I właśnie to jest miejsce, gdzie coś może się zepsuć. Jeśli terapeuta widzi rytuał jako metafore, a ty pracujesz z nim jako z czymś, co ma realne dzialanie to w pewnym momencie te dwa podejścia zetrą się o coś konkretnego. i nie wiem, czy to jest miejsce, gdzie chcesz być w gabinecie.
Wczytuję sie w tę rozmowę od dluzszego czasu i mam wrażenie że doszlyscie do czegoś, o czym na początku nikt wprost nie powiedzial, że to nie jest pytanie czy terapeuta zaakceptuje rytuały, tylok czy potrafi nie wchodzić w ich treść i jednocześnie byc obecny przy tym co za nimi stoi. I to jest może trudniejsze niż akceptacja
Oj wiesz co, mam pytanie do Mirki, bo skoro pytałaś wprost przed wizytą, to jak to potem wyglądało w praktyce? Bo to dwie różne rzeczy, co ktoś móówi przez telefon, a co potem robi na sesji, kiedy coś konkretnego wychodzi.
To jest ciekawe, że pytanie \"co czujesz podczas\" jest jednocześnie pytaniem terapeutycznym i praktycznym jesli chodzi o sameog rytualu. jakby nie było tu zadnej sprzecznosci metodologicznej
Ale czy zawsze chcemy tej neutralności? Mnie osobiście irytuje czasem podejscie, gdzie wszystko jest \"twoim doświadczeniem\" i \"twoja percepcja\", jakby to było jedyne dopuszczalne pole. Rozumiem, dlaczego tak jest w gabinecie, ale to nie jest to samo, co rozmowa z kimś, kto naprawdę rozumie, o czym mowisz.
oj tam, jest jeszcze trzecia opcja której tu nie ma. niektórzy terapeuci sami mają własną praktykę duchowa i pracuja z tym zupełnie inaczej. Nie mówię że to jest lepsze bo to może też wprowadzic własne zniekształcenia, ale rozmowa wygląda inaczej, kiedy ktos po drugiej stronie mówi z własnego doswiadczenia a nie z pozycji obserwatora.
