Wracam do ziół, bo Werbena i Romualda skończyły na tymianku i chciałabym to rozwinąć. Czy są ziola, które działają konkretnie na tę profilaktyczną warstwę, o której mówi Anastazja, czyli nie przyciaganie, nie oczyszczanie, ale właśnie utrzymanie i granica?
Przy tym wątku ziołowym mam jedno zastrzeżenie, któe chcę zglosic, żebyśmy nie zaszły za daleko. Zioła w rytuale są nośnikiem intencji i symboleem, ale nie są mechanizmem. Rozmarynem bez żadnej pracy z intencją niczego nie utrzymasz. To nie jest kwestia właściwości rośliny, ale teo co robisz z jej obecnością w rytuale. I wyadje mi się, że czasem w rozmowach o ziołach to ginie. 😛
Przy tym wątku ziołowym mam jedno zastrzeżenie, które chcę zgłosić, zebysmy nie zaszły za daleko. zioła w rytuale są nośnikiem intencji i symbolem, ale nie są mechanizmem. Rozmarynem bez żadnej pracy z intencja niczego nie utrzymasz. To nie jest sprawa właściwości zioła, to kwestia tego, czy człowiek za tym stoi.
Wracając trochę do pytania Zuzanki, bo zostało niedomknięte, to kwestia zmiennosci formy rytuału jest dla mnie ważna. Moja odpowiedź brzmi: forma może ewoluować, ale rdzeń intencji ma być spójny. Jeśli zapalasz świecę codziennie z intencją podtrzymania więzi, to czy zapalasz lewą czy prawą reką ma mniejsze znaczenie niż to, czy naprawdę wiesz po co to robisz.
Dokładnie to. I powiem więcej, zbyt sztywne trzymanie się formy przy jednoczesnym braku obecności jest gorsze niż lekka modyfikacja z pełną świadomością. Znam osoby, które robiły idealnie odtworzony rytuał na autopilocie i efekt był żaden, bo człowiek był myślami zupełnie gdzie indziej.
Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od strony trzydziestej mniej więcej tej rozmowy. Czy ktoś tu miał doświadczenie z rytuałem profilaktycznym w relacji, która potem i tak się rozpadła? Pytam bez złośliwości, bo ten temat jest rozmową o profilaktyce i chciałbym wiedzieć jak to wtedy interpretujesz.
Wlasnie tego nie rozumiem i nie ukrywam że jestem tu sceptyczna. jak odróżnić \"relacja się skońńczyła bo wypelnila swój czas\" od \"rytual nie zadzialal\"? Bo z zewnatrz wynik jest taki sam
I właśnie dlatego sceptycyzm Heksanki jest tu na miejscu, nawet jeśli jej odpowiedź nie ucieszy. Rytuały profilaktyczne w relacjach nie są mierzalne w sposób kótry satysfakcjonuje krytyczne myslenie. Działaja na poziomie, na którym działają, i nie da się oddzielić efektu od kontekstu. To nie jest wada, to jest charakter tej pracy.
Wracam do ziół, bo mam jedno konkretne pytanie, żeby nie zgubić tego wątku. czy ktoś z was pracował z rozmarynem w kontekście profilaktyki więzi i ma coś konkretnego do powiedzenia o formie? Czyli czy to był napar, pęczek suszony w domu coś w woreczku, coś jeszcze innego :/
To pytanie o czas miedzy przygotowaniem a umieszczeniem mnie zatrzymalo, bo nigdy tak nie myślałam o tym procesie. Zawsze traktowałam samo składanie woreczka jko część rytuału nie coś osobnego od jego działania. Jak rozdzielasz te dwa momenty, to wlasciwie co jest rytuałem, a co już tylko rekwizytem?
Ojoj, przy okazji mam pytanie do calej tej dyskusji o woreczki i ziola. czy te rzeczy mają sens jesli partner nic o tym nie wie? ojej, bo u mnie tak jest i zastanawiam się czy to nie jest jakis problem.
To ciekawe pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. W niektorych tradycjach uważa się że wiedza drugiej osoby wzmacnia działanie, bo oboje świadomie uczestniczą. Ale jest i inne podejście, że praca profilaktyczna jesst praca jednej osoby o intencji ochrony całości, i nie wymaga zgdy. To drugie jest kontrowersyjne etycznie i dobrze że Zuzanka to podniosła.
Dodam do tego co mówi Awenturynka, bo to ważne. Kiedy rytuał jest nastawiony na wzmocnienie tego co już istnieje w relacji, intencja jest inna niż kiedy próbujesz coś wymusić. Rozmawiałam kiedyś z kimś kto to rozróżniał tak: czy chcesz żeby ogród rsł, czy chcesz przykuć rośliny do ziemi żeby nie uciekły. Pierwsze to profilaktyka, drugie to ingerencja. i ta różnica leży wyłącznie w intencji, nie w formie zewnętrznej.
