Słuchajcie, mam takie pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy w ogóle wypada robić rytuał miłosny jak się ma okres? Czytałam gdzieś, że krew menstruacyjna to jakiś szczególny składnik w niektórych tradycjach, ale z drugiej strony spotkałam się też z tym, że kobieta w tym czasie jest "nieczysta" i nie powinna w ogóle podchodzić do ołtarza. Macie jakieś przemyślenia? Bo mi się to wszystko gryzie.
Temat jak najbardziej ciekawy. Tylko od razu zaznacze, że to "nieczysta" to wymysł póżniejszych religii patriarchalnych, a nie samej magi. W starych tradycjach krew miesięczna była uważana za jeden z najsilniejszych składników, jaki kobieta może wykorzystać do siebie i swoich intencji. Pytanie tylko, do jakiego rytuału chcesz to zastosować, bo to nie jest tak, że pasuje do wszystkiego.
Czekaj, czyli kobiety naprawdę dodawały to do picia? Brzmi to dla mnie obrzydliwie, nie wiem jakbym mogła komuś coś takiego podać. A pytanie z innej beczki, bo skoro mówimy o cyklu, to czy znak zodiaku ma tu jakieś znaczenie? Bo czytałam, że Skorpiony są jakoś szczególnie związane z tą energią.
Czyli rozumiem, że są dwie szkoły. Jedna mówi, że to czas mocy i można działać, druga że lepiej odpuścić. A co z tymi rytuałami, które są typowo na przyciągnięcie kogoś, ale bez ingerencji w jego wolę? Takie bardziej na siebie, żeby otworzyć się na miłość. W tym czasie też nie powinno się tego robić?
Tu już zależy od konkretnej szkoły. W większości ceremoniałów ciężkiego kalibru, jak np. wysokomagiczne rytuały z kręgu hermetycznego, kobiety tradycyjnie powstrzymywały się od pracy w trakcie krwawienia. Nie dlatego, że są "brudne", tylko dlatego, że uznawano, iż energia ciała idzie wtedy do wewnątrz, na oczyszczenie, i każde rzucanie jej na zewnątrz osłabia i operatorkę, i samą operację. Ale rytuał skierowany do siebie, otwierający, to zupełnie inna bajka i akurat tam ten zwrot do wewnątrz pomaga.
Wracając do wątku tradycji, u Słowian sprawa była dwuznaczna. Z jednej strony kobieta krwawiąca nie wchodziła do świętych miejsc, nie dotykała narzędzi rolniczych ani ognia domowego. Z drugiej strony to ona miała w sobie moc, której się obawiano, i dlatego ją izolowano. To nie była pogarda, tylko respekt zmieszany z lękiem. Czytałem o tym u Strzelczyk i u Gieysztora, choć obaj traktują temat raczej pobocznie.
Mam wrażenie, że w tym wątku zderzają się trzy zupełnie różne podejścia. Pierwsze to ludowe, gdzie kobieta jest izolowana "bo tak". Drugie to tantryczne, gdzie krew jest substancją obrzędową. Trzecie to współczesny nurt kobiecej duchowości, gdzie cały cykl jest dowartościowywany jako naturalny rytm pracy magicznej. Helenka pytała o rytuał miłosny i moim zdaniem odpowiedź zależy od tego, w której z tych szkół się porusza. Bo każda z nich powie co innego.
jak mówisz o pracy na otwarcie i przyjęcie, to pierwsze dwa-trzy dni są wręcz dobre na to, żeby usiąść w ciszy, popatrzeć w lustro i spytać siebie, co cię blokuje. To czas, kiedy łatwiej zobaczyć własne schematy, bo ciało samo cię ciągnie do środka. Aktywne wołanie, przyciąganie, palenie świec na konkretną intencję, to bym przesunęła na fazę po krwawieniu, najlepiej pod rosnący ksieżyc.
Z perspektywy pracy z kartami dodam tylko jedną rzecz, bo widzę, że dyskusja idzie głównie wokół samego rytuału. Otóż wiele osób próbuje sobie "sprawdzić" tarotem efekt rytuału miłosnego zrobionego w trakcie okresu i wychodzą im totalnie sprzeczne rozkłady. Moim zdaniem to nie karty kłamią, tylko pytająca jest w stanie, w którym sama nie wie, czego chce, więc i odpowiedź jest mętna. Może to też jakaś wskazówka, że pewnych rzeczy w tej fazie po prostu się nie rozstrzyga.
najczęściej wychodzi tak, że jedna karta mówi "tak, działa", a obok leci coś w stylu Wieży albo Ósemki Mieczy, czyli sygnał że coś się sypie albo blokuje. Jakby intencja poszła, ale energia ją gdzieś zatrzymała po drodze. Robiłem takie rozkłady kilkanaście razy dla różnych osób i zawsze był ten sam motyw rozjazdu między chęcią a realizacją.
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie z innej strony. A jeśli ktoś ma nieregularne cykle albo bierze hormony i właściwie nie wie kiedy mu krwawienie wypadnie, to jak się do tego ma planować rytuały? Bo wychodzi że trzeba mieć kalendarz w głowie i jeszcze pasować do faz księżyca.
Pytanie z boku, bo facet jestem, ale ciekaw jestem. Czy są jakieś analogiczne cykle u mężczyzn które wpływają na rytuały? Bo skoro kobieta ma fazy, to my mamy co, sezony? Czy to jest tylko babska sprawa?
Wracając do pytania Helenki o pracę z lustrem, czy ktoś faktycznie robił coś takiego w trakcie krwawienia i miał potem efekty? Bo dużo teorii leci, a konkretnych historii mało.
To mi się podoba, bo nie mam siły ani głowy do skomplikowanych ceremonii. A pytanie do tych co pracują z księżycem, bo Kostroma o tym wspomniała. Co jeśli krwawienie wypada na pełni, a chciałabym zrobić coś na przyciąganie? Bo niby pełnia to klasyczny moment, a tu ciało mówi co innego.
Ten konflikt księżyca i ciała to klasyk i większość praktyczek prędzej czy później na to wpada. Część szkół mówi że wtedy ciało wygrywa, bo to twój osobisty zegar, a księżyc jest zewnętrzny. Inne mówią że można podzielić pracę, czyli na pełni zrobić część intencyjną w głowie, a fizyczną część rytuału przesunąć o kilka dni. Sama robię to drugie i nie widzę problemu.
Czytałam Mirandę Gray i u niej to bardziej chodzi o cztery fazy wewnętrzne, dziewicę, matkę, czarodziejkę i staruchę, a nie o podział kobiet na typy. Ktoś to potem przerobił na etykiety i wyszło coś innego niż autorka pisała. Plus pytanie do Helenki, czy ty w ogóle myślisz o księżycu przy planowaniu, czy bardziej improwizujesz?
Improwizuję totalnie, dopiero z tego wątku łapię że w ogóle są jakieś fazy do uwzględnienia. Wcześniej myślałam że jak mam ochotę coś zrobić to robię. Teraz widzę że to chyba jest bardziej skomplikowane.
Improwizacja nie jest zła, czasem nawet lepsza niż przekombinowanie. Jak ktoś za bardzo wchodzi w tabele faz, dni tygodnia, godzin planetarnych i jeszcze cyklu, to często traci poczucie po co w ogóle to robi. Intencja i obecność biją kalendarz.
U Słowian temat krwi miesięcznej jest niejednoznaczny. Z jednej strony zakazy wstępu do cerkwi, do studni, do warzywnika, z drugiej strony konkretne zabiegi miłosne właśnie z użyciem kropli krwi dodawanej do napoju ukochanego. Czyli ta sama krew była i tabu i składnikiem czaru, zależnie od kontekstu i kto z niej korzysta.
Brrr, szczerze mówiąc to mi się wydaje obrzydliwe i trochę przerażające. Czyli ludzie naprawdę dosypywali sobie nawzajem krwi do jedzenia? To już nie jest rytuał miłosny tylko jakaś manipulacja na poziomie horroru.
I tu jest właśnie cała etyka tego tematu. Większość tradycyjnych rytuałów miłosnych z krwią to nie było działanie na siebie, tylko na drugą osobę bez jej wiedzy. Dlatego dzisiaj większość praktyczek od tego odchodzi i pracuje raczej z własną krwią na własnej intencji, nie na cudzym jedzeniu.
A jak to się ma do pytania Helenki o pełnię? Bo zaczęliśmy od konfliktu księżyca i ciała, a skończyliśmy przy krwi w kawie. Wracając, jeśli ktoś krwawi akurat na pełni i chce coś robić na przyciąganie, to jakie są realne opcje?
Czyli ta trzecia opcja to jest po prostu poczekać aż przejdzie krwawienie i wtedy działać? Bo to brzmi najbezpieczniej dla kogoś takiego jak ja, kto nie ma wprawy.
Mniej więcej tak, z tym że nie chodzi o samo przeczekanie, tylko o świadome wykorzystanie tych dni na coś innego. Wyciszenie, robienie listy tego co tak naprawdę chcesz przyciągnąć, oczyszczenie przestrzeni. Potem jak energia wraca, masz grunt przygotowany.
U Słowian jest jeszcze jeden wątek którego nikt nie poruszył. Krew miesięczna była uznawana za substancję chroniącą przed urokami. Kobiety nosiły kawałek materiału z taką krwią w zanadrzu jak szły na targ albo do obcej wsi. Czyli ochrona, nie atak.
To zmienia mi trochę optykę. Czyli jak chcę zrobić coś na miłość a akurat krwawię, to mogę to wykorzystać jako ochronę swojego procesu, a nie jako przeszkodę?
Tak bym to ujęła. Postaw sobie intencję ochronną w te dni, że to co budujesz jest chronione przed cudzymi wpłyami i zazdrością, a samo przyciąganie aktywuj jak skończysz krwawić. Ja tak robię od lat i to mi się sprawdza znacznie lepiej niż sztywne trzymanie się kalendarza księżyca.
