Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób ci...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób cierpiących z samotności - praktyki dla siebie

Strona 1 / 2

Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Nie wiem jak to ująć, żeby nie brzmiało banalnie, ale od jakiegoś czasu mam poczucie, że samotność to nie jest tylko stan, który mija jak zmienia się coś na zewnątrz. Siedzi głębiej. I zastanawiam się, czy są jakieś praktyki, rytuały, cokolwiek, co można robić na siebie, bez czekania aż życie się jakoś ułoży. Nie chodzi mi o to, żeby przyciągnąć kogoś konkretnego ani w ogóle kogoś przyciągnąć. Bardziej o to, żeby zmienić coś w sobie. Może sposób, w jaki w ogóle funkcjonuję z tym uczuciem. no, czy ktoś chodził podobną drogą?


Odpowiedz
128 odpowiedzi
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Mnie to pytanie trochę zaskoczyło, bo większość osób w takiej sytuacji od razu szuka czegoś "na partnera", a tu ktoś mówi, że chce pracować na siebie. To już jest jakaś zmiana perspektywy. Ja przez chwilę robiłam pewną praktykę, którą można by nazwać rytuałem przyjmowania własnej obecności, ale nie wiem czy to co mam na myśli, to będzie coś, czego szukasz. Może najpierw powiedz, jak to wygląda u ciebie od strony codzienności? Czy to jest samotność, która przychodzi falami, czy raczej takie stałe tło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 130

@Zawilec Falami głównie. Są dni, że w ogóle mi to nie przeszkadza, a potem nagle wieczorem siada na mnie tak że trudno oddychać. Nie szukam konkretnej osoby, po prostu mam wrażenie, że żyję jakby obok swojego życia, jeśli to ma sens. I to chciałabym zmienić.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja się wtrącę, bo to mnie dotyczyło przez dłuższy czas. Próbowałam różnych rzeczy i powiem szczerze, że rytuały, które działały na mnie zewnętrznie, tzn. świece, kadzidła, wizualizacje, robiły jedno: zmuszały mnie do zatrzymania się 😉 I to było ich jedyne działanie, które miało sens. Nie żadna magia, tylko fakt, że przez te piętnaście minut nie uciekałam w telefon ani seriale. Ciekawa jestem, czy inni to tak samo odczuwali, bo słyszałam też opinie, że u niektórych to idzie głębiej i ta zmiana jest trwalsza.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Bernadka02 To co napisała to jest w sumie sedno, tylko niekoniecznie całe bo to zatrzymanie się ma różną głębokość. znam tradycje, w których rytuał jest bardzo swiadomie skonstruowany właśnie po to, żeby nie był tylko pauzą ale czymś, co reorganizuje wewnętrzne nastawienie. słowiańskie praktyki związane z tzw. "siedzeniem przy sobie" np. Tam nie chodziło o zaproszenie kogoś z zewnątrz, tylko o zasiedzenie się w sobie na tyle długo, żeby przestało być nieznośnie. Ale to wymaga regularności, nie jednorazowego eksperymentu.


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Mikolajek A co konkretnie rozumiesz przez "siedzenie przy sobie"? Bo to brzmi jak medytacja, ale podejrzewam, że masz na myśli coś inaczej osadzonego. Czy to miaało jakiś konkretny kontekst rytualny, czy bardziej zwykłe siedzenie w ciszy z intencją?


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Nekromanta.ka Nie, to nie była medytacja w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Bardziej rytualne przebywanie. w niekturych tradycjach słowiańskich były praktyki, gdzie człowiek siadał sam, bez żadnej aktywności, przy ogniu lub świecy, przez określony czas. Bez muzyki bez modlitwy. Po prostu był. I ten czas miał być dedykowany sobie, jako pewnego rodzaju akt szacunku wobec własnego istnienia. nie terapia. Raczej gest. Jak kłanianie się sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu, bo temat jest ciekawy, ale chcę rzucić inny kąt. w pracy z czakrami to czego szukamy przy samotności tego rodzaju, czyli tej egzystencjalnej, a nie tylko braku towarzystwa, to często zakleszczenie w czakrze serca i sakralnej jednocześnie. tylko że praca z tym przez rytuał zewnętrzny bez wewnętrznego porządkowania daje bardzo krótkotrwałe efekty. Widziałem to nie raz. ktoś robi rytuał, czuje poprawę na kilka dni, a potem wraca do punktu wyjścia, bo nie zmienił nic w tym, jak interpretuje swój stan. Mam wrażenie, że w tym wątku mówimy trochę o dwóch różnych rzeczach naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

To "żyję obok swojego życia" to bardzo konkretne. i to jest inna sprawa niż zwykła tęsknota za człowiekiem. Ja to też znałam. Robiłam wtedy taką praktykę, która polegała na tym, że wieczorem przez kilka minut świadomie nazywałam co się wydarzyło w ciągu dnia. no ale, na głos, do siebie, bez oceniania. coś między dziennikiem mówionym a rytuałem obecności. Głupio brzmi w opisie, ale miało sens w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Ta kwestia nazywania na głos to mnie ciekawi. Czy to nie jest za bardzo psychologia niż rytuał? Pytam serio, bo sama bywam na granicy i nie zawsze wiem, gdzie jedno się kończy a drugie zaczyna. Bo rytuał w moim rozumieniu ma jakiś element symboliczny, intencjonalny, coś co wychodzi poza samo nazywanie faktów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Chryzoprazkaa Właśnie o to mi chodziło wcześniej. Myślę, że różnica jest w tym, czy robimy coś z intencją i świadomością, że to "działa na jakimś poziomie", czy tylko notujemy. Sama granica jest płynna. Ale jak ktoś zapala świecę i mówi do niej, to nie jest tak samo jak pisanie w notatniku. Nie wiem czemu, ale nie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam tę rozmowę i mam mieszane odczucia. Bo z jednej strony to co mówi Mikolajek ma sens i ma korzenie, ale z drugiej strony kiedy ktoś cierpi, to najgorsze co można mu powiedzieć to "po prostu siedź i bądź" bo to nie jest takie proste. samotność tego rodzaju, o jakiej mówi Henryka02, ma w sobie często element odcięcia od własnego ciała. I rytuały, które dobrze działają w takich przypadkach to te, które mają komponent sensoryczny. ogień, zapach, coś w dłoniach. Nie żeby "coś wywołać", ale żeby dać sygnał układowi nerwowemu, że jest teraz, tu. to nie jest magia w sensie transakcyjnym. To jest magia w sensie oddziaływania formy na treść.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Pustelnik Zgadzam się z sensoryką, ale zostałbym ostrożny z formułowaniem "najgorsze co można powiedzieć". bo to zależy od osoby. znam ludzi, dla których właśnie zatrzymanie się w ciszy było pierwszym momentem od miesięcy, gdy poczuli coś autentycznego. Natomiast masz rację, że ciało jest tu kluczowe. Praca z intencją bez zakotwiczenia w ciele to często praca w próżni.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wchodzę, ale jestem trochę zagubiona. Czy mogłabym zapytać, jak taki rytuał z sensoryką w praktyce wygląda? Tzn. czy to jest coś, co się planuje, przygotowuje, czy raczej coś spontanicznego? I ile czasu to zajmuje? Bo jak słyszę "rytuał", to wyobrażam sobie coś bardzo skomplikowanego i boję się, że nie dam rady.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Teodorka Niekoniecznie skomplikowanego. Możesz zacząć od czegoś bardzo prostego. Zapalasz jedną świecę. Siadasz. przez kilka minut patrysz w ogień i mówisz do siebie, na głos lub w myślach, coś w rodzaju: "jestem tu". Bez oczekiwania, że coś się stanie. Kluczowe jest powtarzanie w tych saych warunkach. Ten sam czas, ta sama świeca albo ten sam rodzaj świecy, to samo miejsce. Rytuał staje się rytuałem przez powtórzenie, nie przez jednorazowy spektakl. Regularność sprawia, że mózg zaczyna traktować to jako sygnał do wejścia w inny tryb.


Odpowiedz
Wpisy: 417
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Nie chcę psuć atmosfery, ale trochę sceptycznie podchodzę do tłumaczenia rytuałów przez to, co robi mózg. Albo to jest coś duchowego, albo to jest technika relaksacyjna. Jak mówimy "mózg zaczyna traktować", to jesteśmy w zupełnie innym dyskursie niż rytuał. Mam wrażenie, że te dwa podejścia są mieszane i to może być mylące dla kogoś kto szuka naprawdę czegoś magicznego, a nie ćwiczenia oddechowego ze świecą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Kornelia A co dla ciebie jest tym "naprawdę magicznym"? Bo to jest właśnie ta trudna granica. eh, Wiele tradycji magicznych nie oddziela ducha od ciała. Ciało jest częścią praktyki, nie jej przeszkodą. Pytam serio, bo chętnie bym poczytał jak ty to rozróżniasz.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

no dobra, właśnie, to jest dobre pytanie. ja sama długo myślałam, że rytuał musi produkować jakiś "efekt zewnętrzny", żeby być prawdziwy. Potem zmieniam zdanie. Nie wiem do końca czemu, ale zmieniłam. Może przez to, że zaczęłam czytać o tym jak funkcjonują rytuały przejścia w różnych kulturach. One nie "wywołują" zmiany. One ją ogłaszają. Coś się już zmieniło, a rytuał to formalizuje. Ciekawe, czy tu też tak to działa.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Chryzoprazkaa To jest bardzo ciekawe ujęcie. Że rytuał ogłasza, a nie wywołuje. Mam wrażenie, że to by tłumaczyło, czemu te krótkotrwałe efekty o których mówiła Bernadka02 tak działają. Może ktoś robi rytuał za wcześnie, zanim faktycznie coś w sobie przestawi? ojej no i dlatego nie "przykleja"?


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Zawilec Wchodzę bo czytam od początku i chcę się odnieść do tego co mówiła o nazywaniu. Mam wrażenie, że ten element jest mocno niedoceniany. W czakrze gardła jest coś takiego, że głos fizycznie przenosi intencję. Jak mówisz do siebie na głos, to nie jest to samo co myślenie o tym. Pracowałam z tym przez długi czas i naprawdę czuję różnicę. Nazwanie czegoś na głos zmienia ciężar tej rzeczy. Czy to jest rytuał? Moim zdaniem tak, jeśli wchodzisz w to z intencją i świadomością.


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Irenka.1 Ale co rozumiesz przez intencję w tym kontekście? Bo to słowo lata tu dość luźno i każdy chyba rozumie je inaczej. Czy wystarczy, że chcę żeby to działało, czy chodzi o coś bardziej precyzyjnego?


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Nekromanta.ka To jest właśnie to. Intencja to nie jest życzeenie. w tradycjach które znam, intencja to było coś bliższego kierunkowi uwagi utrzymanemu przez czas. Nie myślę sobie "chcę przestać się czuć samotny" i po sprawie. Raczej: przez cały czas trwania rytuału moja uwaga jest skierowana na konkretny stan, który chcę rozpoznać. To jest różnica między prośbą a praktyką.


Odpowiedz
Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to wszystko i mam wrażenie, że każdy mówi o czymś trochę innym, ale gdzieś w środku to jest spójne. Ta regularność, o której mówił Pustelnik, ta sensoryka, to siedzenie Mikolajka przy sobie. To wszystko wydaje się mówić, że chodzi o budowanie jakiegoś nowego stosunku do własnej obecności. Tylko że ja nie wiem, od czego zacząć. czy jest coś konkretnego, co mogłabym spróbować jako pierwsze, bez ryzyka, że zrobię coś nie tak?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Henryka02 To co napisała o budowaniu nawyku obecności przy sobie to mnie zatrzymało. Bo w runach jest taka koncepcja, że każdy znak to nie tyle symbol, ile stan. i jak ktoś regularnie siada z runą, dajmy na to Sowulo albo Ingwaz, to nie chodzi o to, żeby coś "dostać". chodzi o to, żeby przez powtarzanie tego kontaktu zacząć rozumieć, czym ten stan jest w sobie samym. Sowulo to między innymi integralność, Ingwaz to dojrzewanie w odosobnieniu. Nie wiem czy to jest dokładnie to o czym mówisz, ale w kontekście samotności, tej egzystencjalnej, o której piszecie, to ma sens.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Kupalo95 A jak to wygląda w praktyce? To znaczy, siadasz z runą i co? Patrzysz na nią, medytujesz, czy to ma jakiś konkretny przebieg? Bo mnie zawsze runy kojarzą się z wróżeniem, nie z czymś co robisz na siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 417
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

eee, Dobra, słucham Mikolajka i rozumiem, ale mam pytanie praktyczne. Jak ktoś jest naprawdę w dołku z powodu tej samotności, to skąd ma wziąć tę uwagę? Bo to co opisujesz zakłada już jakiś stopień wewnętrznego spokoju. A jak go nie ma? Pytam serio, bo nie każdy może po prostu "utrzymać kierunek uwagi przez czas".


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Kornelia To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale żeby nie zostawić tego w zawieszeniu: właśnie dlatego sensoryka, o której rozmawialiśmy wcześniej, jest użyteczna jako wejście. Ciało jest łatwiej uchwytne niż uwaga 🙂 Jeśli nie możesz skupić się na intencji, to możesz skupić się na tym, że czujesz ciepło świecy, słyszysz dźwięk czujesz zapach. To jest wejście boczną furtką do tego samego miejsca. Nie idealnne, ale realne.


Odpowiedz
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 180

@Pustelnik Właśnie tego szukałam. Że można zacząć od czegoś bardzo konkretnego, fizycznego, i nie trzeba od razu wiedzieć co się robi. Chociaż mam pytanie, czy to nie jest tak, że jak ktoś jest bardzo w dołku, to samo siedzenie przy świecy może być smutne? Sama próbowałam kiedyś meditacji i płakałam przez całe 10 minut bez powodu.


Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Teodorka Tak, to się zdarza. I to nie jest znak, że coś poszło nie tak. Przynajmniej w moim doświadczeniu. Jak pierwszy raz zrobiłam coś celowo sama dla siebie w ciszy, to też się popłakałam. Myślę, że to jest po prostu to, co było w środku i nie miało gdzie wyjść. Rytuał dał temu przestrzeń. To nie jest przyjemne, ale chyba normalne.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Bernadka02 Zostałbym przy tym co powiedziała , bo to ważne. Płacz w trakcie praktyki to w bioenergoterapii coś co się nazywa uwolnieniem, ale nie lubię tego słowa, bo brzmi jak z broszury. W skrócie: ciało przechowuje napięcie i jak przestajesz je rozpraszać, to ono gdzieś wychodzi. To nie znaczy, że rytuał jest za trudny. To znaczy, że zadziałał.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Simargl96 Ale jak to odróżnić od sytuacji, kiedy komuś po prostu jest bardzo źle i samotne siedzenie przy świecy go dobija zamiast pomagać? bo chyba jest jakaś granica, nie?


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Chryzoprazkaa Tak, jest. I to ważna granica. Moim zdaniem sygnałem jest to, czy po rytualne jest lżej, czy ciężej. Płakanie w trakcie, a potem ulga, to jedno. Płakanie w trakcie i potem spirala, to drugie. Nie chcę powiedzieć, że rytuał może zastąpić cokolwiek innego, bo to nie jest prawda. ale jeśli po zatrzymaniu jest choć odrobina więcej spokoju, to znaczy, że kierunek jest dobry.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@eufemia02)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam i mam takie poczucie, że dużo tutaj mówicie o tym co się dzieje w trakcie i po, a mało o tym co przed. Czy sposób w jaki się przygotowuje do rytuału ma znaczenie? Mam na myśli, czy na przykład wcześniejsze afirmacje, albo choćby to, jak wchodzę w tę przestrzeń, zmienia coś w tym co potem czuję?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Eufemia02 W moim doświadczeniu tak. Ja zawsze przed czymkolwiek robię coś drobnego, co sygnalizuje mi, że teraz jest czas na to. Niekoniecznie coś złożonego, czasem po prostu myję ręce, albo zapalę kadzidło jako pierwsze. Coś co oddziela zwykły czas od czasu przeznaczonego na praktykę. Nie wiem czy to ma głębsze znaczenie, ale bez tego mam wrażenie, że jakoś nie wchodzę do środka tak naprawdę.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Zawilec Dokładnie to samo mam z runami. Ten moment przed jest właściwie częścią rytuału. no, wyjęcie runy, ułożenie jej spojrzenie na nią zanim cokolwiek zacznę, to nie jest wstęęp, to jest już praktyka. Jak to pominę, to całość czuję jakby przez folię.


Odpowiedz
Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

To co piszecie o tym "przed" mnie bardzo zastanawia, bo sama nie miałam o tym pojęcia. Zawsze myślałam, że rytuał to jest ta chwila, kiedy coś robię, zapalona świeca, słowa, cokolwiek. A tu wychodzi, że może ważniejsze jest jak do tego wchodzę. Czy jest coś konkretnego, co możecie polecić jako takie otwarcie dla kogoś, kto dopiero zaczyna? Nie coś skomplikowanego, ale takiego, żeby naprawdę zadziałało.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Henryka, rozumiem to pytanie, bo sama przez długi czas myślałam podobnie. Odpowiem konkretnie: zmycie rąk zimną wodą przed rytualem to jedna z najprostszych i jednocześnie najstarszych praktyk oczyszczających, jakie znam. Nie dlatego, że "magia wody", ale dlatego, że to fizyczna zmiana stanu. Zimna woda wybudza, skupia, wymaga obecności. Robisz to celowo, powoli, i to wystarczy żeby powiedzieć ciału, że coś się zmienia. W różnych tradycjach, od japońskich misogi po europejskie praktyki liturgiczne, obmycie rąk lub ciała pełniło właśnie tę funkcję graniczną ojej no, To nie jest przypadek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Agatka03 A nie uważasz, że to trochę ryzykowne mówić komuś "zrób tak, to zadziała"? Bo to brzmi już jak przepis, a nie jak budowanie własnej praktyki. Henryka02 pyta co ma robić, i odpowiedź jest konkretna, ale czy to nie zamyka czegoś, co powinno być odkrywane samemu?


Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Nekromanta.ka Rozumiem skąd to pytanie, ale nie zgadzam się. nie zgadzam się z tym. Żeby odkrywać samemu, trzeba mieć od czego zacząć. Dawanie komuś kompletnie pustej przestrzeni i mówienie "szukaj" to nie wolność, to porzucenie. Konkretna praktyka to punkt startowy. Co z nią zrobi i jak ją przetworzy, to już jej droga. Przepis jest wyjściem, nie więzieniem.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Tutaj po stronie Agatka03. Każda tradycja zaczyna od konkretnych form. Dopiero przez regularne ćwiczenie tych form odkrywa się, co za nimi leży. Idea "ucz się bez formy" jest stosunkowo nowa i moim zdaniem nie sprawdza się w praktyce bo bez struktury uwaga nie ma się na czym oprzeć. Zresztą Henryka02 sama napisała, że chce coś zrobić teraz, a nie za pół roku po własnym odkryciu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Mikolajek Dobra, ale jak to wygląda od strony praktycznej? Mówisz, że tradycja zaczyna od konkretnych form i że bez struktury uwaga się rozprasza. oj tam, To jaką strukturę proponujesz komuś, kto zaczyna od zera i ma tylko świecę i dobre chęci? Bo to brzmi logicznie w teorii, ale nie bardzo wiem jak to przełożyć na te pierwsze próby.


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wchodzę tu z boku, bo przeczytałem całą dyskusję o formie i muszę dopowiedzieć jedną rzecz. Forma nie musi być skomplikowana. W wielu tradycjach szamańskich wejście w przestrzeń rytuału oznaczało doslownie fizyczne przekroczenie progu, narysowanie linii, postawienie kamienia. Coś co oddziela. Dla kogoś, kto zaczyna, takim progiem może być zapalenie jednej świecy i powiedzenie na głos czegoś bardzo prostego, wlaśnie że teraz jest czas tylko na to. Nie trzeba więcej. Struktura to nie jest skomplikowanie, to jest powtarzalność.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 180

@Pustelnik A ta powtarzalność, to powinna być codziennie? Bo mam wrażenie, że jak zacznę coś robić regularnie, a potem odpuszczę przez kilka dni, to wszystko się rozpadnie. ojej no czy to jest tak, że przerwa niszczy to co się zbudowało?


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Teodorka Nie. Przerwa nie niszczy. To nie jest seria rachunków do zapłacenia, gdzie jak jedno pominiesz, to wracasz do punktu zero. W pracy z ciałem i z energią liczy się ogólny kierunek, a nie perfekcja wykonania. Gorzej jest, jak ktoś z poczucia winy po przerwie porzuca całość, niż gdyby po prostu wrócił.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Mogę się tu odezwać, bo to jest coś, z czym sama się mierzyłam. Przez długi czas myślałam, że nieregularność mnie dyskwalifikuje i że jak nie robię czegś codziennie, to w ogóle nie ma sensu zaczynać. Potem zobaczyłam, że to samo myślenie jest częścią problemu, bo samotność też często idzie w parze z poczuciem, że "nie zasługujesz" na dobre rzeczy, jeśli nie jesteś wystarczająco wytrwała. Więc może warto zacząć właśnie od nieregularności i zobaczyć czy to w ogóle coś daje, zamiast stawiać sobie poprzeczkę na starcie.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Bernadka02 To co mówisz o poczuciu "nie zasługuję" to jest bardzo konkretna obserwacja. Zastanawiam się, czy rytuał skierowany na siebie, na poczucie własnej wartości, nie byłby tutaj bardziej na miejscu niż rytuał na przyciągnięcie kontaktu z innymi. Bo jeśli ktoś ma to przekonanie głęboko w środku, to żadna ilość praktyk na zewnątrz tego nie ruszy.


Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Chryzoprazkaa Ale to nie jest tak zero-jedynkowe. Nie każda osoba, która czuje samotność, ma problem z poczuciem własnej wartości. Czasem człowiek jest po prostu sam przez okoliczności, przeprowadzka, zmiana pracy, koniec związku, i tęskni za połączeniem, a nie pracuje nad traumą. Nie wkładajmy wszystkich do jednej szuflady.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Zawilec Masz rację, że to uproszczenie. Ale Henryka02 pisała na początku, że nie chce czekać, że chce coś zrobić teraz. no I to "nie chcę czekać" może iść w kilku kierunkach, nie tylko w kierunku przyciągania kogoś z zewnątrz. Dlatego pytam, bo nie wiem co u niej stoi za tym zdaniem.


Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Zawilec Tak, mam takie miejsce i nawet nie byłam świadoma, że to jest właśnie to, co opisywała. Kąt przy oknie, konkretne krzesło, zawsze z kubkiem czegoś ciepłego. Nie planowałam tego jako rytuału, ale ciało samo zaczęło to kojarzyć. Jak tam siadam bez telefonu, coś się przestawia. Może to jest właśnie ta część o sygnalizowaniu sobie.


Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Bernadka02 Właśnie o to mi chodziło. To nie musi być coś, co wymyślasz od zera. Często już masz takie miejsce albo taki moment, tylko nie nazywałaś tego rytuałem. A jak zaczniesz to nazywać i robić świadomie to zmienia się jakoś jego jakość.


Odpowiedz
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 140

@Zawilec A czy ty uważasz, że samo nazywanie czegoś rytuałem zmienia to co się dzieje? Pytam szczerze, bo trochę mi to brzmi jak autosugestia. Czy nie jest tak, że siadasz przy oknie z kubkiem bez względu na to, jak to nazwiesz?


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Galaktyka72 To jest w sumie dobre pytanie, bo dotykasz czegoś, o czym antropolodzy spierają się od lat. W sensie ścisłym tak, autosugestia jest częścią tego mechanizmu. Ale nie każda autosugestia jest tylko "wyobraźnią". Jeśli powtarzalne zachowanie wytwarza w ciele konkretne skojarzenia i obniża kortyzol, to efekt jest mierzalny niezależnie od tego, czy to nazywasz rytuałem, nawykiem czy medytacją. Pytanie o "tylko autosugestię" zakłada, że umysł i ciało to oddzielne rzeczy, a to jest uproszczenie.


Odpowiedz
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 140

@Simargl96 Okej, to ma sens. Ale czy w takim razie liczy się tylko powtarzalność i skojarzenie ciała, czy jest jeszcze coś co odróżnia rytuał od zwykłego nawyku? Bo kubek kawy przy oknie to może być po prostu nawyk.


Odpowiedz
Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Nie spodziewałam się, że ktoś wróci do tego co napisałam na początku 🙂 Powiem szczerze, to jest trochę z obu stron. Nie mam poczucia, że coś jest ze mną nie tak, ale faktycznie mam wrażenie, że czekam i że ten czas w ciszy jest trochę zmarnowany. Jakby życie się zatrzymało. I stąd to pytanie, czy jest coś co mogę robić teraz, żeby to oczekiwanie nie było pasywne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Henryka02 To co napisała jest ważne i myślę że zmienia trochę kierunek rzomowy. jeśli problem nie jest "jak przyciągnąć kogoś" tylko "jak nie marnować czasu w samotności", to są zupełnie inne praktyki. Pracowałeś kiedyś z czymś, co w tradycjach nordyckich nazywa się "útiseta", czyli dosłownie siedzenie na zewnątrz w ciszy? W skrócie: celowe siedzenie sam ze sobą, bez celu i bez oczekiwań. Nie medytacja, nie rytuał, ale coś między. Właśnie po to, zeby czas sam ze sobą nie był odczuwany jako strata.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Mikolajek Znam tę praktykę z kontekstu runicznych poszukiwań. Ale mam pytanie, bo nie jestem pewien, czy ją dobrze rozumiem. Útiseta w źródłach nordyckich była często praktykowana w miejscu po kimś, kto umarł, albo w miejscach granicznych, żeby zasięgnąć rady. Czy tu używasz tego pojęcia trochę szerzej, czy naprawdę masz na myśli tę konkretną praktykę?


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Kupalo95 Dobrze, że pytasz. Używam szerzej, przyznam. W ścisłym sensie útiseta jest praktyką wróżebną i siadało się na kurhanie albo na rozstaju dróg. ale rdzeń tej idei, celowe, długie siedzenie samemu w ciszy bez celu i bez próby kontrolowania czegokolwiek, to już coś innego i to mam na myśli. Oderwałem to od kontekstu pogrzebowego, bo tu chodzi o coś innego, o naukę bycia ze sobą bez rozpraszaczy, nie o kontakt z przodkami.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Ciekawy kierunek, ale mam wątpliwość. Jeśli ktoś jest w naprawdę złym miejscu z powodu samotności to celowe siedzenie sam ze sobą bez zadnej struktury i bez celu może być po prostu nieprzyjemne bez żadnego efektu. Sam tak miałem kiedyś, że próbowałem "być w ciszy" i skończyło się spiralą myśli, nie jakimś wglądem. Co sprawia, że ta praktyka idzie w kierunku budowania czegoś, a nie po prostu w dół?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Nekromanta.ka Myślę, że to jest kwestia tego co robisz z ciałem, nie tylko z głową. jak siedzisz bez żdanego zakotwiczenia fizycznego, to glowa robi co chce. Ale jak masz coś w rękach, kamień, przedmiot, albo po prostu trzymasz ręce na kolanach i czujesz oddech, to jest inne doświadczenie 🙂 Ciało daje punkt zaczepienia, żeby myśli nie wciągnęły za mocno.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, może głupie pytanie, ale czy do takich praktyk na siebie, żeby nie tracić czasu w samotności, przydają się jakieś kamienie? Czytałam gdzieś o akwamarynie jako kamieniu, który ma pomagać w znoszeniu samotności i przechodzeniu przez okresy odosobnienia. Czy ktoś z tego korzystał?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@jadea96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 215

@Galaktyka72 Nie głupie pytanie, ale trochę sprostuję. Akwamaryn bywa kojarzony z jasną komunikacją i spokojem, ale przypisanie mu funkcji "na samotność" to raczej współczesna interpretacja, nie coś co ma długie historyczne korzenie. W kontekście kamieni, które faktycznie pojawiają się w starszych źródłach w kontekście introspekcji i bycia ze sobą, bardziej wyszłoby na obsydian albo labradoryt. Obsydian jako lustro, lbradoryt jako kamień graniczny, między tym co wewnątrz a tym co zewnątrz. Ale żaden kamień nie zastąpi samej praktyki 🙂


Odpowiedz
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 140

@Jadea96 Dziękuję, to ma sens. A to "lustro" w przypadku obsydianu to metafora czy dosłownie chodzi o patrzenie w kamień?


Odpowiedz
(@jadea96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 215

@Galaktyka72 Jedno i drugie, zależy od kontekstu. Aztekowie używali obsydianu dosłownie jako luster do wróżenia, to się nazywa wróżenie z wody. ale jest też warstwa metaforyczna, obsydian jako kamień, który pokazuje ci to, od czego uciekasz. W kontekście pracy z samotnością, nie jako problem do rozwiazania, ale jako stan do zrozumienia, ta metafora jest całkiem użyteczna. Choć do samej praktyki wystarczy mieć go po prostu w dłoni i siedzieć z nim. Bez rytualizowania na siłę.


Odpowiedz
(@eufemia02)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 218

@Jadea96 Bardzo mi się podoba ten wątek, bo przez chwilę bałam się, że rozmowa pójdzie tylko w kierunku świec i afirmacji. Jadea96 To co mówi o kamieniu jako punkcie zaczepienia jest dla mnie bardzo konkretne i brzmi jak coś, co mogłabym spróbować. Ale mam pytanie do całej grupy, czy taka praktyka z kamieniem lub siedzenie w ciszy, to robicie to w jednym stałym miejscu w domu, czy miejsca nie ma znaczenia?


Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Eufemia02 Mnie to pytanie zaskakuje, bo nigdy tak nie myślałam, ale jak się zastanawiam, to tak, mam jedno miejsce. Nie planowane, samo z siebie tak wyszło. może to jest właśnie to co Zawilec mówiła o sygnalizowaniu sobie, że teraz jest czas na coś innego. jak siadam w konkretnym kącie, ciało już wie że to nie jest czas na myślenie o liście zakupów.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

To jest pytanie, nad którym nie ma jednej odpowiedzi i myślę, że dobrze, że w ogóle tu weszło. Dla mnie różnica jest w intencji i uwadze. Nawyk możesz robić na autopilocie, rytuał zakłada, że przez chwilę jesteś naprawdę obecna w tym co robisz. Ale to nie jest moja autorska teoria, to jest coś co pojawia się i w literaturze antropologicznej, i w tradycjach kontemplacyjnych na całym świecie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Mikolajek Zgadzam się z tym, ale chciałabym dopytać o jeden szczegół. Mówisz "obecna w tym co robisz", ale co to znaczy konkretnie dla kogoś, kto zaczyna i nie wie jak rozpoznać, że jest "obecna"? Bo to brzmi oczywiscie, a w praktyce wcale takie nie jest.


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Irenka.1 To co pyta jest dla mnie kluczowe. Bo przez długi czas myślałem, że "bycie obecnym" to jakiś stan, który się osiąga, że coś się wyłącza i robi spokojnie. A potem zorientowałem się, że to po prostu sprawa tego, czy zauważasz co czujesz w danej chwili. Nie kontrolujesz myśli, po prostu je widzisz. I o dziwo, przy rytuałach na siebie, to jest ważniejsze niż jakikolwiek przedmiot czy miejsce.


Odpowiedz
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 180

@Nekromanta.ka Ale jak to wygląda praktycznie przy tym siedzeniu samemu? Tzn. siadasz, zauważasz myśli i... co dalej? Czy jest jakaś forma, którą stosujesz, czy po prostu siedzisz?


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Teodorka Różnie. Czasem po prostu siedzę i obserwuję co przychodzi. Ale mam też taki zwyczaj, że na początku, zanim usiądę, robię krótkie coś fizycznego, jakiś gest, który sygnalizuje że teraz zaczyna się ten czas. Może to brzmi dziwnie, ale to nie pozwala mi po pięciu minutach wrócić do telefonu, bo mam wrażenie, że "wyszedłem" z tamtego trbu i wszedłem w inny.


Odpowiedz
(@eufemia02)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 218

@Nekromanta.ka O, to jest bardzo konkretne i dziękuję za to! Właśnie szukałam czegoś takiego, jakiegoś progu, który daje sygnał. Bo mnie zawsze problem polega na wejściu, a nie na samym siedzeniu. Jak już jestem w środku, to jakoś idzie. Ale to pierwsze pięć minut to jest zmaganie z każdym możliwym rozproszeniem.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Eufemia02 To co opisujesz z pierwszymi minutami to jest zreszta coś, o cym mówi się w kontekście praktyk nordyckich, ten moment przekroczenia progu był dosłownie rytualizowany, wchodziło się w inne miejsce, robiło się coś, co oznaczało koniec jednego czasu i początek drugiego. To nie była magia w sensie nadnaturalnym, tylko po prostu psychologiczne zamknięcie poprzedniego trybu.


Odpowiedz
Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to wszystko i zaczynam rozumieć, że to o czym piszecie to nie jest jakaś skomplikowana praktyka, tylko bardziej świadome wejście w to, co już robimy albo moglibyśmy robić. Ale mam pytanie, które mnie ciągnie od początku. Czy te rytuały na siebie, o których mówicie, macie wrażenie, że zmieniają coś w tym jak potem czujecie się w kontakcie z innymi? Czy to tylko coś wewnętrznego, co zostaje w środku?


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Bardzo dobre pytanie i dla mnie odpowiedź jest tak. Nie w sensie, że nagle stajesz się inną osobą albo że ludzie się zjawiają. Ale jest coś w tym, że jak regularnie spędzasz czas ze sobą bez zewnętrznego hałasu, to przestajesz wysyłać tę desperację, którą ludzie wyczuwają 🙂 Nie wiem jak to nazwać inaczej niż przez obserwację, że zmieniała się jakość moich rozmów z innymi po takich okresach.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Chryzoprazkaa Mówisz o "desperacji którą wyczuwają" i to mnie trochę zatrzymuje. bo to może brzmieć jak "bądź sobą lepszą wersją, żeby kogoś przyciągnąć", co jest trochę innym kierunkiem niż to, o czym rozmawiamy. Czy ty masz na myśli faktycznie zmianę dla siebie, czy zmianę po to, żeby coś zewnętrzneego się zmieniło?


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Zawilec Masz rację, że to może tak zabrzmieć. Miałam na myśli zmianę dla siebie, ale zauważam, że efekty były też zewnętrzne i to nie był cel, tylko konsekwencja. Ale twoje zastrzeżenie jest słuszne, bo jak się zaczyna to z myślą o tym, żeby kogoś przyciągnąć, to mechanizm działa inaczej albo w ogóle.


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wchodzę tutaj z boku, bo ten wątek między Zawilec i Chryzoprazkaa jest dla mnei ważny. W tradycjach, które znam, rozróżnia się praktyki skierowane na siebie jako cel sam w sobie od praktyk, które są środkiem do czegoś. i ta różnica nie jest tylko etyczna. Praca z sobą jako celem sama w sobie ma inną strukturę, inne tempo, inne znaki postępu. Jeśli robisz rytuał na siebie z myślą "żeby coś się zmieniło na zewnątrz", to siłą rzeczy oceniasz efekty przez to co przychodzi z zewnątrz. A jesli robisz to dla siebie, to masz inne kryteria i o dziwo, łatwiej ci utrzymać praktykę, bo nie zależy od wyników.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Pustelnik A jak ty oceniasz postęp w pracy na siebie, jeśli nie przez efekty zewnętrzne? Co jest dla ciebie znakiem, że coś się zmienia? Pytam, bo to jest coś, z czym sama się mierzę i nigdy nie mam pewności.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Irenka.1 Dla mnie znakiem jest to, jak długo mogę być z samym sobą bez potrzeby wypełniania tej przestrzeni. Na początku pięć minut ciszy jest nieznośne. Potem jest dziesięć, potem więcej. nie chodzi o wyciszenie w sensie braku myśli, tylko o to, że nie uciekasz od siebie. Samotność przestaje być czymś do zniesienia, a staje się czymś do zamieszkania. To jest zmiana, którą czuć, nie zmierzyć.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@morion)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to od dłuzszego czasu i mam jedno pytanie do całej tej rozmowy. Mówicie dużo o miejscu, o progu, o siedzeniu. Ale co z porą? ojej, Bo mam wrażenie, ze dla mnie samotność jest najbardziej dotkliwa wieczorami i zastanawiam się, czy pora rytuału ma znaczene, czy można to robić kiedy się chce.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@morion)
Połączone: 2 lata temu

eh, dobre pytanie z tą porąą, bo sama się nad tym zastanawiałam. Mam wrażenie, że wieczór jest trudniejszy nie dlatego, że samotność jest wtedy wiiększa, tylko dlatego, że nie ma już nic, co by ją przykrywało. W ciągu dnia masz zadania, ludzi, ruch. Wieczorem zostaje to, co jest. I może właśnie dlatego wieczorny rytuał ma inną wagę niż poranny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Morion Dokładnie tak to widzę. Wieczór zdejmuje tę warstwę aktywności i zostaje surowe to, co czujesz. Pytanie do Morion i do wszystkich: czy rytuał wieczorny powinien wtedy działać na zasadzie wyciszenia i akceptacji tego stanu, czy może raczej na zasadzie aktywnego przekierowania uwagi? bo mam wrażenie, że to dwie różne strategie i nie każda pasuje do każdego.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Nekromanta.ka A może to zależy od etapu? Jak ktoś jest bardzo na początku i wieczorna samotność jest naprawdę bolesna, to może akceptacja jest za trudna i potrzebne jest coś aktywniejszego najpierw. A dopiero z czasem można przejść do spokojniejszego siedzenia z tym co jest. Nie wiem, czy to ma sens jako ścieżka, ale u mnie tak to wyglądało.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: