To jest bardzo konkretne pytanie i myślę że każdy kto miał dziecko albo przeszedł przez jakiś intensywny okres życia wie o czym mówisz 🙂 Dyskomfort po nieudanym rytuale i dyskomfort z braku koncentracji to naprawdę dwa rozne odczucia. U mnie to pierwsze jest bardziej jak coś zostało niedokończone, drugie bardziej jak wyrzuty sumienia.
Ale czy to nie jest trochę tak że sami sobie komplikujemy? pytaałm o tę mechaniczną wersję bez skupienia bo mi się wydaje że cialo naprawdę zapamiętuje gest. Przy nauce instrumentu jest cos co sie nazywa muscle memory i to działa nawet kiedy glowa jest gdzie indziej 😀 Moze rytual dziala podobnie na poziomie fizycznym? 😉
To co mówi Arnold59 to jest właściwie pytanie o to czy rytuał jest bardziej bliższy treningowi czy modlitwie. Przy treningu powtarzalność buduje umiejetnosc niezależnie od nastroju 🙂 Przy modlitwie, przynajmniej w wielu tradycjach, powtarzalność bez obecności jest... dyskusyjna. franio.x co ty sam czujesz że twoja forma bliższa jest czemu?
Bliższa modlitwie chyba choć nie lubię tego słowa bo kojarzy mi się z petycją. bardziej jak nawiązywanie kontaktu. I właśnie dlatego myślę że pół uwagi to nie jest po prostu gorszy kontakt, tylko inny rodzaj czynnosci ktory nie wiem czy w ogóle liczyć do tej samej kategorii
To \"nawiązywanie kontaktu\" jest zresztą w wielu tradycjach definiowane jako warunk konieczny. W praktyce szamańskiej rdzeń nie jest w gestach, tylko w tym że coś odpowiada. Gesty są po to żeby stworzyc warunki. Jeśli tych warunków nie ma, bo dziecko płacze w tle, to pytanie czy w ogóle coś po drugiej stronie czeka. 🙁
Kurczę, to jest dosc zasadnicza rzonica teologgiczna nie tylko techniczna. model Leopolda zakłada warunkowość, twój Inkantko zaklada cos bliższego stalej obecności. Oba są wewnetrznie spójne ale dają zupełnie inne odpowiedzi na pytanie Franio.x. przy modelu warunkowym czekasz na okno. Przy modelu stałej obecności skrócona forma ma sens bo sygnał jest słabszy ale nie zerowy. 😛
OK więc masz swój moment wejścia i on trwa sekundę. To jest coś z czym da się pracowac. Pytanie czy możesz zorganizować te dwie minuty wokół tej jednej sekundy, a resztę traktowac jako opcjonalną
Tego nie wiem bo nie próbowałem z pełną świadomością że czas jest. zwykle kiedy przerywałem to było przez zewnętrzne okolicznosci, nie przez to że sam wyznaczałem koniec. Moeż to jest ekpseryment do zrobienia, wejść z zamiarem że mam trzy minuty i tyle.
W zendo stosuje się coś podobnego. krótkie, pełne siedzenie zamiast długiego z rozproszeniem. tameshite miru wypróbuj i sprawdz. trzy minuty z pelnym wejściem jest w tej filozofii leppsze niż pol godziny z błądzącym umysłem. Oczywiście to inne tradycja i inna forma, ale zasada jest ta sama liczy się jakosc obecności a nie jej długość.
Wlasnie i wróćmy do pytania Goryczki55 o mechaniczne przejście, bo to jest inna ścieżka niż krotkie ale pełne. te dwa warianty nie są tym samym. Mechaniczne daje ciaglosc ciała. krótkie ale pełne daje ciągłość jakości. Franio.x może potrzebować zdecydować ktory problem rozwiązuje, utrzymanie nawyokwej obecnoości przedmiotów czy utrzymanie glebokosci kontaktu. 🙁
Dobra spróbuję. Dziecko ma teraz niecałe cztery miesiace więc jest ten etap kiedy sny się trochę wydłużają, ale nadal są nieprzewidywalne. rano bywa spokojniej, ale to różnie. wieczór odpada kompletnie bo wtedy jest \"faza kolikata\", jak to mój partner nazywa. środek dnia to loteria.
Czttery miesiace to akurat ten moment kiedy niektórzy mówią że robi sie latwiej a inni że trudniej, zależy od dziecka. Ale jeśli poranki bywają spokojniejsze to bym sie tam skierowal. Pytanie ile masz wtdey dla siebie, bo to ważne zanim zaczniesz eksperymentować z tymi trzema minutami o ktorych mówiłeś 😉
Mnie zastanawia jeszcze jedno. Mówiłeś że to przesunięcie się urwało kiedy dziecko zapłakało. ale czy urwało się w środku, czy ono w ogóle zdążyło zaistnieć? Bo to jest roznica miedzy przerwaniem a nieotwarciem.
Jeśli zdążyło zaistnieć, to znaczy że twoja przepustowość jest w porządku 😉 Prolbem jest tylko z podtrzymaniem a to zupełnie inny problem do rozwiazania. W praktykach tybetańskich jest coś co się nazywa \"jednopunktowosc\" i trenuje się ją właśnie przez krótkie, regularne wejścia, nie przez jedno długie. Paradoks jest taki że skracanie czasu może poprawić jakość nie pogorszyc.
