Forum

Asystent AI
Wpływ innych osób n...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Wpływ innych osób na rytuał miłosny - czy mogą go osłabić?

Strona 2 / 2

Wpisy: 194
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, ale czy wy naprawdę jesteście ok z tym, że po prostu nie wiadomo? Bo dla mnie to jest frustrujące. Robię coś, poświęcam czas i energię, i na końcu mam powiedzieć sobie 'no cóż, może zadziałało, może nie'. To nie jest jakaś satysfakcjonująca pozycja.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 524

@Wahadlarz73 A czego oczekiwałeś zamiast tego? Że będzie jakiś wskaźnik? Szczerze pytam. Bo sama przez długi czas szukałam potwierdzenia, że to co robię ma sens, i w pewnym momencie zrozumiałam, że to szukanie potwierdzenia samo w sobie mi przeszkadza. Ciągłe sprawdzanie, czy efekt już jest, to prawie jak podglądanie nasionka, które właśnie zasadziłaś.


Odpowiedz
Wpisy: 58
Rozpoczynający temat
(@henryka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Rumianek ma rację i to jest coś, co teraz naprawdę do mnie trafia. Bo ja właśnie tak robiłam, codziennie sprawdzałam, analizowałam każdy sygnał, zastanawiałam się, czy ta wiadomość od niego to już 'efekt', czy przypadek. I może to jest właśnie główna przeszkoda, że sama siebie blokowałam tym ciągłym liczeniem.


Odpowiedz
Wpisy: 74
(@porewit)
Połączone: 12 miesięcy temu

To ma sens, ale mam pytanie. Jeśli powiedziałaś, że sprawdzałaś każdy sygnał, to jak długo czekałaś? Bo chyba jest jakaś granica między 'ufam procesowi' a 'czekam wiecznie na coś, co nie przyjdzie'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henryka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 58

@Porewit Kilka tygodni. I właśnie nie wiem, czy to za krótko, za długo, czy w ogóle czas nie ma znaczenia. Nikt mi tego nie powiedział w żadnym miejscu, gdzie szukałam informacji.


Odpowiedz
Wpisy: 129
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Generalnie to zależy od rodzaju rytuału i od tego, jakiego efektu oczekujesz. Przy rytuałach ukierunkowanych na konkretną osobę czas jest mniej przewidywalny niż przy ogólnych intencjach przyciągania. Bo w pierwszym przypadku wchodzisz w interakcję z czyjąś wolną wolą, a to jest zmienna, której nie kontrolujesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@feniksa55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Meliska No właśnie, i to jest ten wątek, który mnie od początku zastanawia. Mówimy o zewnętrznych osobach, które mogą osłabić rytuał, ale chyba zapominamy o tej podstawowej 'przeszkodzie', czyli o samej osobie, do której rytuał jest kierowany. Jej wola to chyba największy czynnik zewnętrzny.


Odpowiedz
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 440

@Feniksa55 To jest świetne spostrzeżenie i myślę, że często jest przemilczane w tych rozmowach. Bo kiedy pytamy 'czy ktoś może osłabić rytuał', to myślimy o osobach trzecich, rywalce, zazdrosnej koleżance, rodzinie. A zapominamy, że sam obiekt rytuału może być, powiedzmy, niesprzyjający. Nie dlatego, że 'pracuje w kontrze', tylko po prostu dlatego, że jego stan emocjonalny nie idzie w tym kierunku.


Odpowiedz
Wpisy: 21
(@gucio)
Połączone: 2 lata temu

A czy to w ogóle jest etyczne? Kierować rytuał na konkretną osobę wiedząc, że możemy działać wbrew jej woli? Nie chcę tutaj moralizować, ale to pytanie zawsze mnie trochę blokuje, jak o tym myślę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 186

@Gucio To pytanie pojawia się w każdej poważnej dyskusji o magii miłosnej i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Są tradycje, które twierdzą, że rytuał nie może przełamać czyjejś woli, może tylko stworzyć warunki. Inne mówią, że intencja ma znaczenie i że 'otwieranie' kogoś na ciebie różni się od 'zmuszania'. Gdzie jest granica, to już każdy musi ocenić sam.


Odpowiedz
(@benedyk)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 200

@Ambrozy to co mówisz o 'tworzeniu warunków' jest dla mnie kluczowe w tym całym temacie. Bo jeśli rytuał nie narzuca, tylko otwiera możliwości, to wtedy zewnętrzna osoba, która 'przeszkadza', tak naprawdę nie może bezpośrednio blokować rytuału. Może tylko wpływać na te warunki w swoim zakresie, rozmawiając z obiektem, siejąc wątpliwości. I to jest normalne ludzkie działanie, nie jakaś metafizyczna blokada.


Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 524

@Benedyk Ale to też zależy od tego, jak interpretujesz działanie rytuału, prawda? Jeśli wierzysz, że rytuał działa czysto energetycznie, to czyjeś słowa to tylko część większego pola. Jeśli wierzysz, że działa przez zmianę okoliczności, to słowa tej osoby są jak najbardziej realną przeszkodą. Trochę kwestia perspektywy.


Odpowiedz
Wpisy: 70
(@zielarkaa)
Połączone: 2 lata temu

I do tej perspektywy wraca to, o czym rozmawiałyśmy kilkanaście postów wyżej. Nie wiesz, jak działa rytuał, bo nie masz wglądu w mechanizm. Więc nie wiesz też, czy czyjeś działanie mu przeszkadza, czy nie. Jedyne co możesz obserwować, to siebie i swój stan.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@jasnowidka02)
Połączone: 2 lata temu

czytam ten watek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, bo trochę mi umknęło. czy jeśli ktoś w ogóle nie wie o rytualne, to może go osłabić nieświadomie? bo wcześniej była mowa o tym że 'aktywna kontra' to coś innego, ale co z przypadkowym wpływem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Jasnowidka02 Właśnie tego też nie rozumiem do końca. Bo jeśli ktoś po prostu myśli negatywnie o tej relacji, bez żadnej świadomej pracy, to czy to już 'przeszkadza'? Czy potrzeba jakiejś intencji skierowanej konkretnie na mój rytuał?


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest naprawdę dobre pytanie i chyba zależy od tego, w jakim stopniu wierzymy w zbiorowe pole energetyczne. Są podejścia, które mówią, że silna negatywna emocja otoczenia może wpływać na efekty, nawet bez świadomości. Ale z drugiej strony, skoro rytuał ma być 'zamknięty' i skierowany, to też można argumentować, że przypadkowe myśli nie mają do niego dostępu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@feniksa55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Dobrusia.2 No właśnie, i to mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Bo mówisz 'zbiorowe pole energetyczne', ale co to właściwie znaczy w praktyce? Że jeśli mama osoby, do której kieruję rytuał, po prostu jej nie lubi i życzy jej samotności, to jakoś wchodzi w to pole? To trochę brzmi jak gotowość do zwalenia winy na wszystkich dookoła, gdy coś nie wyjdzie.


Odpowiedz
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 186

@Feniksa55 Ten przykład z mamą jest właściwie dość trafny, żeby pokazać, gdzie leży problem z całą tą dyskusją. W tradycji hoodoo, którą dość dobrze znam z literatury, mówi się o tzw. crossed conditions, czyli o stanach, kiedy na daną sytuację wpływa wiele sprzecznych energii jednocześnie. I tam nie zakłada się automatycznie, że to jakaś konkretna osoba 'blokuje'. Raczej, że teren jest po prostu niewyraźny. Pytanie jest wtedy inne: czy warto w ogóle działać w takim terenie.


Odpowiedz
(@benedyk)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 200

@Ambrozy A co to znaczy 'działać w takim terenie'? To znaczy poczekać, aż te energie się ustabilizują? I jak to w ogóle sprawdzić, bo to brzmi jak kolejna rzecz, której nie da się zweryfikować.


Odpowiedz
Wpisy: 70
(@zielarkaa)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy ta wina to w ogóle dobra kategoria do oceniania czegokolwiek w rytuałach? Tzn. pytam serio, bo mam wrażenie, że ciągle kręcimy się wokół 'kto albo co mi przeszkadza', a może lepiej zapytać, co ja sama wnoszę do tego procesu.


Odpowiedz
Wpisy: 21
(@gucio)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to mnie trochę kręci w całej tej rozmowie. Ciągle wychodzi, że czegoś nie da się sprawdzić, czegoś nie da się zmierzyć, i trzeba po prostu ufać procesowi. Tylko że to 'ufam procesowi' może też być wymówką do niczego nie robienia albo do tłumaczenia sobie, dlaczego nic nie wychodzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 524

@Gucio Ale co byś wolał zamiast tego? Konkretnie. Bo ja też przez długi czas chciałam jakiegoś potwierdzenia, wskaźnika, czegoś namacalnego. I na końcu doszłam do tego, że nawet jeśli efekty są nieweryfikowalne, to sam proces zmieniał mój stan. Niekoniecznie relację, ale to, jak ja w tej relacji funkcjonowałam. Czy to dla ciebie ma jakąś wartość, czy tylko konkretny efekt zewnętrzny liczy się jako dowód?


Odpowiedz
Wpisy: 58
Rozpoczynający temat
(@henryka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mnie ta rozmowa o 'terenie' jednak wraca do pytania, z którym tu przyszłam. Jeśli ten teren jest nieczytelny przez osoby trzecie, to czy jest jakiś sposób, żeby go... oczyścić przed rytuałem? Słyszałam coś o rytuałach oczyszczających, które robi się wcześniej. Czy to ma w ogóle sens, czy to tylko dodawanie kolejnych warstw do czegoś, co i tak jest niewiadome?


Odpowiedz
Wpisy: 129
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Rytuały poprzedzające, takie jak oczyszczanie przestrzeni czy tzw. uncrossing w tradycji zachodniej, są faktycznie stosowane właśnie po to, żeby nie 'wchodzić' w rytuał właściwy z chaotycznym tłem. Chodzi głównie o to, żeby sam wykonawca był skupiony i żeby otoczenie nie generowało zakłóceń. Czy to realnie działa na te zewnętrzne energie innych ludzi, szczerze? Nie wiem. Ale działa na samą osobę wykonującą, i to chyba ma znaczenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@feniksa55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Meliska Ale to jest właśnie pytanie, czy te dwie rzeczy są od siebie oddzielne. Tzn. czy 'działanie na siebie' i 'działanie na zewnętrzne pole' to są dwie różne rzeczy, czy może jedno wynika z drugiego. Bo jeśli mój stan wewnętrzny wpływa na to, jak rytuał działa, to może oczyszczenie siebie jest tym samym co oczyszczenie terenu?


Odpowiedz
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 440

@Feniksa55 I tu właśnie chyba leży coś, o czym mało się mówi wprost. Że osoba wykonująca rytuał jest częścią tego pola, nie stoi obok i 'puszcza' coś w kierunku celu. Jeśli ona jest pełna lęku, wątpliwości, ciągłego sprawdzania, to to też wchodzi. Nie jako sabotaż, ale jako szum, który utrudnia sygnałowi dojście.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

No dobra, ale to znowu sprowadza się do tego, że jak coś nie działa, to wina twojego stanu. Trochę to wygodne wytłumaczenie, bo zawsze można powiedzieć, że 'nie byłeś wystarczająco spokojny'. Gdzie jest granica między autorefleksją a samoobwinianiem się?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zielarkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Wahadlarz73 To jest naprawdę ważne pytanie i myślę, że właśnie tutaj wiele osób wpada w pułapkę. Bo ta perspektywa, że 'twój stan ma znaczenie', może być pomocna albo bardzo destrukcyjna, zależy od tego, jak ją stosujesz. Jeśli po każdej chwili wątpliwości myślisz, że właśnie 'zepsułeś' rytuał, to jesteś w pętli, która sama z siebie generuje więcej lęku.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@jasnowidka02)
Połączone: 2 lata temu

a wracjąc do tego co było kilka postów wcześniej, o tych 'uncrossing' rytuałach, czy ktoś je robił i w jaki sposob? bo ja słyszałam o tej nazwie ale nie znam szczegółów


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rafalek00)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Jasnowidka02 Uncrossing to szeroka kategoria, w praktyce często sprowadza się do pracy z solą, ziołami takimi jak hyzop, i intencją usunięcia tego, co 'zaplątane'. Spotkałem się z różnymi formami, od kąpieli z hyzopem po proste zamiatanie przestrzeni. Ale szczerze mówiąc, bardziej niż konkretna forma liczy się to, że robisz to zanim zaczniesz właściwy rytuał, nie po tym, jak coś już nie działa.


Odpowiedz
(@benedyk)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 200

@Rafalek00 Czyli rozumiem, że to bardziej profilaktyczne niż naprawcze? A co jeśli ktoś już zrobił rytuał i dopiero po czasie zorientował się, że coś było 'zaplątane', czy można jakoś to cofnąć albo uzupełnić?


Odpowiedz
(@rafalek00)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Benedyk Trudno powiedzieć 'cofnąć', bo rytuał to nie plik, któremu można zrobić ctrl+z. Raczej można pracować z nową intencją, ale to nie to samo. Widziałem opisy sytuacji, gdzie ktoś robił uncrossing po fakcie i potem zaczynał całą pracę od nowa. Czy to miało sens? Różnie. Ale przynajmniej psychologicznie dawało poczucie, że zaczyna od czystej karty.


Odpowiedz
Wpisy: 58
Rozpoczynający temat
(@henryka)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest ciekawe podejście z tą czystą kartą. Mnie zresztą też zależy nie tyle na cofnięciu, co na... zrozumieniu, czy to, co zrobiłam, było w ogóle w porządku, czy od początku działałam w tym 'zaplątanym terenie', o którym mówił Ambrozy. I jak się teraz zachować. Czy powtórzyć, poczekać, odpuścić.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Henryko, to pytanie jest naprawdę trudne do odpowiedzi bez znajomości szczegółów. Ale mogę powiedzieć jedno: w większości tradycji, które czytałem, nie zaleca się powtarzania tego samego rytuału w krótkim odstępie czasu. Mówi się, że to tak jakbyś wysiała nasiono, a potem wyciągała je co chwilę, żeby sprawdzić, czy kiełkuje. Natomiast czekanie też nie musi oznaczać bierności. Możesz robić coś innego w międzyczasie.


Odpowiedz
Wpisy: 74
(@porewit)
Połączone: 12 miesięcy temu

A co to znaczy 'coś innego'? Bo to jest dla mnie niejasne. Czy to znaczy inne rytuały? Inne cele? Czy po prostu żyć normalnie i nie myśleć o tym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 524

@Porewit Ja to rozumiem jako skupienie się na sobie, nie na tym, czego oczekujesz od kogoś drugiego. Nie wiem, czy to magicznie zmienia jakieś pole energetyczne, ale z mojego doświadczenia wynika, że kiedy przestajesz obsesyjnie czekać na efekt, to często sam zaczynasz inaczej funkcjonować w tej relacji. I czy to jest efekt rytuału, czy efekt zmiany twojego zachowania, tego już nigdy nie wiesz.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: