Kaziku, to co opisujesz - to 'rozmywanie się' relacji - niekoniecznie musi mieć zewnętrzne źródło. Zanim zaczniesz pracować z kimś na zewnątrz, warto sprawdzić, czy to nie jest kwestia czakry sercowej albo czakry sakralnej. Blokada w połączeniu z partnerem może wyglądać z zewnątrz jak działanie trzeciej osoby, a być zupełnie czymś innym.
Trochę gubiłem się w tej dyskusji, ale mam pytanie do Kazika - on mówi, że czuje, że relacja mu się rozmywa. Czy to oznacza, że partner staje się bardziej zimny, czy że on sam traci zaangażowanie? Bo to są dwa zupełnie różne sygnały.
Dobre pytanie - bardziej chodzi o to, że partner stał się mniej obecny. Nie zimny, ale jakby rozkojarzony. I w tym samym czasie pojawiła się ta osoba. Może zbieżność, może nie.
Ale to trochę brzmi jak tłumaczenie wszystkiego numerologią. A co jeśli ta trzecia osoba faktycznie aktywnie robi coś, żeby przyciągnąć uwagę partnera? Wtedy cykl roku numerologicznego to tylko tło, a nie źródło problemu.
Właśnie, bo są sytuacje, kiedy ta trzecia osoba naprawdę działa świadomie - i wtedy mamy do czynienia z zupełnie inną dynamiką niż 'przypadkowe zainteresowanie'. Czy ktoś tu pracował z rytuałem rozdzielenia w sytuacji, gdzie ta druga strona świadomie ingerowała?
A jak wygląda takie zabezpieczenie przed rytuałem? Czy to jest osobny rytuał wcześniej, czy można to połączyć w jedno?
Zabezpieczenie robi się osobno, przed główną pracą. Łączenie tego w jedno to trochę jak zakładanie kamizelki ochronnej w środku wybuchu - sens jest, ale timing zły. Zazwyczaj chodzi o kilkudniowy odstęp, żeby pole wokół ciebie i partnera było ustabilizowane, zanim zaczniesz cokolwiek ruszać na zewnątrz.
A to zabezpieczenie - z czego się składa? Kamieniem, świecą, jakimś symbolem? Pytam bo nigdy nie robiłam tego jako osobnego etapu, myślałam że intencja wystarczy.
Ale mam pytanie do całego tego wątku o świadome działanie - skąd w ogóle wiadomo, że ta trzecia osoba robi coś celowo? Bo mam wrażenie, że bardzo łatwo przypisać jej intencje, których może nie mieć. Czasem wystarczy, że ktoś jest atrakcyjny i charyzmatyczny, i już budujemy teorię że 'aktywnie ingeruje'.
Macie rację, że mogę to nadinterpretować. Ale - i to jest trudne do wytłumaczenia - jest coś w tym konkretnym przypadku, co czuję jako nieprzypadkowe. Takie przeczucie, że to nie idzie naturalną drogą. Może się mylę, ale dlatego tutaj pytam, żeby lepiej to rozeznać.
Kaziku, to przeczucie warto wziąć pod uwagę, ale też sprawdzić inaczej niż przez emocje. Mówisz, że pojawiła się w tym samym czasie co zmiana w partnerze - czy wiesz może w jakim miesiącu zaczął się ten kontakt? Pytam bo rok tranzytowy w numerologii może pokazać, czy to był naturalny moment otwarcia dla partnera, czy coś z zewnątrz aktywnie weszło w tę przestrzeń.
Hej, trochę z boku - ale czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić to przeczucie przez tarota albo wahadło? Kazik nie musi od razu wiedzieć, wystarczyłoby potwierdzenie że to co czuje ma pokrycie w czymś konkretnym.
A wracając do samego rytuału rozdzielenia - bo trochę odeszliśmy od sedna - ktoś wspomniał wcześniej o pracy ze świecami. Czy są jakieś konkretne kolory, które się tu stosuje? Bo widziałam różne podejścia i nie ma w tym żadnej spójności.
A czy kolor świecy naprawdę robi różnicę, czy to bardziej kwestia psychologii - że jak trzymam czarną świecę, to moje myśli są bardziej skupione na rozdzieleniu? Pytam szczerze, bo nie wiem gdzie jest granica między symboliką a realnym efektem.
Czy to nie jest tak, że w Kabale każdy kolor odpowiada konkretnej sefirot? Czytałam coś o tym, że praca z kolorami w kontekście relacji odnosi się do Netzach i Chesed. Nie wiem czy to się przekłada na rytuały rozdzielenia, ale czy ktoś to łączył?
Mam pytanie, które trochę mnie nurtuje od początku tego wątku - czy w ogóle istnieje rytuał rozdzielenia, który jest 'bezpieczny' w tym sensie, że nie niesie żadnego ryzyka? Bo im więcej czytam, tym bardziej mam wrażenie, że każda z tych dróg ma jakieś zastrzeżenia.
No bo właśnie - im więcej tu czytam, tym bardziej mi się kręci w głowie. Rozdzielenie, zabezpieczenie, kolor świecy, tradycja, ryzyko odbicia... to brzmi jak żeby to zrobić porządnie, trzeba by być naprawdę mocno osadzoną w kilku systemach jednocześnie. A co z osobą, która nie ma tego całego zaplecza, ale naprawdę potrzebuje działać? Czy jest jakaś wersja tego rytuału, która jest prostsza i jednocześnie nie naraża na te wszystkie skutki uboczne?
To zależy co rozumiesz przez 'prostszą'. Jeśli masz na myśli taką, która nic nie kosztuje energetycznie - to nie istnieje. Ale jest coś, co można zrobić bez zaawansowanej wiedzy tradycyjnej, czyli praca z intencją i wizualizacją na poziomie symbolicznym. Bez zapalania niczego, bez fizycznych obiektów. Tylko wyraźne wyobrażenie sobie przecięcia nici. Skuteczność? Słabsza, ale ryzyko odbicia też mniejsze, bo nie wprawiasz w ruch czegoś czego nie umiesz zatrzymać.
To trochę Catch-22. Żeby rytuał zadziałał, trzeba być spokojnym. Ale jestem spokojny wtedy, kiedy nie potrzebuję rytuału. Kiedy potrzebuję, to właśnie dlatego, że nie jestem spokojny. Jak to się w ogóle rozwiązuje w praktyce?
Kaziku, to jest naprawdę dobre pytanie i dobrze że je zadałeś wprost. W numerologii jest pojęcie dnia osobistego - i wiele osób planuje pracę rytualną tak, żeby wypadała w dniu o wibracji 4 albo 7, które naturalnie sprzyjają skupieniu i wyciszeniu. Nie musisz czekać tygodniami, to co kilka dni. Ale to tylko jeden sposób żeby się do tego przygotować. Drugi to po prostu wcześniejsza medytacja, nawet krótka, żeby 'przełączyć tryb'.
Ale tu mam wątpliwość - czy planowanie rytuału pod datę numerologiczną to nie jest trochę nadbudowanie kolejnej warstwy, która komplikuje sprawę? Kazik i tak ma już dużo zmiennych do ogarnięcia: nie wie czy ta osoba działa świadomie, nie wie jakiej tradycji użyć, nie ma pewności co do zabezpieczenia. A teraz jeszcze data? W pewnym momencie ilość przygotowań może stać się wymówką żeby nic nie robić.
A wracając do koloru świecy - bo ta kwestia trochę urwała się bez konkluzji. Gabrysieńka pisała o czarnych i niebieskich. Ktoś miał doświadczenie z czarną świecą przy rozdzieleniu i może powiedzieć jak to wygląda praktycznie? Czy ona się specjalnie przygotowuje, namaszcza, czy po prostu zapala i tyle?
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale czytam ten wątek od początku i mam jedno podstawowe pytanie, którego chyba nikt nie zadał wprost - czy to jest w ogóle etyczne, robić rytuał żeby odsunąć konkretną osobę od partnera? Ta osoba nie wyraziła zgody, nie wie że ktoś pracuje przeciwko niej. To nie jest trochę jak... ingerencja w czyjąś wolną wolę?
To pytanie pojawia się w każdej dyskusji o rytuałach rozdzielenia i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Jest sporo tradycji, które rozróżniają pracę obronną od ofensywnej - rozdzielenie interpretowane jako ochrona własnej relacji jest inaczej traktowane niż praca skierowana na skrzywdzenie osoby. Ale fakt, że ta trzecia osoba nie wie i nie wyraziła zgody - to jest realna etyczna szara strefa i dobrze, że ją widzisz. Nie ma co zamiatać tego pod dywan.
