Ta rozmowa zaczyna mi się wydawać bardziej pytaniem o to czego potrzebuje prowadzący niż o to co robi sceptyk. Bo Hela właśnie sama powiedziała że nie wie czy problem był w siostrze czy w sobie. I to chyba jest rzetelniejsze podejście niż mówienie że sceptyk wnosi złą energię albo złą narrację. Może po prostu niektórzy z nas potrzebują pełnej prywatności żeby czuć się skupieni i to jest okej?
To co Blanka napisała o potrzebach prowadzącego wydaje mi się ważnym wątkiem. Ale jest jeszcze jedna strona, o której mało się tu mówiło. Mam na myśli to czy sceptyk może czuć się niekomfortowo będąc włączanym w coś w co nie wierzy. Hela, twoja siostra wie że uczestniczy w czymś co dla ciebie ma wymiar, powiedzmy, niecodzienny? Czy ona to traktuje po prostu jako rodzinne spotkanie?
Iwetka, to jest pytanie do którego nie jestem pewna odpowiedzi. Ona wie że dla mnie to nie jest tylko tradycja w sensie kulturowym, ale wydaje mi się że ona sama to porządkuje gdzieś między 'dziwactwa siostry' a 'miłe rodzinne rzeczy'. Nigdy nie rozmawiałyśmy o tym wprost i teraz zastanawiam się czy może właśnie to jest rzecz do zrobienia najpierw, zanim w ogóle odpowiem sobie na pytanie z tytułu wątku.
