A co z osobami, które są po rozstaniu i chcą wrócić do byłego partnera? To jest przyciąganie nowego, skoro wszystko się skończyło, czy wzmacnianie czegoś istniejącego, bo uczucia są? Bo to chyba jeden z najczęstszych przypadków przy rytuałach miłosnych i jakoś mało o tym tutaj.
Ja mam trochę inne pytanie do tej dyskusji o fazach - co jeśli chcesz zrobić rytuał, ale twoja data urodzenia według numerologii jest po prostu niesprzyjająca w danym miesiącu? Tekla wspominała o liczbach wibracji, ale co jeśli te liczby się 'gryzą'? Czy w ogóle wtedy odpuszczać?
przepraszam ze sie wtrące, ale właśnie próbuam sobie policzyć te liczby i wyszła mi 11 - i co teraz? redukować do 2 czy zostwić jako 11? bo juz trochę pogubiłam sie w tym
ok, czyli zostwiam 11 i tyle. to mi sie bardziej podoba bo czułam, że redukowanie do 2 to jakoś... upraszcza. ale wracajac do tego tematu z fazami - ktoś tu mówił wcześniej o byłych i niezdecydowaniu czy to przyciąganie czy wzmacnianie, i trochę to u mnie zostało. bo mam sytuację gdzie nie wiem czy to w ogóle do końca się skończyło. tzn. oficjalnie tak, ale kontakty są. i co z tym?
Przy byłych jest jeszcze jedna rzecz, którą często się pomija - nie pytasz tylko o fazę księżyca, ale o to co ty wnosisz. Jeśli wchodzisz w rytuał z poczuciem braku, z miejsca 'muszę to odzyskać', to ta energia idzie w rytuał. Faza jest drugorzędna wobec tego, z jakiego miejsca emocjonalnego to robisz. I mówię to jako obserwację, nie moralizowanie.
To ćwiczenie z Jungiem jest naprawdę ciekawe, bo robiłam coś podobnego przy afirmacjach i efekt był zaskakujący - myślałam, że jestem spokojna, a jak zadałam sobie to pytanie to nie byłam. Ale mam refleksję do faz - czy to w ogóle ma sens robić rytuał miłosny z miejsca niepewności emocjonalnej? Tzn. czy faza księżyca może jakoś to wyrównać, czy po prostu nie ma co zaczynać?
Wracam do tego co mówiła Tekla o liczbach, bo mnie to nie daje spokoju. Policzyłam sobie datę do jakiegoś przyszłego rytuału i wyszło mi, że najbliższa dobra faza księżyca - przybywający po nowiu - wypada w dniu z wibracja 8. A moja liczba życiowa to 6. Tekla, to się jakoś kłóci czy mogę to ignorować?
A ja mam pytanie do całej dyskusji o liczbach - czy te numerologiczne kalkulacje robimy do dnia rytuału, czy do całego okresu fazy? Bo faza przybywająca trwa kilkanaście dni, a każdy dzień ma inną wibrację. Czy wystarczy że jeden dzień w tej fazie jest dobry, czy szukamy jakiegoś przecięcia?
wiem ze jestem troche z boku ale czytam ten wątek od dluzszego czasu i mam pyatnie - czy w ogóle ktoś z was sprawdzał czy te wszystkie kalkulacje cokolwiek zmieniaja? tzn czy robił rytuał w złym dniu numerologicznie ale dobrej fazie i potem w dobrym dniu dobrej fazie - i było widać różnicę?
a mi sie podoba to co powiedział Sauwak o miejscu emocjonalnym, bo to jest chyba to co najbardziej zostaje po tej dyskusji. mozna miec idealny ksiezyc, idealną liczbe i zrobic rytuał z lęku i nic z tego nie wyniknie. chyba o to chodziło? czy źle zrozumiałam
Mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek po tej numerologii - wróćmy do samych faz. Czy ktoś wie, co konkretnie różni rytaul zrobiony w nowiu od tego w kwadraturze? Tzn. nie filozoficznie, ale praktycznie - co inaczej robisz, co inaczej czujesz?
A ja mam pytanie, które mi siedzi od jakiegoś czasu w tej dyskusji - czy te fazy księżyca mają jakieś odwzorowanie w systemach spoza europejskich? Bo cała ta rozmowa brzmi bardzo zachodniocentrycznie. Weźmy chociażby chiński kalendarz księżycowy - tam fazy są używane inaczej niż w wicca czy w astrologii zachodniej.
Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi bo nie mamy porównania. Ale mam inną refleksję - większość tradycji, które przetrwały, ma jakiś system synchronizacji działań rytualnych z cyklami naturalnymi. To nie może być przypadek. Forma się różni, ale sama zasada 'działaj w odpowiednim momencie cyklu' jest niemal universalna. To mówi coś o tym, że ludzie przez wieki obserwowali zależności. Pytanie tylko co obserwowali i jak to interpretowali.
Wracam do tego co pisał Sauwak wcześniej o miejscu emocjonalnym, bo mi to zostało. Zrobiłem to ćwiczenie z tym pytaniem 'co byś czuł gdyby był szczęśliwy z kimś innym' i... nie wiem. Serio, pierwsza reakcja była mieszana i nie umiem jej sklasyfikować. Co to znaczy w kontekście rytuału - że nie powinienem go robić teraz?
Mam pytanie do Sauwaka - czy to co mówisz o stanie emocjonalnym znaczy, że rytuał powinno się odkładać do momentu kiedy emocje się 'ustabilizują'? Bo jak mam rozumieć tę 'świadomość miejsca'? Mogę wiedzieć że działam z lęku i mimo to zrobić rytuał?
Czytam to wszystko i mam takie pytanie do całej dyskusji - czy ktoś kiedykolwiek zrobił rytuał miłosny w 'złej' fazie i miał poczucie że mimo to coś zadziałało? Albo odwrotnie - wszystko było idealnie, faza, emocje, data, a nic. Bo może to jest ta odpowiedź na pytanie z tytułu których szukam.
To pytanie Idalkaa jest chyba najlepszym podsumowaniem całej tej dyskusji. Ja odpowiem tak - robiłem w warunkach dalekich od ideału i coś drgnęło. Robiłem w pełni, z dobrym nastrojem, z jasną intencją i... nic przez długi czas. Więc jeśli ktoś szuka tu wzorca, to go nie ma.
Dokładnie to samo. Raz totalnie bez planu, bez sprawdzania fazy, bo po prostu miałem silną potrzebę działania - i to był jedyny raz kiedy naprawdę coś poczułem w trakcie. Nie wiem czy to faza nie miała znaczenia, czy może trafiłem przez przypadek na dobry moment.
A ja miałam idealną pełnię, świece, wszystko przygotowane i poczułam się jak na szkolnym przedstawieniu. Jakbym odgrywała coś bo wypada, nie dlatego że chcę. I nic z tego nie było prawdziwe. Więc chyba odpowiedź na pytanie Idalkaa jest u każdego inna.
To co opisuje Frania98 ma nazwę - 'performative ritual', czyli rytuał jako spektakl dla samego siebie. Faza była dobra, rekwizyty były, ale intencji nie było. I to jest właśnie to co mówiłem - warunki zewnętrzne nic nie dają bez warunków wewnętrznych. Pytanie Idalkaa jest dobre bo trafia w sedno: może zmienna 'faza' jest po prostu za mało ważna w porównaniu z innymi zmiennymi.
Mnie tu bardziej zastanawia to co powiedział Marcel50 o tym że nie był w stanie odróżnić czy coś zadziałało. Bo to chyba ogólny problem z rytuałami miłosnymi - jak w ogóle mierzysz efekt? Pieniężny możesz zliczyć, zdrowie możesz poczuć fizycznie, ale miłość... jak weryfikujesz?
No właśnie, Tekla to ważne. Bo może część tych 'nie zadziałało' to po prostu 'zadziałało ale nie widziałam wyniku bo nie wiedziałam czego szukać'. Albo odwrotnie - 'zadziałało bo i tak by się stało, a przypisałam to rytuałowi'.
To jest właśnie mój problem z całą tą dyskusją. Skoro nie wiemy jak mierzyć, skąd w ogóle wiemy że faza ma znaczenie? To trochę błędne koło - nie możemy udowodnić że działa, nie możemy udowodnić że nie działa, więc rozmawiamy trochę w próżni.
Ja robiłam notatki przez jakiś czas - zapisywałam fazę, swój nastrój i co robiłam. Po kilku tygodniach patrzyłam na to i... nie widziałam wzoru. Ale nie wiem czy to znaczy że wzoru nie ma, czy że za mało danych zebrałam albo że źle zapisywałam.
