Zastanawiam się nad jedną rzeczą i nie mogę znaleźć nigdzie sensownej odpowiedzi. Chodzi mi o rytuały na rozbudzenie pożądania fizycznego, nie miłości jako takiej, tylko tej warstwy cielesnej. I pytanie jest w sumie proste: czy pora wykonania ma tu jakieś znaczenie? Słyszałam różne rzeczy, że księżyc w nowiu, że w pełni, że wieczór, że noc. Każde źródło mówi co innego i nie wiem, czemu ufać. Ktoś to kiedyś robił i świadomie dobierał czas?
A czy to w ogóle da się zrobić bez żadnych składników, tak czysto intencją? Bo słyszałem, że do takich rzeczy potrzebne są jakieś specyficzne zioła i nie wiem czy to mit czy nie.
Mam pytanie może głupie, ale skąd wiadomo że jest się w tym odpowiednim stanie? Nie wiem czy dobrze rozumiem co to znaczy w praktyce, bo za każdym razem to brzmi jak coś bardzo subiektywnego.
Czyli można po prostu przełożyć na następny wieczór? Myślałam że jeśli jest akurat odpowiednia faza księżyca i piątek to jakoś trzeba z tego skorzystać, bo kiedy indziej warunki nie będą tak dobre.
A mnie zastanawia coś innego. Dużo mówicie o energii osoby wykonującej rytuał, ale co z energią tej drugiej osoby? Czy to w ogóle ma jakiś wpływ na wynik, czy liczy się tylko strona inicjująca?
A to znaczy że można zrobić rytuał tylko na siebie żeby samej poczuć więcej pożądania? Że nie kieruje się tego do konkretnej osoby tylko na własne odblokowanie? Bo to brzmi zupełnie inaczej niż to co rozumiałam pod pojęciem rytuału miłosnego.
moim zdaniem ma to bardzo duży sens i byłoby to nawet lepszym podejściem. Jeśli najpierw jesteś w kontakcie z własną energią, swobodniejsza, bez blokad, to cokolwiek kierujesz dalej ma większą siłę. Praca na siebie to fundament, nie zamiennik.
Pytam się bo sama mam w domu tylko podstawowe rzeczy, bez żadnych specjalnych olejków. Czy zwykły cynamon z kuchni zadziała tak samo jak jakiś olejek cynamonowy? Zastanawiam się czy forma ma znaczenie czy chodzi o samą roślinę.
Cynamon z kuchni i olejek cynamonowy to nie jest to samo, ale nie znaczy że jeden jest gorszy. Forma ma znaczenie o tyle, że olejek jest bardziej skoncentrowany i jego zapach działa intensywniej na poziomie sensorycznym. Ale jeśli masz laskę cynamonu i pracujesz z intencją, to nie ma powodu żeby to nie działało. Wielu praktyków celowo wybiera produkty kuchenne właśnie dlatego, że są codzienne i oswojone.
To z tą herbatą jest ciekawe, bo nigdy nie myślałam o tym jako o elemencie rytuału. Znaczy picie czegoś przed. Czy to ma jakąś nazwę, tradycję z której pochodzi?
różne tradycje to mają, ale jeśli mam być szczera to nie przypisuję tego do konkretnej szkoły. W hoodoo często spotyka się napoje i kąpiele jako przygotowanie przed pracą. Pomysł że ciało i umysł muszą być w tej samej przestrzeni, a coś ciepłego i aromatycznego to ułatwia, wydaje mi się po prostu sensowny niezależnie od tradycji.
To nie jest to samo i ta kolejność naprawdę ma znaczenie. Kiedy pracujesz na siebie, zmieniasz to co emanuje od ciebie. Kiedy pracujesz na konkretną osobę, próbujesz zmienić jej reakcję. Pierwsze jest pracą z własną energią, drugie jest już interwencją z zewnątrz. Skutek może wyglądać podobnie, ale mechanizm i etyka są zupełnie inne.
Paczuli ma taki specyficzny zapach że nie wyobrażam sobie żeby mi pomagał, jest zbyt intensywny. Czy to znaczy że jeśli nie lubię jakiegoś składnika to nie powinnam go używać nawet jak jest tradycyjny?
Też mam problem z paczuli, a od lat słyszę że to must-have. Cieszę się że to wybrzmiało. Zawsze zastanawiałam się czy to mój brak czy coś w samym składniku jest nie tak dla niektórych osób.
Paczuli ma tyle fanów co krytyków i myślę że jego reputacja pochodzi bardziej z lat 70. i kultury hipisowskiej niż z jakiejś głębokiej tradycji magicznej. Imbir jest pod tym względem dużo bardziej neutralny zapachowo i dużo łatwiej go dostać w zwykłej kuchni. A właściwości ma bardzo podobne, jeśli chodzi o rozbudzenie, ciepło i stymulację.
Dobra, a to mi daje całkiem konkretny obraz. Piątek, wieczór, faza rosnąca, imbir i cynamon z kuchni, czerwona świeca, najpierw herbata żeby się nastroić. To już brzmi jak coś co można realnie zrobić. Czy coś w tym zestawie jest według was problematyczne albo czegoś istotnego brakuje?
Punkt fokalizacyjny to nie miałam. Myślałam że wystarczy świeca i intencja w głowie. Czy to musi być coś fizycznego, czy wystarczy silna wizualizacja?
zależy od podejścia, ale u większości osób przedmiot fizyczny pomaga po prostu utrzymać koncentrację. Wizualizacja to świetna sprawa, tylko że w połowie rytuału zaczyna się myśleć o tym czy wyłączyłaś żelazko. Przedmiot daje czemuś zaczepić wzrok i myśl.
A co konkretnie miałby to być ten przedmiot? Bo rozumiem że coś osobistego od tej drugiej osoby, ale co jeśli się tego nie ma? Czy można użyć czegoś symbolicznego, jakiegoś zdjęcia ze stocka albo czegoś wymyślonego?
Czy imię na kartce napisane przez samą osobę jest faktycznie różne od tego które ty piszesz? Skąd takie rozróżnienie, to brzmi jak coś z sigil czy z innej tradycji?
A jeśli ta osoba jest dla ciebie bliska fizycznie, na co dzień, to skąd wziąć coś takiego? Trudno prosić kogoś żeby napisał swoje imię na kartce bez wyjaśniania dlaczego.
Ten paragon to mnie trochę rozśmieszył, ale rozumiem logikę. Mam pytanie czy to nie jest jednak wchodzenie w interwencję w tę osobę, skoro używamy jej fizycznego śladu? Wcześniej mówiliśmy że praca na siebie jest inna niż praca na osobę, a tu jakby mieszamy to.
Czyli jednak wracamy do tej intencji jako kryterium. Tylko że intencja jest nieweryfikowalna dla nikogo poza tobą. Jak ktoś sobie powie że pracuje na siebie ale ma przy tym cudzą rzecz i myśli o konkretnej osobie, to kto tu mówi prawdę, on czy jego intencja?
W takim przypadku można pracować przez skrypt, czyli kartka z intencją napisaną własnymi słowami, możliwie konkretnie. Nie piszesz imienia tej osoby jeśli to budzi wątpliwości etyczne, ale opisujesz to czego chcesz, energię, jakość, uczucie. To jest wtedy bardziej praca na przyciąganie niż praca na osobę.
Czy ten skrypt to po prostu coś w stylu listu, czy jest jakaś forma w której to się pisze? Słyszałam że musi być w czasie teraźniejszym, że nie pisze się chcę tylko mam, ale nie wiem czy to reguła czy mit.
Mnie ten czas teraźniejszy zawsze wytrąca z koncentracji, bo czuję że kłamię sama sobie. Przez co cały rytuał jest jakiś mechaniczny. Czy to powszechne?
To zależy trochę od tego jak na to patrzysz. Są osoby które piszą skrypt w trakcie, przy świecy, i traktują samo pisanie jako część pracy. Są też takie które wolą mieć to gotowe przed, bo w trakcie rytuału chcą być skupione na czymś innym. Nie widzę reguły która by to rozstrzygała na korzyść jednej opcji.
