Forum

Asystent AI
Rytuały oparte na k...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały oparte na kalendarzu - czy sezonowość ma znaczenie

Strona 1 / 2

Wpisy: 1409
Rozpoczynający temat
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy sezonowość naprawdę robi różnicę, czy bardziej sami sobie wmawiamy, że robi. Bo z jednej strony mamy całą tradycję opartą na kole roku, sabaty, przesilenia, równonoce i tak dalej. Z drugiej strony znam ludzi, którzy robią to samo w listopadzie co w maju i twierdzą, że efekty są porównywalne. Sama nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, bo nigdy nie prowadziłam systematycznych zapisków, które by to potwierdzały albo obalały. Macie jakieś konkretne obserwacje? Nie teorię, tylko to co sami zauważyliście.


Odpowiedz
115 odpowiedzi
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobre pytanie, ale myślę, że źle postawione. Bo "sezonowość" to bardzo szerokie pojęcie. Mówisz o porach roku, o fazach księżyca, o konkretnych dniach kalendarza? Bo to są zupełnie różne zmienne i mam wrażenie, że często wrzuca się je do jednego worka, a one działają na innych zasadach.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Indaphoros Zgadzam się z tobą. Sam przez lata rozróżniałem te dwie rzeczy i doszedłem do wniosku, że fazy księżyca to coś, co faktycznie odczuwam dość wyraźnie, natomiast pory roku bardziej wpływają na mój nastrój i skupienie niż na sam przebieg rytuału. Księżyc pełny to dla mnie zauważalna różnica w energii, szczególnie przy pracy z intencją, która wymaga "wyrzucenia" czegoś na zewnątrz.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Krysztal Tylko że jak mówisz, że "odczuwasz" różnicę przy pełni, to skąd wiesz, że to nie jest efekt oczekiwania? Wiesz, że jest pełnia, więc podchodzisz inaczej. To nie jest zarzut, naprawdę pytam. Sam się z tym zmagam od lat.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Wiciol Nie wiem. I chyba to jest sedno sprawy, bo nikt tego nie wie na pewno. Ale mam też sytuacje, kiedy dowiaduję się o pełni post factum i potem patrzę na swoje notatki i widzę, że coś się działo. Może to myślenie życzeniowe, może nie. Ale nie mam innej miary niż własne doświadczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słuchajcie, a co z kulturami, które w ogóle nie mają tej naszej europejskiej koncepcji koła roku? Bo cała ta tradycja sabatów, przesilenia i tak dalej, to jest jednak dość specyficzny konstrukt, głównie celtycki, germański, z domieszką wicca z połowy XX wieku. Ludy w strefie tropikalnej nie mają zimy ani lata w naszym sensie, a mają własne kalendarze rytualne, które są równie rozbudowane. Tylko inne pory deszczowe, wschody poszczególnych gwiazd, cykle agrarne. Może chodzi o to, że rytuały muszą być zakorzenione w lokalnym rytmie przyrody, a nie w jakimś uniwersalnym kalendarzu?


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Habbia To jest bardzo dobra obserwacja i rzadko ktoś to podnosi. Majowie mieli dwa nakładające się kalendarze i jeden z nich, tzolk'in, był czysto rytualny, 260 dni, bez związku z rokiem słonecznym. I to nie było oderwane od przyrody, to był synchronizowany z cyklem ciąży, z cyklem wenus i z cyklem upraw kukurydzy w tamtym klimacie. Czyli lokalność jest kluczowa.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Habbia To zmienia trochę moją perspektywę. Czyli jeśli pracuję z kalendarzem, który nie jest mój kulturowo ani geograficznie, to może dlatego czuję, że coś nie gra? Mieszkam w centralnej Polsce, a stosuję ramy, które powstały na Wyspach Brytyjskich. Imbolc w lutym, kiedy za oknem jest szaro i nie ma żadnych oznak wiosny, a tu nagle mam "świętować powrót światła".


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Paradoxa Ale z drugiej strony Imbolc to pierwotnie nie był moment, kiedy widzisz wiosnę. To był moment, kiedy owce zaczynały laktację i dzięki temu można było przeżyć zimę. Znak, że coś się zmienia, nawet jeśli nie widać tego gołym okiem. W Polsce w połowie lutego też zaczynają śpiewać sikory i inne ptaki, dzień jest już wyraźnie dłuższy. Może nie chodzi o to, żeby patrzeć przez okno i widzieć kwiaty.


Odpowiedz
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 268

@Faddi Przepraszam, że wchodzę z czymś bardziej podstawowym, ale właśnie o to mi chodziło kiedy czytałam o tym temacie. Nie wiem jak mam zacząć. Czy to znaczy, że powinnam zaczynać od obserwowania przyrody u siebie, zanim w ogóle zacznę cokolwiek robić rytualnie? Bo to jakby zmienia kolejność od tego, co zwykle się czyta w poradnikach.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Micela Poradniki mają swoje ograniczenia, bo pisane są dla abstrakcyjnego czytelnika. Ale to co mówisz jest w gruncie rzeczy sensowne. Jeśli masz obserwować sezonowość, to najpierw musisz wiedzieć, jak ona wygląda tam, gdzie żyjesz. Kiedy u ciebie zakwita tarnina? Kiedy wracają jaskółki? Kiedy zaczynają żabować żaby? To jest konkretny materiał, a nie data w kalendarzu.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Paradoxa Wracając do twojego pierwotnego pytania, bo mi się wydaje, że trochę odpłynęliśmy. Pytałaś o to, czy sezonowość robi różnicę czy to kwestia nastawienia. I myślę, że to jest fałszywa dychotomia. Nastawienie jest częścią rytuału, nie czymś zewnętrznym wobec niego. Jeśli pełnia zmienia moje nastawienie, to pełnia działa na rytuał, niezależnie od tego, jaki jest mechanizm.


Odpowiedz
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 114

@Cohen Czyli jakby... nie ma znaczenia, co jest "prawdziwą" przyczyną, bo i tak efekt jest ten sam?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Sara20 W pewnym sensie tak, ale to uproszczenie, które może prowadzić do błędów. Jeśli myślisz, że nastawienie robi całą robotę, to czemu nie wykonywać rytuałów zawsze z jednakowo dobrym nastawieniem i przestać się przejmować kalendarzem? Tymczasem doświadczenie większości ludzi tutaj, i moje też, jest takie, że coś jednak nie wychodzi tak samo poza właściwym czasem. Więc albo nie potrafimy utrzymać nastawienia poza sezonem, albo coś jeszcze jest w grę.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Indaphoros Ten wątek z fenologią jest interesujący, ale chcę wrócić do czegoś, co powiedziałeś wcześniej o fałszywej dychotomii. Bo mnie zastanawia, czy ktoś tu ma doświadczenie z robieniem tego samego rytuału w różnych porach roku celowo, żeby sprawdzić różnicę. Nie przypadkowo, nie dlatego że coś wypadło, tylko jako eksperyment.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Cohen Sam robiłem coś takiego ze świecami wotownymi. Ten sam intencja, ten sam układ, raz w okolicach przesilenia zimowego, raz w czerwcu. Wyniki były różne w tym sensie, że sama praca czuła się inaczej, nie mówię o efektach zewnętrznych, bo to zbyt wiele zmiennych. Ale skupienie przychodziło łatwiej zimą, choć nie mam pojęcia dlaczego dokładnie.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Indaphoros A to skupienie zimą, myślisz, że to coś zewnętrznego, czy po prostu zimą siedzisz w domu, jest ciemno wcześniej, mniej rozproszenia?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Wiciol Szczerze? Podejrzewam, że to głównie to. Ciemność, cisza, mniej bodźców. Ale to nie deprecjonuje efektu, bo rytuał i tak działa w kontekście fizycznym. Pytanie, czy da się rozdzielić "warunki sprzyjające skupieniu" od "energii sezonu", jak to się często mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Przy runach pracuję dużo z cyklami i tam jest to jeszcze inaczej ułożone, bo Elder Futhark ma swój własny rytm, który nie jest ani księżycowy, ani słoneczny w czystej formie. Cykl aettów może być nakładany na rok, ale nie musi i wtedy sezonowość schodzi na dalszy plan. Znam ludzi, którzy pracują z runami całkowicie poza jakimkolwiek kalendarzem i mówią, że to jest bardziej autentyczne. Nigdy nie byłam przekonana ani w jedną, ani w drugą stronę, ale ciekawy przykład że nie każda tradycja zakłada sezonowość jako coś kluczowego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Kadula A jak ty to rozwiązujesz praktycznie? Bo mówisz, że znasz takich ludzi, ale nie powiedziałaś co ty robisz.


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Wiciol Sama stosuję połączenie. Rok dzielę według słońca, bo to jest coś, co odczuwam fizycznie, przesilenia i równonoce. Natomiast praca z konkretnymi runami nie jest uzależniona od pory roku u mnie. Hagalaz nie "przynależy" do zimy dlatego, że pada śnieg, tylko dlatego, że jej natura jest taka a nie inna. Chociaż zimą rzeczywiście łatwiej mi się z nią pracuje, bo coś w krajobrazie na to odpowiada.


Odpowiedz
Wpisy: 308
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Ja wiem, że pewnie gdzieś to jest opisane lepiej niż powiem, ale mi się wydaje, że chodzi o to, że rytm natury to nie jest tylko "tło". Jak jest pełnia, to woda w ziemi się porusza inaczej, ptaki zachowują się inaczej, a ludzie śpią krócej i miewają dziwniejsze sny. To nie jest ezoterycznie, to jest zbadane. Więc może te zewnętrzne warunki naprawdę coś robią, nie tylko nam w głowie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Elfin Masz rację, że to jest zbadane, ale akurat związek pełni z zachowaniem ludzi jest dość słabo potwierdzony w badaniach, jak zaczniesz kopać w metaanalizy. Z bezsennością jest jeden szwajcarski artykuł z 2013, który to sugeruje, ale repliki dały mieszane wyniki. Nie mówię, że nie ma żadnego efektu, ale nie można się powołać na naukę i mówić "to jest potwierdzone", bo nie do końca jest.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

To ciekawe zestawienie, bo z jednej strony mamy tradycje, które sezonowość mają wpisaną absolutnie fundamentalnie, z drugiej nauka nie jest w stanie tego jednoznacznie potwierdzić ani obalić, a z trzeciej mamy własne doświadczenia, które są tym, co faktycznie działa w rytuałach, bo nie robimy ich pod lupą laboratorium. Może to jest właśnie ten moment, żeby zapytać: kto z was prowadzi jakiekolwiek notatki na ten temat? Nie teorie, tylko konkretne zapisy co, kiedy i jaki był efekt?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Habbia Wracam do tego co napisałaś, bo to mnie gryzie od jakiegoś czasu. Mieszkam tu gdzie mieszkam i staram się obserwować, co się naprawdę dzieje za oknem, a nie co powinno być według kalendarza. Ale jest jeden problem: skąd wiem, kiedy u mnie jest odpowiednik Imbolc, skoro nikt tego nie zdefiniował dla środkowej Europy? To nie jest pytanie retoryczne, naprawdę szukam jakiegoś punktu odniesienia.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Paradoxa To jest właśnie ten moment, kiedy fenologia staje się bardziej przydatna niż jakikolwiek kalendarz. Fenologia to obserwacja biologicznych wskaźników zmiany sezonu, pierwsze kwitnienie leszczyny, pierwsze żaby, pierwsze jaskółki. W Polsce prowadzi się takie obserwacje od dziesiątek lat i można sprawdzić, co statystycznie dzieje się kiedy. Ale oczywiście to wymaga własnych obserwacji przez kilka lat, nie da się tego przeskoczyć.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Bylica A ty tak robisz? Prowadzisz własny dziennik fenologiczny i to przekładasz na pracę rytualną?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Faddi Tak, prowadzę coś w tym rodzaju od kilku lat. Nie jest to skrupulatny naukowy rejestr, ale zapisuję, co widzę, kiedy, i jak to się ma do tego, co robię. Naprawdę inaczej wygląda rok, kiedy masz te punkty odniesienia w terenie, a nie w jakiejś książce.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Bylica Ale tu jest ciekawy problem. Fenologia jest lokalna i zmienna klimatycznie. Leszczyna zakwita coraz wcześniej przez ostatnie dekady, co widać nawet w danych IMGW. Jeśli budujesz swój rytualny kalendarz na naturalnych wskaźnikach, to twój kalendarz przesuwa się z roku na rok. Czy to dla ciebie problem czy zaleta?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Krysztal Nie wiem czy to problem. Może tak powinno być, że kalendarz żyje razem z przyrodą, a nie jest przypisany na sztywno do konkretnej daty. Chociaż rozumiem, że dla kogoś, kto potrzebuje struktury, to może być dezorientujące.


Odpowiedz
Wpisy: 268
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

To co mówicie o skupieniu zimą, to ja rozumiem. Sama czuję, że jesienią i zimą jakby łatwiej mi się zatrzymać i coś przemyśleć. Czy to znaczy, że powinnam robić ważniejsze rytuały właśnie wtedy? Czy to nie jest trochę wygodnickie podejście, robić tylko kiedy jest łatwiej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Micela Dlaczego to miałoby być wygodnickie? Korzystasz z warunków, które masz. Nikt nie mówi, że musisz praktykować na przekór sobie, żeby to "się liczyło".


Odpowiedz
Wpisy: 1384
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Ale jest inny aspekt tej kwestii. Część tradycji celowo umieszcza trudne praktyki w trudnych porach roku właśnie po to, żeby był opór. Posty w pełni lata, czuwania w zimie, kiedy wszystko mówi ci żebyś spał. To nie jest masochizm, to jest świadomy kontrast między tym co łatwe a tym co wymaga wysiłku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Barni To prawda, ale te tradycje mają swój wewnętrzny system, który na to pozwala. Nie możesz wyrwać jednego elementu, dodać do swojej praktyki i oczekiwać, że zadziała tak samo. Czuwanie w zimie w kontekście, powiedzmy, zakonnym, to jest coś zupełnie innego niż to samo zrobione samodzielnie bez szerszego kontekstu.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Habbia To jest dobry punkt. Mam wrażenie, że dużo osób, i mówię tu też o sobie parę lat temu, bierze elementy z różnych systemów i montuje to w coś własnego, ale bez rozumienia, dlaczego te elementy są akurat gdzie są w oryginale. Potem wyniki są nieprzewidywalne i nie wiadomo, co poprawić.


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

A czy da się w ogóle pracować z jednym spójnym systemem, skoro tych systemów są dziesiątki i każdy mówi coś trochę innego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Sara20 Myślę, że można pracować z jednym jako głównym i sięgać po inne do porównania lub uzupełnienia, ale wtedy świadomie, wiedząc skąd co bierzesz. Problem zaczyna się, kiedy ktoś bierze księżyc z wicca, runy ze skandynawskiej tradycji i aniołów z New Age i traktuje to jak jeden spójny system, bo przeczytał kilka blogów.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Krysztal No ale przecież synkretyzm istnieje od zawsze i nie jest z definicji zły. Pytanie o intencję i świadomość, tak jak Faddi powiedział.


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Trochę mi się kręci w głowie od tej dyskusji. Żebyście mi powiedzieli, bo czytam to wszystko i nie wiem, od czego w ogóle zacząć. Czy macie jakiś pomysł, jak sprawdzić, czy sezonowość "działa" u mnie konkretnie, bez robienia eksperymentów przez kilka lat?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Riksza Zacznij od obserwowania bez robienia czegokolwiek rytualnie. Przez kilka tygodni zapisuj jak się czujesz, co przychodzi łatwo, co z trudem, i czy widzisz związek z tym co się dzieje na zewnątrz. To brzmi banalnie, ale większość osób nigdy tego nie robi systematycznie.


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 350

@Paradoxa To co piszesz o obserwowaniu bez robienia czegokolwiek to brzmi jak coś, co faktycznie mogłabym zrobić. Ale mam pytanie, bo nie do końca rozumiem, jak to ma wyglądać w praktyce. Czy chodzi o to, żeby zapisywać dosłownie wszystko, czy skupić się na konkretnych rzeczach? Bo jak zaczynam myśleć o "obserwowaniu siebie", to od razu robi mi się chaos.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Riksza Nie wszystko, to za dużo i szybko się zniechęcasz. Ja bym powiedziała, żeby wybrać dwie albo trzy rzeczy, które są dla ciebie w ogóle mierzalne. Na przykład, jak szybko zasypiasz, czy masz ochotę na kontakt z ludźmi, czy raczej chcesz być sama, czy cokolwiek cię irytuje bardziej niż zwykle. I zapisywać to krótko, nawet jedno zdanie dziennie. Potem po miesiącu patrzysz, czy widzisz jakiś wzorzec. Nie musisz od razu wiązać tego z sezonowością, po prostu zbierasz dane.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Paradoxa Ale jest problem z tym podejściem, i nie mówię tego złośliwie. Jak zaczynasz obserwować siebie, to już zmieniasz to, co obserwujesz. Klasyczny efekt obserwatora, tylko w wersji psychologicznej. Zaczynasz zwracać uwagę na swój sen, bo tak, i nagle zasypiasz inaczej, bo o tym myślisz. Jak Riksza ma to odróżnić od tego, co naprawdę jest efektem sezonu?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Wiciol No tak, ale to samo możesz powiedzieć o każdej praktyce rytualnej. Jak zapalasz świecę z intencją, to też zmieniasz swój stan przez sam fakt skupienia uwagi. Czy to dyskredytuje cały rytuał? Nie sądzę. Obserwacja siebie jest lepsza niż nieobserwowanie, nawet jeśli nie jest idealnie czysta metodologicznie.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Wiciol Masz rację, że to jest realny problem, ale myślę, że można go częściowo obejść. Zamiast pytać "jak się dziś czuję przez pryzmat sezonu", po prostu zapisujesz konkretne fakty, wstałem o siódmej, bolała mnie głowa, nie chciało mi się wychodzić. Bez interpretacji. Interpretację robisz dopiero po czasie, kiedy patrzysz wstecz. Wtedy mniej projektujesz.


Odpowiedz
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobra zasada przy prowadzeniu dziennika w ogóle. Oddzielać opis od interpretacji. W pracy z kartami uczę się tego od lat i dalej mi się to miesza. Piszesz "wylosowałem Wieżę" i już masz pokusę, żeby od razu dodać "więc coś się rozpadnie". A tymczasem faktem jest tylko karta.


Odpowiedz
13 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Indaphoros A jak ty to rozdzielasz w praktyce? Bo to brzmi prosto, ale kiedy siedzisz przy kartach i masz silne przeczucie, to ta granica się zaciera chyba natychmiast.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Faddi Zaciera się, zgadza się. Ja stosuję zasadę, że w notatce najpierw piszę literalnie co widzę, jakie kolory, jaka postać, co robi, bez nazywania karty nawet. Potem drugą warstwę, co ta karta znaczy według systemu, którym pracuję. I dopiero trzecią, co czuję w związku z tym co wylosowałem. Te trzy warstwy razem dają jakiś obraz, ale przynajmniej wiem, która część to fakt a która to moje dodawanie.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Indaphoros Trochę odbiegliśmy od tematu, ale to co mówisz o warstwach obserwacji to ma bezpośrednie przełożenie na sezonowość. Kiedy zapisuję fenologicznie co się dzieje na zewnątrz, to też staram się nie mieszać od razu opisu z interpretacją. "Zakwitła tarnina" to fakt. "Czas na oczyszczenie" to już moja nadbudówka nad tym faktem. I warto wiedzieć, gdzie jest granica między jednym a drugim.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Bylica Ten twój punkt jest ważny. Bo gdzieś w tym wątku pojawiło się pytanie, czy sezonowość "działa" naprawdę, czy to kwestia nastawienia. I myślę, że ta granica między opisem a interpretacją jest dokładnie tym miejscem, gdzie ta odpowiedź siedzi. Kiedy mówię, że "wiosna to czas nowych początków", to czy opisuję przyrodę, czy projektuję na nią swoje potrzeby?


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Habbia Ale to jest też pytanie o to, czy te dwie rzeczy w ogóle da się rozdzielić. Tradycje agrarne nie odróżniały swojego rytmu życia od rytmu przyrody, bo żyły w nim dosłownie. Wiosna to czas nowych początków, bo dosłownie zaczynało się siać. To nie była metafora. My teraz robimy z tego metaforę, bo nie żyjemy z ziemi.


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Barni Coś podobnego widzę w runach, jeśli mogę to porównać. Runy wywodzą się ze świata, gdzie poszczególne znaki miały znaczenie dosłownie zakorzenione w tym, co ludzie widzieli wokół siebie. Isa to lód, nie "zatrzymanie jako pojęcie". Z czasem stało się z tego sposób symboliczne, i jest to użyteczne, ale coś po drodze znika. Pytanie tylko, czy to coś, czego naprawdę nam brakuje do praktyki.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Barni Wrócę na chwilę do tego, o czym mówiliście z Habbią, bo to mnie zastanawia. Jeśli sezonowość była pierwotnie dosłowna i praktyczna, a teraz jest symboliczna i psychologiczna, to czy zmieniają się też efekty? Tzn. czy rytuał wykonany przy siewie, kiedy dosłownie coś sadzisz, działa inaczej niż ten sam rytuał wykonany tylko "bo teraz wiosna"?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Cohen Miałem kiedyś rok, kiedy przez przypadek część praktyk zbiegła mi się z pracami w ogrodzie, bo wynająłem działkę. I faktycznie, coś było inne. Trudno powiedzieć, czy to był efekt fizycznego zmęczenia, kontaktu z ziemią, czy to że intencja miała dosłowne, materialne wyjście w postaci tego, co sadziłem. Nie mam kontroli, żeby to sprawdzić inaczej.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Indaphoros To co opisujesz to jest właściwie stara zasada z ceremonialnej magii, że rytuał powinien mieć komponent materialny, żeby zakotwiczył się w rzeczywistości. Nie tylko wizualizacja, ale coś, co robisz rękami. Sadzenie jest idealnym przykładem, bo masz proces, który trwa, i który możesz obserwować. Twoja intencja idzie razem z rośliną, a nie kończy się gdy zdmuchujesz świecę.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Barni A co z rytuałami, które z definicji nie mają tego materialnego wymiaru, albo mają go minimalnie? Medytacje, wizualizacje, praca mentalna. Czy je też można jakoś sezonowo zakotwiczać, czy sezonowość przydaje się głównie przy praktykach fizycznych?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Krysztal Medytacje i wizualizacje da się sezonowo zakotwiczać, tylko trzeba to robić inaczej niż przy pracy fizycznej. Nie przez czynność, ale przez materiał. Zimą pracuję z obrazami, które mają w sobie statyczność, ciemność, zamknięcie. Latem te same tematy prowadzę przez obrazy ruchu, otwartości, światła. Sama technika identyczna, ale wejście w temat inne. I faktycznie coś się różni w odczuciu, choć nie powiem ci, czy to fizjologia, skojarzenia kulturowe, czy coś trzeciego.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Indaphoros A zdarzyło ci się, że taki sezonowy materiał wizualizacji zupełnie nie pasował do tego, co akurat przeżywałeś? Bo mnie się wydaje, że czasem człowiek jest w środku lata emocjonalnie, a za oknem śnieg, i to musi tworzyć jakieś napięcie.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Faddi Zdarza się i to jest ciekawy problem. Moje rozwiązanie było takie, że pracuję z napięciem, a nie przeciwko niemu. Jak jest ta rozbieżność między tym, co na zewnątrz, a tym, co w środku, to ona sama w sobie jest informacją. Nie ignoruję jej, tylko zadaję pytanie, skąd ta różnica i co ona mówi. Ale nie każdemu to podejście odpowiada, rozumiem.


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

A czy da się to odzyskać, to dosłowne zakorzenienie? Czy jest sens próbować, skoro żyjemy w zupełnie innych warunkach?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Sara20 Pewnie nie w stu procentach, bo nie wrócimy do życia zależnego od zbiorów. Ale można robić małe rzeczy, które przywracają tę dosłowność. Ogród, nawet balkonowy. Zbieranie ziół. Chodzenie po lesie regularnie i zauważanie, kiedy co się zmienia. Nie żeby odtwarzać dawne życie, ale żeby mieć własne punkty odniesienia w przyrodzie, a nie tylko w kalendarzu na ścianie.


Odpowiedz
Wpisy: 268
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam balkon i nawet próbowałam sadzić zioła, ale nie wiedziałam, że to może być coś więcej niż po prostu hobby. Teraz zastanawiam się, czy można to świadomie włączyć do czegoś rytualnego, czy to nie jest za bardzo naciągane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Micela Za bardzo naciągane to chyba nie jest odpowiednie określenie. Pytanie raczej, czy to ty decydujesz, że ten lawenda na balkonie ma dla ciebie jakieś znaczenie sezonowe, czy czekasz, aż ktoś ci powie, że ma mieć. Jeśli sadzisz ją wiosną i to robisz świadomie, z konkretną myślą, to już jest jakiś rodzaj zakorzenienia w cyklu. Nie trzeba tego natychmiast nazywać rytuałem.


Odpowiedz
Wpisy: 1384
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, bo jest szkoła, która mówi odwrotnie. Że rytuał ma synchronizować, a nie badać napięcia. Że jak jesteś rozjechany z sezonem, to właśnie rytuał ma cię przestawić. Nie na siłę, ale przez powtarzane działanie. To jest ta zasada, że ciało idzie pierwsze, a psychika za nim. Ile razy zaczynałem coś robić bez entuzjazmu, a po jakimś czasie stan się wyrównywał.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Barni To chyba zależy od tego, czy napięcie jest sygnałem, czy przeszkodą. Nie zawsze wiem, jak to ocenić na wejściu. Masz jakiś sposób na to?


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Krysztal Szczerze? Nie mam niezawodnego sposobu. Empirycznie wychodzi mi, że jeśli opór jest myślowy, to rytuał go przebija. Jeśli jest cielesny, tzn. czuję fizyczne zmęczenie, ból, chorobę, to lepiej się zatrzymać i nie forsować. Ale to jest moja heurystyka, nie żadna reguła.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Krysztal Wracając do twojego pytania o medytacje bez fizycznego wymiaru. Ja dodaję jeden fizyczny element nawet do najbardziej mentalnej praktyki. Może to być tylko otwarcie okna przed pracą, albo wyjście na chwilę i wzięcie garści ziemi czy śniegu. Coś, co rejestruje ciało. Sezon wchodzi przez zmysły, nie przez głowę.


Odpowiedz
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 268

@Bylica To ciekawe, bo ja mam tendencję do robienia wszystkiego od strony intelektualnej. Czytam, planuję, przygotowuję. A ten kontakt fizyczny ze środowiskiem jest u mnie prawie zerowy. Myślisz, że to dużo zmienia?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Micela Myślę, że to zmienia to, co zostaje. Można przeczytać o sierpniowym żarze i go rozumieć, ale jak wyjdziesz na zewnątrz w południe w środku lata i poczujesz to w skórze, to masz zapis innego rodzaju. I jak potem wracasz do tej pracy rytualnej, to masz do czego się odwołać.


Odpowiedz
Wpisy: 837
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze jeden wymiar tej sezonowości, o którym nie mówiliśmy, a przynajmniej nie wprost. Długość dnia i nocy. To nie jest tylko symbolika, to dosłownie wpływa na hormony, sen, poziom energii. Badania nad chronobiologią pokazują, że ludzie mają inne profile kortyzolu zimą i latem. Więc kiedy ktoś mówi, że zimą idzie mu gorzej z koncentracją albo latem jest bardziej impulsywny, to nie jest wymówka.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Cohen Czyli wracamy do tego, co było wcześniej w wątku. Że sezonowość ma realny substrat biologiczny, a rytuały oparte na kalendarzu mogły być instynktowną odpowiedzią na to, zanim ktokolwiek wiedział o melatoninie i kortyzolu.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Wiciol Tak to widzę. I to też tłumaczy, czemu niektóre praktyki są zbieżne w kulturach, które nie miały ze sobą kontaktu. Nie dlatego, że istnieje jakiś wspólny kod metafizyczny, choć tego nie wykluczam, ale dlatego, że biologicznie reagują na te same bodźce i te reakcje formowały podobne rytuały.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Cohen Ale to trochę redukuje sprawę, nie? Jeśli wszystko można sprowadzić do biologii, to po co w ogóle te rytuały? Wystarczyłoby wziąć suplement witaminy D w październiku i tyle.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Habbia Nie redukuje, bo biologia to warunek konieczny, ale nie wystarczający. Rytuał coś robi z tym biologicznym stanem, nadaje mu formę, kierunek, kontekst. Witamina D wpłynie na nastrój, ale nie powie ci, co z tym nastrojem zrobić ani jak go powiązać z czymś większym.


Odpowiedz
Wpisy: 1409
Rozpoczynający temat
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Ta rozmowa idzie w dobrą stronę. Mnie od początku w tym temacie interesuje właśnie to, czy sezonowość to odkrywamy, czy ją nakładamy. Bo Cohen mówi o biologii jako podłożu, Barni o synchronizacji przez rytuał, Bylica o danych zmysłowych. I to wszystko są różne modele tego samego pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

I chyba nie da się na to pytanie odpowiedzieć raz na zawsze. Bo każdy z tych modeli coś wyjaśnia, a czego innego nie. Przy runach mam podobny dylemat. Hagalaz to grad. Grad realnie niszczy zbiory. Ale jak wylosuję Hagalaz w maju, to czy to znaczy, że coś zniszczy moje plany, bo rytuał się synchronizuje z przyrodą, czy to znaczy, że mój umysł selekcjonuje fakty potwierdzające tę interpretację?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Kadula I jak ty z tym żyjesz praktycznie? Znaczy, czy ta niepewność przeszkadza ci w pracy, czy jakoś się z tym ułożyłaś?


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Faddi Ułożyłam się tak, że przestałam wymagać od runów pewności co do mechanizmu. Mnie interesuje, czy praca z nimi pomaga mi myśleć i działać lepiej. Jak tak, to mechanizm jest wtórny. To nie jest unik, to jest zmiana pytania. Nie "dlaczego to działa" tylko "czy to działa i w jakich warunkach".


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Kadula To jest uczciwe podejście i w sumie bliskie temu, co empirycy mówią o farmakologii. Przez lata stosowano aspirynę, zanim ktokolwiek wiedział, jak ona działa na poziomie molekularnym. Skuteczność nie zależy od zrozumienia mechanizmu.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Wiciol Ale z tą analogią jest jeden problem. Aspirynę można testować w warunkach kontrolowanych i replikować wyniki niezależnie od tego, kto to bada. Rytuały mają ten problem, że zależą silnie od osoby, kontekstu, przekonań. To nie jest zarzut, to jest po prostu inne pole. Nie da się ich testować tak samo i chyba nie ma sensu tego próbować.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Wiciol No właśnie, i to jest ten problem z analogią do aspiryny. Ale mam wrażenie, że trochę przeskoczyłeś nad czymś ważnym. Rytuał nie jest tylko skuteczny albo nie. On jest skuteczny dla kogoś, w jakimś kontekście, przy jakimś zestawie przekonań. To jest fundamentalnie inne niż lek. Aspiryna działa tak samo na człowieka, który w nią wierzy, i na takiego, który uważa ją za cukierek. Rytuał niekoniecznie.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Krysztal Zgadzam się z zastrzeżeniem, ale nie w pełni. Bo jest też literatura o tym, że pewne techniki medytacyjne, posty, rytmiczne powtórzenia działają na układ nerwowy niezależnie od tego, czy osoba je jako rytuały rozumie. Ktoś robi to samo co szaman, ale myśli, że to ćwiczenie oddechowe, i też ma efekty fizjologiczne. To gdzie tu jest granica?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Wiciol To jest właśnie to, co mnie męczy od jakiegoś czasu w tym temacie. Bo jeśli mechanizm jest fizjologiczny, to intencja i kalendarz są dodatkiem estetycznym. A jeśli intencja i kontekst sezonowy realnie zmieniają efekt, to mamy coś więcej niż fizjologię. I nie wiem, jak to rozstrzygnąć. Może w ogóle nie da się?


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ale to nie jest tak, że jedno wyklucza drugie, nie? Może fizjologia to substrat, intencja to kierunek, a kalendarz to struktura. Razem tworzą coś, czego żaden z tych elementów osobno nie tworzy. Jak nuty, instrument i czas wykonania. Osobno to nic, razem to utwór.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Habbia Dobra metafora, ale trochę za ładna. Bo z muzyką mamy konsensus co do tego, czym jest utwór. A z rytuałem każdy ma własną definicję efektu. Jeden powie, że zadziałało, bo poczuł spokój. Drugi, że zadziałało, bo dostał pracę w tydzień po obrzędzie. Trzeci, że nie zadziałało, bo nie dostał żadnego sygnału. To nie jest porównywalne.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

A mnie zastanawia inna rzecz. Mówimy dużo o tym, czy sezonowość zmienia efekt rytuału, ale nie mówimy o tym, czy zmienia samą intencję. Tzn. czy w grudniu chcę innych rzeczy niż w czerwcu? Bo jak tak, to może kalendarz nie działa na rytuał, tylko na mnie. I to byłoby dość fundamentalne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Kadula To co mówisz jest dokładnie tym, o co mi chodziło na początku. Ta granica między "sezon zmienia rytuał" a "sezon zmienia mnie, więc zmienia się rytuał" jest bardzo trudna do uchwycenia. I chyba nie jest to tylko akademicki dylemat, bo jeśli to drugie, to mam inną sprawczość w tym procesie.


Odpowiedz
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 268

@Kadula Nigdy tak o tym nie myślałam. To znaczy, że zamiast dopasowywać rytuał do pory roku, powinnam najpierw sprawdzić, czego naprawdę chcę w tej porze roku? Bo to brzmi jakby sezonowość była bardziej filtrem dla intencji niż warunkiem zewnętrznym.


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Micela Coś w tym jest. Ja mam to przy runach, że te same runy wylosuję inaczej odczytuję zimą, bo pytania, które noszę, są inne. Nie zmieniałam metody, zmieniłam się ja. I dopiero jak to zobaczyłam, przestałam szukać "zimowych" lub "letnich" układów. Zaczęłam patrzeć na to, co ja wnoszę do sesji.


Odpowiedz
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Ale jest ryzyko w tym podejściu. Jeśli za bardzo skupiasz się na "co ja wnoszę", możesz stracić coś, co tradycja robi automatycznie, czyli wychodzenie poza własne ego. Rytuał zbiorowy, kalendaryczny, osadzony w zewnętrznym cyklu, wyrywa cię z Twoich aktualnych stanów. I to jest jego funkcja, której czysto subiektywne podejście nie zastąpi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Indaphoros To zależy od tego, co rozumiesz przez "wyrywa z własnego ego". Bo można by powiedzieć, że dobre pytanie do siebie też to robi. Nie każda introspekcja jest narcyzmem. I nie każdy rytuał zbiorowy faktycznie wychodzi poza ego, czasem to jest zbiorowe potwierdzenie cudzych przekonań.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Krysztal Zgoda co do zbiorowego rytuału, który może być pustą formą. Ale moje obserwacje są takie, że zewnętrzna struktura, a kalendarz jest taką strukturą, robi coś specyficznego. Zmusza do działania w momencie, który nie jest "wygodny emocjonalnie". Przesilenie przypada kiedy przypada, nie kiedy mam dobry dzień. I to niekomfortowe dopasowanie może być właśnie tym, co pracuje.


Odpowiedz
Wpisy: 308
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chciałem zapytać o jedno. Mówicie o rytuałach zbiorowych i indywidualnych jakby to były dwie kategorie. A co z rytuałem, który jest indywidualny, ale oparty na zbiorowym kalendarzu? Tzn. robię coś sam, w przesileniu, ale według tradycji, nie według własnego rytmu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Elfin To jest dobra kategoria i myślę, że większość tego, co ludzie tu opisują, właśnie w tym miejscu leży. Coś pomiędzy wspólnotą a indywidualnością. I to jest ciekawe, bo taki rytuał czerpie z obu źródeł, ze zbiorowej struktury czasu i z osobistego wykonania. Pytanie, czy oba są potrzebne, czy wystarczy jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 1109
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa krąży wokół pytania, którego nikt nie zadał wprost: czy sezon jest warunkiem koniecznym? Nie wystarczającym, nie pomocniczym, ale koniecznym do czegoś konkretnego. Bo jeśli tak, to mamy twardą tezę. Jeśli nie, to rozmawiamy o stopniowaniu, o tym, że z sezonem lepiej, bez niego gorzej lub inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Bylica I ja bym powiedział, że na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich tradycji. W cyklu wiccańskim Koła Roku pewne rytuały mają sens tylko w konkretnych momentach, bo są literalnie powiązane z astronomią i agrarnym cyklem. W praktykach bardziej mentalnych, jak medytacja czy praca z kartami, sezon może być kontekstem, ale nie warunkiem. To są różne rodzaje rytuałów.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

To może to jest clou całej rozmowy. Że pytanie "czy sezonowość ma znaczenie" jest za ogólne, bo zależy od tego, jaki rytuał i jaka tradycja. I może zamiast szukać ogólnej odpowiedzi, lepiej zapytać każdą tradycję osobno?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Habbia Ale to znowu prowadzi do fragmentacji. Jak każda tradycja ma swoją odpowiedź, to nie możemy powiedzieć nic ogólnego o związku rytuałów z kalendarzem. A coś tu jednak jest wspólnego, skoro niezależne kultury na całym świecie budowały kalendarze rytualne wokół tych samych momentów astronomicznych. To nie może być przypadek.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Barni I to jest chyba ten punkt, w którym argumenty z biologii i z tradycji zaczynają ze sobą rozmawiać, a nie konkurować. Że biologiczne przełączniki istnieją, są wspólne dla gatunku, i że rytualne kalendarze je uchwyciły, być może intuicyjnie, być może przez obserwację. To nie znaczy, że biologia to wszystko, ale znaczy, że sezonowość nie jest arbitralna.


Odpowiedz
Wpisy: 1429
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, ale tu mam konkretne pytanie. Jeśli sezonowość ma ten biologiczny substrat, to czemu nie wszyscy ludzie czują te przełączniki tak samo? Znam osoby, które w grudniu mają szczyt energii, w lipcu są bez ducha. To nie jest odwrócenie biegunów przez przypadek. Chronotypy są różne, wrażliwość na światło jest różna. Jak to pasuje do rytuałów opartych na jednym kalendarzu dla wszystkich?


Odpowiedz
Wpisy: 1429
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Bo może te przełączniki nie są identyczne u wszystkich, tylko mają różną amplitudę. Ktoś, kto czuje grudzień jako szczyt energii, może mieć inaczej skalibrowany rytm dobowy albo inną reakcję na skrócenie dnia. Badania nad chronotypami pokazują, że nawet podstawowy podział na sowy i skowronki ma podłoże genetyczne, konkretnie warianty genów PER3 i CLOCK. I jeśli to tyczy się doby, czemu nie miałoby tyczyć się roku? Sezonowość może być modulowana indywidualnie, tak samo jak sen.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Krysztal Ale to by oznaczało, że dla kogoś, kto ma "odwrócony" rytm sezonowy, rytuały przesileniowe po prostu nie mają tej samej wagi. Albo że powinny być przesunięte w czasie. Czy ktoś tu w ogóle pracował z własnym rytmem zamiast z kalendarzem zewnętrznym?


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Ja próbowałam przez jakiś czas. Zamiast trzymać się dat, obserwowałam kiedy naturalnie chce mi się zaczynać nowe rzeczy, zamykać stare, zatrzymywać się. Wyszło mi coś innego niż standardowy kalendarz. Mój "koniec cyklu" wypadał zwykle gdzieś w lutym, a nie w grudniu. Działało inaczej niż przy trzymaniu się zewnętrznych dat, trudno powiedzieć lepiej czy gorzej, ale bardziej moje.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1384

@Kadula To ciekawe, bo luty ma przecież Imbolc, który w tradycji celtyckiej jest początkiem, nie końcem. Może nieświadomie trafiłaś na coś, co już gdzieś istnieje jako kategoria? Albo to był przypadek i zupełnie twój własny rytm?


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 773

@Barni Szczerze? Dowiedziałam się o Imbolc już po tym jak to zauważyłam u siebie. Więc nie wiem, czy to tradycja, czy zbieżność, czy może coś pośredniego. Ale właśnie to każe mi myśleć, że niektóre daty w tych kalendarzach mogły powstawać przez obserwację, że wiele osób naturalnie czuje ten sam punkt jako przegięcie.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Kadula To co mówisz pasuje do tego, jak powstawały chyba najstarsze kalendarze rytualne w ogóle. Nie przez arbitralną decyzję kapłanów, tylko przez wielopokoleniowe obserwacje, kiedy zboże wschodzi, kiedy zwierzęta się rodzą, kiedy rzeki wzbierają. Daty przesileniowe były datami przed nimi, nie na odwrót. Więc może sezonowość w rytuale to nie jest narzucona rama, tylko opisana prawidłowość.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 308

@Wiciol To brzmi logicznie, ale zakłada że ci obserwatorzy żyli w klimacie, gdzie zmiany sezonowe były wyraźne. Co z tradycjami, które powstawały w tropikach? Tam pory roku są inne, deszczowa i sucha, a nie cztery. Czy tamtejsze kalendarze rytualne działają na zupełnie innej osi?


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 837

@Elfin Tak, i to jest dobra uwaga. Aztecki tonalpohualli na przykład to kalendarz 260-dniowy, który w ogóle nie jest zsynchronizowany z rokiem słonecznym. Nie chodzi w nim o pory roku, tylko o kombinacje dni i sił, które nie mają prostego odpowiednika sezonowego. A był używany do wróżbiarstwa, rytuałów, nadawania imion. I to działało, znaczy ludzie traktowali go jako realną strukturę. Więc sezonowość to nie jedyna możliwa oś czasu dla rytuału.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Cohen Dotknąłeś czegoś, co mnie od początku gdzieś z tyłu głowy siedziało. Żę może sezonowość w sensie astronomicznym to tylko jeden z możliwych porządków rytualnych, nie jedyny. Aztecki przykład jest ekstremalny, ale nawet w europejskiej tradycji mamy kalendarze liturgiczne, które nakładają się na astronomiczne i nie do końca się z nimi pokrywają. I ludzie przez wieki działali w obydwu jednocześnie, nie czując sprzeczności.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1109

@Barni Wracam do tego co powiedziałeś wcześniej o fragmentacji. Bo mam wrażenie, że ta rozmowa oscyluje między dwoma biegunami, albo szukamy czegoś wspólnego dla wszystkich tradycji, albo mówimy że każda tradycja to odrębny przypadek. Ale może jest trzecia opcja? Że istnieje ogólna zasada, coś w rodzaju "rytualny czas jest inny niż codzienny czas", i to jest to co jest wspólne, a sezonowość to tylko jeden ze sposobów wejścia w ten rytualny czas.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1303

@Bylica To jest ciekawa propozycja, ale co w takim razie odróżnia "rytualny czas" od zwykłego skupienia? Bo można powiedzieć, że jak jestem bardzo skupiony na czymś, to też wchodzę w inny czas. Albo podczas intensywnej pracy twórczej. Czy to już jest rytuał?


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

A czy to nie jest po prostu efekt warstw? Że kalendarze rytualne są wielowarstwowe, jeden pochodzi z astronomii, drugi z agrarnego cyklu, trzeci z teologii, i wszystkie działają równolegle? Jak słuchasz muzyki, nie myślisz oddzielnie o melodii i harmonii, ale są tam razem.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 268

@Habbia Ale jak są wielowarstwowe, to jak wiadomo, która warstwa działa w danym momencie? Tzn. jeśli robię coś w przesileniu, to czy to działa przez astronomię, przez to że ziemia jest akurat w określonym punkcie, czy przez to że "przesilenie" ma znaczenie kulturowe, czy przez coś jeszcze innego?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Micela To pytanie zakłada, że trzeba wiedzieć. Ale może nie trzeba. Lekarz nie musi rozumieć biochemii każdego leku, żeby przepisać właściwy. Pytanie o mechanizm jest ciekawe filozoficznie, ale w praktyce rytualnej liczy się czy struktura jest zachowana i czy intencja jest czysta. Reszta może pozostawać otwarta.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Indaphoros Nie zgadzam się z tym porównaniem do lekarza. Lekarz ma badania kliniczne, które mówią czy lek działa. Tu nie mamy tego samego rodzaju weryfikacji. Więc jeśli nie rozumiemy mechanizmu, to na jakiej podstawie twierdzimy, że coś działa?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: