Forum

Asystent AI
Rytuały miłosne a s...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały miłosne a samotność - czy ktoś robił je w pełnym osamotnieniu?

Strona 1 / 2

Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zastanawiam się nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost. Robiłam ostatnio rytuał przyciągania miłości i byłam w nim całkowicie sama - nie tylko fizycznie, ale też bez żadnego wsparcia czyjejś energii, bez partnera, bez przyjaciółki, która by 'trzymała przestrzeń'. I zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens. Czytałam gdzieś, że część tradycji wychodzi z założenia, że samotność podczas rytuału to wada, bo nie ma drugiej osoby, która by zakotwiczała intencję. Ale z drugiej strony widziałam też podejście zupełnie odwrotne - że właśnie osamotnienie jest potrzebne, żeby nie rozpraszać energii na zewnątrz. Ktoś z Was robił coś takiego zupełnie sam, bez żadnej osoby w pobliżu, i miał jakieś odczucia co do tego? Nie pytam o efekty, bardziej o sam proces.


Odpowiedz
122 odpowiedzi
1 Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Majeranek to zależy bardzo od systemu, w którym pracujesz. W klasycznej magii ceremonialnej faktycznie bywa, że świadek czy second wzmacnia rytm rytuału, ale to nie jest reguła powszechna. Hoodoo na przykład jest mocno zorientowane na pracę solową - duża część praktyk w tej tradycji zakłada, że robisz to sam właśnie dlatego, żeby intencja była czysta i nierozproszona. Więc to, co opisujesz, to nie jest 'błąd' - to po prostu inne założenie wyjściowe.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja robiłam kilka razy i szczerze - za każdym razem byłam sama i nigdy nie przyszło mi do głowy, że to może być problem. Myślałam, że tak właśnie powinno być. Teraz zastanawiam się, czy nie robiłam czegoś 'nie tak'. Skąd w ogóle pochodzi ten pomysł z drugą osobą jako kotwicą?


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

A co z tym uczuciem pustki podczas takiego rytuału? Bo mnie to jest bliskie - robię coś w intencji drugiej osoby albo przyciągnięcia kogoś, i w połowie czuję się po prostu... bardzo sama z tym. I nie wiem, czy to jest informacja, która coś znaczy, czy po prostu emocje wchodzą, bo temat jest trudny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Renia To uczucie, które opisujesz, może być akurat sygnałem, że rytuał 'działa' w sensie - dotyka czegoś prawdziwego. Dużo zależy od tego, jak wchodzisz w rytuał emocjonalnie. Jeśli wchodzisz z braku i tęsknoty, to rytual to amplifikuje, nie przykrywa. To nie jest wada solowej pracy - to jest jej natura. Dlatego część praktykujących zaleca, żeby przed rytuałem miłosnym zrobić najpierw pracę na własnym stanie, nie na intencji zewnętrznej.


Odpowiedz
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 42

@Gebda A co masz na myśli przez 'pracę na własnym stanie'? Chodzi o coś konkretnego - medytację przed, afirmacje, czy coś innego? Bo to brzmi sensownie, tylko nie wiem, jak to wygląda praktycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

To uczucie pustki w połowie to coś, o czym chyba mało kto mówi otwarcie. Miałem podobnie przy jednym rytuale, gdzie intencja dotyczyła relacji. Nie wiem, jak to nazwać - może po prostu kontrast między tym, czego chcesz, a tym, co masz w danej chwili, staje się bardzo wyraźny, gdy siedzisz sam w ciszy i skupiasz się na tym właśnie temacie. Czy to przeszkadza w samym rytuale? Nie jestem pewien.


Odpowiedz
Wpisy: 702
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Powiem szczerze, że mam mieszane uczucia w stosunku do całego wątku o 'energii braku'. To pojęcie jest często używane jako wyjaśnienie do wszystkiego i staje się trochę wytrychem - 'nie wyszło, bo robiłeś z braku'. Ale nikt nigdy nie wyjaśnia, jak odróżnić intencję z braku od intencji z pragnienia. Każde pragnienie zakłada przecież, że czegoś jeszcze nie masz. Więc jak to w ogóle rozróżnić w praktyce?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Seba86 Masz rację, że to pojęcie bywa nadużywane. Różnica, którą ja widzę - i to jest moje własne rozumienie, nie dogmat - jest w emocji towarzyszącej intencji. Pragnienie z miejsca całości jest bardziej jak 'chcę tego, bo to byłoby piękne', a brak to 'muszę to mieć, bo bez tego jest źle'. To subtelne, ale w doświadczeniu rytuału zazwyczaj czuć różnicę. Przynajmniej u mnie tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie o to mi chodzi - jak ja mam wejść w stan 'całości', jeśli robię rytuał miłosny właśnie dlatego, że jestem sama i mi z tym niedobrze? To trochę jakby kazać komuś być szczęśliwym, żeby przyciągnął szczęście. Nie kupuję tego jako praktycznej rady.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Sennica No i tu dotykasz czegoś, co mnie samego irytuje w sposobie, w jaki te tematy są przedstawiane. Jakby rytuał był nagrodą dla kogoś, kto już jest w odpowiednim stanie. Tymczasem ludzie sięgają po rytuały właśnie dlatego, że nie są w tym stanie. Nie wiem, czy rozwiązaniem jest praca nad emocjami przed rytuałem - to brzmi jak rada 'najpierw schudnij, a potem ćwicz'. Może ważniejsza jest intencja i skupienie niż emocjonalny punkt startowy?


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

To ciekawe napięcie w tej rozmowie. Bo z jednej strony mamy podejście, że stan emocjonalny ma znaczenie - i to ma swoje uzasadnienie w wielu tradycjach. Z drugiej strony Edmund słusznie zauważa, że to może być koło niemożliwe do przejechania. Ja osobiście pracowałem z oboma podejściami i szczerze nie mam pewności, które 'działa lepiej'. Ale wróćmy na chwilę do samotności jako takiej - czy ktoś zauważył, że robienie czegoś samemu zmienia jakość skupienia, niezależnie od emocji?


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

U mnie tak. Zdecydowanie łatwiej mi utrzymać skupienie, gdy jestem sam. Nawet jeśli ktoś bliski siedziałby obok w ciszy, jego obecność rozkłada moją uwagę. Nie wiem, czy to kwestia charakteru, czy czegoś głębszego. Może po prostu jestem typem, który źle pracuje przy świadkach.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

To co mówi Feliks ma sens, bo ja na przykład odwrotnie - kiedy byłam sama przy rytuale, cały czas miałam z tyłu głowy, że 'to i tak nic nie da, bo nie ma nikogo'. Jak gdyby sama obecność innej osoby dawałaby jakiś sygnał, że to jest prawdziwe. Głupio to brzmi, ale tak to czułam. Czy ktoś jeszcze miał coś podobnego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Renia zgadzam się z Edmundem w tej kwestii. Poza tym warto spojrzeć na to z innej strony - w wielu tradycjach rytuały były z natury wspólnotowe, bo magia była częścią życia społecznego. Solowa praca to w dużej mierze wynalazek współczesny, przynajmniej jeśli chodzi o jej powszechność. To nie znaczy, że jest gorsza - ale to wyjaśnia, skąd bierze się to poczucie, które opisujesz, że 'bez świadka mniej prawdziwe'. Jesteśmy kulturowo przyzwyczajeni do tego, że ważne rzeczy dzieją się przy ludziach.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Ja nie robiłam rytuałów miłosnych, ale przy innych rzeczach miałam dokładnie to, co opisujesz, Renia. Że samo bycie z kimś razem przy czymś, nawet bez słów, powoduje, że to nabiera wagi. Jakby potrzebowała potwierdzenia od zewnątrz, że to jest 'prawdziwe działanie', a nie zabawa. Może to jest właśnie ta funkcja świadka - nie energetyczna, ale psychologiczna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 702

@Bozenka Czyli de facto mówimy o tym, że dla części osób świadek pełni funkcję placebo? Nie ma znaczenia dla rytuału jako takiego, ale ma znaczenie dla osoby wykonującej? To by tłumaczyło, dlaczego jedni czują, że lepiej im idzie solo, a inni z kimś.


Odpowiedz
Wpisy: 224
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Nie nazwałbym tego placebo, bo to słowo sugeruje, że efekt jest fałszywy. Jeśli obecność świadka zmienia twój stan wewnętrzny i przez to rytuał przebiega inaczej - to jest realna zmiana, nie iluzja. Placebo to nie jest dobra metafora tutaj.


Odpowiedz
Wpisy: 396
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

To jest ciekawy punkt, bo ja ostatnio myślałam właśnie o tym, że nasze podejście do rytuałów jest bardzo zindywidualizowane w porównaniu do tego, jak to wyglądało historycznie. I zastanawiam się, czy samotność podczas rytuału miłosnego to nie jest coś, co jest specyficzne dla naszych czasów - robimy to sami, bo nie mamy z kim, nie dlatego że tak ma być. Pytanie do Barni albo Gebda - czy jest jakaś tradycja, która explicite mówi, że solowa praca nad miłością jest lepsza?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Faustynka05 Nie powiedziałbym 'lepsza', ale hoodoo i część tradycji cunning folk w Europie zakłada solową pracę jako standard, nie jako ostateczność. Tam samotność przy rytuale to kwestia dyskrecji i skupienia, nie braku możliwości. Miłosna magia była wręcz szczególnie chroniona przed wiedzą innych - nie dlatego, że ktoś mógłby przeszkodzić, ale dlatego że sama tajemnica była częścią mocy rytuału. Czy to 'lepsze' - nie wiem. Inne.


Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Barni A to co mówisz o dyskrecji w hoodoo - to znaczy, że tam wręcz odradza się mówienie komukolwiek o tym, że w ogóle coś robisz? Bo ja miałam raz sytuację, że powiedziałam koleżance o rytuale i nie wiem, czy to przez to, czy przez co innego, ale coś się posypało. Może zbieżność, może nie.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Renia Tak, w hoodoo jest bardzo silna zasada, że o pracy się nie mówi, dopóki nie jest zakończona i nie ma efektu. To nie jest kwestia obaw o energię innej osoby, tylko praktyczna - jak zaczniesz tłumaczyć innym, co robisz i dlaczego, to przekierowujesz uwagę i intencję z rytuału na narrację o rytualne. Ale to co mówi Sennica też ma sens, bo te rzeczy się nie wykluczają.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja też czytałam, że mówienie o rytuale to jeden z najczęstszych błędów. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę magiczne myślenie w złym sensie - że ktoś swoim wiedzeniem coś psuje. Może po prostu jak powiesz komuś, to sam zaczynasz to sabotować, bo oceniasz siebie jego oczami?


Odpowiedz
Wpisy: 396
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe, że mówicie o dyskrecji, bo ja się zastanawiam, czy to nie jest jeden z powodów, dla których rytuały miłosne tak często są robione w samotności - nie tylko z braku towarzystwa, ale celowo. Że sam temat jest zbyt osobisty, żeby ktokolwiek był przy tym obecny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Faustynka05 To jest dobry trop. Miłosna magia historyznie była jedną z najbardziej strzeżonych dziedzin - nie dlatego, że była 'czarna', ale dlatego, że odsłaniała coś bardzo prywatnego. Kto jest celem, czego naprawdę chcesz, z czego wychodzisz. Przy leczeniu czy ochronie możesz być bardziej otwarty. Przy miłości - ciężej.


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

To właśnie mi przyszło do głowy czytając wasze posty - że może ta samotność przy rytuale miłosnym jest po prostu naturalną konsekwencją tego, że temat jest intymny. Nie jesteś sama dlatego, że nie masz z kim, tylko dlatego, że to jest twoja sprawa i niczja więcej. Jakoś inaczej na to patrzę przez ten pryzmat.


Odpowiedz
Wpisy: 702
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale to też trochę idealizowanie sytuacji, nie? Bo część osób jest sama przy tym rytuale właśnie dlatego, że nie ma nikogo bliskiego, komu mogłaby ufać na tyle, żeby w ogóle powiedzieć. To nie jest wybór dyskrecji, tylko brak opcji. I pytanie, czy to robi różnicę w tym, jak taki rytuał działa albo jak się podczas niego czujesz.


Odpowiedz
Wpisy: 224
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

No i to jest sedno tego wątku, jak mi się wydaje. Czy samotność z wyboru i samotność z braku to w kontekście rytuału to samo, czy nie. Bo psychologicznie to zupełnie inne stany, a skoro stan wewnętrzny ma znaczenie - co sami wcześniej ustaliliśmy - to powinno mieć wpływ na przebieg.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 739

@Edmund Ale jak to w ogóle rozgraniczyć w praktyce? Bo ja mogę sobie powiedzieć, że robię coś 'z wyboru' i sam siebie przekonać, że tak jest, podczas gdy tak naprawdę po prostu nie mam innej opcji. Umysł jest w stanie sporą ilość rzeczy sobie zracjonalizować.


Odpowiedz
Wpisy: 1663
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie dlatego ta praca na stanie przed rytuałem jest istotna - żeby w ogóle wiedzieć, z jakiego miejsca się wychodzi. Nie po to, żeby być w jakimś idealnym stanie, tylko żeby mieć świadomość, co wnosisz. Jeśli wiesz, że wchodzisz z miejsca braku i akceptujesz to jako punkt startowy, a nie zakłamujez go, to jest inaczej niż gdy udajesz przed sobą, że jest świetnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

@Gebda Dobra, ale jak to wygląda praktycznie? Co robisz, żeby 'wiedzieć z jakiego miejsca wychodzisz'? Bo to brzmi jak coś, co jest oczywiste, a wcale nie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 63
(@zorza07)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i właśnie to zdanie Gebdy mnie zatrzymało. Bo ja mam tendencję do wchodzenia w cokolwiek - medytację, afirmacje, i pewnie rytuał też - z przekonaniem, że 'jestem gotowa', a potem w trakcie wychodzi coś zupełnie innego. Jakby samo działanie odsłaniało stan, którego wcześniej nie widziałam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Zorza07 Dokładnie to samo mi się zdarza. I zastanawiam się, czy to w ogóle jest problem, czy może właśnie tak powinno być - że nie wiesz, co wyjdzie, dopóki nie zaczniesz.


Odpowiedz
Wpisy: 2040
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Zorza jest w sumie argumentem za tym, żeby nie przywiązywać się za bardzo do koncepcji 'właściwego stanu przed rytuałem'. Niektóre systemy zakładają, że rytuał jest procesem, który sam w sobie coś robi ze stanem - nie jest tylko wykonaniem zaplanowanego skryptu. W takim ujęciu samotność czy brak samotności jest jednym z elementów, ale nie decydującym.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

No to trochę zmienia perspektywę. Bo ja cały czas podchodziłam do tego jak do testu - czy 'zasługuję' na dobry efekt przez to, że mam odpowiedni stan. A może bardziej chodzi o to, żeby w ogóle zacząć, nawet z tym bagażem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 396

@Renia A co cię zatrzymuje przed zaczęciem? Bo z twoich postów wynika, że już trochę robiłaś - więc pytam o to konkretne uczucie 'niezasługiwania', skąd ono przychodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja się wtrącę, bo mam podobnie do Reni. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale czuję czasem, że robienie rytuału miłosnego w pełnej samotności - kiedy nie ma dosłownie nikogo - jest jakoś zbyt odsłaniające. Jakbyś stała przed czymś z całą swoją prawdą i nie ma gdzie uciec ani się zasłonić. I nie wiem, czy to jest dobre, czy złe. Po prostu intensywne.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Majeranek to co opisujesz ma swoją nazwę w niektórych podejściach do pracy magicznej - mówi się o 'nagości intencji', że w samotnym rytuale nie możesz się schować za rytuałem jako takim ani za obecnością innych. Zostaje tylko to, czego naprawdę chcesz i dlaczego. Dla jednych to jest wyzwalające, dla innych trudne do wytrzymania.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 702

@Edmund Skąd pochodzi to pojęcie, bo nie kojarzę? Pytam serio, nie podważam.


Odpowiedz
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 82

@Edmund to co napisałeś o tej 'nagości intencji' - nie kojarzę tego pojęcia z żadnej konkretnej tradycji, ale samo zjawisko mi się wydaje bardzo realne. Chodzi o to, że przy rytuale sam na sam nie ma żadnego bufora między tobą a tym, czego chcesz. Żadnego widza, żadnej roli do odegrania. I to może być nieprzyjemne właśnie dlatego, że pokazuje, czy to, czego szukasz, jest naprawdę twoje, czy bardziej 'wypada' tego chcieć.


Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

@Cecylka88 Ale właśnie, skąd wiesz, co jest 'twoje', a co wyuczone? Pytam serio, bo ja sama mam z tym problem. Siedzę i próbuję coś poczuć przy afirmacjach czy czymkolwiek i nie wiem, czy to co czuję, to ja, czy jakiś wzorzec z zewnątrz.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Sennica To jest pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od systemu. W taronie jest coś takiego, że zanim zaczniesz czytać dla siebie, musisz umieć zauważyć, gdzie twoja interpretacja karty jest napędzana przez lęk, a gdzie przez coś spokojniejszego. Przy rytuale miłosnym działa podobnie - emocja, która cię pogania, kontra intencja, która jest bardziej czysta. Ale to nie jest coś, co rozpoznajesz od razu. Często dopiero w trakcie.


Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Gebda czytam to co napisałaś i mam pytanie - a co jeśli w trakcie rytuału zorientujesz się, że wychodzisz ze złego miejsca? Przerywasz, czy kończysz i wyciągasz wnioski na następny raz?


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Renia To zależy od tradycji i od tego, co konkretnie robisz. W niektórych podejściach przerwanie w połowie jest gorsze niż kontynuowanie, bo zostawiasz coś niedokończonego i energia nie ma gdzie odpłynąć. W innych - zakończenie rytuału jest zawsze możliwe i zakłada się, że masz prawo powiedzieć 'stop'. Ale twoje pytanie jest ważniejsze niż technika - bo zakłada, że masz w trakcie tę samoświadomość, żeby w ogóle to zauważyć. I to już jest coś.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Ja jestem sceptyczna z natury wobec tych wszystkich rzeczy, ale czytam ten wątek i to co piszecie o samotności przy rytuale - że odsłania coś, przed czym normalnie uciekasz - to mi się wydaje psychologicznie sensowne zupełnie niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w magię, czy nie. To jest po prostu bycie sam na sam z sobą i swoją potrzebą. Trudne dla każdego.


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Właśnie to mnie zastanawia od początku tego wątku. Bo robienie rytuału samemu daje ci tę przestrzeń, żeby cokolwiek zauważyć - nie musisz pilnować, co myśli osoba obok, nie grasz żadnej roli. Ale jednocześnie jak jesteś sama i coś cię uderzy w środku, to nie masz z kim tego przeprocesować na bieżąco. To jest ta otwartość bez siatki bezpieczeństwa, o której pisałam wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie ciekawi, czy ktoś miał tak, że rytuał w samotności przyniósł coś zupełnie innego niż się spodziewał - nie efekt zewnętrzny, tylko wewnętrzny. Bo ja miałem raz sytuację, gdzie zrobiłem coś z konkretną intencją miłosną, a wyszło z tego coś w rodzaju klarowności, że w ogóle ta osoba mi nie służy. Jakby rytuał zadziałał, ale nie w kierunku, którego oczekiwałem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 396

@Feliks62 I co zrobiłeś z tą klarownością? Zignorowałeś, bo to nie był plan, czy jednak jakoś to przyjąłeś?


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 739

@Faustynka05 Przyjąłem, ale nie od razu. Pierwsze co poczułem, to coś w rodzaju oporu - bo przyszedłem po jedno, a dostałem coś innego. Myślę, że jakby ktoś był przy mnie, to mógłbym to zagadać, przekierować uwagę. Sam musiałem z tym po prostu posiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 224
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co opisuje Feliks jest chyba jednym z lepszych argumentów za samotnością przy rytuale miłosnym. Nie kontrolujesz, co wyjdzie, ale też nie masz możliwości ucieczki od tego, co wychodzi. W tradycjach ceremonialnych mówi się czasem o tym, że intencja jest jak pytanie, a odpowiedź niekoniecznie jest tą, której szukałeś.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 702

@Edmund To trochę zmienia pytanie z 'czy rytuał zadziałał' na 'co rytuał ujawnił'. I w sumie to drugie jest bardziej ciekawe, bo efekt zewnętrzny możesz tłumaczyć zbiegiem okoliczności, ale coś, co ci wychodzi wewnętrznie podczas pracy - trudniej to zbyć.


Odpowiedz
Wpisy: 63
(@zorza07)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, mam pytanie trochę z innej strony. Czy ktokolwiek miał poczucie, że rytuał miłosny w samotności jest... za bardzo serio? Jakby kiedy robię coś sama, to nie ma żadnej lekkości, wszystko ma ciężar. I nie wiem, czy to dobrze, czy to po prostu mój problem z byciem sam na sam ze swoją intencją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Zorza07 Ja mam dokładnie to samo uczucie i też nie wiem, co z tym zrobić. Jak robię coś z kameralnym rytuałem czy ze świecą, to sama siebie obserwuję z boku i zaczynam wątpić. To jest jakaś pętla.


Odpowiedz
Wpisy: 1663
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Ten 'ciężar' o którym mówi Zorza to niekoniecznie problem. Część systemów magicznych zakłada, że rytuał miłosny powinien mieć ciężar, bo dotyczy czegoś poważnego - relacji z drugim człowiekiem, własnych pragnień, które są bardzo konkretne. Lekkość byłaby raczej sygnałem, że nie do końca wchodzisz w to naprawdę. Chociaż mam w tym wątku pytanie do was - czy ta 'lekkość', o której myślicie, to jest coś, czego szukacie jako ulgi, czy jako potwierdzenia, że robicie to dobrze?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

@Gebda dla mnie to byłoby potwierdzenie. Jakby lżej znaczy, że jestem na dobrym miejscu emocjonalnie. Ale chyba sugeruje, że to mylące rozumowanie?


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Sennica Niekoniecznie mylące, ale niepełne. Ciężar może znaczyć 'poważnie traktuję to co robię', ale może też znaczyć 'jestem pełna lęku i napięcia'. I to są kompletnie różne stany, które dają podobne odczucie fizyczne. Tu właśnie wraca to, o czym wcześniej pisała Gebda - że zanim zaczniesz, warto wiedzieć, co to ciężar dla ciebie konkretnie oznacza.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: