Ja mam odwrotne doświadczenie niż Gabka i to jest może właśnie argument za tym żeby w ogóle próbować, bo nie wiesz jak jest u ciebie zanim nie sprawdzisz. Mnie fizyczne elementy rozpraszały, bo zaczynałam myśleć o samych elementach. Bez nich byłam bardziej skupiona na tym co chciałam żeby się działo.
To rozróżnienie między rytuałem jako aktem subiektywnym i rytuałem jako aktem obiektywnym jest może kluczem do całej dyskusji. Jeśli ktoś pracuje w ramach tradycji gdzie rytuał ma działać niezależnie od stanu wewnętrznego, to pytanie z tytułu wątku ma jasną odpowiedź negatywną. Ale jeśli ktoś pracuje poza taką tradycją albo buduje własną praktykę, to jest zupełnie inna sytuacja.
Czytam tę dyskusję od dawna i mam pytanie, może naiwne. Czy jeśli ktoś nie ma żadnej konkretnej tradycji i robi rzeczy po swojemu, to w ogóle ma sens pytać o to czy rytuał mentalny działa? Bo skoro sam ustala reguły, to sam decyduje co działa.
Agnese, ale właśnie to jest dla mnie pytanie praktyczne. Ja nie jestem w żadnej tradycji. Robię to po swojemu. I właśnie dlatego nie wiem gdzie szukać odpowiedzi, bo nie ma żadnego zewnętrznego autorytetu który mi powie tak albo nie. Zostaje mi albo próbowanie albo dyskusja taka jak ta, i okazuje się że dyskusja też nie daje jednej odpowiedzi, tylko więcej pytań. Co niekoniecznie jest złe.
Czytam tę dyskusję i mam pytanie do Sylwestra - mówisz że robisz to po swojemu i nie ma zewnętrznego autorytetu. Ale skąd w ogóle wziąłeś te formy które stosujesz? Bo jeśli gdzieś je podejrzałeś, przeczytałeś, to jednak jakiś kontekst jest, nawet jeśli nie czujesz się częścią żadnej tradycji.
To co opisuje Sylwester ma nawet swoją nazwę w badaniach, bricolage religijny. Claude Lévi-Strauss używał tego terminu do opisu tworzenia nowych struktur z dostępnych fragmentów. W kontekście współczesnej duchowości to jest już temat akademicki, bo mnóstwo ludzi buduje własne praktyki właśnie przez mieszanie elementów. Pytanie tylko czy taki miks ma tę samą spójność co tradycja która wyrosła przez setki lat.
Wrócę trochę do wcześniejszego wątku, bo mam wrażenie że dyskusja o tradycjach i bricolage trochę oddala nas od pytania z tytułu. Pierwotne pytanie było o to czy rytuał może być czysto mentalny. I chyba nie doszliśmy jeszcze do tego czy ktoś w tej dyskusji faktycznie próbował robić to długoterminowo i co z tego wyszło. Bo mamy dużo teorii, a mało konkretnych doświadczeń.
Ja próbowałam przez jakieś dwa tygodnie robić tylko mentalne i mogę powiedzieć tyle, że na początku było dobrze, a potem coraz trudniej utrzymać tę samą jakość skupienia. Jakby bez fizycznych elementów nie było żadnego sygnału że zaczynam i kończę, i to się zlewało z normalnym myśleniem. Nie wiem czy to przez brak tradycji czy po prostu mój sposób działania.
To co mówi Slonecznica pasuje do tego jak działa kotwiczenie w NLP, konkretny bodziec fizyczny jako wyzwalacz stanu. Więc może pytanie nie powinno brzmieć czy rytuał bez fizycznych elementów jest możliwy, tylko czy można stworzyć wystarczająco silne kotwice mentalne żeby działały tak samo jak fizyczne.
To jest dokładnie to rozróżnienie które próbowałam wcześniej wprowadzić. Rytuał jako akt subiektywny i rytuał jako akt który ma charakter obiektywny. I nie można przeskakiwać między tymi dwoma ramami bez zmiany fundamentalnych założeń. Jeśli ktoś wierzy że rytuał zmienia coś w świecie zewnętrznym, to musi zdecydować czy myśl może to zrobić. I to jest pytanie metafizyczne, nie techniczne.
Agnese, chyba tak to wygląda i właściwie to jest niekomfortowe ale uczciwe. Nie wiem co wierzę o tym jak to działa. I może właśnie dlatego to pytanie mnie nie opuszcza. Bo jeśli nie wiem po co formy, to nie wiem czy ich brak jest problemem.
a ja sie zastanawiam czy to ze ktos nie wie co wierzy to naprawde przeszkoda, bo u mnie tez jest tak ze nie mam jednej odpowiedzi i jakosc moich praktyk sie rozni, ale nie wiem czy to przez brak przekonania metafizycznego czy zwykly brak skupienia w danym dniu
Jest jeszcze trzecia warstwa której tu nie dotknęliśmy. Nawet jeśli ktoś nie wierzy w żaden obiektywny mechanizm, rytuał może działać przez to co w psychologii nazywa się efektem dramatyzacji, nadawaniem zdarzeniu wagi przez jego oprawę. Badania Connortonów i innych nad rytuałem jako memorią społeczną pokazują że sama forma nadaje wydarzeniu rangę. Mentalny rytuał tej rangi nie ma bo nikt poza tobą nie może tego potwierdzić.
Ale to nie jest argument za tym że prywatny rytuał jest niemożliwy, tylko że jest inny rodzaj rytuału. Medytacja buddyjska jest rytuałem prywatnym i nikt nie kwestionuje jej jako kategorii. Pytanie Sylwestra brzmi czy ta prywatność może być całkowicie mentalna, bez ciała, bez oddechu, bez żadnego fizycznego zaangażowania. I to jest nadal otwarte.
Właściwie to mam podobne pytanie co Sylwester, tylko z innej strony. Są sytuacje kiedy nie można zrobić nic fizycznego, nie ma czasu, miejsca, warunków. I zastanawiałam się czy w takich momentach coś czysto mentalnego ma sens jako substytut, albo czy lepiej po prostu poczekać na warunki. Bo może niedokończone lepiej niż źle zrobione?
Marsella, ja też o tym myślałem. Bo w życiu zdarzają się momenty kiedy coś powinno się zrobić a nie można. I nie wiedziałem czy lepiej zrobić coś okrojonego mentalnie czy poczekać na odpowiedni moment. Ostatecznie robiłem jedno i drugie w różnych sytuacjach i nie wiem czy to był dobry wybór.
No właśnie, bo mnie interesuje konkretna sytuacja. Czasem jestem w miejscu gdzie nie mogę zapalić czegokolwiek, nie mam przy sobie żadnych przedmiotów, jest hałas dookoła. I zastanawiam się czy w takim kontekście coś czysto wewnętrznego cokolwiek robi, czy to tylko samopocieszenie.
mam podobnie jak marsella, nie zawsze mam warunki i czasem robiłam takie krótkie rzeczy w myslach i czułam ze cos sie zmienilo we mnie ale nie wiem czy to nie jest tylko autosugestia i czy to ma znaczenie ze to autosugestia jesli efekt jest realny
Ten wątek z autosugestią jest o tyle ciekawy że tradycje które rytuały konstruowały nie rozróżniały między psychologicznym a metafizycznym efektem tak jak my to robimy. Dla praktykującego szamana czy kapłanki działanie było jedno i drugie naraz. To my potem podzieliliśmy to na kategorie.
Wróćmy do Marselli, bo jej pytanie jest bardziej praktyczne i konkretne. Jeśli nie ma warunków, to co się robi? Moim zdaniem jest różnica między rytuałem a intencją. Można mieć intencję zawsze i wszędzie. Rytuał wymaga pewnej formy. Mentalna forma też jest formą, ale wymaga treningu żeby być wystarczająca.
Właściwie to mi się wydaje że ta dyskusja trochę za bardzo komplikuje prostą sprawę. Intencja jest zawsze dostępna, forma pomaga, ale nie jest konieczna. Każdy kto praktykuje dłużej wie że jest faza kiedy fizyczne rzeczy są potrzebne i faza kiedy stają się opcjonalne.
Gabka, to jest dobre pytanie i trochę niepokojące. Jak w ogóle odróżnić że coś działa lepiej bo osiągnęłam głębszy poziom od tego że po prostu przyzwyczaiłaś się i przestałaś to kwestionować?
No to jest pytanie o weryfikację i chyba nie ma tu jednej metody. Ale można obserwować efekty w czasie, porównywać okresy z pełnymi rytuałami i bez, i wyciągać własne wnioski. Subiektywne, ale to jedyne co mamy.
to moze w ogole nie chodzi o izolowanie zmiennych tylko o to jak sie czujemy w procesie, ze mamy jakas praktyke i ona nam daje grunt pod nogami, nawet jesli nie da sie udowodnic ze ona robi to a nie tamto
Właśnie sobie myślę że ta dyskusja od początku kręci się wokół tego czy mentalne zastępuje fizyczne, ale może w ogóle nie o to chodzi. Może pytanie powinno brzmieć: kiedy forma fizyczna coś dodaje, a nie czy jest konieczna. Bo to są dwa różne pytania i odpowiedzi też będą różne.
To co Kometka pisze o granicy jest ciekawe, bo ja właśnie tego szukałem kiedy zadawałem to pytanie na początku. Chodzi mi o to, że rytuał w głowie jest trudniejszy do zamknięcia. Jak zapalasz świeczkę i ją gasiszz, to wiesz że koniec. Jak robisz coś tylko myślami, to skąd wiesz że przestałeś? Czy to w ogóle ma sens jako pytanie?
