Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób, k...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób, które ciągle się przeprowadzają - brak stałego miejsca


Wpisy: 1071
Rozpoczynający temat
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam dość specyficzny problem i szczerze nie wiem czy ktoś tu miał coś podobnego. Pracuję w branży gdzie co jakiś czas zmieniam miasto, czasem kraj. Przez ostatnie lata mieszkałem chyba w sześciu różnych miejscach. za każdym razem jak próbowałem cokolwiek zacząć - jakiś stały rytm, rytuał, cokolwiek - po kilku miesiącach musiałem to rzucić i zaczynać od zera. i za każdym razem czułem ze tracę coś co zacząłem budować. czy w ogóle ma sens tworzenie rytuałów w takim trybie życia? albo może są jakieś, które z definicji nie są przywiązane do miejsca?


Odpowiedz
60 odpowiedzi
2 Odpowiedzi
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Karrot Tu jest kluczowe rozróżnienie między rytuałem a sanktuarium. Wiele tradycji - szamańskie, wędrowne kultury środkowoazjatyckie - nie miało stałego miejsca kultu i jakoś funkcjonowały. Jurta albo sam człowiek był centrum. Ale martwi mnie jedno: piszesz że zaczynasz od nowa. Co to znaczy dokładnie? Że rytuał ginie bo nie masz gdzie go odprawić, czy że psychicznie czujesz się rozbity i nie możesz się skupić?


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Olimpia.1 Chyba jedno i drugie, ale bardziej to drugie. Mam wrażenie że miejsce działa na mnie jak jakis kontekst i bez niego wszystko sie sypie. Jakbym musiał od nowa uczyć swojego umysłu że tutaj też można. ale jednoczesnie - no właśnie - nie wiem czy to jest cos do przepracowania psychicznie, czy może są sposoby żeby te rytuały zakorzenić w sobie inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie zastanawiało mnie samą zanim się ustabilizowałam. Przez lata myslałam ze rytuał muusi mieć swój kąt, swój ołtarzyk, swoje miejsce. Ale to jest trochę błędne myślenie bo rytuał to w zasadzie sekwencja, nie lokalizacja. Rdzeń jest w tobie, nie w mieszkaniu. Pytanie tylko co konkretnie robiłes i co czułes że tracisz przy przeprowadzce? bo to może pomóc ustalić co jest naprawdę ważne w tym co praktykowałes.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Też się nad tym zastanawiam czytając ten post. Bo to są dwie różne rzeczy. jeśli problem jest praktyczny - brak miejsca, brak przedmiotów - to można to obejść. Ale jeśli przeprowadzka rozbija jakis wewnętrzny rytm, to samo upakowanie rytuału w walizkę nic nie da. Znam osoby ktore wożą ze sobą cały ołtarz i nadal nie mogą wejść w stan który miały w poprzednim miejscu.


Odpowiedz
Wpisy: 508
(@edek86)
Połączone: 3 miesiące temu

Ten wątek z kontekstem jest ciekawy, bo to nie jest specyfika ezoteryki - tak samo działa w każdej dziedzinie. Sportowcy mają rytuały przedmeczowe które wykonują wszędzie, na każdym stadionie. I działa właśnie dlatego, że sama sekwencja czynności tworzy stan niezależnie od otoczenia. Pytanie czy da się to samo osiągnąć w tym co tu robimy. myslę że tak, ale wymaga trochę innego podejścia do budowania rytuału od podstaw.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Edek86 No tak, tylko że sportowcy przez lata trenują tę samą sekwencję w różnych miejscach. Ktoś kto co kilka miesięcy startuje od zera w nowym mieście nie ma tej powtarzalności. Poza tym sportowy rytuał to zazwyczaj kilka minut, nie coś co wymaga specyficznego nastroju i skupienia. trochę inne rzeczy, nie porównywałabym tego tak bezpośrednio.


Odpowiedz
(@edek86)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 508

@Hania_W Nie twierdzę że to identyczne. Mówię o mechanizmie - sekwencja tworzy stan, to działa niezależnie od tego czy mówisz o sporcie, medytacji czy rytuale. Owszem skupienie to inna sprawa, ale jeśli Karrot od razu zaakceptuje że pierwsze tygodnie w nowym miejscu będą słabsze, to może zmienić podejście do tych restartów. Zamiast traktować je jako porażkę.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Nasuwa mi sie mysl że moze chodzi o jakis jeden przedmiot który jedzie razem. Nie wielki ołtarz, ale jeden konkretny obiekt ktory jest centrum. Jak wyjeżdzam gdzies na dluzej, biore ze soba jedna rzecz i ona mi wystarczy do utrzymania rytmu. Chodzi o to żeby cos fizycznego spinało te miejsca ze sobą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lada91)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 154

@Saturnella.2 Dobry trop, ale warto dopytac - jaki rodzaj przedmiotu? Bo nie jest tak że dowolny obiekt zadziała jak kotwica. Są rzeczy które mają długą historię z konkretną osobą i są takie które dopiero tę historię budują. Masz coś takiego Karrot, z czym pracujesz od dłuższego czasu, coś co wszędzie ze sobą wozisz?


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Lada91 Mam kilka kamieni które jeżdżą ze mną wszędzie. i jedno małe naczynie którego używam od kilku lat. Ale szczerze - nie czułem żeby to wystarczało. Może właśnie dlatego że nie wiedziałem jak to włączyć w nowe miejsce bez reszty. Jakby te przedmioty wisiały w powietrzu bez kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@blazenka63)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz z kamieniami ma sens jako baza. Kamienie mają tę zaletę że łatwo je zabrać i że praca z nimi jest bardzo bezpośrednia, nie wymaga specjalnego otoczenia. Ale słyszę że problem jest trochę głębszy. Czy masz w ogóle jakis rytuał powitalny dla nowego miejsca? Coś co robisz gdy wchodzisz do nowego mieszkania żeby je jakoś oswoić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Blazenka63 Nie, właśnie nie. Wchodzę, rozpakowuję kartony i czuję się jak w hotelu przez kilka tygodni. Może to jest ten brakujący element 🙂


Odpowiedz
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Karrot I tu wychodzi kolejna warstwa tego problemu. Mówisz o rytuałach które chcesz przenosić, ale może najpierw potrzebujesz rytuału który integruje cię z miejscem. To są dwa różne działania. Jedno to utrzymanie ciągłości praktyki, drugie to zakorzenienie w nowej przestrzeni. Oba potrzebne, ale mylenie ich ze sobą prowadzi właśnie do tego uczucia że wszystko się sypie.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

O, to ważna obserwacja. Progi i wejścia to bardzo stara kategoria w praktycznie każdej tradycji. Rytuały progowe, przekraczanie granicy, oswajanie przestrzeni - to nie jest współczesny wymysł. w wielu kulturach nowe miejsce wymagało jakiegoś działania żeby w ogóle zaczęło być "swoje". Słowiańskie tradycje miały np. wprowadzanie domowego w nowe miejsce. Wymaga adaptacji, ale idea jest wciąż żywa.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam teraz pytanie do Olimpii, bo mówisz o dwóch różnych działaniach. Jak to wygląda w praktyce dla kogoś kto się często przeprowadza? Jeśli za kilka miesięcy i tak się przeniesie, to ten rytuał powitalny jest trochę... jednorazowy? Czy to nie jest mozolne zaczynanie czegoś od nowa wiedząc że za chwilę to porzucisz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Hania_W Może to jest właśnie zmiana perspektywy której potrzeba. Zamiast myśleć o rytuałach powitalnych jako o budowaniu czegoś trwałego - traktować je jako stałą praktykę mobilną. Czyli nie "buduję związek z tym miejscem na stałe" ale "każde miejsce zasługuje na osadzenie". to zmienia sens całej operacji.


Odpowiedz
Wpisy: 34
(@hektor98)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i myślę ze jest w tym coś z buddyjskiego podejscia do nietrwałosci. nie wiem czy tu pasuje, ale w praktykach tybetanskich jest dużo rytuałów ktore są z założenia tymczasowe - mandala piasku np jest tworzona, istnieje przez chwile i jest rozsypywana. ojej moze problem Karrota znika jezeli rytuał powitalny przestaje byc traktowany jako inwestycja a staje sie celem samym w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 150
(@kupala-ka)
Połączone: 1 rok temu

Chcę dodać coś z innej strony. Uważam że najlepszy rytuał dla osoby w ruchu to taki oparty na wschodzie albo zachodzie słońca. Niezależnie gdzie jesteś słońce jest to samo. Możesz rano wyjść, powitać dzień w nowym miejscu i to jest twój punkt zakotwiczenia. Nie potrzebujesz nic więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Kupala.ka Hmm, to brzmi prosto, ale czy nie jest przypadkiem zbyt uproszczone? Witanie słońca to dobra praktyka, ale nie bardzo rozumiem jak to rozwiązuje problem ciągłości o którym pisze Karrot. Jeśli ktoś ma konkretne rytuały, sekwencje działań, to samo wychodzenie rano chyba nie zastąpi całości.


Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Hania_W Nie powiedziałabym że to uproszczenie - raczej że to jeden element, nie cały system. Samo witanie słońca nie zastąpi konkretnej sekwencji, ale może byc tym co Olimpia nazwała rytuałem zakorzenienia w nowym miejscu. Czyli nie przenosi sie razem z całą praktyką, ale resetuje kontekst. dwa różne cele.


Odpowiedz
Wpisy: 1071
Rozpoczynający temat
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

To mi trochę układa rzeczy w głowie. czyli można to rozdzielić: jest rytuał który oznajmia miejscu "jestem tu", i osobno te które po prostu robię regularnie. Dotąd traktowałem to jak jeden blok i może dlatego jak jeden element szwankował, to wszystko się sypało.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie. i te dwa elementy mogą mieć zupełnie inną strukturę. Rytuał powitalny może być jednorazowy, elastyczny, dostosowany do miejsca. A praktyka codzienna - powtarzalna, niemal mechaniczna, niezależna od miejsca. Mieszanie ich razem to jeden z częstszych błędów, bo człowiek zakłada że jedno warunkuje drugie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lada91)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 154

@Olimpia.1 Ale czy to nie jest trochę idealistyczne? Bo jeśli ktoś przez tygodnie czuje się jak w hotelu, to ten podział na papierze brzmi sensownie, ale w praktyce ta codzienna praktyka i tak nie działa bo głowa jest gdzie indziej. Nie sądzisz że trzeba najpierw zadbać o to pierwsze, żeby drugie w ogóle ruszyło?


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

To dobre pytanie, bo ja miałam podobny problem - nie przeprowadzki, ale zmiana pracy, nowy harmonogram, wszystko się posypało. i rzeczywiście, próbowałam utrzymać stare rytuały bez przerobienia otoczenia. nie szło. Dopiero jak zrobiłam coś małego dla nowej przestrzeni, reszta jakoś sama weszła w rytm. Więc może Lada ma rację że kolejność ma znaczenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@edek86)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 508

@Joasia71 A co konkretnie zrobiłaś dla tej nowej przestrzeni? bo to jest właśnie ta część o której mało kto mówi wprost. Każdy rzuca "oswój miejsce" ale jak to wygląda w praktyce dla kogoś kto nie będzie tam długo?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Edek86 U mnie to było banalne - posprzątałam biurko, zapaliłam coś, postałam chwilę w ciszy. Symboliczne wejście. Ale ja nie zmieniałam mieszkania więc nie wiem czy to skaluje sie na przeprowadzkę. Karrot, jak duże są te nowe przestrzenie? mam na myśli - kawalerki, wieksze mieszkania, za każdym razem inne?


Odpowiedz
Wpisy: 1071
Rozpoczynający temat
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Różne. Ostatnio to był pokój w mieszkaniu z innymi ludźmi, teraz mam małe studio. wcześniej coś większego. Chyba najtrudniej było właśnie z tym współdzielonym mieszkaniem, bo nie byłem tam jedyną osobą i miałem poczucie że nie mogę "oznaczać" przestrzeni, bo to nie jest tylko moje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Karrot To ważna rzecz którą powiedziałeś - przestrzeń wspólna blokuje cos co jest osobiste. Ja przez chwilę mieszkałam z obcymi ludzmi i pamietam ze swoja praktyke przeniosłam dosłownie za szafe. Kąt za szafą gdzie nikt nie chodził. Smieszne ale działało.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Saturnella.2 Tak, to ma sens - małe wydzielone miejsce które jest tylko twoje, nawet jeśli to kąt za meblem. Karrot, czy teraz w tym studiu masz w ogóle jakis stały kawałek przestrzeni który możesz zająć bez myślenia o innych?


Odpowiedz
Wpisy: 1071
Rozpoczynający temat
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Tak, teraz mam całe miejsce dla siebie więc jest lepiej. Ale jakoś nie ruszam z tym rytuałem powitalnym bo nie wiedziałem jak to robić. Wydawało mi się że to coś skomplikowanego, a może chodzi właśnie o coś tak prostego jak ten kąt za szafą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darek_69)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 475

@Karrot Zaraz zaraz. Wy mówicie o oswajaniu przestrzeni, rytuałach progowych i japońskich konceptach, ale napisałeś na początku że problem to brak stabilności i ciągłości praktyki. Czy my nie odpłynęliśmy za daleko? Bo rytuał powitalny to jedno, ale on nadal będzie się przeprowadzał co kilka miesięcy. co z tym że wszystko sie resetuje?


Odpowiedz
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Darek_69 Nie odpłynęliśmy - to jest ta sama nitka tylko z innego końca. Ciągłość praktyki jest możliwa tylko wtedy gdy człowiek jest w stanie wejść w odpowiedni stan w nowym miejscu. Rytuał powitalny to nie ozdoba, to warunek żeby reszta w ogóle działała. Bez tego ciągłość jest tylko teoretyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@blazenka63)
Połączone: 2 lata temu

Może chodzi o to żeby miało jakis element granicy. Fizycznej albo symbolicznej. Wejście, zamknięcie, otwarcie - cokolwiek co wyznacza "tu zaczynam". W starszych tradycjach słowiańskich był taki zwyczaj związany z pierwszym wejściem do domu, chlebem solą progiem. Nie wiem czy chcesz iść w tę stronę, ale zasada jest prosta - próg to granica i przekroczenie go świadomie robi coś z nastawieniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hektor98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 34

@Blazenka63 To co mowisz o progu - czytalem cos o japonskim koncepcie "ma", czyli przestrzeni pomiedzy. Moment przekroczenia granicy jako swiadome wejscie. nie wiem czy to bezposrednio powiazane ale jakoś mi tu pasuje wiesz co.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Pasuje, i to nie jedyna paralela. W Japonii jest też praktyka związana z oczyszczaniem przestrzeni przed zamieszkaniem - solą, modlitwą, obejściem domu. Inne źródło kulturowe ale ten sam mechanizm. nowe miejsce wymaga jakiegoś aktu otwarcia zanim zaczniesz w nim cokolwiek innego robić.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie do Karrota - czy twoje rytuały są o konkretnej porze dnia? bo jeśli tak, to może problem nie jest z miejscem, tylko z tym że przeprowadzka rozbija rytm dobowy. Pierwsze tygodnie w nowym miejscu to często chaos z harmonogramem i może dlatego praktyka upada, a nie dlatego że przestrzeń jest nieodpowiednia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Komecik Rano głównie. i tak, chaos harmonogramu też jest - nowa praca, nowe dojazdy, wszystko się zmienia razem. nigdy tak tego nie rozdzielałem, myślałem że to wszystko jedna kupa problemów.


Odpowiedz
(@lada91)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 154

@Karrot I tu wracamy do tych kamieni i naczynia o których wspominałeś. Jeśli harmonogram jest rozbity, to właśnie te przedmioty mogą dać ten jeden stały punkt. Nie cała praktyka, tylko jakieś minimum. Jeden element który działa każdego ranka bez względu na resztę. Czy próbowałeś kiedyś zawęzić rytuał do absolutnego minimum na czas przeprowadzki?


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

To może być kilka nakładających się rzeczy naraz, nie jeden problem. Zmiana miejsca, zmiana rytmu dnia, brak wydzielonej przestrzeni - każde z osobna byłoby do ogarnięcia, ale razem to faktycznie może paraliżować. Może warto zacząć od jednego, nie próbować naprawiać wszystkiego jednocześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 154
(@lada91)
Połączone: 2 lata temu

To co Komecik napisała o nakładaniu się kilku problemów naraz - to jest chyba clou całej tej rozmowy. Bo my przez ostatnią godzinę gadamy o rytuałach powitalnych, przestrzeni, przedmiotach, a tak naprawdę Karrot ma trzy kryzysy jednocześnie: miejsce, czas i rytm dnia. żaden z tych elementów nie funkcjonuje bez pozostałych.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@edek86)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 508

@Lada91 Ale czy to nie jest właśnie argument za tym żeby wybrać jedno i to jedno ugruntować? Zamiast próbować naprawić całość od razu. bo jak masz trzy rzeczy do naprawienia, to najczęściej nie naprawiasz żadnej.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Edek86 I to jedno powinno być to co najłatwiej utrzymać przy zmianie miejsca. Czyli nie coś związanego z przestrzenią - bo przestrzeń się zmienia - tylko coś związanego z ciałem albo z konkretnym momentem dnia. ciało jest zawsze twoje, niezależnie gdzie jesteś.


Odpowiedz
Wpisy: 1071
Rozpoczynający temat
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

To brzmi sensownie, ale jak próbuję robić cokolwiek "tylko ciałem" bez żadnego otoczenia, to się po prostu nie skupiam. Jakbym potrzebował jakiegoś punktu zewnętrznego. stąd te kamienie i naczynie o których mówiłem.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@blazenka63)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz o punkcie zewnętrznym jest ważne. Wiele osób zakłada że praktyka powinna być czysto wewnętrzna, ale dla sporej części ludzi skupienie wymaga jakiejś kotwicy w fizycznym świecie. Nie ma w tym nic do naprawienia. Dlatego właśnie przedmioty wędrują razem z praktyką od tysięcy lat - nie dlatego że są magiczne same w sobie, tylko dlatego że pełnią tę funkcję skupienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@darek_69)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 475

@Blazenka63 Dobra, ale to jest trochę inne pytanie niż to co Karrot zadał na początku. On pytał o rytuały dla kogoś kto ciągle się przemieszcza - czy mogą iść razem z nim. i odpowiedź brzmi chyba: tak, pod warunkiem że są zbudowane wokół rzeczy przenośnych. ale jakoś mało kto powiedział wprost co to konkretnie może znaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Konkretnie? Trzy kategorie. Pierwsza: przedmioty małe, zawsze w jednym miejscu w bagażu - zawsze, nie "prawie zawsze". Druga: czynność powiązana z ciałem, nie z miejscem. Trzecia: stały moment w harmonogramie który nie zależy od tego gdzie jesteś. Jak masz jedno z tych trzech, masz kotwicę. jak masz dwa albo trzy, masz praktykę.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Fomalhaut To dobry podział, ale mam pytanie o tę drugą kategorię. Czynność powiązana z ciałem - co masz na myśli? Bo to może znaczyć bardzo różne rzeczy, od oddechu po coś znacznie bardziej złożonego.


Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Olimpia.1 Najprostszy przykład to konkretna sekwencja ruchów albo gestów, zawsze taka sama. Nie joga jako taka, tylko jedna konkretna sekwencja której nauczyłaś sie na pamiec. Albo sposób trzymania rąk. Albo konkretna technika oddechowa. Coś co ciało wykonuje samo, bez potrzeby przygotowania przestrzeni. to jest przenośne z definicji.


Odpowiedz
(@hektor98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 34

@Fomalhaut Czytam to i myśle o tym ze ta sekwencja ruchow czy gestow o ktorej mowisz - to jest cos co rozne tradycje robiły od zawsze, nie tylko ezoteryka. Japonskie rytualy herbaciane sa tu dobrym przykladem bo sama sekwencja jest rytuałem, nie miejsce. mistrz herbaty moze zrobic ceremonię wszedzie bo ceremonia jest w ruchach.


Odpowiedz
(@komecik)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 297

@Hektor98 To ciekawe porównanie, ale japońska ceremonia herbaty jest jednak mocno powiązana z konkretnym kontekstem - naczyniami, wodą, przestrzenią. eh, bez pewnych elementów ta ceremonia staje się po prostu herbatą. Może nie jest więc idealnym wzorcem dla kogoś kto musi działać dosłownie bez niczego?


Odpowiedz
(@hektor98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 34

@Komecik Masz rację, to był skrót myslowy z mojej strony. wiesz co, chodziło mi o tę zasadę że powtarzana sekwencja sama w sobie staje sie nośnikiem znaczenia. ale zgoda, nie można tego przenosić jeden do jednego.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Jestem tu trochę z boku bo runy to moja glowna dziedzina, ale akurat mam doswiadczenie z podrozowaniem z praktyka. Przez kilka lat miałam taka zasade - jeden kamien runiczny zawsze ze mna, jeden gest przed snem i po przebudzeniu. i wiesz co? To sie nie zrywalo nawet jak nie miałam ani swieczki ani czasu ani spokojnego miejsca. Właśnie dlatego ze to było minimum, nie maksimum.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Saturnella.2 To co mowisz o minimum a nie maksimum - cos mi kliknęło. Chyba przez cały ten czas myślałem o tym jak o czymś co musze odbudować od pełnej wersji, zamiast zacząć od tego co jest niemożliwe do zgubienia.


Odpowiedz
(@kupala-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 150

@Karrot Chcę dodać jeszcze jedną rzecz bo mam wrażenie że nikt jej nie powiedział wprost. Intencja przed rytuałem jest ważniejsza niż forma. Możesz mieć wszystkie przedmioty i idealne miejsce, ale jak wchodzisz w to automatycznie bez ustawienia intencji, to i tak jest puste. Czy ty w ogóle zaczynasz od jakiegoś ustawienia intencji?


Odpowiedz
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Kupala.ka Poczekaj, bo to jest trochę uproszczone. Intencja jest ważna, ale forma nie jest ozdobą - ona jest nośnikiem który pomaga tę intencję podtrzymać w czasie rytuału. Ludzie którzy twierdzą że wystarczy intencja bez formy bardzo często mają trudność z utrzymaniem uwagi dłużej niż chwilę. forma jest właśnie po to żeby intencja nie odpłynęła gdzieś w połowie.


Odpowiedz
(@kupala-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 150

@Olimpia.1 Nie powiedziałam że forma nie jest potrzebna 😉 Powiedziałam że intencja jest ważniejsza. to różnica.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Karrot Może to jest fałszywa hierarchia? ojej, po co ustalać co jest ważniejsze skoro jedno bez drugiego i tak nie działa? Karrot nie ma problemu z intencją - on ma problem z tym że nie ma stałej formy która by tę intencję zakotwiczała w nowej przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

I to jest właśnie ta zmiana w myśleniu która robi różnicę. Nie "jak utrzymać to co miałam" tylko "co jest jądrem, bez którego reszta i tak nie ma sensu". Często to jądro jest mniejsze niż myślimy.


Odpowiedz
Wpisy: 154
(@lada91)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie. I wracając do Karrota - masz te kamienie i naczynie, to jest forma. Pytanie czy masz też jakiś gest albo sekwencję którą robisz zawsze tak samo zanim zaczniesz? Bo jak nie, to może właśnie tego brakuje - ta czynność powiązana z ciałem o której mówiła Fomalhaut.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Lada91 Nie mam. i chyba właśnie to jest ten brakujący element. Mam przedmioty, mam mniej więcej stały moment, ale nie mam żadnego gestu który by to otwierał. Wchodzę w to od razu, jakby się wsiadało do auta bez żadnego rytuału przed jazdą. Może dlatego czasem działa, a czasem jest jak machanie rękami w powietrzu.


Odpowiedz
Udostępnij: