Mam taki problem i nie wiem jak do tego podejsc. od kilku miesiecy mam depresję zdiagnozowaną lecze sie. Ale mimo to caly cazs czuje potrzebe robienia rytualow, bo to był dla mnie taki ellement porzadkuajcy dzień. teraz siedzę i zastanawiam się czy w ogole powinnam cokolwiek robić w tym stanie. Czytalam rzone rzeczy i jedni mówią że czucia sie są kluczowe bo bez odpowiedinej energii nic nie wyjdzie drudzy twierdza że sam akt jest wazniejszy niż stan wewnętrzny. naprawdę nie wiem co o tym myslec i czy moj obecny satn wewnetrzny jakoś zaszkodzi temu co próbuję robić.
Ech ehh To jest jedno z tych pytań, na które nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Ale chcę zapytać - jak to u ciebie wygląda praktycznie? Depresja depresji nierówna. Masz jakieś dni kiedy funkcjonujesz względnie normalnie, czy to bardziej stan ciągły bez większych różnic?
Ja bym się tu zatrzymała przy tym założeniu że czucia się są konieczne do skuteczności rytuału. Skąd to w ogóle pochodzi? Bo to jeest jedna z tych tez które są powtarzane jak mantra, a mało kto zadaje sobie pytanie skąd ta zasada się wzięła i czy w ogole ma jakieś solidne podstawy poza tym że ktoś kiedyś to powiedzial.
Myślę że pytanie jest zadane trochę od końca. Nie "czy mogę mimo depresji" tylko raczej "co mi w tej chwili rzeczywiście służy". Bo rytuał to nie jest egzamin który zdajesz albo oblewasz w zależności od samopoczucia. W wielu tradycjach, szczególnie tych opartych na powtarzalności, właśnie regularność w trudnych momentach miała inne znaczenie niż ta w chwilach dobrostanu. Miała być zakotwiczeniem, nie nagrodą za dobre samopoczucie.
Znam kilka osób które maja różne zaburzenia nie tylko depresje, i właśnie rytualność była tym co jakoś utrzymywało je w kontakcie z czymś. Nie mówię że to terapia, jasne. Ale ten element przewidywalności, że jest coś co robię każdego dnia niezależnie od tego jak się czuję, to jest coś zupełnie innego niż czekanie aż się poczuję wystarczająco dobrze.
Mnie zastanawia jeszcze jedno - czy osoby z depresją nie maja przypadkiem specyficznego dostępu do pewnych warstw. Czytałam że w różnych tradycjach stany graniczne, właśnie smutek, wyczerpanie, były traktowane jako momenty kiedy granica między tym co zewnętrzne a wewnętrzne jest cieńsza. Nie mówię żeby romantyzować depresję, bo to jest choroba i wiem o tym. Ale moe ta perspektywa coś zmienia w myśleniu o tym czy \"wolno\".
Wracając do samego pytania o czucia się - w praktykach medytacyjnych jest coś takiego że nie czekasz na właściwy stan żeby zacząć praktykę, tylko praktyka jest sposobem na kontakt z tym co jest. Nie ideałem, ale tym co faktycznie w tej chwili jest. Może to samo dotyczy rytuałów. Nie przygotowujesz się do rytuału przez osiągnięcie jakiegoś stanu, tylko wchodzisz z tym co masz.
Serio, ja zawsze słyszałam że jak masz czakre solarną zablokowaną przez depresję to nie powinieneś w ogóle robić rytuałów z ogniem bo możesz wzmocnić zablokowaną energie zamiast ją uwolnić. Nie wiem czy to prawda ale tak mi mówiono.
W sumie to jest szerszy problem, że w środowiskach ezoterycznych narosło dużo zaasd które nikt nie wie skąd się wzięły 🙂 Część z nich ma sens, część jest po prostu powtarzana. Ta konkretna o ogniu i czakrze solarnej - nie znam jej źródła ale nie kojarzy mi sie z żadną tradycją którą znam. to nie znaczy że jest zła, ale bez kontekstu to trochę wróżenie z fusów.
E tam słuchajcie to co piszecie o strukturze i zakotwiczeniu jakoś do mnie trafia. Moze faktycznie moje pytanie bylo od zlej strony. Zastanawiam sie teraz czy nie zacząć od czegos bardzo malego, żeby w ogole nie stawiac sobie poprzeczki. Ale mam pytanie do tych co maaj doświadczenie - jak to wyglądało u was jeli ktos przechodzil przez podobny czas?
No dobra, kilka lat temu miałam bardzo zły okres, nie będę mówić co ale funkcjonowanie było mocno ograniczone. Probowalam wtedy kontynuować to co robiłam wcześniej i to był błąd nie dlatego że \"czucia sie były zle\", ale dlatego że stawiałam sobie oczekiwania których nie moglam spełnić i potem czułam się jeszcze gorzej. To co pomogło to zredukowanie do absolutnego minimum. Jedno działanie, jedno zdanie, jedno skupienie się przez minutę. serio, minuta. I to wystarczylo żeby zachować ciągłość bez dokładania sobie.
Obserwuję ten watek od jakiegoś czasu i jest tu cos czego mi brakowało w podobnych dyskusjach - nikt nie powiedział wprost że depresja to nie jest zły stan moralny ktory trzba naprawic zanim sie będzie \"godnym\" robienia czegokolwiek. A wiele podejść w ezoteryce nieświadomie to sugeruje. Ten cały jezyk o czystosci intencji, o właściwym stanie, o energii ktora wnosisz - on moze bardzo łatwo wpasc w pulaapke gdzie osoba chora czuje sie podwojnie wykluczona. I to jest problem systemowy, nie indywidualny 🙂 😛
Dobrze że to widzisz. I powiem szczerze - ten mechanizm dotyczy nie tylko depresji. Mnóstwo ludzi chodzi z poczuciem że nie zasługują na praktykę duchową dopoki nie będą wystarczająco spokojni, wystarczająco skupieni, wystarczajaco cokolwiek. To jest jedno z bardziej destrukcyjnych przekonań jakie krąży w tych środowiskach. Praktyka nie jest nagroda za dobre samopoczucie.
Jest taki termin w praktykach uważnościowych - \"unconditional friendliness\" - który Pema Chodron i inni nauczyciele buddyjscy opisują jako fundament praktyki. Chodzi o to żeby nie stawiać warunków temu co jest. jeśli jest smutek, jest smutek. Jesli jest wyczerpanie, jest wyczerpanie. Nie jako przeszkoda ale jako punkt wyjścia. Zastanawiam się czy to podejście nie jest bliższe temu o czym tu mówimy niz większość ezoterycznych instrukcji.
No właśnie nie jestem pewna. Trochę jedno i drugie. Chce czuć że robię coś, że nie stje w miejscu. i chcę żeby to jakos dzialalo nie wiem jak to inaczej powiedzieć. ale czytajac tę rozmowe zaczynam sie zastanawiac czy te dwa oczekiwania nie są ze soba sprzeczne.
Nie są sprzeczne, ale są hierarchiczne. Kontakt jest warunkiem wszystkiego innego. nie możesz "zrobić żeby działało" jeśli nie ma najpierw kontaktu z czymkolwiek. I tu jest paradoks - depresja utrudnia kontakt w sensie emocjonalnym, ale może go ułatwiać w sensie porzucenia kontroli. Nie wiem czy to ma sens jako myśl, ale obserwuję że osoby w bardzo trudnych stanach czasem docierają do praktyki głębiej niż te które przychodzą z pełną energią i listą życzeń.
Hm ale to nie jest trochę ryzykowne? Mowic osobie w depresji że jej bireność jest właściwie duchową zaletą? Bo ona może to wykorzystać żeby usprawiedliwiać nierobienie niczego w terapii albo w życiu. Nie wiem, coś mnie tu uwiera.
Chcę dodać coś od siebie, bo czytam i widzę że trochę brakuje tu wątku praktycznego. Czytałam kiedyś analizę rytuałów jeśli chodzi o psychologii Junga i tam było rozróżnienie między rytuałem jako "acting out" a rytuałem jako "symbolizacją". W "acting out" robimy coś żeby wyrazić stan wewnętrzny, w symbolizacji robimy coś żeby nadać temu stanowi formę i przez to trochę go zewnętrznie uchwycić. Jung uważał że właśnie ta druga funkcja jest tym czego ego potrzebuje w trudnych stanach - nie zmiany stanu, ale nadania mu formy. ojej no, dla mnie to jest argument za tym żeby w depresji rytuały upraszczać a nie porzucać, bo ta funkcja symbolizacji może być wtedy szczególnie potrzebna.
Hmm to co opisuje Pustelka ma sens. Pamiętam jak próbowałam robić rytuały \"żeby cos zmienic\" kiedy byłam w ciezkim miejscu i zawsze konczylo sie na tym że porównywałam efekty z oczekiwaniami i wychodziłam z tego gorezj niz weszłam. ale to czego nie probowalam to właśnie tego - zeby nie zmieniac, tylko żeby zaznaczyć. Trochę jakby postawic flage w ziemi i powiedzieć: tutaj jestem. czy to rzeczywiscie pomaga psychicznie, pytam serio?
No dobra ten przykład z zapisywaniem snu jest dla mnie zrozumiały. właśnie prowadze dziennik od jakiegos czasu i rzeczywiście - napisanie czegoś sprawia że to przestaje byc tylkko halasem w głowie. Moze w tym kierunku cos poszukam. Ale mam pytanie ktore mi od początku chodzi po glowie i jeszcze nikt tego tak wprost nie powiedział: czy jest jakis rytual ktory szczególnie nadaje się na ciemne okresy? Taki ktory nie wymaga dużo energii ale cos daje?
Okej to jest ważna wskazowka. Przy takim stanie - depersonalizacyjnym troche - intensywne rytuały z dużą ilością elementów sensorycznych mogą paradoksalnie pogłębiać dysocjację zamiast pomagac. Natomiast to co może działać to coś bardzo prostego, z wyraźnym fizycznym kontaktem ze światem. Dotykanie konkretnych przedmiotów temperatura zapach. Nie jako magia per se, ale jako zakotwiczenie w tu i teraz. Czy to jeszcze mieści sie w kategorii rytuału - to zależy jak go definiujemy. 😉
Wlasciwie ta rozmowa odpowiada mi bardziej niż gdyby ktos po prostu odpowiedział tak albo nie. Ale Glozka ma rcję że gdzies z tylu glowy mam to pytanie - czy moge coś zepsuć. Czy jest jakiś próg ponizej którego po prostu nie powinnam nic robic.
To pytanie o \"zepsucie\" - skąd ono pochodzi? Serio pytam, bo to jest założenie które warto rozebrać. Co konkretnie miałoby się zepsuć? Sama intencja? Efekt? Relacja z jakąś siłą? Zaleznie od odpowiedzi te pytania mają zupełnie inne konsekwencje.
Ten pomysł że zły stan emocjonalny \"przyciąga zły rodzaj uwagi\" - to jest brdzo konkretna koncepcja z bardzo konkretnym źródłem. Pochodzi glownie z kręgów ceremonialnej magii zachodniej i pewnych nurtów New Age, gdzie duży nacisk kładzie się na wibracje i intencję jako czynniki sprawcze. Problem w tym że jesst to jeden z wielu możliwych modeli, nie prawda objawiona. W tradcjach które ja znam - szamańskich głównie - choroab i cierpienie nie były przeszkodą w kontakcie z tym co transcendentne. Były wejściem.
Ta wzmianka o Psalmie 88 jest dla mnie osobiście bardzo ważna, bo pamiętam że w jednym z trudniejszych okresów natknęłam się na ten tekst przypadkowo i poczułam cos dziwnego - nie ulgę, ale uznanie. Jakby ktoś przez wieki mówił \"tak, to tez jest\", a nie \"wyjdź z tego\". I może to jest odpowiedź na pytanie Drakony - nie tyle czy mozna robić rytualy w depresji, tylko czy rytuał musi być aktem wchodzenia w coś jasnego. Może może być też aktem trwania w ciemnosci z pewnym skupieniem.
Pozwolę sobie wtrącić z innej strony - obseruwje tę rozmowe od dluzszego czasu i mam pytanie trochę praktyczne. Skoro mowicie o rytualach dostępnych nawet przy depresji, to co z energią czakr? Wiem że to inne podejście, ale w pracy z czakrami słyszałam że serce i gardło szczególnie cierpia przy depresji i że to może wpływać na zdolność do intencjonowania. ehh czy ktoś sie z tym zetknal? 🙂
Dokładnie to jest ten błąd. i to nie dotyczy tylko rytuałów, to jest szerszy prolbem z podejściem do praktyki duchowej w ogóle. Skąd wzielo się to przekonanie że trzeba być w dobrostanie żeby cokolwiek robić? Bo to nie pochodzi z żadnej konkretnej tradycji - to jest bardziej produkt wellness culture z lat 90.
