Mam pytanie, bo nigdzie nie mogę znaleźć konkretnej odpowiedzi. Robiłam rytuał połączenia i zostały mi różne rzeczy - resztki wosku, kawałki sznurka, trochę ziół. Wszędzie piszą co innego. Jedni mówią, żeby zakopać w ziemi, inni że spalić, jeszcze inni że wyrzucić na rozstajach dróg albo wrzucić do rzeki. Ale skąd wiadomo, co konkretnie zrobić z danym przedmiotem? Czy to zależy od materiału, od intencji rytuału, czy po prostu każda tradycja ma swoje podejście i nie ma jednej odpowiedzi?
To zależy od kilku rzeczy jednocześnie i nie ma tu jednej reguły, bo każda tradycja podchodzi do tego inaczej. W hoodoo na przykład bardzo dużo zależy od tego, czy rytuał był "przyciągający" czy "odpychający". Rzeczy z rytuałów przyciągających zakopuje się blisko domu albo nosi przy sobie, a z odpychających - wyrzuca jak najdalej, najlepiej za próg albo do biegnącej wody. Przy rytuałach miłosnych sprawa się trochę komplikuje, bo to zależy też od tego, czy chodziło o przyciągnięcie konkretnej osoby, o otwarcie się na miłość w ogóle, czy może o wzmocnienie istniejącej relacji. Ale powiedz mi - co konkretnie robiłaś z tym sznurkiem? Bo sznurek to osobny przypadek.
Zgadzam się z tym co napisała Spinel76 o rozróżnieniu przyciąganie/odpychanie, ale dorzucę coś od siebie - moim zdaniem równie ważne jest to, z jakiego materiału są rzeczy. Wosk po spaleniu świecy najczęściej wraca do ziemi, bo to naturalne. Natomiast sznurek, szczególnie jeśli był wiązany z intencją połączenia, to już inna historia. Niektórzy uważają, że rozwiązany sznurek po rytuale połączenia oznacza rozluźnienie więzi. Inni że właśnie nie należy go rozwiązywać, tylko zakopać w całości. Nie wiem czy ktoś tu miał sytuację gdzie zrobił coś z pozostałościami i wyraźnie poczuł różnicę?
Szczerze? Zawsze myślałem, że to trochę nadinterpretacja. Jak coś jest już po rytuale, to jest po. Ale ostatnio czytałem o koncepcji, że przedmioty użyte w rytuale wciąż przechowują ładunek intencji i sposób ich pozbycia się to jakby ostatni krok całego procesu. Coś w tym może być, bo w różnych tradycjach - od Santerii po stare słowiańskie praktyki - pozbywanie się resztek traktuje się bardzo poważnie. Ciekawi mnie ta kwestia rzeki. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł z wrzucaniem do wody?
Woda jako element oczyszczający i przenoszący pojawia się w niemal każdej tradycji magicznej i religijnej niezależnie od szerokości geograficznej. W kontekście rytuałów - woda płynąca symbolizuje odprowadzenie czegoś od siebie, bo nurt dosłownie zabiera. Stąd rzeki, skrzyżowania rzek, morze. Ale jest jedno zastrzeżenie które często jest pomijane: wody stojącej się nie używa do takich celów, bo w wielu tradycjach uważa się, że zamiast odprowadzić, zatrzymuje. Przy rytuałach miłosnych - jeśli ktoś chce podtrzymać coś, a nie zakończyć - wrzucanie do rzeki byłoby logicznie sprzeczne z intencją.
A jak długo można w ogóle trzymać te rzeczy zanim coś z nimi zrobimy? Pytam bo moje leżą już jakiś czas i zaczynam się zastanawiać czy to nie blokuje jakos efektów. Czytałam że podobno maksymalnie trzy dni ale nie wiem czy to jakaś konkretna tradycja czy ktoś to wymyślił.
Mnie zawsze zastanawiało to z zakopywaniem. Zakopuje się w ogrodzie, przy domu, gdzieś w lesie? Bo widziałam różne wersje i nie wiem czy lokalizacja ma znaczenie. I co z tym jest w bloku, gdzie nie ma ogrodu? Pytam serio, bo te wszystkie wskazówki wydają się pisane dla kogoś z działką.
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie do całej dyskusji - czy ktoś z was faktycznie zauważył realną różnicę między różnymi metodami pozbycia się resztek? Bo moje doświadczenia są takie, że nie zawsze efekt idzie w tę stronę co teoria. Robiłam różne rzeczy z pozostałościami, czasem zgodnie z tym co gdzieś wyczytałam, czasem intuicyjnie, i szczerze nie byłam w stanie powiązać konkretnej metody z konkretnym skutkiem. Może macie inaczej?
Moim zdaniem wosk zawsze trzeba spalić, bo wosk jest połączony z ogniem i zwracając go ogniowi zamykasz cykl. Czytałam o tym w kilku miejscach i to ma sens. Ze sznurkiem to inaczej - sznurek zakopuje się. Woda jest do oczyszczenia rzeczy które były użyte do czegoś negatywnego albo do zerwania. Tak to działa.
To że ogień coś kończy - to rozumiem i zgadzam się. Ale mam wątpliwości co do założenia że 'pewność' wynika z metody. Myślę że ta pewność jest w głowie osoby wykonującej rytuał, nie w ogniu czy ziemi. Ogień może być zamknięciem jeśli tak traktujesz ten moment. Ziemia też może. To bardziej kwestia intencji i tego jak ty przeżywasz ten końcowy gest, niż fizycznej właściwości elementu. Choć rozumiem że dla wielu osób konkretna metoda pomaga zbudować to wewnętrzne poczucie zamknięcia, więc też ma wartość.
Słuchacie, wracam do swojego pytania bo trochę się pogubiłam. Mam te resztki wosku, sznurek którym wiązałam dwie figurki i garść rozsypanych ziół. Rytuał był o przyciągnięciu, nie o zerwaniu. Na podstawie tej rozmowy rozumiem że zakopać blisko domu to logiczna opcja dla rytuałów przyciągających. Ale co z ziołami? Zioła to coś organicznego, rozsypują się, można je i spalić i zakopać. Jakaś sugestia?
Zioła w rytuałach przyciągających - moje podejście to albo zakopać razem z innymi rzeczami, albo rozsypać przy progu jeśli chodziło o przyciągnięcie do domu i relacji. Rozsypanie przy progu pojawia się w magii południowoeuropejskiej i w niektórych nurtach hoodoo właśnie przy takich intencjach. Ale powiedz - jakich ziół użyłaś? Bo to może mieć znaczenie. Różne zioła mają różne przypisania i teoretycznie każde mogłoby wymagać innego traktowania po rytuale.
Mam pytanie trochę z boku tej rozmowy - czy ktoś wie co z przedmiotami osobistymi które były w rytuale, na przykład zdjęciem? Zdjęcia się przecież nie zakopuje ani nie spala zazwyczaj. A co jeśli to było zdjęcie kogoś drugiego, nie swoje?
To jest ciekawy wątek. Ze zdjęciami to chyba jeszcze bardziej indywidualne niż z woskiem czy ziołami. Gdzieś czytałem że zdjęcie osoby drugiej jeśli było w rytuale przyciągającym, można zostawić przy sobie w jakimś schowanym miejscu, a jak rytuał się spełnił albo relacja się skończyła - wtedy dopiero spalić lub zakopać. Ale nie jestem pewien czy to jakaś konkretna tradycja czy po prostu czyjś pomysł.
Dobra, ale wracając do zdjęć bo chyba nie odpowiedziałam na Ubiorek06 wprost - rozumiem co mówisz o etyce i masz rację, że to ważniejsza kwestia. Ale piszę tu bo moje zdjęcie było w tym rytuale, nie cudze. I właśnie dlatego pytałam - co z nim zrobić teraz? Zakopać własne zdjęcie to trochę dziwna perspektywa.
Własne zdjęcie to inna sprawa kompletnie. Tu nie ma dylematu etycznego, jest tylko pytanie o intencję końcową. Jeśli rytuał był przyciągający i chcesz go utrzymać, część tradycji mówi żeby własny wizerunek zostawić przy sobie - schowany, ale nie zniszczony. Zniszczenie własnego zdjęcia z rytuału przyciągającego to trochę jak cofnięcie intencji.
A mnie zastanawia coś innego w tym wszystkim - czy te zasady dotyczące pozbycia się resztek są w ogóle ze sobą spójne między tradycjami czy to jest totalna mozaika i każda tradycja mówi co innego? Bo z tej rozmowy wynika że hoodoo mówi jedno, słowiańska magia drugie, południe Europy trzecie. Gdzie tu sens?
I to jest chyba sedno - nie chodzi o to która metoda jest 'właściwa', tylko o to żeby to co robisz miało wewnętrzną logikę. Możesz wybrać zakopanie albo spalenie, ale jeśli robisz to bez żadnej intencji i myślisz przy tym o zakupach, to nie ma znaczenia co wybrałaś.
No to ja mam pytanie praktyczne bo trochę mi to wszystko siada - jak ta intencja przy pozbywaniu się resztek ma wyglądać? Tzn. czy trzeba coś mówić, czy wystarczy że wiem co robię i po co? Bo nigdzie nie widziałam żeby ktoś opisał jak to konkretnie przeprowadzić, wszyscy mówią 'z intencją' ale co to znaczy w praktyce?
Ja zawsze coś mówię, bo inaczej czuję że to niepełne. Jak zakopuję to mówię żeby ziemia to przyjęła i zamknęła co było otwarte. Jak palę to dziękuję ogniowi. Może to brzmi dziwnie ale dla mnie to działa.
Nie brzmi dziwnie. Werbalizacja intencji to coś co pojawia się w bardzo różnych tradycjach i nie tylko magicznych - w modlitwie, w medytacji z mantrą, w rytuałach religijnych. Mówienie na głos jest po prostu innym poziomem zaangażowania uwagi.
Słucham tej rozmowy o intencji i mam jedno pytanie do wszystkich - jeśli podczas zakopywania myśl mi ucieknie albo zacznę się stresować czy robię to dobrze, to to psuje zamknięcie? Bo teoretycznie wiem co chcę zrobić ale praktycznie zawsze mi coś siada i zaczynam wątpić w połowie.
To jest normalne i myślę że większość osób które robią jakieś rytuały przez to przechodzi. Jedna uciekająca myśl nie przekreśla całości, szczególnie jeśli wrócisz do skupienia. Problem byłby gdyby cały akt pozbywania się resztek był wykonany zupełnie bezrefleksyjnie, od początku do końca. Ale chwilowa wątpliwość to po prostu umysł robiący to co umysły robią.
No i właśnie - syntetyki. Wracam do tego bo mi nie daje spokoju. Jak masz sznurek syntetyczny, wosk do świecy z parafiny, papier powlekany - to co z tym robisz? Spalenie parafiny to nie jest to samo co spalenie wosku pszczelego czy nawet sojowego. Parafina to ropa naftowa, dosłownie. Zakopywanie czegoś co nie zgnije przez dekady też jest dyskusyjne. Mam wrażenie że duża część tego co sprzedaje się jako 'materiały do rytuałów' jest kompletnie nie do obiegu w ziemi.
Ja bym tu była ostrożna z tym albo-albo. Materia i intencja to nie są dwie przeciwne rzeczy, które się wykluczają. Materia może wzmacniać intencję albo jej nie wspierać, ale nie zeruje jej całkowicie. Myślę że sznurek syntetyczny nie jest idealny, ale jeśli ktoś robił cały rytuał z pełną uwagą i nie ma dostępu do lnianych materiałów, to nie jest katastrofa. Co innego gdyby materiał był symbolicznie sprzeczny z intencją.
A mam pytanie może głupie - czy jak wyrzucam do śmietnika to mam rozumieć że trafia do spalarni odpadów i to jest de facto spalenie? Bo mieszkam w mieście i u nas segregacja idzie do spalarni. Serio się nad tym zastanawiałam.
To jest ciekawe pytanie Bratek58, ale myślę że tu chodzi o coś innego. Spalenie w rytuale to nie jest akt techniczny - podpalasz, patrzysz jak się spala, jesteś przy tym. Spalarnia odpadów to logistyka, nie rytuał. Efekt fizyczny jest podobny ale kontekst kompletnie różny. Choć rozumiem logikę.
