych między językami opisu, ale kiedy cały czas tłumaczymy rytuał przez psychologię, gdzieś gubi się sedno. Efekt Zeigarnik jest prawdziwy, ale jeśli ktoś zamyka sesję z poczuciem że oddał coś Sarasłati czy zrobił ukłon wobec ducha języka - to jest coś innego niz \"sygnał domknięcia dla mózgu\". Nie musi być jedno zamiast drugiego ale nie mieszajmy tych opisów bezrefleksyjnie.
Wracam do pytania któóre zadałam na początku tego wątku i w smie przez cala rozmowę do niego krążymy. Orientalne praktyki, o których słyszałam - te hinduskie japońskie, chinskie podejście do nauki - czy to dziala dlatego że jest skuteczne psychologicznie, czy dlatego że dotykają czegos co te kutury opisują jako rzeczywiste :/ I czy to jest pytanie na ktore w ogole morzna odpowiedzec bez praktyki w obu tych tradycjach?
Nie stawialabym tego tak ostro w etnografii rytuału jest pojecie \"proto-ritualization\" które opisuje właśnie powstawanie prywatnych, osobistych rytow bez formalnej tradycji za plecami badł to między innymi Harvey Whitehouse i wyszlo mu że te spontanicznie tworzoone praktyki mają swoja własą moc - inna niz wielkie rytualy grupowe ale nie mniejszą dla jednostki. Twoja świeczka może być czyms zywym jesli jest czymś żywym dla ciebie.
