Byłam ostatnio w połowie rytuału oczyszczającego, świece zapalone, sól poukładana, wszystko jak trzeba. I wchodzi siostra po ładowarkę. Tak po prostu. Bez pukania, stanęła, powiedziała przepraszam i wyszła. Ale energia była już kompletnie rozbita. I teraz mam pytanie do tych z doświadczeniem - czy w ogóle się coś mówi w takiej sytuacji? Zaczyna się od nowa, czy można skończyć w połowie bez większych konsekwencji? Ja po prostu zgasiłam świece i stałam bez pojęcia co robić.
To zależy od tego, co konkretnie robiłaś i w jakiej tradycji. Przy rytuale oczyszczającym przerwanie w połowie to nie jest żaden dramat, nie ma tu otwartego połączenia, które trzeba zamknąć. Rozumiem ten dyskomfort, ale ja w takiej sytuacji po prostu kończę we własnym tempie. Nawet jeśli ktoś wszedł. Mówię coś w stylu, że zamykam przestrzeń, dziękuję i tyle. Nie ma jednej formuły, która działa na wszystkich.
No, nie do końca się z tym zgadzam. Jak masz otwartą przestrzeń energetyczną i ktoś wejdzie, to wprowadza swoją energię i to już zupełnie inna praca 🙂 Przy oczyszczaniu może być jeszcze względnie ok, ale przy głębszych rzeczach - wywoływanie, praca z runami, cokolwiek z intencją na konkretny cel - naprawdę trzeba wiedzieć jak to zamknąć. Nie możesz po prostu zgasić świeczki i iść spać.
Mam w sumie inne pytanie - czy są jakieś tradycje z gotowymi formułami na takie sytuacje? Każdy robi po swojemu, ok, ale to musi być problem stary jak świat. Ludzie zawsze żyli z innymi, ktoś zawsze mógł wejść w złym momencie 🙂 nie wierzę że nie ma żadnego rytuału naprawczego na to.
W tradycji ceremonialnej jest coś takiego jak banishing po przerwaniu - nie chodzi o żaden skomplikowany obrzęd, ale o świadome zamknięcie przestrzeni słowem i gestem zanim wyjdziesz z miejsca rytuału. w praktyce wiccańskiej krąg zawsze zamyka się formalnie, nawet jeśli coś poszło nie tak w środku 😉 Sens jest prosty - skoro świadomie otworzyłaś, to świadomie zamykasz. Niezależnie co się działo w środku. Sam akt zamknięcia może być bardzo krótki.
A jak to wygląda kiedy w ogóle nie pracujesz w żadnej konkretnej tradycji? o matko, bo czytam dużo o różnych podejściach ale nie identyfikuję się z jednym nurtem i zawsze mam wątpliwości czy takie formalne zamknięcie ma sens bez żadnej konkretnej nauki za plecami.
Wchodzę, bo rzadko piszę w tematach o rytuałach, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o energetycznym zamknięciu, rozbitej przestrzeni - co to właściwie znaczy w praktyce? Jak ktoś wchodzi do pokoju, to co dokładnie zostaje przerwane? Pytam bez złośliwości, naprawdę nie łapię mechanizmu.
No właśnie to mi pomaga. Jak słyszę to w kategoriach koncentracji i intencji, a nie samej energii, to łatwiej mi to ogarnąć. I myślę, że siostra chyba nie wyrządziła mi żadnej szkody, po prostu zerwała mi ten stan skupienia w połowie czegoś ważnego.
Z perspektywy medytacji to dokładnie tak działa - nie chodzi o to, że coś magicznie się rozbiło w przestrzeni, tylko że stan który budowałaś przez kilkanaście minut nagle wyparował. I to jest po prostu frustrujące. Ale wracając do pytania z tytułu - czy jest jakaś konkretna formuła na takie momenty? Bo to mi nie daje spokoju. Słyszałam o praktykach gdzie jest coś w stylu podziękowania i wyraźnego zamknięcia nawet przy nagłym przerwaniu.
A co jeśli ktoś wchodzi celowo, bo wiedział że robisz coś ważnego? To chyba działa zupełnie inaczej emocjonalnie niż przypadkowe wejście po ładowarkę. jedno to rozproszenie, a drugie to już jakis rodzaj sabotażu i naprawdę nie wiem, czy da się to wrzucać do tej samej kategorii.
Ten wątek zastanawia mnie z trochę innej strony. Mówimy o tym co powiedzieć kiedy coś przerwie rytuał, ale czy nie ważniejsza jest kwestia prewencji? Większość tradycji które znam zakłada wyraźne zaznaczenie przestrzeni zanim się zacznie - właśnie po to, żeby zminimalizować ryzyko. Zamknięte drzwi, powieszony znak, informacja dla domowników. Nie zawsze możliwe, ale to chyba punkt wyjścia.
Czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie, że każdy mówi o czymś trochę innym. Bo są tu dwie rzeczy naraz: co powiedzieć energetycznie żeby domknąć przestrzeń, i co powiedzieć dosłownie tej osobie, która weszła. O obu można rozmawiać, nie?
A ja się zastanawiam, czy to "co tym razem" nie boli bardziej niż samo przerwanie właśnie dlatego ze to jest ocena, nie tylko przeszkoda. to chyba inny problem niż energetyczne zamknięcie przestrzeni.
No właśnie, bo jedno to techniczna sprawa co zrobić z rytuałem, a drugie to emocje po fakcie. i mi się wydaje, że ten wątek trochę to miesza i dlatego trudno dojść do konkretów. bo "co powiedzieć" może znaczyć naprawdę różne rzeczy i wszyscy mówią o czymś innym.
Kilka godzin. I nie wiem nawet czy to przez to przerwanie, czy przez to "co tym razem". Chyba przez oba. Ale masz rację, że to się miesza i trudno oddzielić.
Słuchajcie, bo mi się tu rozmywa to o co chodziło na początku. Tytuł jest o zakłóceniu, a teraz rozmawiamy o relacji z siostrą. Mam pytanie do Cynamonki - czy w momencie przerwania czułaś coś konkretnego poza frustracją? Jakiś fizyczny sygnał, zmianę w ciele?
Opisujesz coś, co w niektórych tradycjach nazywa się nagłym wybudzeniem ze stanu zmienionej świadomości. I właśnie dlatego mówi się o domknięciu - nie dlatego, że coś złego się stanie jeśli tego nie zrobisz, ale dlatego, że płynne wyjście jest zdrowsze dla układu nerwowego. To trochę jak różnica między powolnym budzeniem a budzikiem w środku snu.
I właśnie to jest argument za tym, żeby mieć jakiś rytuał zamknięcia nawet dla siebie, niezależnie od tego co na zewnątrz. Kilka głębokich oddechów, jedno zdanie powiedziane na głos, coś co sygnalizuje ciału i głowie że czas wyjść. To nie musi być forma z tradycji, może być całkowicie własna.
To co mówisz to jeden z ważniejszych problemów przy pracy bez tradycji. Formuły zamknięcia w systemach ceremonialnych nie wzięły się znikąd - są skondensowanym sposobem oznaczenia końca. Jak robisz własną, chodzi o jedno: żeby twój mózg uznał ją za sygnał zakończenia. Może to być to samo zdanie za każdym razem, gest, zgaszenie świecy, cokolwiek - byle konsekwentne.
Ale wracając do pytania z tytułu - bo przez całą tę rozmowę właściwie nie padło jedno konkretne zdanie. eee, co mówisz albo robisz w tej chwili kiedy ktoś wchodzi i wszystko się sypie? Nie przed, nie po. tylko w tamtej sekundzie?
To jest coś czego mi brakowało w tamtej chwili. Żeby cokolwiek powiedzieć, żeby to ja miała ostatnie słowo, a nie to wejście. Czułam się jakby sytuacja mnie rozgromiła i nie miałam żadnej odpowiedzi. Jedno słowo - śmiesznie proste, ale chyba właśnie dlatego może zadziałać.
To jedno "zamykam" brzmi naprawdę prosto, ale właśnie o to chodzi, nie? czytam, że im mniej skomplikowana forma, tym łatwiej wypalić w panice. bo w momencie kiedy ktoś wchodzi i wszystko się sypie, to nie masz czasu na żadne długie formuły.
Mam pytanie do Cynamonki, bo cały czas zastanawia mnie jedna rzecz - czy to był rytuał robiony regularnie, czy coś jednorazowego? Bo to zmienia trochę podejście do tej "naprawy", jeśli w ogóle tego słowa użyć.
no dobra, Nie wiem szczerze. Chyba gdzieś pomiędzy - nie zerowanie, ale jakieś rysy. Że następnym razem będę miała z tyłu głowy, że to się już raz zdarzyło i może się znowu zdarzyć.
To rysy na poczuciu bezpieczeństwa, nie na samym rytuale. I to naprawdę trudno rozdzielić, bo miejsce i atmosfera są częścią tego, co rytuał robi. Jak masz w tyle głowy "a może ktoś wejdzie", to trudno się w ogóle skupić.
To już trochę inne pytanie niż z tytułu, ale też ważne. sam mam taki problem - robię coś i zawsze z tyłu głowy jest że ktoś może wejść. i to rozproszenie jest chyba gorsze niż samo wejście.
Liczyłam. o matko. I to chyba mój błąd, bo powinnam była uprzedzić. Ale jednocześnie nie chcę za każdym razem tłumaczyć się ze swoich rytmów, bo to też jest wyczerpujące.
