Mam taki rytuał, który wykonuję od jakichś sześciu lat. Zawsze czułam efekty jakieś wewnętrzne przesunięcie, spokój, poczucie że coś się dzieje. Ostatnio robię go mechanicznie i nic. Jakby zapalałam świeczkę w pustym pokoju. Czy to się komuś jeszcze zdarzyło, że coś co dzialalo latami nagle przestało? oj tam, Zastanawiam się czy to ja się zmieniłam, czy może sam rytuał się wyczerpał, cokolwiek to znaczy.
Dobre pytanie bo większość osób w takiej sytuacji zaczyna szukać błędu w rytuale, podczas gdy problem może leżeć zupełnie gdzie indziej. jak długo maz to poczucie pustki przy wykonywaniu? Bo jest różnica między tymczasowym plateau a trwałą zmianą.
Znam to dobrze. U mnie był rytuał, który robiłem chyba cztery lata bez przerwy, potem przez kilka tygodni nic nie czułem i zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle ma ses go kontynuować. Ale nie odpuściłem od razu i okazało się, że wróciło. nie tak samo jak wcześniej, inaczej, ale wróciło. Więc zanim będziesz szukać przyczyny w samym rytuale, sprawdź najpierw co się u ciebie zmieniło w tym czasie.
To co opisujesz brzmi troche jak to co w literaturze dotyczącej praktyki medytacyjnej nazywa się suchym przejściem albo pustynią 😀 W tradycjach kontemplacyjnych to jest znany etap, gdzie dotychczasowe metody przestają dawac tę samą informację zwrotną, bo coś w samej praktykującej osobie przeszło poziom wyżej. Problem w tym, że rytuał który pasował do poprzedniego etapu może po prostu przestać odpowiadać aktualnemu stanowi. To nie jest awaria, to jest informacja.
Ja mam na to trochę inne spojrzenie. Sześć lat to dużo czasu i w tym czasie ty tez się zmieniłaś, ale zmienia się też otoczenie, okoliczności relacje, priorytety. Rytuał który powstawał z konkretnej potrzeby może po prostu tę potrzebe wypełnić do końca. I teraz ta przestrzeń jest pusta nie dlatego, że coś się zepsuło, ale dlatego, że nie ma już czego wypełniać w ten sam sposób. Ciekawi mnie jedno, czy ten rytuał dotyczył czegoś konkretnego jakiegoś obszaru życia, czy był bardziej ogólny?
Ja się zastanawiam czy ktoś tutaj próbował celowo zmodyfikować rytuał żeby sprawdzic co się stanie. Nie zrujnować go, ale zmienić jakis element kolejnosc porę miejsce i obserwować reakcję czasem samo naruszenie automatyzmu cos otwiera
Pozwolę sobie wtracic bo nie znam się zbytnio na rytualach ale czytam i mam pytanie. czy takie cos moze oznaczac że rytual po protsu nigdy nie dzialal i teraz się tylko to uwidoczniło? To brzmi brutalnie ale serio pytam
Czytałam gdzieś o koncepcji, że praktyki duchowe przechodzą prrzez cykle, trochę jak pory roku. Jest czas intensywnego działania, czzas spoczynku, czas przejścia i proba utrzymania stałego efektu przez wiele lat może być po prostu sprzeczna z tym jak w ogole funkcjonuje cokolwiek żywego 😉 Nie wiem czy to tu pasuje ale coś mi tu kliklo. 🙂
Zmiana miejsca w pokoju to nie jest drobnostka, szczególnie jeśli ten kąt przez lata był jednym stałym punktem. Ciało i umysł bardzo mocno zapamiętują przestrzeń. To nie jest żadna mistyka, to dosłownie neurologia, ludzie mają skojarzenia kontekstowe, i kiedy kontekst przestrzenny się zmienia, te same czynności mogą byc przetwarzane inaczej. Ale mam pytanie, czy przeniosłaś też inne rzeczy, ktore były przy tym miejscu? Cokolwiek co tworzyło tam atmosferę?
To jest ciekawe, bo wydaje mi sie, że nie chodzi tylko o sam kąt ale o to, co ten kat miał w sobie po tych sześciu latach. miesjce gdzie sie regularnie coś robi zbiera coś, jak by to powiedziec ma inna jakość. no ale znam to z własnego doświadczenia, że jak zrobiłem rytual w znajomym miejscu a potem w nowym to odczucia byly inne nwet przy tej samej sekwencji. Więc moze problem lezy wlasnie tam.
Mniej więcej dwa miesiące przed tym jak poczułam, że coś jest nie tak. Nie zauważyłam tego od razu, więęc trudno mi powiedzieć dokładnie kiedy się zaczęło.
Czy to moze być tak że nowe miejsce po prostu jeszcze nie jest gotowe? Słyszałam o czymś takim jak rozgrzewwanie przestrzeni ale nie wiem czy to jest coś realnego czy tylko metafora.
Ja bym ostrożnie z tym miejscem jako jedynym wyjaśnieniem. u mnie nigdy nie miałem stałego miejsca, robiłem gdzie byłem, i efekty były różne z zupełnie innych powodów. Miejsce może być jednym z czynników, ale żeby od razu na tym skupiać całą uwagę, to nie wiem. wiesia, a czy coś zmieniło się w samym rytuale? Coś pomijasz, skracasz?
Przepraszam, że sie wtracam z glupim pytaniem, ale co to znaczy odtworzyć co się czuło? To jest możliwe? Myślałam że emocje po prostu się mają albo nie ma.
Jest jeszcze jeden aspekt który nikt nie ruszył. Wiesia powiedziała, że rytuał jest związany z codziennym zakorzenienem i że nie robi go w żadnej konkretnej intencji. To jest ważna różnica. Rytuał bez intencji to bardziej praktyka uważności niż rytuał w klasycznym sensie. i może problem w tym że forma rytualna nie jest najlepszym nośśnikiem dla tego co ona teraz potrzebuje. Może potrzebuje czegoś innego, a nie naprawy tego co jest.
Czytam od dłuższego czasu i mam jedno skojarzenie. Mam kilka przedmiotów których używam regularnie i zauważyłam, że czasem one same jakby dają sygnał że coś jest nie tak, że tracą ten swoj charakter. Wiesia czy nie miałaś takiego poczucia względem przedmiotow których używasz? Że one też gdzieś odpłynęły razem z rytualem?
To co opisują i Dobrochna i Wiesia brzmi spójnie. I tu wracamy do tego co mowil Wajdelota o przestrzeni i co Indraphoros mówił o formie. Może nie jest to jeden problem, tylko kilka rzeczy które złożyły się w tym sammym czasie. Nowe miejsce, kilka miesięcy normalnego rozproszenia i stopniowy zanik intencji, i to razem tworzy coś co wygląda jak nagle zatrzymanie, a w rzeczywistości narastało.
To jest wlasnie coś o czym nie mówiliśmy wprost. Jeśli rytuał był przez lata zakotwiczeniem w trudnych momentach, to może teraz wymaga od niego czegoś czego wcześniej nie wymagałaś. Wcześniej byl tłem, teraz ma być ratunkiem. I moze dlatego czujesz, że nie daje rady bo rola się zmienila, a forma nie.
Kurcze, przeprazsam że znowu sie wtrącę, ale nie rozumiem jednej rzeczy mowicie o tym że rytual miał inne funkcje w roznych momentach zycia. ale skoro Wiesia robiła go codziennie przez lata to jak to mozliwe że nie zauwazala jak ta funkcja sie zmienia? Czy to jest cos co sie dzieje nieświadomie?
Oj, chyba tak, choć nie potrafilabym wskazać dokładnie kiedy. Przez pierwsze może dwa lata to było coś do czego trzeba było się zmuszac, potem stalo sie oczywiste jak mycie zębów. I właśnie to mi dawało poczucie ciągłości. A teraz czuuję się jakby coś w tej ciaglosci się urwało.
To co opisujesz, ten moment gdy coś staje się oczywiste jak mycie zębów, to z jednej strony jest dojrzałość praktyki. Ale jest w tym też ryzyko ktore właśnnie teraz widzisz. Czy próbowałaś kiedykolwiek rozmawiać z kimś o tym rytuale? Nie pytam o naukę, ale o zwykłą rozmowę, co to dla ciebie znaczy po co to robisz, co czujesz.
To co mówi Krystynka jest ważne. Bo rytuał który nigdy nie był nazwany na głos, opisany w słowach, może z czasem tracić kontury. Zostaje samo działanie, ale intencja która go tworzyła staje się coraz bardziej rozmyta. no dobra, nie dlatego że jest zla ale dlatego że nigdy nie była wyartykułowana poza wewnetrznym poczuciem.
Zastanawiam się czy nie jest tak że przez lata rytuał dostawał od Wiesi energię i uwagę, a teraz sama potrzebuje czegoś w zamian i ten rytm sie zaburzył. oj, nie wiem jak to ujac lepiej ale mam takie poczucie że to jest wymiana a nie tylko jednostronne działanie.
Wróćmy na chwilę do tego co powiedziała Wiesia o ciągłości. jeśli rytuał dawał poczucie ciągłości, to teraz gdy tej ciągłości brakuje, moze brakowac nie dlatego że rytuał przestał dzialac, ale dlatego że sama potrzebujesz inngo rodzaju zakotwiczenia niż to które miałaś. Czy próbowałaś zrobić coś zupełnie nowego zamiast naprawiać satry rytuał?
Śledzę tę rozmowe od początku i jedno mnie zastanawia. mówicie dużo o tym co rytuał robi z psychiką ze stanem uwagi z nawykiem. To wszystko ma sens. Ale nikt nie zapytał wprost, czego Wiesia oczekuje po tym rytuale teraz. Co ma się zmienić po tym gdy znowu zacznie działać? Może odpowiedź na to pytanie jest kluczem. 😀
No właśnie. i to jest dla mnie kluczowe w tym co opisujesz. Bo jeśli przez lata nie musiałaś tego nazywać, to znaczy że rytuał działał niejako sam z siebie na poziomie odczucia. Ale teraz gdy przestał, próbujesz go ocenić według kryteriów których wcześniej nie miałaś. i to może być też źródło tego poczucia że coś jest nie tak, po prostu nie masz miary.
Trochę chcę sie tu wtrącić, bo ta rozmowa poszła w ciekawe miejsce. wiesia pytała na początku czy to normalne że rytuał przestaje dzialac. I mysle, że ta dyskusja pokazuje że to pytanie jest trudne nie dlatego że odpowiedz jest skomplikowana, ale dlatego że samo słowo działa jest tu nieostre. co znaczy że rytuał działa? Zmienia coś na zewnątrz? Daje wewnętrzne poczucie? Pomaga przetrwać trudny dzień?
