Ojoj, ale to jądro, o którym mówisz to jest co dokładnie? Bo mam wrażenie że wszyscy troche operujemyy tym słowem jakby było oczywiste. Czy to jest jasno sformułowana intencja? Jakiś obraz? Coś emocjonalnego? Pytam bo u mnie w praktyce to bywa różne i nie zawsze wiem, jak to odróżnić od myślenia życzeniowego.
W pracy z runami jest coś, co można by nazwać galdr, czyli uruchomienie runy przez dźwięk i oddech. I tam napięcie emocjonalne bywa elementem, który wzmacnia, pod warunkiem że nie rozprasza kierunku. Widziałam opisy, gdzie stan bliski rozpaczy był właśnie tym, co uruchamiało prawdziwy kontakt z runą, bo zdejmował bariery codziennego kontrolowania. Ale to nie był przypadkowy płacz, to było ukierunkowane.
Właśnie, i to jest odpowiedź na pytanie Anastazji o ooby robiące coś pierwszy raz w kryzysie :/ Jeśli nie masz zautomatyzowanej formy, a robisz coś pierwszy raz w silnym stresie, to jesteś w podwójnie trdnej sytuacji. Musisz jednocześnie konstruować formę i utrzymać kierunek. To jest jak nauka jazdy na motorze podczas kolizji.
To jest chyba jedno z centralnych napiec w tym wątku. Z jednej strony wszystko wskazuje na to, że baza i powtórzenie pomagają. Z drugiej strony życie nie czeka na bazę. I może właśnie dlatego to pytanie Wandki_61 jest takie trudne do rozstrzygnięcia, bo dotyka realnej sprzecznosci a nie tylko kwestii techniki.
Ja mam notatki z kilku takich sytuacji, gdzie działałam bez bazy albo z minimalną bazą w bardzo złym stanie. I jak teraz patręz wstecz, to widzę pewien wzorzec. Rytualy, gdzie mimo chaosu miałam jakiś jeden konkretny obraz, jedno zdanie do siebie, jeden wyraźny gest, zostawiały po sobie coś. Te, gdzie tylko reagowałam na emocje bez żadnego punktu, po prostu się rozwiały. Ale to moje obserwacje nie wiem, na ile są generalizowalne.
ta trwałość to hyba jest trop. bo ja mam takie sytuacje gdzie cos zadziałało w sensie ze poczułem ulge i cos sie zamknelo, ale po miesiacu bylo znowu to samo. i nie wiem czy to znaczy ze rytuał byl za słaby bo byłem roztrzesiony, czy ze problem był głebszy i zadna weersja tego rytuału by nie starczyła.
oj tam, czekaj, bo to co Damellaa i Latawica54 piszą trochę zmienia mi perspektywę na mój własny rytuał. Bo ja myślałam, że dzialalam z kierunkiem, ale teraz jak to czytam, zastanawiam się czy ten kierunek nie był jednak na zewnątrz. Chciałam żeby coś się zmieniło, nie żeby ja coś poczuła inaczej. Może to dlatego efekt był taki... połowiczny?
Ale czy to rozróżnienie jest zawsze tak ostre? Czasem zmiana zewnętrzna jest naprawdę potrzebna nie wszystko da się przepracować od srodka kiedy okolicznosci są obiektywnie złe. Nie mowie że cel zewnetrzny automatycnzie obniża jakość rytualu bo to by było zbyt proste
Tu wychodzi coś, co myślę jest niedopowiedziane przez cały watek. Mamy dwa rónże pytania. jedno: czy rytuał zrobiony w desperacji działa. drugie: czy desperacja wskazuje na to, że jestesmy w trybie który prowadzi do rytuałów skierowanych na zewnątrz. I to drógie może być odpowiedzią na pierwsze bez odwoływania się do stanu skupienia w ogóle.
W praktyce runowej to rozróżnienie wychodzi bardzo konkretnie przy doborze run. Jak ktoś jest w panice i ciągnie runy na "co robić", to często wybiera te które wiążą się ze zmianą zewnętrzną. Hagalaz, Thurisaz. Ale jak pyta co potrzebuje w sobie, pojawia się coś zupełnie innego. I to nie jest kwestia tego czy jest spokojny, tylko co jest jego faktycznym pytaniem w danym momencie.
Wracam do wątku ciała, bo mi sie zdaje że tutaj jest cos co wypadło z rozmowy. niezależnie od tego czy pytanie jest skierowane do srodka czy na zewnątrz ciało jest tym filtrem przez który intencja przechodzi. i w silnym stresie ciało jest doslownie inaczej ułożone, inaczej oddycha inaczej przepuszcza. To nie jest metafora, to fizjologia. kortyzol blokuje część ukladu nerwowego, która odpowiada za zdolność do integracji doswiadczen. Więc rytuał zrobiony w takim stanie nie jest przekazany przez ten sam system co rytuał w spokoju.
No właśnie, to jest pytanie które mnie interesuje bardziej niż to czy moj rytuał był \"dobry czy zły\". czy jest jakis prog, coś krótkie co można zrobic zeby choćby trochę przestawić ciało zanim się zacznie. Nie mówię o godzinnej medytacji, bo w kryzysie to niemozliwe. Ale cokolwiek.
przypadkowo wyszło, po prostu myłem ręce przed jednym z rytuałów i woda była zimna i coś się zmieniło w calym nastawieniu. potem zacząłem to robić specjalnie. ale nie wiedzaiłem dlaczego działa, myślałem że to jakiś placebo.
Mam takie doświadczenie że ten próg istnieje, ale jest różny w zależności od rodzaju pracy. Proste rzeczy - zapalenie świecy, krótka afirmacja, prośba - działają nawet w sporym chaosie. Bardziej zlozone rytuały gdzie trzeba utrzymać kilka warstw intencji jednocześnie, te naprawdę potrzebują jakiegoś minimum spokoju. Wiec może odpowiedz na pytanie Wandki z tytułu wątku jest: zaależy co robisz.
A czy ktoś próbował celowo upraszczać rytuał w kryzysie? Tzn. wziąć coś co normalnie robiłoby się w dziesięciu krokach i zredukować do trzech, właśnie dlatego że wie się że nie ma teraz zasobów na więcej? Zastanawia mnnie czy to dziala jako substytut czy to jest po prostu inna rzecz
I to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, przynajmniej czesciowa. rytuał w pośpiechu z rozpaczy nie jest automatycznie gorszy ale jest bardziej narażony na to że nie wiesz co robiłaś i dlaczego. A brak tej wiedzy to jest rzeczywisty problem niezależnie od stanu emocjonalnego.
Przegląddam ten wątek od początku i mam wrazenie że doszłyście do sedna, ale mam pytanie ktore mie nurtuje - Wandka, czy jak robiłaś ten rytuał w desperacji, to miałaś w głowie jasne wyobrażenie czego chcesz, czy bardziej dzialalas na autopilocie 😉 no ale, bo zastanawiam się czy intecnja w kryzysie w ogole może być czysta skoro jest tak mocno zabarwiona strachem.
Ech to \"szum dookoła intencji\" to naprawdę trafne określenie. I tu mam pytanie do Kianitki albo Wizjonerki - bo obie macie doświadczenie w pracy rytuałowej - czy ten szum jest przeszkodą dla intencji czy może cos z nim można zrobić zanim się zacznie? czy da się go jakoś... odłożyć na bok, nawet krotko?
Ojej przeglądam tę rozmowe o czasie i mam wrażenie że mieszamy dwie różne rzeczy 🙂 Brak czasu na przygotowanie fizyczne na ustawienie przestrzeni, zapalenie świec i tak dalej - to jedno. A brak czasu na przygotwanie wewnętrzne - to drugie. I to drugie jest chyba tym co faktycznie moze zaszkodzic rytuałowi. Mozna zrobic rytual bez zadnych rekwizytow i zadziała. Ale bez żadnego wyciszenia naawet sekundowego - to już jest ryzykowniejsze.
Ale to trochę zamknięte koło, nie? Żeby sekunda wystarczała, trzeba mieć to wielokrotnie zrobione. a żeby to miec wielokrotnie zrobione, trzeba najpierw zaczynać z czymś dłuższym. wandka pyta o konkretną sytuację desperacji, a my odpowiadamy że \"jak masz doświadczenie to spoko\". Co z tymi którzy teego doświadczenia nie mają i trafiaja w kryzys?
a moze to jest właśnie ten moment kiedy powinenno sie miec coś prostego gotowego na kryzys? bo ja mam takie trzy rzeczy których sie trzymam jak jest źle i to nie są mojeglowne rytualy to są takie mini-formy ktore robiłam wcześniej wiele razy i wiem ze działają dla mnie. jak jest kryzys to po to siągam a nie po te wielkie ceremonie
Gruszanka to jest mądra rzecz. Ja takich małych gotowych form nie mialam, albo miałam ale w tamtym momencie mi nie przyszło do głowy żeby po nie siegnac. Sięgnęłam po coś większego bo myślałam że sytuacja wymaga czegoś większego. I może to był błąd, nie desperacja sama w sobie, ale wybór nieadekwatnej formy do stanu w jakim bylam.
no dobrra to co wandka napisala jest bardzo trafne i mysle ze to jest odpowiedź na tytuł wątku. nie chodzi o to czy desperacja jest dobra czy zla jako stan ale o to ze w desperacji ludzie czesto sie gapią w zetyczone formy zamiast w proste. troche jak w panice sie szuka kluczy w kieszeni w której nigdy sie ich nie trzyma
Zastanawiam się nad jedną rzecaz ktora pojawia sie miedzy wierszami tej rozmowy. Mowimy duzo o przygotowaniu, o wyciszeniu, o wiedzy co się robi. Ale czy ktoś kiedykolwiek miał sytuację gdzie rytuał w absolutnym chaosie zadzialal zaskakująco dobrze? Nie jako argument że chaos jest ok, ale żeby zobaczyć czy są jakeis warunki przy których to działła mimo wszystko.
