Ale jak w ogole notujesz cos takiego, bo ja probowalam i za kazdym razem wychodziło mi to jakoś chaotycznie. Co piszesz samo co czułaś czy też czas miejsce co robiłaś wcześniej? hmm, Bo widzę że kilka osob tu wspomina o notatkach ale nie mówi jak to wlasciwie wygląda. 😀
Ja stosuję podobny system od jaakiegoś czasu i powiem szczerze, że to właśnie te notatki były punktem wyjścia do mojego pytania w tym temacie. Zaczęłam zestawiać ze sobą sesje i zobaczylam że te \"pod wpływem\" nie są ani lepsze ani gorsze w prostym sensie, po prostu mają inny profil. I właśnie to mnie zastanowiło, bo nie wiedziałam jak to interpretować.
Ten "inny profil" to jest bardzo precyzyjne sformułowanie i myślę że to najuczciwsza odpowiedź na tytułowe pytanie. nie ma jednego działają-albo-nie, jest spektrum jakościowych różnic. I to chyba najtrudniej wytłumaczyć komuś kto tego nie doświadczył, bo ludzie szukają odpowiedzi zero-jedynkowej 😀
Zastanawiam się nad czyms innym. Mówimy duzo o tym jak substancje wplywaja na wykonująceog rytuał ale co z sama struktura rytuału? Czy ktoś próbował modfyikowac rytuał pod katem stanu w którym jest? Znaczy skracac go upraszczac bo wiedział że jego skupienie bedzie inne?
Do wątku Wahadelki o modyfikowaniu struktury to akurat jest coś co ma historyczny precedens. W pewnych tradycjach szamańskich prowadzący rytuał był jedyną osobą która przyjmowała substancję, właśnie dlatego żeby mógł swobodnie prowadzić i jednocześnie poruszać się między stanami. Reszta uczestników pozostawała trzeźwa i to oni utrzymywali strukturę rytuału od zewnątrz. To bylo podziałem ról, nie improwizacją.
No właśnie i to chyba jest sedno tego co było mówione wcześniej o precyzyjnych kontra eksploracyjnych. Samodzielny rytuał eksploracyjny pod wpływem to jest sytuacja gdzie nie ma nikogo kto utrzyma te zewnętrzne ramy. i to może być powód dla którego część osób ma potem ten opisywany przez Obsydiannę efekt niedokończenia.
Kinia trafia w coś co mi się teraz układa w całość. ojej u mnie nie było nikogo drugiego i myślę że właśnie to był problem. Nie substancja sama w sobie tylko to że nie miałam zewnętrznej kotwicy. Wszystko płynęło razem i nie bylo punktu odniesienia który by to zamknął.
Sledze tę rozmowę i zaczynam rozumieć dlaczego to jest bardziej skomplikowane niż myslalem. ale chce zapytac o cos prostego czy ktoś mial doświadczenie że rytuał wykonany w zmienionym stanie dal wyraznie inny mierzalny efekt? Nie odczucie, tylko coś co mozna było potem zaobserwować z zewnatrz?
Izoldka to jest coś co też widzę w swoich notatkach. Ta intensywność kontra trwałość. I zastanawiam się czy to nie ma związku z tym jak w ogole przetwarzamy doświadczenia, bo podobno emocjonalnie silne przeżycia zostaja w pmięci wyraziście ale niekoniecznie użytecznie. Może coś podobnego dzieje się z pracą rytualna.
Ojejku, to co mówi Bernadetka jest dla mnie najciekawszym wątkiem z całej tej dyskusji. Bo jeśli zmieniony stan daje intensywnosc kosztem trwałości, to pytanie po co w ogóle go używać. i myślę że odpowiedź brzmi że zależy co jest twoim celem. Jeśli chcesz otworzyć coś przełamać opór, to intensywność ma sens. Jeśli chcesz zakorzenić zmiane, to może niekoniecznie.
To co Sigilia podsumowała jest dla mnie najuczciwszym ujęciem całej tej dyskusji. Cel decyduje o tym czy zmieniony stan ma sens. Ale chcę dodać coś od siebie bo myślę że pomijamy jeden wątek. mówimy o substancjach jakby to była jedna kategoria, a jest różnica między stanem po jednym piwie a stanem po trzech głębszych, tak samo jak jest różnica między łagodnym działaniem konopi a tym co robiły ayahuaska czy meskalina w tradycyjnych kontekstach. te substancje mają zupełnie inne mechanizmy działania i różne tradycje używały ich do zupełnie różnych rzeczy. Nie da się ich wrzucić do jednego worka "zmieniony stan" i odpowiedzieć jedną odpowiedzią.
Franuś ma rację że to nie jest skala. Ale mam pytanie do tego co powiedział o dotępie do czegoś normalnie zablokowanego. jak odróżniasz że coś zostało otwarte od tego że po prostu masz mniej kontroli i projektujesz więcej? Bo to brzmi podobnie z zewnątrz.
To co Franuś właśnie przyznał jest ważniejsze niż cały wcześniejszy wywód. Brak pewności w trakcie, weryfikacja po fakcie, to jest uczciwy opis. Większość praktyk rytualnych ma ten sam problem, nie tylko tych w zmienionym stanie. Pytanie brzmi czy zmieniony stan ten problem pogłębia czy tylko go ujawnia.
Przepraszam że wrracam do swojego wcześniejszego pytania o mierzalne efekty, bo nie dostałem na nie konkretnej odpowiedzi tylko że to trudne. rozumiem że trudne. ale czy ktokolwiek z was mial sytuacje gdzie powiedział sobie jasno, ten rytual zadzialal i mogę to powiazac ze stanem w ktorym bylem? Nawet jesli to jest subiektywne
Właśnie. I to jest powód dla którego w niektorych tradycjach prowadzacy rytuał był trzeźwy, albo odwrotnie, wszyscy uczestnicy byli w tym samym stanie. Żeby przynajmniej zmienna była wspólna. Samodzielny rytuał z substancją to sytuacja gdzie nie ma żadnego zewnetrznego punktu odniesienia i to utrudnia jakąkolwiek ocene. 🙁
A co jeśli ten zewnetrzny punkt odniesienia to nie jest inna osoba tylko cos zapisanego wcześniej? Mam na mysli zamiar ustalny przed rytualem, może dosłownie zapisany i potem porownanie z tym co faktycznie sie wydarzyło czy ktos tak robi?
Sigilia mówi o czymś co jest faktycznym ograniczeniem tej metody. Ja robię podobnie i też widzę że notatki bezpośrednio po różnią się od tych robionych po kilku dniach. Ten dystans czasowy cos zmienia. zastanawiam się czy nie byłoby sensu robić trzy warstwy, przed, zaraz po i z dystansem, wlasnie żeby uchwycić gdzie jest roznica
To jest w sumie fajny protokol 😉 Ale wymaga dyscypliny żeby wrócić do notatek kiedy stan już minł i emocje opadły. I zakłada że to co zostaje po kilku dniach jest tym co naprawdę zadziałało, a to też jest założenie, bo może być że wlasnie bezpośredni efekt był ważniejszy.
Felicja podnosi coś o czym nie myślałam. Moze trwałość nie jest jedynym kryterium skuteczności. Może rytuał który zmienia cię na dwa dni ale te dwa dni są ważne dla jakiegoś przełomu, jest tak samo wartościowy jak ten który zostawia coś na miesiąc. Mierzenie tylko trwałością to może być zbyt wąskie.
Izoldka ma rację że skuteczność bez kryterium to jest pusta kategoria. Ale kryterium może być różne dla rożnych celów. Jeśli rytuał miał cię przygotować na trudną rozmowę i ta rozmowa się udała, to jest wynik. Jeśli miał zmienić coś długoterminowo, to mierzysz długoterminowo. Problem w tej dyskusji jest taki że mówimy o skuteczności jakby był jeden cel, a każda osoba ma inny.
Ojoj no właśnie i to jest chyba odpowiedź na pytanie z tytulu. Nie ma jednej odpowiedzi czy działa inaczej, bo to zależy od tego czego szukasz i jak to mierzysz. Troche mnie to frustruje bo szukałam konkretow, ale rozumiem że to jest po prostu zlozone.
To co Halineczka zebrała w jedno to jest chyba najlepsza synteza tej dyskusji. i zostawiam tu pytanie bez odpowiedzi bo wydaje mi sie że ono jest wazne. jeśli zmieiony stan zmienia subiektywny przebieg, to czy rytual jet tym czym intencja, czy tym czym doświadczenie? Bo jesli doswiadczeniem to zmieniony stan moze byc czyms zupełniee odrebnym nie wariantem rytuału tylko inna jego forma 😀 😀
ojej no, To pytanie Profety o intencje kotra doświadczenie zostaje mi w glowie. Bo z teggo co rozumiem wiekszosc tradycji rytualnych zaklada że to intencja jet tym co napedza caaly proces ale jesli zmineiony stan dramaytczne zmienia samo doswiadczenie, to czy intencja sprzed rytuału w ogóle przetrwała do jego zakończenia? Czy nie zostaje po drodze zastapiona przez cos innego?
