To jest bardzo dojrzałe spostrzeżenie. I bardzo częste, bo rodzice często przychodzą z konkretnym pytaniem a potem okazuje się że pytanie było inne. Ale to nie znaczy że pierwotny temat przestał być ważny. Możesz mieć oba naraz, i pytanie o rytuał i pytanie o relację.
Ja bym jednak wrocila do tgeo co powiedzialam wcześniej, bo nikt sie do tego za bardzo nie odniosl. To że córka nie zaprosila mamy nie musi być testem ani zamknięciem. Może ona po prostu ma swoje i to jest dobre 🙂 Ośmiolatka ma prawo do wlasnej przestrzeni ktorej mama nie zna i nie musi znac.
Czytam od początku i wlasnie to zdanie z \"kamyki pilnuja okna\" nie daje mi spokoju. To jest bardzo konkretne sformulowanie dla ośmiolatki. Moja corka w tym wieku mówiła o rzeczach że są ładne alob jej sie podobaja, ale nie że coś pilnuje. To brzmi jak cos co ma dla niej znaczenie.
Ale też dzieci w tym wieku mówią wszystkim rzeczom że coś robia. Mój syn mówił że jego klocki \"strzegą łóżka\" i nie miało to żadnego duchowego wymiaru po prostu tak budował narracje bo lubił wojsko. Nie chcę gasic entuzjazmu ale może nie szukajmy za dużo.
Wchodzę tu bo mnie to zaciekawilo z innej strony. Pytanie w tytule wątku było o rytuał bez przymusu. Ale im wiecej czytam tym bardziej myślę że to pytanie jest właściwie rozwiązane. Córka już ma swoj rytuał nikt jej go nie narzucił. Więc może pytanie nie jest jak przekazać rytuał, tylko czy w ogóle trzeba.
Jest w antropologii taki termin, \"ritual space\", przestrzeń rytualna, który nie oznacza miejsca fizycznego tylko strefę czasową i emocjonalną gdzie rytuał się odbywa. Ta przestrzeń ma granice i one są ważne. Córka już taką strefę stworzyła. Pytanie Pustelki to trochę pytanie czy można być przy granicy tej strefy bez jej naruszania. 😛
To co powiedział Latawiec jest dla mnie kluczem do całej tej rozmowy. Córka nie czeka na rytuał, ona go ma. I to naprawdę rzadkie, bo większość dzieci w tym wieku kopiuje coś od rodziców albo z bajek, a tu mamy coś co najwyraźniej wyszlo od środka. To jest inny punkt wyjscia do rozmowy z córką niż ten, z którym Pustelka tu przyszła.
To "coś pomiędzy" ma swoją nazwę w praktyce. Antropolodzy mówią o "witnessing", byciu świadkiem. Nie uczestnikiem, nie obserwatorem z zewnątrz, ale kimś kto widzi i kogo obecność jest odczuwana jako bezpieczna. Pytanie do Pustelki, czy córka w ogóle wie że mama widzi co robi przy oknie? Czy to się odbywa przy Pustelce, czy kiedy jej nie ma?
Chcę tu dodać jedną rzecz, bo kwestia "witnessing" jest ważna, ale jest też ryzyko przeinterpretowania. W badaniach nad rozwojem dzieci jest pojęcie "intersubiektywności", czyli zdolności do dzielenia uwagi z drugą osobą. Ośmiolatka ma już tę zdolność dobrze rozwiniętą i jeżeli mama stoi przy drzwiach i mówi ładnie, córka bardzo dobrze odczyta czy mama naprawdę patrzy czy tylko przebiega wzorkiem. Dzieci w tym wieku są na to dużo bardziej wyczulone niż dorośli myślą.
Pustelka, masz w ogóle jakiś naturalny kontakt z córką przez rzeczy, ktre ona lubi? Nie przez kamyki konkretnie, ale przez cokolwiek gdzie ona jest inicjatorem? Pytam bo jesli jest, to może właśnie tam jest ten pomost o którym mówi Janeczka.
To rysowanie jest dużym tropem. Jeśli córka sama wychodzi z rysunkami, to znaczy że ten kanał jest otwarty. I jeśli rysuje kamyki, okno, cokolwiek związanego z tym co robi wieczorami, to masz już wejście bez żadnego wymuszonego pytania. Ale nie wiem czy rysuje takie rzeczy.
Ale jak się wczytasz w rysunki z perspektywy \"sprawdzam czy jest okno\", to corka to poczuje. Dzieci czuja kiedy rodzic szuka czegos konkretnego zamiast po prostu patrzec. Może lepiej zotac przy tym co bylo czyli patrzec i mówić co się widzi a nie szukać.
No nie wiem, chcę wrócić do jednej rzeczy bo nikt tego nie rozwinął. Janeczka mówiła o \"ritual space\" jako strefie czasowej i emocjonalnej. Jesli córka robi to przy okniie wieczorami to ta pora może być kluczowa. Wieczór jest granica, przejściem między dniem a nocą. no ale, dużo tradycji buduje rytuały właśnie wtedy bo to jest naturalny próg. corka mogła to wyczuć zupełnie intuicyjnie, nie z żadnej wiedzy tylko z odczucia że ta poraa jest inna.
A Pustelka, ty masz jakiś swój rytual wieczorny? cokolwiek, nawet nie duchowego tylko cos co robisz regularnie o tej poorze? Ciekawi mnie czy corka mogła to podpatrzyc i zbudować wlasne przez analogię, nawet bez swiadomosci że to kopiuje. 😀
Herbata o tej samej porze, ten sam kubek. To jest rytuał w pełnym tego słowa znaczeniu nawet jeśli nigdy tak tego nie nazwałaś. I córka to wchłonęła, być może właśnie przez obserwowanie przez lata. To tłumaczyłoby skąd wziła się jej potrzeba robienia czegoś przy okine o tej samej porze. Nie skopiowała treści, ale formę.
Ale to otwiera inne pytanie, bo jeśli córka nauczyła się rytualności przez obserwacje herbaty to może wcale nie trzeba nic \"wprowadzać\". Ona już to ma. Tylko ma swoją wersję nie mamy. Pustelka, czy masz wrażenie że chcesz żeby ona miała coś podobnego do twoich praktyk, czy że ona w ogóle miala jakikolwiek rytuał? 🙂
Właśnie to jest sedno. Dziecko budujące własny rytuał i wspólny rytuał dziecka z rodzicem to dwie zupełnie różne rzeczy z różnymi funkcjami. Nie złe ani dobre, ale różne. Pierwsze daje autonomię, drugie więź. I nie można mieć obu jednocześnie przez to samo działanie. 🙁
no, Ale chwila czy nie mozna mieć rytuału ktory jest jednocześnie czyjś i wspolny? Bo moja babcia parzyla kawe rano i zawsze nalewala mi filiżankę nawet jak byłem dzieckiem i pilem tą kawę z mlekiem. to było jej ale też nasze. niikt tego nie planował. 😀
Mam pytanie do Pustelki, bo mi się kręci po głowie. Czy ta herbata wieczorna jest tylko twoja czy czasem córka jest przy tym? oj, Siedzi przy stole, masz ją w zasięgu wzroku, cokolwiek?
Ojejku, to jest już coś. Morze nawet więcej niż myślisz. Razem w tym samym miejscu bez żadnej agendy to jest pewna forma rytuału wspólnotowego, nawet bez nazwy i bez intencji. Antropolodzy mają na to określenie \"co-presence\" bycie razem bez konieczności interakcji.
Dokładnie. W wielu tradycjach milczące towarzyszenie jest forma głłębszej obecnosci niż rozmowa. Celtyckieognisko domowe, słowiańskie siedzenie przzy piecu, japońskie \"ma\" czyli przestrzen między. To nie jest brak rytuału to jest rytuał ciszy i bliskości. Córka Pustelki może już uczestniczyć w czymmś czego żadna z nich nie nazwała
Zatrzymuję się przy tej herbacie bo wydaje mi się że Pustelka ma już coś czego szukała, tylko nie pod tą etykietą. Pytanie brzmi nie "jak nauczyć córkę rytuału" ale "czy to co już mamy wystarczy i jak je pielęgnować". To całkowicie zmienia perspektywę, prawda?
Tylko że \"nie psuc\" to też jest aktywna decyzja. Trochę jak z rysunkami, nie wczytywać się zbyt bardzo, nie szukać tropów, nie pytać nachalnie. To wymaga powstrzymania się, a to czasem jest trudniejsze niż dzialanie.
Jeden mój znajomy mowil cos podobnego o swoim dziecku i wychodzi na to że najtrudniejsze jest odroznic kiedy rodzic chce interweniować dla dziecka a kiedy dla siebie. Dla spokoju własnego sumienia, zeby czuc że coś robi. Nie mówię że tak jest z Pustelka, ale to pytanie warte postawienia.
Serio, to jest celna uwaga ale trochę ciezka. pustelka sama powiedziała że cce żeby corka to praktykowala, wiec jest jakaś własna potrzeba za tym. Ale to nie jest zarzut kazdy rodzic chce przekazac to co uważa za wartościowe. Pytanie czy córka to dostanie czy straci bo mama się nadstara.
Czytam od początku i mam takie pytanko, moze głupie. Czy Pustelka w ogole wie co córka czuje kiedy stoi przy tym oknie? Bo wszystko o czym tutaj rozmawiamy to perspektywa mamy. a corka może przezywac cos co jest dla niej oczywiste i wcale nie potrzebuje żadnego rytuału od mamy bo jej swój wystarczy 🙂
A dlaczego nie zapytałaś? Nie z ciekawości, ale zastanawiam sie co cię powstrzymuje. Strach że zniszczy to pytaniem? Że nazwie to i odpowie \"nic po prostu patrzę\"?
