To właśnie ta sprzeczność z którą dużo osób się zmaga. Albo chronisz przestrzeń przez komunikację, albo przez zamknięte drzwi, albo przez czas kiedy wiesz że nikogo nie będzie. Każde rozwiązanie ma swój koszt. Komunikacja wymaga gotowości drugiej strony, zamknięte drzwi wymagają fizycznej możliwości, a czas - że w ogóle taki masz. Choć dla Cynamonki problem jest konkretny i inny - nie chodzi o hałas za ścianą, tylko o czyjąś decyzję żeby wejść.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, moze naiwne - czy jest jakas tradycja albo system ktory ma gotowe słowa na ten konkretny moment? Nie zamknięcie po fakcie tylko cos powiedzianego w sekundzie przerwania?
Naparstnica to świetnie ujęła. Mnie nie chodzi o to, czy "przepadło" coś metafizycznie. Chodzi o to, że byłam w środku czegoś i ktoś po prostu wszedł, jakby to była kuchnia, a nie moja przestrzeń 🙂 I właśnie zastanawiam się nad tym co pytała Brzoskwinka - jak w ogóle funkcjonować z rytuałami w miejscu dzielonym z kimś, kto nigdy do końca nie będzie traktować tego poważnie.
To pytanie mnie też dotyczy i nie znalazłem dobrej odpowiedzi. próbowałem różnych podejść - informowanie z wyprzedzeniem, zamykanie drzwi, wybieranie godzin kiedy nikogo nie ma. każde ma swoje ograniczenia. najgorzej jest właśnie to co mówiłem wcześniej - nawet jak nikt nie wejdzie, to mam w głowie że może wejść. i to działa na mnie gorzej niż samo wejście.
serio, to nie jest oszukiwanie. Rytuał zawsze działa w jakimś kontekście i ten kontekst nigdy nie jest idealny. W tradycjach gdzie rytuały były praktykowane publicznie - a tak było przez większość historii - przerywanie, hałas, przypadkowi przechodnie byli normą, nie wyjątkiem. Prywatność rytuałów to dość nowoczesna idea. pytanie więc nie brzmi jak stworzyć idealną ciszę, tylko jak budować skupienie mimo jej braku. Choć rozumiem że dla Cynamonki problem jest konkretny i inny - nie chodzi o hałas za ścianą, tylko o czyjąś decyzję żeby wejść.
