Mam pytanie praktyczne, bo ostatnio stanąłem przed tym problemem i szczerze nie wiem jak to ludzie ogarniaja. dziecko ma niespełna cztery miesiące, żona wraca do pracy za chwile i jakoś musimy to wszystko poukladac na nowo. Przed porodem robiłem rytualy wieczorami, spookjnie, bez pośpiechu. teraz albo dzieciak śpi i nie wiadomo na ile, albo płacze i trzeba wstać. Zatrudnienie kogoś zeby miec te dwie godziny dla siebie to absurd finansowo. jak wy to rozwiązywaliście kiedy byliście w podobnej sytuacji? Czy w ogóle jest jakaś tradcyja wyznaczania godzin w takich momentach życiowych, bo może szukam odpowiedzi nie tam gdzie trzeba 🙁
To jest jeden z tych momentów, kiedy praktyka i życie po prostu zderzaja się czolowo i żadna książka ci tego nie powie wprost. Pamiętam jak sama przez to przechodzilam dziecko spalo może dwie i pol godziny naraz i rytm dnia totalnie przestał istnieć. Przestałam wtedy walczyc z porą i zaczęłam obserwowac okna małe fragmenty gdzie bylam sama. Niekoniecznie wieczór czasem swit, czasem środek dnia. Pytanie tylko czy ty masz problem z samą godziną, czy bardziej z tym że nie możesz się skupic nawet kiedy masz chilę ciszy?
To co Laurencja mówi o obserwowaniu okien to naprawdę klucz w tym pierwszym roku. Ale mam wrażenie że pytanie jest też o coś innego, bo wspomniałeś o tradycji. Są kultury gdzie w ogóle nie ma pojęcia że rytuał musi się odbywać o stałej porze, to bardziej europejskie podejście ze świecami o 21:00 i zegarkiem w ręku. W praktykach słowiańskich czy np. w tradycji cunning folk nie było takiego sztywnego harmonogramu, bardziej szło za naturalnym rytmem dnia i potrzebą. nie wiem jak ty pracujesz, ale może to jest moment żeby poluzować to założenie o godzinach?
Pytanie o zrodlo tej stalosci jest bardzo dobre i nieoczywiste. w tradycjach ceremonialnych, np. w systemach takich jak Golden Dawn czy w pozniejszych nurtach westernu stalosc proy wynikała z konkretnego zalozenia że powtarzalność buduje cos w rodzaju śladu w przestrzeni czyli że miejsce i czas razem tworza kondensator. to mialo sens kiedy ktso robił rytuał w tym samym miejscu latami. Ale to nie jest żadna kosmiczna regula to był wybor metodyczny konkretnych ludzi w konkretnym czasie jesli twoja praktyka nie jest ceremonialna w tym sensie, to pytanie czy ta stałość w ogolle ci służy teraz. 😛
Dodam że w wielu tradycjach ludowych liczyła się bardziej faza księżyca albo pora roku niż konkretna godzina. Godziny planetarne to osobna histtoria, tam godzina ma znaczenie, ale to bardzo specyficzny kontekst i niekoniecznie kazdy to stosuje. Ciekawe jest to co powiedział Arnold, bo ten Golden Dawn model stał się troche domyślnym szablonem dla dużej czesci zachodniej magii, a malo kto sie zastanawia czy to im w ogóle odpowiada. Franio.x, a co konkretnie robisz w tych rytualach? Bo bez tego ciężko cokolwiek sensownego doradzić
Mnie zastanawia inna rzecz w tym co piszesz. mowisz że dziecko śpi i nie wiesz na ile więc nie możesz zacząć. To trochę tak jakby potrzebowałeś gwarancji że nikt nie przerwie. Ale wiekszosc praktyk można prowadzić w taki sposób że przerwanie nie niszczy całości. Jesli tak nie jest w tym co robisz, to może to jest miejsce do zmiany. Ciekawa jestem czy ktoś probowal celowo skrócić swoje rytuały do formy bardziej elastycznej i czy to w ogóle ma sens w dłuższym terminie.
To co opisujesz to klasyczny problem intencji i obecności, nie logistyki. o matko w tradycjach gdzie był wyraźny podział na czas rytualny i czas świecki, najpierw następowało odcięcie, psychiczne przejście progu, i dopiero potem praktyka. Jeśli nie możesz tego progu przekroczyć bo część ciebie czuwa na dziecko, to problem nie jest w godzinie. Historycznie w społecznościach gdzie dzieci były wszechobecne, rytuały często odbywały się w grupie właśnie dlatego, że jedna osoba mogła wtedy w pełni uczestniczyć. Czy masz kogoś z kim mógłbyś to omówić w domu, czyli żonę, partnera?
To uczucie że nie wolno ruszać czegoś co dziala znam doskonale i przez długi czas mnie hamowało. Ale w końcu doszłam do wniosku że skoro praktyka ma mi sluzyc a nie odwrotnie, to mogę ją dostosowywać. Przy czym nie mówię tu o zmienianiu sedna, tylko o obudowie. Jak dlugo stosujesz tę bazę z zewnątrz? Bo jeśli przez kilka lat, to masz już pewnie wystarczające rozeznanie zeby wiedzieć co w niej jest naprawdę konieczne a co jest konwencją.
O rany, wracając chwilę do sprawy godzin bo to przewinęło się na początku i warto przy tym zostać. Godziny planetarne to system gdzie każda godzina doby jest przypisana do planety, a to z kolei wpływa na jakość energetyczna czasu. Przy świeżym rodzicielstwie interesujące jest że godziny Księżyca w nocy, szczególnie w pierwszej i usmej godzinie planetarnej, są tradycyjnie powiazane z domem, cyklem, ochroną i początkami. Brzmi jakby wrecz stworzone na czas z noworodkiem. Pytanie czy ty w ogóle pracujesz z tym systemem, bo jak nie to to poboczny wątek.
Czytając tę rozmowę mam wrażenie że za dużo tu jest o logistyce, a za mało o tym co właściwie dzieje się w tej praktyce kiedy jest przerwanie. Pisałeś że w głowie nie jesteś wtedy do końca tu. Ale powiedz mi, co konkretnie się psuje według ciebie kiedy coś przerwie? Czy to jest kwestia twojego nastroju, czy masz poczucie że coś w samym rytuale nie domyka się? Bo to są dwa różne problemy i inaczej się je rozwiązuje. 🙂
To co opisujesz, ta anticipatory anxiety jeśli mogę użyć terminu, jest chyba większym problemem niż samo przerwanie. Jeśli umysł jest podzielony zanim jeszcze cokolwiek się stało, to praktyka jest z założenia niepełna. Widziałem to opisywane jeśli chodzi o odosobnień, gdzie podobny efekt pojawiał się gdy ktoś wiedział że musi wyjść za trzy godziny. Samo wiedzenie psuje przestrzeń.
Cztery i pół miesiąca to jest właśnie ten moment gdzie zaczyna się regressioon sleep przynajmniej u wielu dzieci. Jeśli wcześniej spał równiej to może właśnie teraz zaczyna się ten rozjazd. to ma związek z rozwojem mózgu, to nie jest regres tylko intensywny rozwój który przejściowo sypie sen. Mowie to bo jesli to jest regression, to za chwilę może być trochę lepiej. Ale to niestety nie jest nic pewnego.
Zerkam na tę rozmowe i mam takie pytanie z boku moze naiwne. Czy w ogóle jest jakas tradycja która ma coś do powiedzenia o tym jak rodzice małych dzieci podchodzili do praktyki? Bo wydaje mi sie że to nie jest nowy problem kiedyś też byly niemowlęta i ktos też pewnie chcial praktykować
Notatki co do godziny to naprawde działa, nie żartuję. ehh, Przez pierwszy tydzień wydaje się że to bez sensu bo wzorzec jest nieczytelny, ale po dziesieciu dniach zaczyna wychodzić że te okna są prawie te same, tylko przesuniete o jakieś pół godziny w zależności od tego jak dziecko spalo poprzedniej nocy.
Jesli miałbyś to zestawiać z godzinami planetarnymi, to właśnie ta zmienność jest problemem. Godziny planetarne są stale wzgledem wschodu i zachodu slonca, a nie względem zegara, więc każdego dnia to inne minuty przy niemowlęciu ktore przesuwa rytm o pół godziny w zależności od nocy trafienie w konkretną godzine planetarna i w okno snu jednocześnie to jest bardziej przypadek niż planowanie. 😉
Dwadziescia minut to jest za mało na jakikolwiek rozbudowany rytuał z pełnym wejściem i wyjściem. ale wystarczy na coś co jest skonstruowane jako krótkie i zamknięte w sobie. Pytanie czy twoja obecna forma w ogole może byc tak skrócona bez utraty sensu, czy to wymaga przeprojektowania od zera.
To jest bardzo uczciwe sformułowanie. Wielu ludzi myli złożoność z głębią. Forma która narosła przez lata często zawiera elementy które były kiedyś żywe, a teraz są nawykiem. Czasem przerwa, nawet wymuszona przez niemowlę, jest dobrym momentem żeby sprawdzić co naprawdę jest rdzeniem.
Ja to robiłam inaczej, weszłam w taki eksperyment gdzie przez kilka tygodni robiłam tylko jedną rzecz z całości i patrzylam czy cokolwiek się zmienia. oj tam, brzmi banalnie, ale duzo wychodzi z takiego testu. Niektóre elementy okazały się kompletnie dekoracyjne.
Jest jeszcze jeden aspekt który tu nie padł. w wielu tradycjach obecność dziecka w przestrzeni rytualnej nie byla przeszkodą tylko czymś naturalnym a nwaet celowym przy pewnych praktykach. Dziecko niesie ze sobą inyn ladunek symboliczny niz dorosły. Pytanie czy twoja forma praktyki z założenia wymaga samotności czy to jest coś co przyjąłeś bo tak to robisz.
O matko, to co mówił Erazm o magii ceremonialnej versus praktyykach domowych to jest wlasciwy podział bo Franio.x chyba nigdzie nie napisał jakiego rodzaju jest ta jego forma. To troche zmienia cala rozmowę. 😛
A ta sekwencja ile ona ma etapów? Bo mówisz że skrócenie zostawiłoby zarys bez treści, ale zastanawiam sie czy naprawde chodzi o liczbę kroków, czy może o sam czas trwania kazdego z nich.
Ten oddech to dobra analogia. ale właśnie, przy oddechu jak masz naprawde mało czasu to robisz jeden swiadomy wdech zamiast calej sesji i czsto to wystarczy żeby wejsc w stan. Może w twoim przypadku jest jeden taki element który robi tę samą robotę?
Troche jedno i drugie szczerze mówiąc. swoboda jest, ale właśnie przez to nie mam pewności co jest strukturalne a co nawykowe. Jakbym miał schemat z zewnatrz to przynajmniej wiedziałbym od czego zacząć szukanie.
To jest paradoks wielu samodzielnych systemów. Elastycznosć staje się problemem w momencie kiedy coś wymusza zmiane 🙁 Przy strukturze zewnetrznej mazs kotwicę. Ale to nie znaczy że brak kotwicy jeest gorszy tylko że pytanie o rdzeń musisz zadać sobie sam i to jest trudniejsza praca.
Nie do końca się z tym zgadzam. przerwa ma sens, ale całkowite zawieszenie przez nieokreślony czas potrafi wykoślawić praktykę bardziej niz skrocona wersja. Przynajmniej w moim przypadku tak bylo, wróciłam po dłuższej przerwie i miałam wrażenie że muszę zaczynać od zera.
To co mówisz Kastor96 dotyczy chyba czegoś innego niż czas. Chodzi o ciągłość ciala, nie ciągłość mysli. Mozna mieć tę saamą wiedzę i zupełnie inne odczucie kiedy wraca się do praktyki po przerwie. Franio.x, czy twoja forma ma duzo elementów fizycznych, ruchowych, czy bardziej mentalnych?
A czy w ogóle probowales kiedyś zrobic tylko tę czesc fizyczna, bez skupienia, bez pelnego wejscia? Mam na myśli takie mechaniczne przejscie przez gesty pytam bo zastanawia mnie czy to cialo pamieta mimo wszystko.
