Forum

Asystent AI
Rytuały miłosne a s...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały miłosne a samotność - czy ktoś robił je w pełnym osamotnieniu?

Strona 2 / 2

Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, to mam do Barniego pytanie, bo to mnie dotyczy bezpośrednio. Jak rozróżnić ten ciężar z napięcia od ciężaru z powagi? Bo serio, gdy siedzę sama z zapalona świecą i próbuję się skupić, to czuję jedno i drugie naraz i nie umiem ich rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie nauczyło jedno: jak napięcie ustępuje w trakcie, a skupienie zostaje - to ten drugi rodzaj. Jak napięcie rośnie albo zostaje przez cały czas - to pierwsze. Ale to wymaga czasu i kilku prób, żeby to w ogóle w sobie rozpoznać. Nie ma skrótu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Feliks62 A co jeśli w ogóle nie masz tych kilku prób? Pytam, bo mam wrażenie, że sama sobie nakładam presję, żeby 'zrobić to dobrze za pierwszym razem', i to pewnie tylko dokłada do tego napięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

To jest dopiero ciekawy wątek - presja żeby rytuał zadziałał, w połączeniu z samotnością, w której nie ma żadnego zewnętrznego punktu odniesienia. Nie znam się na magii, ale to brzmi jak idealna pułapka. Robisz sama, więc nie możesz porównać, a jednocześnie oczekujesz konkretnego efektu. I nie wiadomo, czy coś poszło 'źle', czy w ogóle nic nie wychodzi, bo za bardzo chcesz.


Odpowiedz
Wpisy: 2040
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z trudniejszych pytań, bo nie ma tu żadnej reguły, która zadziała za pierwszym razem. Ale jest jedna rzecz, którą zauważyłem i którą można sprawdzić w trakcie: oddech. Napięcie lękowe zazwyczaj spłyca oddech albo go zatrzymuje. Skupienie i powaga - nie. Jak siedzisz ze świecą i czujesz, że coś cię ściska w klatce i nie możesz wziąć pełnego wdechu, to raczej napięcie. Jak jest ciężko, ale oddycha się spokojnie - to co innego. To oczywiście nie jest żadna zasada absolutna, ale u mnie działa jako pierwszy sygnał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 739

@Barni Oddech jako wskaźnik - to dobra obserwacja. Ja bym dodał jeszcze jedną rzecz, bo Majeranek pytała o rozróżnienie na żywo, w trakcie. Jak w połowie rytuału zaczynam mentalnie planować co zjem po albo czy wyłączyłem piekarnik, to już wiem, że napięcie przejęło kontrolę. Skupienie ma taką właściwość, że po prostu trwa, nie ucieka w myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Okej, oddech i uciekanie myśli - to są rzeczy, które mogę obserwować, bo to konkretne. Dzięki. Ale mam pytanie do Feliksa - czy to uciekanie myśli nie jest po prostu normalne dla kogoś, kto nie jest przyzwyczajony do siedzenia w ciszy? Bo ja i bez rytuału mam problem ze skupieniem się na jednej rzeczy dłużej niż kilka minut.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Majeranek to co opisujesz to kwestia, którą warto oddzielić. Jest ogólna trudność ze skupieniem, która dotyka większości ludzi, i jest specyficzne napięcie związane z konkretnym rytuałem. Pierwsze jest treningowe i ustępuje z czasem. Drugie mówi coś o stanie emocjonalnym względem intencji. Problem w tym, że jak masz oba naraz, to się mieszają i ciężko stwierdzić, co jest czym.


Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

@Gebda A jak je rozdzielić praktycznie? Bo rozumiem, że są dwa różne zjawiska, ale co mam zrobić, żeby sprawdzić, które mnie akurat dotyczy?


Odpowiedz
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 82

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że coraz bardziej odchodzimy od pytania Majeranek o samotność przy rytuale, a idziemy w stronę jakiejś techniki medytacji. Nie mówię, że to złe, ale czy to nie jest trochę inna rozmowa? Bo pytanie czy samotność przeszkadza czy pomaga jest chyba szersze niż 'jak się skupić'.


Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Cecylka88 Nie zgodzę się, bo dla mnie te tematy są połączone. Właśnie dlatego, że jestem sama przy rytuałe, nie mam zewnętrznego punktu odniesienia i wtedy skupienie - albo jego brak - mówi mi wszystko o tym, czy w ogóle powinnam to robić. Jakby ktoś był obok, ten problem by znikł albo był mniejszy.


Odpowiedz
Wpisy: 702
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Cecylka ma rację, że się to rozjeżdża, ale Renia też ma rację, że to jest powiązane. Myślę, że główny temat to nadal samotność przy rytuale miłosnym, tylko wychodzimy z niego przez konkretne doświadczenia - a to jest normalna rozmowa, nie da się rozmawiać o abstrakcji bez przykładów. Mnie bardziej ciekawi, czy ktoś celowo wybrał samotność, a nie wyszło mu to z konieczności. Bo Majeranek chyba pyta o świadomy wybór, nie o sytuację z braku opcji.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 42

@Seba86 trafiłeś w sedno. Ja pytałam właśnie o to - czy ktoś świadomie wybrał robić rytuał miłosny sam, nie dlatego że nie miał wyjścia, tylko że uznał, że tak będzie lepiej. I co z tego wynikło. Bo u mnie to była konieczność, nie wybór, i zastanawiam się czy to ma znaczenie.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 702

I tu dochodzimy do czegoś, co mnie od początku ciekawiło w tym wątku. Jak wierzysz, że rytuał działa przez zmianę wewnętrzną - samotność jest logiczna, wręcz pożądana. Jak wierzysz, że działa zewnętrznie - samotność jest co najmniej neutralna, może nawet ograniczająca, bo nie masz żadnej weryfikacji tego co robisz. Te dwa pytania nie dają się pogodzić w jednym podejściu i myślę, że dlatego tak trudno odpowiedzieć Majeranek na jej pierwotne pytanie - bo każdy tu operuje trochę innym modelem, nie zawsze to mówiąc wprost.


Odpowiedz
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Seba86 to co napisałeś to mnie trochę przewróciło do góry nogami, bo nigdy tak tego nie ułożyłam w głowie. Czy to znaczy, że zanim zrobię rytuał, powinnam sobie odpowiedzieć, w co tak naprawdę wierzę co do tego jak to działa? Bo ja chyba nigdy tego nie robiłam świadomie.


Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 396

@Bozenka Dokładnie to samo pytanie sobie zadaję. I właściwie nie wiem jak na nie odpowiedzieć, bo mi te dwie rzeczy - zmiana wewnętrzna i coś zewnętrznego - zawsze były wymieszane. Nigdy ich nie rozdzielałam.


Odpowiedz
Wpisy: 224
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ma znaczenie, ale nie takie jak myślisz. Intencja przed rytuałem kształtuje twój stan wejściowy, ale sam rytuał i tak idzie swoją drogą. Jeśli wchodzisz z poczuciem 'nie mam wyjścia', to twoje ciało niesie to napięcie. Ale rytuały miłosne robione przez konkretne tradycje - mam tu na myśli np. niektóre podejścia z kręgu ceremonialnego czy wicca - zakładają, że właśnie stan wejściowy nie jest decydujący, tylko to, co robisz ze sobą w trakcie. Więc ta konieczność na początku może się zmienić w coś innego w środku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Edmund A czy można to jakoś sprawdzić po fakcie, tzn. czy da się ocenić, czy ten stan w trakcie był lepszy niż na początku? Bo jak robię coś sama, to nie mam jak tego ocenić z zewnątrz.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 739

@Bozenka Ja to oceniam po tym, jak się czuję bezpośrednio po zakończeniu. Jak jest coś w rodzaju spokoju, nawet jeśli byłem napięty na początku - to znaczy, że coś się zmieniło w trakcie. Jak napięcie zostaje albo nawet rośnie po skończeniu, to coś nie zadziałało na poziomie emocjonalnym. To nie jest żaden obiektywny pomiar, ale mam wrażenie, że ciało wie.


Odpowiedz
Wpisy: 63
(@zorza07)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to o czym Feliks pisze - ten spokój po - to jest jedyna rzecz, której mi brakuje w rytuale robionym samemu. Jak kończę, to nie wiem, czy ten spokój to dobry znak, czy po prostu ulga, że skończyłam i mogę wrócić do normalności. Nie wiem jak to rozróżnić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Zorza07 To jest naprawdę dobre pytanie i szczerze - nie ma łatwej odpowiedzi. Ulga po zakończeniu czegoś napiętego jest fizjologiczna, to układ nerwowy odpuszcza. Spokój po rytuale, który poszedł dobrze, ma inną jakość - jest bardziej zakorzeniony, mniej reaktywny. Ale żeby to rozróżnić, musisz mieć z czym porównywać. Co robiłaś wcześniej w podobnych okolicznościach i jak się czułaś? Albo co zrobiłaś z tą ulgą po - czy zostałaś z nią, czy od razu zaczęłaś coś robić?


Odpowiedz
Wpisy: 396
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Ja się zastanawiam nad czymś innym - czy wszyscy zakładamy, że rytuał miłosny w samotności to zawsze coś napiętego i ciężkiego? Bo może zależy od tego, czego dotyczy. Rytuał przyciągania miłości w ogóle, a rytuał dotyczący konkretnej osoby - to są zupełnie różne ładunki emocjonalne. To pierwsze można robić z pewną lekkością, bo cel jest otwarty. To drugie jest zawsze obarczone.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Faustynka05 Zgadza się i to jest ważne rozróżnienie. W niektórych tradycjach te dwa typy traktuje się zupełnie inaczej pod kątem przygotowania i tego, co uznaje się za dobry stan wejściowy. Rytuały otwarte - na przyciąganie, na gotowość na miłość - są często mniej wymagające pod kątem stanu emocjonalnego, bo nie ma konkretnego obiektu, który mógłby uruchomić wszystkie twoje własne projekcje i lęki. Przy konkretnej osobie każdy twój strach o tę relację wchodzi do rytuału razem z tobą.


Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

To może dlatego rytuały ogólne wydają mi się łatwiejsze do zrobienia samemu. Nie ma tego ciężaru konkretności. Natomiast przy konkretnej osobie nawet nie wiem, czy chciałabym być sama - właśnie z tego powodu, który Gebda opisała.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, ale poczekajcie - czy te rytuały ogólne w ogóle coś dają, skoro nie ma konkretnego celu? Pytam serio, bo dla mnie intuicyjnie wydaje się, że bez celu to jest jak wysyłanie maila bez adresata. Może ktoś mi wytłumaczyć jak to ma działać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Cecylka88 To zależy od tego, w co wierzysz co do mechanizmu działania. Jeśli zakładasz, że rytuał działa przez zmianę stanu wewnętrznego - twojej gotowości, postawy, sposobu w jaki patrzysz na potencjalne relacje - to adresat nie jest potrzebny. Jeśli zakładasz, że działa przez coś zewnętrznego, to masz rację, że bez adresata jest słabiej. Nie twierdzę, że jedno jest prawdą a drugie nie, bo tego nie wiem. Ale te dwa modele dają kompletnie inne podejście do całego pytania o samotność przy rytuale.


Odpowiedz
Wpisy: 702
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

I to jest ciekawe, że większość ludzi ich nie rozdziela. Może dlatego, że w praktyce nie jest to konieczne - rytuał po prostu działasz i obserwujesz co się dzieje. Ale jak zaczynasz rozmawiać o samotności przy nim, to ta kwestia wychodzi, bo samotność inaczej wpływa na te dwa mechanizmy.


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracam do siebie, bo to mój temat 🙂 Słucham wszystkiego i mam jedno konkretne pytanie - czy ktoś z was świadomie wybrał samotność przy rytuale miłosnym, bo chciał mieć więcej kontroli nad tym co czuje w trakcie? Bo ja w tej chwili myślę, że gdybym miała kogoś obok, to by mnie rozpraszało, nie pomagało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Majeranek to ma efekt praktyczny, tak. Ale chciałem wrócić do czegoś innego - pytałaś o świadomy wybór samotności. Ja przez długi czas robiłem rytuały miłosne wyłącznie sam, nie z konieczności, i główny powód był prozaiczny - nie miałem nikogo w swoim otoczeniu, z kim mógłbym to robić bez poczucia, że wyjaśniam się z każdego gestu. I paradoksalnie ta samotność wymusiła na mnie większą dokładność, bo nie mogłem liczyć że ktoś mnie zagadnie jeśli odpłynę.


Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

@Barni Czyli samotność cię zdyscyplinowała, nie rozpraszała? To ciekawe, bo ja bym powiedziała że u mnie jest odwrotnie - sama to dryfuję, z kimś obok byłabym bardziej skupiona.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Tak, właśnie z tego powodu. Kilka razy próbowałem z kimś razem i zawsze miałem z tyłu głowy, że ta osoba mnie obserwuje albo ocenia, i to zupełnie zmieniało to, co robiłem. Sam - mogę być dokładnie tam gdzie jestem, bez żadnego filtrowania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Feliks62 To ja mam odwrotnie i zastanawiam się czy to kwestia osobowości. U mnie samotność przy rytuale sprawia, że zaczynam za dużo analizować każdy swój ruch. Jakby ktoś był obok, to bym bardziej działała niż myślała.


Odpowiedz
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Renia To co opisujesz brzmi jak mechanizm, który znam z własnego doświadczenia, ale z odwrotnym skutkiem niż u ciebie. Obecność drugiej osoby działała na mnie jak kotwica - nie obserwator, tylko ktoś, kto jest i to wystarczyło. Ale to chyba jest bardzo indywidualne i nie wiem czy da się tu wyciągnąć regułę ogólną.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

A czy ta 'kotwica' to nie jest po prostu to, że jak ktoś jest obok to czujesz się mniej głupio? Bo ja jak próbowałam robić cokolwiek rytualnego, to przez pół czasu myślałam jak to wygląda z zewnątrz. Sama ze sobą. Nie wiem skąd to się bierze.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Cecylka88 To zjawisko ma nazwę - ego observer, w niektórych źródłach też self-witness. To ta część, która patrzy na siebie z zewnątrz w trakcie działania. U jednych wygasza się przy samotności, u innych wręcz się nasila. I to jest jeden z powodów, dla których niektóre tradycje zalecają rytualną przestrzeń fizyczną - coś co sygnalizuje ciału i umysłowi że to nie jest zwykłe działanie, żeby ten obserwator miał mniej pożywki.


Odpowiedz
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Gebda To znaczy - ta przestrzeń rytualna ma pomagać właśnie z tym, a nie tylko jako symbol? Bo myślałam że to głównie symbolicznie, a tu wychodzi że to ma jakiś efekt praktyczny na skupienie?


Odpowiedz
Wpisy: 702
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co i Barni i Sennica opisują to jest kwestia tego, co dla kogo jest punktem odniesienia podczas rytuału. Jedni potrzebują zewnętrznej kotwicy, inni wewnętrznej. I może właśnie o to chodzi z tą samotnością - że wymusza pracę z wewnętrzną, a nie każdy jest do tego gotowy albo każdemu to służy.


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, to jak ja mam sprawdzić co u mnie działa? Bo słucham was i mam wrażenie, że jedyne co mi powiecie to że 'spróbuj i sprawdź', ale może jest jakiś wcześniejszy krok, zanim wejdę w rytuał, żeby się zorientować czy samotność mi pomoże czy zaszkodzi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Majeranek a ja mam inne pytanie do tego wszystkiego - co jeśli ktoś nie umie czytać kart albo ich nie używa? Bo ta rozmowa trochę zakłada, że masz jakieś wejście do wewnętrznej informacji, tarot, medytację, cokolwiek. A co jak po prostu zaczynasz i nie masz żadnego z tych 'sprawdzaczy'? Wracam trochę do pytania bo ona chyba jest właśnie w takiej sytuacji.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja zanim zaczynam, przez chwilę po prostu siedzę bez robienia niczego i obserwuję, czy moje myśli zaczynają odpływać od razu, czy mogę zostać z jedną rzeczą przez chwilę. To mi mówi więcej o stanie wejściowym niż jakiekolwiek przygotowanie. Jak odpływam za szybko, to wiem że coś nie gra i albo czekam, albo zmieniam to co planuję zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 63
(@zorza07)
Połączone: 2 lata temu

Ja to czytam i myślę sobie, że może właśnie dlatego mi się nie udawało nic skończyć - zaczynałam od razu, bez żadnego sprawdzenia czy w ogóle jestem gotowa. Myślałam że po prostu wchodzę i działa.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest trochę tak, że jak za dużo analizujesz przed, to też tracisz coś spontanicznego? Nie wiem, bo mi się wydaje że zbytnie planowanie też może zablokować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Kabalistka05 To jest napięcie, które jest realne, ale moim zdaniem nie między analizą a spontanicznością, tylko między przygotowaniem a wykonaniem. Feliks nie mówi żeby godzinę medytować przed rytuałem - mówi żeby przez chwilę sprawdzić stan. To nie blokuje, to raczej coś w rodzaju kalibracji.


Odpowiedz
Wpisy: 1663
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

I tu jest jeszcze jedna rzecz, o której mało mówimy w kontekście samotności - przy rytuale miłosnym robionym samotnie nie masz kogo zapytać, czy ta kalibracja dała dobry wynik. Przy kimś obok możesz usłyszeć: 'wyglądasz spokojnie' albo odwrotnie. Sama ze sobą zależysz tylko od tego, co czujesz, a to jest jednocześnie zaleta i ograniczenie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 396

@Gebda A czy to ograniczenie można jakoś obejść? Bo jak to jest tak jak mówisz, że sama nie masz zewnętrznego punktu odniesienia, to może coś poza człowiekiem może to zastąpić? Myślę na głos - karty przed rytuałem, cokolwiek co daje informację zwrotną. Czy to ma sens?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Faustynka05 karty przed rytuałem - tak, jak najbardziej. Ale z zastrzeżeniem: to nie jest informacja zwrotna w sensie 'dobrze wyglądasz', tylko raczej sygnał o stanie energetycznym w danym momencie. Jeśli wyciągasz trójkę mieczy przed rytuałem miłosnym, to nie znaczy że masz przerywać, ale mówi ci coś o tym, z czym wchodzisz. To inny rodzaj feedbacku niż od człowieka obok, ale działa. Pytanie jest inne - czy pytasz czy to zastępuje obecność człowieka, czy tylko zmniejsza tę lukę informacyjną?


Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 396

@Gebda Bardziej to drugie chyba. Bo rozumiem, że ktoś fizycznie obok to nie to samo co karta. Ale jeśli ta luka informacyjna jest jednym z głównych problemów samotnego rytuału, to może wystarczy ją zmniejszyć, żeby mieć więcej pewności? Zastanawia mnie tylko czy karty przed rytuałem to nie jest takie mnożenie etapów, że zamiast zrobić rytual, robisz wróżbę o rytuale, potem rytuał, i już nie wiesz co na co wpłynęło.


Odpowiedz
Wpisy: 2040
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Karty przed rytuałem to nie mnożenie etapów, jeśli traktujesz je funkcjonalnie, a nie jako oddzielną sesję. Jedna karta, dosłownie jedna, ciągnięta z pytaniem 'jaki jest mój stan teraz' - to zajmuje trzydzieści sekund i daje ci jakiś punkt wyjścia. Nie robisz drugiej wróżby, nie analizujesz rozkładu. To bardziej jak sprawdzenie temperatury przed wyjściem z domu niż meteorologiczna analiza. Ale rozumiem obawy Faustynki - jak ktoś ma tendencję do rozbudowywania każdego kroku, to faktycznie może się to rozrosnąć.


Odpowiedz
Wpisy: 42
Rozpoczynający temat
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Renia dobrze to czyta, dokładnie o to mi chodzi. Nie korzystam z kart, nie mam rytuału sprawdzającego. Słucham was i mam wrażenie, że te wszystkie wstępne weryfikacje które opisujecie - Feliks z siedzeniem, Gebda z kartami - wymagają jakiegoś wcześniejszego treningu. A ja pytam o coś wcześniejszego, żeby w ogóle wiedzieć czy wchodzę w to sama czy powinnam kogoś szukać.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 702

@Majeranek ale ten trening który opisujesz nie musi być treningiem. Siedzenie przez dwie minuty bez robienia niczego i obserwowanie czy twoje myśli uciekają to nie jest zaawansowana technika, to jest dosłownie siedzenie. Karty można zastąpić czymkolwiek, co wymaga od ciebie chwili zatrzymania się. Pytanie które sobie zadajesz przed rytuałem może być tak proste jak 'dlaczego to robię teraz, a nie za tydzień'. Odpowiedź mówi ci coś o stanie.


Odpowiedz
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 82

@Seba86 Ale to brzmi jak racjonalizowanie, nie jak sprawdzanie stanu energetycznego. Jak ktoś pyta 'dlaczego teraz', to może sobie odpowiedzieć cokolwiek i uzasadnić każdą decyzję. Nie rozumiem jak to ma być miarodajne.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 702

@Cecylka88 Bo nie chodzi o to żeby odpowiedź była 'prawdziwa' w jakimś weryfikowalnym sensie. Chodzi o to, co wychodzi jako pierwsza odpowiedź, zanim zaczniesz racjonalizować. Jak pierwsze co przychodzi to 'bo jestem zdesperowana' albo 'bo właśnie się pokłóciłam z kimś' - to jest inna informacja niż 'bo od jakiegoś czasu czuję że mogę'. Nie mówię że jedno jest lepsze, mówię że to coś mówi.


Odpowiedz
(@renia)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 184

@Majeranek wracam do wątku bo trochę ta rozmowa poszła w filozofię. Majeranek, ty pytałaś konkretnie o samotność jako wybór versus konieczność. Słuchałam całej tej dyskusji i mam wrażenie, że dla ciebie kluczowe jest to, czy będziesz miała kogoś do podzielenia się tym co poczujesz po - nie w trakcie, ale po. Czy masz kogokolwiek, z kim mogłabyś porozmawiać o tym co się wydarzy?


Odpowiedz
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 42

Renia trafnie to ujęła. Nie mam. I chyba właśnie dlatego ten temat w ogóle zaczęłam - bo czuję, że samotność przy rytuale to jedno, ale samotność z tym co zostanie po rytuale to drugie i to jest to, co mnie bardziej niepokoi. Jak coś poczuję, to z kim o tym porozmawiam? Tu? Może. Ale to nie to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 224
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

I tu właśnie wychodzi coś, o czym mało mówimy w tym wątku - że samotność przy rytuale miłosnym wymaga nie tyle technik, co uczciwości wobec siebie. Jak ktoś jest sam, nie ma zewnętrznego korektora. Nikt nie powie 'hej, wyglądasz na roztrzęsionego, może nie teraz'. Ta uczciwa odpowiedź na proste pytanie to jedyne co zostaje. I to nie jest brak czegoś, to jest właśnie esencja tego samotnego podejścia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorza07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 63

@Edmund to co napisałeś to mnie uderzyło, bo ja chyba właśnie tego nie miałam. Wchodziłam w rytuał bez żadnej weryfikacji, bo myślałam że sama chęć wystarczy. Ale jak teraz myślę o tych przypadkach, gdzie nic nie szło tak jak chciałam, to za każdym razem wchodziłam w zły stan. Nie zewnętrznie, tylko wewnętrznie. Byłam albo za bardzo nakręcona albo za bardzo zmęczona.


Odpowiedz
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 739

@Zorza07 I dlatego właśnie to sprawdzenie stanu przed jest ważniejsze niż cały protokół rytuału. Bo możesz mieć świece, kwiaty, odpowiednią fazę księżyca i wszystko inne, a jak wchodzisz z głową pełną chaosu, to ten chaos też jest częścią tego co robisz. Z kimś obok przynajmniej ta druga osoba może zadziałać stabilizująco. Sama ze sobą - trzeba to zrobić świadomie.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@bozenka)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy ta faza księżyca naprawdę ma znaczenie przy samotnym rytuale? Bo słyszałam różne opinie i nie wiem co o tym myśleć. Jedni mówią że to podstawa, inni że to tylko kontekst, który sam w sobie nic nie robi. Pytam bo zastanawiam się czy to jest element, który pomaga właśnie z tym stanem wejściowym, bo sama data i pora działają jak jakiś punkt skupienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Bozenka To zależy czego szukasz w tym elemencie. Faza księżyca działa na większość ludzi głównie dlatego, że nadaje rytm i tworzy zewnętrzną strukturę, której samodzielna praca często nie ma. Jak wiesz, że poczekasz na pełnię, to automatycznie dajesz sobie czas na przygotowanie. To psychologicznie robi robotę niezależnie od tego, co myślisz o fizycznym działaniu księżyca na rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@kabalistka05)
Połączone: 1 rok temu

Ale nie wynika z tego trochę, że cały rytuał to po prostu zestaw psychologicznych mechanizmów? Bo jak faza księżyca działa bo daje strukturę, karty działają bo dają informację zwrotną, samotność działa bo eliminuje rozpraszacze - to gdzie tu jest coś więcej niż zarządzanie własnym stanem? Serio pytam, nie zarzucam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Kabalistka05 To jest pytanie, na które każdy musi sobie odpowiedzieć sam, i nie wiem czy forum to dobre miejsce na ostateczną odpowiedź. Ale powiem tyle - to że coś ma mechanizm psychologiczny, nie oznacza że jest tylko psychologiczne. Umysł robi rzeczy, które wykraczają poza to co widać. Nie wiem czy to dla ciebie wystarczający argument, ale dla mnie to nie jest ani trochę sprzeczne.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2040

@Edmund ja tylko dodam do tego co piszesz - to 'tylko psychologia' brzmi jakby psychologia była czymś małym. Zmiana stanu wewnętrznego, skupienie intencji, praca z obrazem tego czego chcesz - to nie są trywialne rzeczy. Niezależnie od tego jak to nazwiemy, coś się tam dzieje. Czy to jest praca z energią, z podświadomością, z czymś innym - można to różnie opisywać.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy forum to naprawdę nie jest opcja? Serio pytam, bo ja właśnie tu piszę o rzeczach, których nigdzie indziej nie powiem. Nie wszystkim, ale jest tu kilka osób, z którymi rozmowy są prawdziwe. To nie zastąpi kogoś bliskiego, ale nie jest niczym.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@feliks62)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 739

@Sennica I to jest jakiś punkt. Ale Majeranek mówi chyba o czymś innym - o przetworzeniu na bieżąco, kiedy emocje są świeże. Forum jest dobre kiedy masz czas na napisanie, przemyślenie. To nie to samo co ktoś kto siedzi obok zaraz po. I to jest jedna z realnych trudności samotnego rytuału, z którą nie ma co polemizować.


Odpowiedz
(@majeranek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 42

@Feliks62 I to jest chyba sedno tego, o czym nie umiałam wcześniej powiedzieć wprost. Nie chodzi o sam rytuał, nie chodzi o technikę, o fazę księżyca ani o to, czy mam karty. Chodzi o to, co zostaje po. Jak coś poczuję, a to coś będzie duże, to usiądę sama z tym i co? Napiszę tu post? To nie jest to samo i chyba wszyscy to wiemy.


Odpowiedz
(@sennica)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 205

@Majeranek ale mnie to co mówisz trochę zastanawia pod innym kątem. Czy ta samotność po rytuale jest problemem samego rytuału, czy problemem, który już jest przed nim? Bo jeśli ktoś nie ma nikogo, z kim może porozmawiać o czymś, co go poruszyło, to to nie jest coś, co rytuał stworzył. On tylko to ujawnił.


Odpowiedz
(@edmund)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 224

@Sennica To ważne rozróżnienie, ale trochę zmienia temat w stronę, która może być dla Majeranek niezbyt pomocna tu i teraz. Pytanie 'skąd ta samotność' jest głębsze niż 'co zrobić z tym, co zostanie po'. I nie wiem, czy jedno odpowiada na drugie. Majeranek pyta o bardzo konkretną sytuację, a my jej odpowiadamy filozofią.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: