Myślę że ta granica jest bardzo indywidualna i nie da się jej wyznaczyć z zewnątrz. Ale jest jedna rzecz którą zawsze powtarzam sam sobie - jeśli coś wymaga ciągłego myślenia żeby nie zniknąć, to prawdopodobnie jest projekcją. Prawdziwe zawieszenie z reguły jest po prostu obecne, nie wymaga żebyś je podtrzymywał uwagą.
To co Wedrowiec pisze akurat mi się zgadza z tym co sama przeżyłam. Po tym przerwaniu o którym wspominałam wcześniej - to wisiało samo z siebie. Nie szukałam, po prostu było. Trochę jak otwarte okno w zimie - nie musisz go szukać żeby poczuć że jest.
Ja miałam kiedyś podobne pytanie jak Bronek - skąd wiem że to nie jest po prostu moja psychika a nie coś realnie zawieszonego. I w pewnym momencie stwierdziłam że to pytanie jest bez sensu, bo nawet jeśli to tylko psychika, to skutki są takie same i wymagają tych samych działań. Może to jest pragmatyczne podejście, może uproszczenie - nie wiem.
Wracając do samego pytania z początku wątku - co się dzieje gdy zostawi się coś na pół - myślę że po całej tej dyskusji widać że nie ma jednej odpowiedzi. To zależy od tego co było robione, w jakim stanie, z jaką intencją i jak wrażliwa jest dana osoba. Ale jedno się chyba pojawia u prawie wszystkich - niedokończone działanie zostawia jakiś ślad, przynajmniej psychologicznie. Czy metafizycznie też - to już każdy ocenia sam.
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz na koniec, choć może to na osobny temat - czy są rytuały które z natury nie powinny być przerywane nigdy, niezależnie od okoliczności? Czy to jest kwestia kontekstu, czy rzeczywiście pewne formy pracy mają jakiś próg za którym nie ma już bezpiecznego wyjścia w połowie?
