To mnie zastanawia, bo wracając do głównego pytania wątku, czy to znaczy, że jak partner ma blokady emocjonalne, to też mógłby mieć jakieś swoje momenty kiedy łatwiej do niego dotrzeć? Nie cykl jak u kobiety, ale coś.
Po obserwacji mojej i znajomych powiem tak, że faceci najbardziej miękną wieczorem, jak są zmęczeni i mają niżej testosteron. Wtedy łatwiej o rozmowę. Rano i w środku dnia mur jest mocniejszy. Może to nie magia, ale rytm ciała też się liczy w rytuałach.
A ile czasu trzeba czekać na efekty takiego palenia? Bo ja bym chciała to zrobić, ale nie wiem czy raz wystarczy czy trzeba powtarzać przez kilka cyklów. Niektórzy mówią jeden raz, inni że co miesiąc.
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że ta praca na cyklu to jest właściwie terapia ubrana w rytuał. Czy ktoś z was łączy to z normalną terapią u psychologa, czy traktujecie jako alternatywę?
U mnie idzie równolegle. Terapia daje mi nazwy i zrozumienie skąd to się wzięło, a praca z cyklem i rytuałami daje mi kontakt z ciałem, którego na terapii nie mam. Psycholog gada o głowie, a w okresie to jednak ciało gada do mnie.
A jak ktoś ma bardzo nieregularny cykl, raz 25 dni raz 40, to jak się w tym połapać? Bo u mnie to loteria i nigdy nie wiem kiedy co przyjdzie. Trudno wtedy planować jakąkolwiek pracę z fazami.
Tylko że to wymaga sporej uważności i znajomości siebie. Większość kobiet które znam żyje w trybie zasuwania od rana do wieczora i nie ma kiedy posłuchać co się w środku dzieje. Może dlatego tyle blokad się trzyma, bo nie ma chwili żeby je w ogóle zauważyć?
Dokładnie tak to widzę. Blokada nie znika sama, bo nikt jej nie odwiedza. Latasz dwadzieścia lat z robotą, dziećmi, domem i nawet nie wiesz że tam coś siedzi, dopóki nie usiądziesz w ciszy. Rytuał to czasem jest pretekst żeby w końcu usiąść.
A co jeśli nie ma się gdzie palić? Bo ja mieszkam w bloku i nie wyjdę z ogniskiem na balkon, sąsiedzi by zadzwonili po straż. Jak to zrobić w mieście, żeby miało sens?
Wrzucenie do rzeki brzmi sensownie, tylko z ekologicznej strony średnio. Papier może i się rozłoży, ale wszystko co dorzucisz, atrament, wstążki, to już zostaje. Czy w tradycjach było jakieś rozróżnienie co można oddać wodzie a co nie?
Mam pytanie do dziewczyn które robiły tę pracę z listami i paleniem, czy zauważyłyście że po jakimś czasie wracają wspomnienia tych samych osób, ale już inaczej? U mnie tak było, że osoba sama w sobie zniknęła z głowy, ale po pół roku przyszły wspomnienia w wersji łagodniejszej, bez żalu. Jakby coś się przerobiło.
Czytam was od początku i mam takie pytanie, czy ktoś próbował robić tę pracę z partnerem razem, czy to jest jednak coś co kobieta robi sama? Bo skoro mówimy o blokadach emocjonalnych w związku, to wydawałoby się że oboje powinni coś przy tym ruszyć.
U mnie też by się popukał, znam swojego. Ciekawi mnie jak w ogóle wprowadzić takiego mężczyznę w temat, żeby nie poczuł się jak w sekcie. Bo wiadomo że jak kobieta chce coś poruszyć emocjonalnie, to facet często ucieka.
Z perspektywy faceta powiem tak, mnie najbardziej odrzuca jak ktoś nazywa to "rytuałem" i każe zapalić świece. Jak żona powiedziała kiedyś "usiądźmy wieczorem i pogadajmy o tym co nam przeszkadza", usiadłem. Jak by powiedziała "robimy rytuał oczyszczający", uciekłbym do garażu. To samo, ale opakowanie zmienia wszystko.
Wracając do tematu cyklu, czy ktoś próbował robić cokolwiek w trakcie samego krwawienia, czy raczej wszystkie zgadzacie się że to czas pauzy? Bo czytam różne rzeczy, jedni mówią że to najsilniejszy moment, inni że trzeba leżeć i nic nie robić.
Czyli jeśli dobrze rozumiem, to te dni krwawienia są dobre żeby zauważyć co siedzi w środku, ale nie żeby z tym pracować aktywnie? Trochę jak rozpoznanie problemu przed terapią?
To by tłumaczyło dlaczego w te dni jestem rozdrażniona jak coś mi się każe robić. Ciało chyba wie że ma być w trybie obserwacji, a ja się wściekam że nie mogę nadążyć z robotą. Ciekawe ile z tej współczesnej irytacji okołomiesiączkowej to po prostu walka z czymś co miało być spokojem.
to nie jest tylko twoja walka. Większość kobiet które znam ma podobnie, tylko jedne się poddają i leżą, a drugie walczą do końca i potem padają na trzy dni. W starych społecznościach to było wpisane w rytm wsi, kobiety w tych dniach po prostu nie szły w pole, robiły lżejsze prace przy domu. Nikt z tym nie dyskutował.
Czytałam kiedyś o tym że u Indian Ameryki Północnej były tak zwane moon lodges, czyli osobne chatki dla kobiet w trakcie krwawienia. I to nie było karne, kobiety same tam chodziły, miały spokój od dzieci, od chłopa, mogły spać i rozmawiać między sobą. Brzmi prawie jak współczesne spa, tylko bez maseczek.
Ciekawe to o nie podejmowaniu decyzji w tych dniach. Skąd wiadomo że są gorsze decyzyjnie? Bo z drugiej strony słyszałam że kobiety wtedy są bardziej intuicyjne i lepiej wyczuwają ludzi. To by sugerowało coś przeciwnego.
Pytanie z boku, bo czytam wątek i nie do końca rozumiem. Czy te blokady emocjonalne o których piszecie są jakoś specyficznie kobiece, czy faceci też je mają tylko inaczej? Bo z tego co tu padło to wygląda że u was wychodzi z cyklem, a u nas z czym?
Czyli wracając do mojego pierwszego pytania, robić coś w te dni czy nie. Z tego co czytam wychodzi że robić, ale tylko obserwować i zapisywać, nic nie wysyłać na zewnątrz. Dobrze rozumiem czy upraszczam?
Dorzucę jeszcze że to się zmienia z wiekiem i z fazą życia. Inaczej miałam te dni jako dwudziestolatka, inaczej po porodzie, inaczej teraz. Więc nawet jak partner się nauczy jednego schematu, to za parę lat trzeba uczyć od nowa. Cykl to nie jest stała, to żywa sprawa która ewoluuje razem z całą resztą.
Wracając do tych blokad emocjonalnych z tytułu, bo gdzieś nam się to rozjechało. Czy ktoś próbował robić rytuał miłosny akurat w trakcie krwawienia? Bo z tego co tu padło wynika że to zły pomysł, ale ciekawi mnie czy ktoś sprawdzał w praktyce co się wtedy dzieje.
Ja próbowałam raz, nie wiedząc że nie powinnam. Efekt był taki że cały tydzień potem płakałam bez powodu, śniły mi się dziwne rzeczy i totalnie nic się nie wydarzyło z osobą do której to było skierowane. Wręcz odwrotnie, jakby się oddaliła. Nie wiem czy to przypadek, ale drugi raz już nie sprawdzam.
A co z kobietami które już nie miesiączkują? Menopauza, po operacjach, takie sytuacje. One są stale w trybie wysyłania czy stale w odbiorze, czy to w ogóle inaczej działa? Bo wychodzi że pół życia kobiety wypada z tego schematu.
Ciekawe to o księżycu, bo słyszałam że niektóre kobiety i przed menopauzą synchronizują się z fazami. Czy to znaczy że jak ktoś nie ma cyklu z powodu choroby albo antykoncepcji, też może iść tą drogą i traktować nów jak swój dzień zero?
