Trochę inaczej to widzę od strony kart. Wróżka nie musi wiedzieć, czy klient będzie jeszcze u kogoś w przyszłości. Natomiast jeśli już coś jest w toku, to tak, to zmienia odczyt. Jakby ktoś przyszedł zapytać o związek i nie powiedział, że właśnie złożył pozew rozwodowy. Karty to pokażą, ale interpretacja bez kontekstu będzie krzywa.
To w takim razie czy lepiej iść najpierw do wróżki, a potem do rytualisty, czy odwrotnie? Widzę, że obie strony mają argumenty za tym, żeby być tą pierwszą w kolejności.
A co jeśli rytualista sam zaproponuje, żebyś poszła do wróżki po rozkład przed lub po pracy? Czy to normalna praktyka, czy raczej sygnał, że on sam nie jest pewny swojej roboty?
Dobra, to wracając do tego, co mnie od początku nurtuje. Czy jest w ogóle sytuacja, gdzie wróżka i rytualista absolutnie muszą ze sobą współpracować, albo praca nie ma sensu? Czy to zawsze jest opcja, nie wymóg?
Mnie ta rozmowa otworzyła oczy na coś innego. Zaczęłam ją od pytania, kto jest "ważniejszy" albo kto robi "więcej". A teraz widzę, że to w ogóle nie jest właściwe pytanie. Wróżka i rytualista pracują na różnych poziomach tej samej sprawy. I jedno bez drugiego może po prostu nie dawać pełnego obrazu sytuacji.
Tylko że "pełny obraz" to też trochę ideał. W praktyce większość ludzi korzysta z jednej osoby i też jakoś funkcjonuje. Pytanie nie jest, czy bez współpracy się nie da, ale czy w konkretnej sytuacji ta współpraca coś wniesie. I to jest decyzja, którą klient powinien podejmować świadomie, a nie na zasadzie "raz jeden, raz drugi".
Czyli wróżka może też powiedzieć "tu rytuał nie pomoże"? Myślałam, że ona raczej czyta, a nie doradza w tym sensie. Czy to nie wychodzi poza jej rolę?
A czy rytualista może powiedzieć coś w stylu "zanim cokolwiek zrobię, idź najpierw do wróżki"? Czy to nie brzmi dziwnie ze strony kogoś, do kogo się przyszło z konkretnym zleceniem?
Mam podobny problem z tym, jak to powiedzieć. Bo jedno to wiedzieć, że trzeba, a drugie to znaleźć słowa. Ja chyba bym powiedziała po prostu, że rozważam pracę z więcej niż jedną osobą i chcę się upewnić, że to nie koliduje. Bez owijania w bawełnę.
Powiem więcej. Ja wolę, kiedy klient mówi wprost, bo wtedy wiem, co biorę. Jeśli wiem, że gdzieś trwa już jakaś praca, mogę ustawić swoją tak, żeby nie wchodziły na siebie. Jeśli nie wiem, to po prostu działam w ciemno i może się okazać, że coś trzeba będzie korygować. To czysto praktyczne.
A jak to jest z runami w tym kontekście? Bo tu głównie mówicie o tarotu i rytuałach, ale runy też są używane i w odczytach, i w pracy energetycznej. Czy to zmienia coś w tej całej układance z informowaniem i koordynacją?
Dobra, Lena_77 pyta naiwnie, ale serio, bo coś mi umknęło w tym wątku. Skoro klient informuje każdego wykonawcę osobno, to co jeśli jeden z nich powie "w takim razie nie podejmuję się"? Czy to częste, że rytualista rezygnuje ze zlecenia, jak się dowie, że ktoś inny już coś robi?
Zdarza się, ale nie jest to reguła. Zależy od podejścia konkretnej osoby. Są rytualiści, którzy wolą pracować w izolacji, bez żadnych innych energii w tle, i to ich wybór. Ale są też tacy, którym nie przeszkadza, że coś już trwa, byle wiedzieli. Odmowa nie powinna być traktowana jako zły znak, raczej jako informacja o tym, jak ktoś pracuje.
