To ciekawe pytanie, bo ja też nie byłem pewien czy to kwestia tradycji czy coś bardziej ogólnego. Słyszałem że w niektórych systemach świadek jest wręcz wymagany, bo ma wzmacniać intencję. Ale w innych wręcz zabraniany, bo cudzą obecność traktuje się jako ingerencję. Nie wiem jak to wygląda u was, ale mam wrażenie że nie ma jednej odpowiedzi.
Wracam do tego co Karmelia pisała o przypadkowym obserwatorze kontra zaproszonym świadku. Mam wrażenie że to jest właściwe rozróżnienie i że za mało się tu o tym mówiło. Przypadkowy obserwator wchodzi, widzi, wychodzi. Nie wie co obserwował, nie przywiązuje do tego wagi. Zaproszony świadek zostaje z tym w głowie, co siłą rzeczy tworzy jakieś połączenie z tym co zrobiłaś.
Właśnie o to mi chodziło kiedy zadawałam to pytanie na początku. Bo jeśli komuś powiedziano że rytuał był wykonywany, to ta osoba niesie tę wiedzę. Może nic z nią nie robi, ale ją ma. I nie wiem czy to neutralne.
to jest bardzo konkretna obawa i rozumiem ją. Ale zastanawiam się czy nie przeceniamy tego wpływu. Ludzie codziennie wiedzą o sobie nawzajem masę rzeczy i jakoś to nie dezorganizuje każdego działania. Może kwestia jest nie tyle tego że ktoś wie, ale tego co z tą wiedzą robi, nawet nieświadomie.
Ale jak możesz kontrolować co ktoś robi z wiedzą nieświadomie? To jest paradoks. Mówisz komuś żeby trzymał to dla siebie i nic z tym nie robił, ale myślenie nad tym i tak się odbywa. Chyba że wybierasz kogoś kto jest na tyle obojętny że dosłownie o tym nie myśli, ale po co w takim razie mu mówić.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, trochę z zupełnie innej strony. Czy wy w ogóle mówicie bliskim że interesujecie się magią, pomijając kwestię konkretnych rytuałów? Bo mam wrażenie że to dwa osobne poziomy tajemnicy i może różnie to u was wygląda.
U mnie są to naprawdę dwie osobne sprawy. Że się interesuję, wiedzą. Że coś konkretnie wykonuję, nie wiedzą prawie nigdy. I to nie dlatego że się wstydzę, tylko że jedno to temat do rozmowy, a drugie to prywatna praktyka. Nie musiałabym nikomu mówić że się modlę, i to traktuję podobnie.
No właśnie, bo modlitwa jest dla większości ludzi czymś osobistym ale zrozumiałym. Rytuał miłosny dla wielu brzmi już zupełnie inaczej i uruchamia inne skojarzenia, też te pop kulturowe. I ta różnica w odbiorze robi swoją robotę nawet jeśli intencja jest podobna.
Ale może to jest dobry powód żeby w ogóle nie używać słowa 'rytuał' kiedy się komuś o tym mówi. Można powiedzieć że pracowałaś nad czymś, że miałaś swój czas, że coś robiłaś. I to będzie prawda, tylko bez etykietki która od razu tworzy pewne nastawienie u słuchacza.
To jest argumentacja z którą trochę nie wiem co zrobić. Z jednej strony rozumiem, z drugiej jest tu jakaś różnica między snem a czymś co aktywnie robisz. Sen ci się przydarza. Rytuał decydujesz się wykonać. To jednak inne poziomy sprawczości.
Wracając do sedna, bo mam wrażenie że trochę odeszliśmy. Moje oryginalne pytanie było o to czy świadek w ogóle ma sens, a jeśli tak, to kogo wybrać. I po całej tej rozmowie mam poczucie że nie ma jednej reguły, ale że wybór tej konkretnej osoby jest ważniejszy niż sam fakt czy ktoś jest czy nie.
Też tak to czytam. I jeszcze jedno, które gdzieś umknęło, czy pytałaś siebie samą do czego właściwie świadek ci jest potrzebny? Bo odpowiedź na to pytanie chyba zawęża listę możliwych osób bardziej niż cokolwiek innego.
No właśnie, Aleksy podsumował to lepiej niż ja bym umiała. Bo faktycznie, jak sobie to teraz układam, to moje pytanie o świadka było tak naprawdę pytaniem o to po co mi w ogóle ktoś przy tym. I nie miałam na to gotowej odpowiedzi kiedy zaczynałam ten wątek.
Karmelia, mam do ciebie pytanie bo to może coś rozjaśnić. Mówisz że nie miałaś gotowej odpowiedzi, ale czy po tej całej rozmowie już masz? Bo to jest chyba ważniejsze niż cokolwiek co tu piszemy.
Czekam też na tę odpowiedź, bo ta rozmowa trochę krążyła i mam wrażenie że Karmelia miała jakieś konkretne obawy na początku których do końca nie nazwała.
Szczerze? Chyba chciałam żeby ktoś wiedział. Nie w sensie wzmocnienia ani nic takiego, po prostu żeby to nie było w całkowitej ciszy. I teraz dopiero sobie uświadamiam że to jest zupełnie inna potrzeba niż myślałam.
i właśnie to jest sedno, bo potrzeba żeby ktoś wiedział jest zupełnie czymś innym niż potrzeba aktywnego uczestnika. Pierwsza jest bardziej o tobie, druga o samym rytuale. I z tej różnicy wynikają bardzo różne odpowiedzi na pytanie kogo wybrać.
Mnie też to zastanawia. Jeśli ktoś wie przed, to jego uwaga jest już gdzieś zaangażowana nawet jeśli nie jest obecny. Wie po, to jest już tylko obserwator historii. Różnica chyba jest, choć trudno mi to precyzyjnie ubrać w słowa.
A czy ktoś w ogóle próbował porównywać efekty, raz ze świadkiem raz bez? Serio pytam, bo to brzmi jak coś co teoretycznie dałoby się jakoś zbadać na własnym doświadczeniu.
To co Aleksy napisał jest właściwie argumentem przeciwko całej tej dyskusji, jeśli się dobrze zastanowić. Nie możemy empirycznie sprawdzić nic w tym temacie, więc rozmawiamy o przekonaniach i odczuciach, nie o wiedzy. I to jest okej, tylko warto to nazywać po imieniu.
Wracam do tego co Karmelia powiedziała kilka postów wyżej, że chciała żeby ktoś wiedział żeby to nie było w całkowitej ciszy. Rozumiem to bardzo dobrze i myślę że to jest właściwie najczęstszy powód dla którego ludzie w ogóle mówią komukolwiek. Nie teoria, nie wzmocnienie, tylko zwykła ludzka potrzeba bycia widzianą w tym co robisz.
Dokładnie. I wydaje mi się że przez większość tej rozmowy próbowałam to rozdzielić, a może nie da się rozdzielić, może to jest po prostu razem. Nie wiem czy mam z tym do końca spokój ale chyba bliżej mi teraz do jakiejś odpowiedzi niż kiedy zaczynałam.
Mam jeszcze jedno pytanie do całej dyskusji, nie tylko do Karmelii. Czy ktoś z was miał sytuację gdzie żałował że powiedział? Nie dlatego że coś poszło nie tak z rytuałem, ale dlatego że ta wiedza zmieniła relację z tą osobą. Bo to jest chyba ryzyko o którym prawie w ogóle tu nie mówiliśmy.
