Jest jeszcze jeden sygnał, który dla mnie osobiście był bardzo czytelny w jednej sytuacji. Kiedy zaczęłam marzyć sennnie o czymś kompletnie innym niż ta osoba. Nie wiem, czy to przekłada się na innych, ale mam wrażenie, że śnimy o tym, co jest aktualnie zakorzenione w psychice. Kiedy ktoś znika ze snów, a nie tylko z myśli za dnia, to dla mnie znaczące.
Fazy księżyca są pomocne jako ramka czasowa, bo dają ci naturalny rytm, ale nie są warunkiem koniecznym. Separacja tradycyjnie idzie na ubywający księżyc, przyciągający na rosnący. Między nimi jest nów, który daje chwilę ciszy. Jeśli twój cykl emocjonalny akurat pokrywa się z tym kalendarzem, to świetnie. Jeśli nie, to zmuszanie się do czekania przez trzy tygodnie tylko dlatego, że faza nie ta, może być kontrproduktywne.
Ale czy ta zbieżność cokolwiek udowadnia? Bo podobne symbole w różnych kulturach mogą po prostu wynikać z tej samej intuicji wizualnej, a nie z tego, że naprawdę coś się dzieje.
To zależy od modelu, z którym pracujesz. Są podejścia, które mówią, że rytuał zmienia przede wszystkim ciebie, i to zmiana w tobie przekłada się na okoliczności zewnętrzne. Inne mówią o bezpośrednim wpływie na pole energetyczne relacji. Nie ma tu jednej odpowiedzi i szczerze, próba zmierzenia tego empirycznie jest skazana na niepowodzenie z oczywistych powodów.
Wchodząc trochę z innej strony, bo ta dyskusja poszła w stronę filozofii, która jest ciekawa, ale chciałem wrócić do pytania Pentaklii o sekwencję. Czy ktoś robił separację i przyciągający w jednym rytuale, nie osobno? Słyszałem o czymś takim, że w jednej sesji jest część 'puszczania' i część 'otwierania', bez przerwy między nimi.
Bardzo lubię ten pomysł z jednym rytuałem z wewnętrzną granicą, bo moja głowna obawa przy robieniu dwóch osobnych była właśnie taka, że nie dam sobie wystarczająco dużo czasu między nimi i będę się czuła jakbym na siłę przyspieszała coś, co powinno pójść w swoim tempie. Ale jeśli to jest jeden rytuał, to nie ma tego dylematu czasowego. Tylko czy to nie jest trochę jak skrót?
Skrót wobec czego? Jeśli masz pełną intencję i skupienie w jednej sesji, to nie jest skrót, tylko inne rozłożenie pracy. Skrót to byłoby zrobienie obu bez refleksji, bo chcesz mieć za sobą. Forma nie decyduje o głębokości.
Ale to jest po prostu skanowanie ciała, to technika z mindfulness. Czy to nie jest za dużo nadbudowy ezoterycznej nad czymś, co jest zwykłą techniką relaksacyjną?
Znowu wracamy do tej samej pętli z wcześniej. Jedni uważają, że rytuał zmienia coś zewnętrznie, inni, że tylko ciebie. Może oba są prawdą jednocześnie, zależy od osoby i od rytuału? Chociaż to też brzmi jak unik.
Nie unik, bo te dwa modele nie muszą być sprzeczne. Możesz wierzyć, że zmiana w tobie wpływa na to, jak działasz, co mówisz, jak dajesz sygnały drugiemu człowiekowi, i to już jest wpływ na zewnętrzne okoliczności. Nie musisz zakładać żadnej magii poza psychologią, żeby powiedzieć, że rytuał coś zmienił w relacji.
Wracając do pytania, z którym zaczęłam ten temat, bo ta dyskusja jest super, ale trochę się rozjeżdżamy. Ciągle nie jestem pewna jednej rzeczy. Jeśli wybiorę separację, to czy ta intencja powinna być sformułowana jako 'chcę się uwolnić od tej relacji' czy raczej 'chcę żeby ta relacja się zakończyła'? To nie to samo, prawda?
To zdecydowanie nie to samo i bardzo dobrze, że to rozróżniłaś. Pierwsza intencja jest o tobie. Druga jest o zewnętrznej sytuacji. W rytuałach separacyjnych zdecydowanie skuteczniej działa skupienie na sobie, bo masz wpływ na siebie, nie na to, co robi druga osoba.
Dobre pytanie. Dla mnie kryterium było takie: jeśli w trakcie pisania intencji pojawia się myśl o tym, jak ta osoba zareaguje, to nie jest jeszcze praca na siebie. Praca na siebie jest kompletna bez żadnego wyobrażenia o tamtej stronie.
To brzmi jakby separacja była de facto rytuałem dla samej siebie, a nie rytuałem relacyjnym. Czy to się wtedy różni od zwykłej afirmacji albo medytacji z intencją?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy w takim razie w ogóle jest sens robić pełny rytuał separacyjny zamiast po prostu przepracować to z kartami? Bo gdy rozkładam układ na zakończenie czegoś, to też jest jakiś akt intencjonalny.
A co z przyciągającym, bo o nim prawie przestałyśmy mówić? Wróćmy na chwilę bo mam pytanie. Czy przyciągający po separacji ma dotyczyć konkretnej osoby, czy raczej typu relacji?
To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Znam osoby, które robiły dokładnie tak, separacja od starego wzorca z kimś, a potem otwarcie na nową formę relacji z tą samą osobą. Czasem to działa, ale jest jeden warunek, który zawsze podkreślam. Ta stara dynamika musi być naprawdę zakończona, nie tylko rytuałem, ale realnie. Jeśli nie, to przyciągający tylko wciągnie z powrotem w to samo.
Ale czym różni się ten neutralny punkt od zwykłego wyparcia? Bo można chyba zagłuszyć emocje i myśleć, że jest ok, a wcale nie być gotową.
Wróćmy jeszcze na chwilę do tego, co mówiła Tola o typie relacji zamiast konkretnej osoby. Mnie to bardzo uderzyło. Jak robię przyciągający na typ relacji, to w praktyce co opisuję w intencji? Cechy, wartości, emocje, które chcę czuć? Czy to jest bardziej adresowane do siebie niż do czegoś zewnętrznego?
Tak, i to jest właśnie dlaczego przyciągający na typ relacji jest dla mnie bardziej etycznie czysty. Opisujesz to, czego pragniesz jako doświadczenia, nie kogo pragniesz jako osoby. To ogromna różnica z punktu widzenia pracy rytualnej. Nikogo nie próbujesz zmieniać ani kierować, tylko otwierasz się na coś.
A wracając do mojego pierwotnego pytania, bo trochę odpłynęłyśmy. Ktoś może powiedzieć wprost: jak długo czekać między separacją a przyciągającym? Czy jest jakaś zasada, że np. jedno księżycowe przejście, jeden cykl, miesiąc?
Mam pytanie trochę z boku tego wszystkiego. Czy można w ogóle robić przyciągający bez wcześniejszej separacji, jeśli jest się w relacji, która jest trudna, ale nie zakończona? Czy to wtedy działa na tę samą relację, czy otwiera coś zupełnie nowego?
Jest jeszcze jedna kwestia, o której mało się tu mówiło. Przyciągający zrobiony w trakcie trudnej relacji, bez rozwiązania tej trudności, może przyciągnąć kolejną osobę z podobnym wzorcem. To nie jest wróżba ani straszak, po prostu jeśli wewnętrznie nie przepracujesz czegoś, to w kółko trafiasz na podobne sytuacje, rytuał czy nie.
Ale jak to wygląda kiedy odpowiadasz na to pierwsze pytanie? Bo łatwo powiedzieć 'zamknąć tę relację' albo 'zamknąć ten wzorzec', ale co to znaczy w praktyce rytualnej? Na czym polega to zamknięcie?
Mam takie pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Czy można zrobić separację od wzorca bez separowania się od konkretnej osoby? Bo rozumiem, że czasem chodzi o schemat, a nie o człowieka. I czy to w ogóle ma sens rytualnie?
A skoro już przy tym jesteśmy. Czy ktoś robił separację od wzorca, a nie od osoby, i może powiedzieć, czy to miało jakiś efekt? Bo to brzmi sensownie w teorii, ale ciekawi mnie jak wygląda w praktyce.
Nie robiłam separacji rytualnej w tym sensie, ale patrzę na to z perspektywy numerologii i widzę pewne parallele. W numerologii rok dziewiątki to rok zamykania cyklu, i ten cykl może być zamknięciem wzorca, nie konkretnej relacji. Osoby, które w tym roku świadomie pracują nad domknięciem, często widzą efekty bez wyraźnego zerwania z kimkolwiek. Zmienia się po prostu to, jak wchodzą w interakcje.
