Forum

Asystent AI
Czy rodzina powinni...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czy rodzina powinni wiedzieć, że wykonujesz rytuał miłosny dla siebie?


Wpisy: 704
Rozpoczynający temat
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba rzadko jest poruszane wprost. Czy powiedzielibyście komuś z rodziny albo bliskim znajomym, że robicie rytuał dla siebie, na miłość, relację, powrót kogoś? Mam na myśli nie to, czy ktoś was pyta, tylko czy z własnej woli byście to powiedziały. Bo ja mam mieszane odczucia. Z jednej strony chcę być szczera wobec ludzi, na których mi zależy, z drugiej czuję, że to coś, co powinno zostać wyłącznie przy mnie.


Odpowiedz
97 odpowiedzi
Wpisy: 570
(@anastaya)
Połączone: 1 rok temu

Mnie mama raz przypadkowo zobaczyła jak miałam zaparzone świece na stole i zapytała co robię. Powiedziałam że coś w rodzaju medytacji. Nie wiem czy to był dobry pomysł ale nie czułam się gotowa żeby tłumaczyć całą resztę. Jakoś instynktownie chciałam to zachować dla siebie, nie z powodu wstydu, bardziej... jakby powiedzenie komuś miało to rozładować, nie wiem jak to wyjaśnić.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Anastaya To co opisujesz Anastaya to jest coś, o czym mówi się dość często w kontekście intencji i energii rytuału. Jest taki pogląd, szczególnie w tradycjach wywodzących się z magii ceremonialnej, że dzielenie się tym co robisz z osobami, które nie są w to zaangażowane, dosłownie osłabia impet całej pracy. Szczególnie jeśli ta osoba jest sceptyczna albo reaguje lękiem, bo to wprowadza energię sprzeciwu. Nie wiem czy ty o to chodziło, ale to właśnie dlatego wiele osób milczy.


Odpowiedz
(@kirak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 508

@Ismer a to jest jakiś konkretny system, który tak mówi, czy to raczej ogólna zasada którą się powtarza? Pytam bo słyszałam różne wersje, że nikomu, że tylko zaufanym, że to nie ma znaczenia dopóki intencja jest czysta. Trochę się w tym gubię.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@KiraK Szczerze? Ja nigdy nikomu z rodziny nie powiedziałam. I nie dlatego że się wstydzę, bo nie wstydzę. Po prostu pewne rzeczy działają lepiej kiedy są prywatne. To nie jest kwestia sekretu dla zasady, tylko tego, że kiedy ktoś zaczyna komentować, dopytywać, wyrażać wątpliwości albo co gorsza śmiać się, to zupełnie inaczej potem siedzisz przy tym rytuале. Nawet jak to jest pół żartem.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 704

@Gebda dokładnie o to mi chodziło. Nie chodzi o wstyd, tylko o to że ta prywatność jest jakoś funkcjonalna. Ale mam siostrę, która też interesuje się takimi tematami i ona mnie czasem pyta wprost. I wtedy nie wiem, bo ona nie będzie się śmiać, ale i tak czuję opór.


Odpowiedz
Wpisy: 1713
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że to trochę zależy od tego, czego dotyczy rytuał i jaką relację masz z tą osobą. Jeśli robisz coś dotyczącego siebie, swojego życia uczuciowego, to jest twoja przestrzeń i masz pełne prawo jej nikomu nie udostępniać. Nawet siostrze, która rozumie temat. Bo rozumienie tematu to nie to samo co bycie częścią twojej intencji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2098

@Kunia masz rację, ale ja bym jeszcze dodała jeden wymiar. Kiedy robisz rytuał miłosny dla siebie, a potem mówisz o tym komuś bliskiemu, ta osoba mimowolnie zaczyna to obserwować. Śledzi czy coś się zmienia, pyta jak idzie, a to tworzy presję, której zupełnie nie potrzebujesz. Rytuał nie jest projektem do oceny.


Odpowiedz
Wpisy: 365
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Hej, ja mam pytanie może trochę z boku, ale związane z tematem. Czy ta zasada dyskrecji dotyczy też sytuacji, gdy ktoś z rodziny sam jest sceptyczny i po prostu nie wiedząc, nie przeszkadza? Czy to że on nie wie, coś daje samo w sobie, czy liczy się tylko to że nie reaguje negatywnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1278

@Alamina to ciekawe rozróżnienie. W zasadzie jeśli ktoś nie wie i nie ma żadnej reakcji, to jego nieobecność w tej przestrzeni jest neutralna. Problem zaczyna się kiedy wiedzą. Nawet jeśli nie mówią nic wprost, to zmienia dynamikę tego co jest między wami. Szczególnie jeśli ta osoba mieszka z tobą i codziennie na ciebie patrzy wiedząc co robisz.


Odpowiedz
Wpisy: 528
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

U mnie w domu po prostu nikt nie pyta bo mam swój pokój i swoje sprawy. Ale raz przez przypadek powiedziałam znajomej i ona zaczęła mi przez kolejne tygodnie zadawać pytania w stylu "no i co, działa?". To było strasznie uciążliwe. Jakby oczekiwała konkretnych wyników w terminie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Centa i właśnie to jest jeden z realnych problemów z mówieniem innym. Nawet jeśli ktoś jest życzliwy, to nie rozumie że to nie działa jak zamówienie z dostawą w tydzień. A ty potem zamiast skupić się na procesie, zaczynasz odpowiadać na jej oczekiwania. To rozbiega się z tym, po co w ogóle to robiłaś.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

A czy chodzi o to żeby dosłownie nie mówić nikomu, czy raczej o to żeby nie mówić osobom, które nie są w stanie tego przyjąć bez osądzania? Bo mam wrażenie że to trochę inna zasada.


Odpowiedz
Wpisy: 1395
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Ja myślę że te dwie opcje prowadzą do podobnego miejsca w praktyce. Teoretycznie można sobie powiedzieć "powiem tylko komuś zaufanemu", ale realnie bardzo trudno przewidzieć jak ktoś zareaguje, nawet jeśli zna temat. Nawet dobrze nastawiona osoba może nieświadomie zasiać w tobie wątpliwość jednym zdaniem. Dlatego prościej jest po prostu trzymać to dla siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Rodis to jest dobry punkt, ale ja widzę to też z innej strony. Są osoby, które potrzebują kogoś bliskiego do tej przestrzeni, bo robienie czegokolwiek w totalnej izolacji też nie jest dla każdego. Pytanie czy można znaleźć kogoś, kto naprawdę tylko towarzyszy bez komentowania, bez oceniania czy działa, bez wtykania się w intencję.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 704

@Gituska no właśnie, bo ja się pytam o rodzinę, ale tak naprawdę chodzi mi o coś szerszego. Czy jest jakiś poziom bliskości z drugą osobą, gdzie to dzielenie się przestaje być problemem? Bo mam wrażenie że nawet z najbliższymi jest jakiś próg, którego nie powinnam przekraczać przy rytuałach dla siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 1245
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Powiem wam jak to widzę z mojej strony. Robiłem rytuały, o których wiedziała tylko jedna osoba, i robiłem takie, o których nie wiedział nikt. Różnica była odczuwalna, ale nie dlatego że ta osoba coś robiła źle, tylko że sama świadomość, że ktoś o tym wie, zmieniała moje skupienie. Jakby część uwagi szła w stronę tej osoby a nie w to co robię.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 502

@Kobalt a ty miałeś poczucie że to rozproszenie było stałe przez cały czas, czy tylko na początku zanim się przestawiłeś?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1245

@Elfin bardziej stałe niż bym chciał. Nie intensywne, ale obecne. Jakiś głos z tyłu głowy który przypomina że ktoś wie. Przestało być w pełni moje.


Odpowiedz
Wpisy: 1713
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że wracamy tu do czegoś podstawowego. Rytuał miłosny robiony dla siebie, dla własnej relacji, jest bardzo osobisty. To nie jest coś co dzieje się na zewnątrz, to jest coś co ty wnosisz do swojego życia. I im mniej zewnętrznych głosów wokół tego, tym bardziej ta intencja należy do ciebie. Rodzina może cię kochać, może szanować to co robisz, ale i tak wnosi swoje oczekiwania, obawy, pytania. Nie zawsze dlatego że chce, po prostu tak działa bliskość.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@anastaya)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 570

@Kunia Właściwie to co napisała Kunia trochę mnie zatrzymało. Bo jeśli im mniej zewnętrznych głosów, tym lepiej, to czy to znaczy że nawet rozmowa o rytuałach po fakcie jest problemem? Tzn. nie przed, nie w trakcie, ale też nie po?


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1278

@Anastaya to jest dobre pytanie i myślę że tu trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Mówienie o tym w trakcie albo tuż po to jedno, bo rytuał jeszcze trwa w sensie energetycznym, intencja jest świeża. Ale mówienie o tym po długim czasie, kiedy wszystko już opadło, to chyba coś innego. Choć i tu mam wątpliwości.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Fraida a skąd wiesz kiedy "opadło"? To jest coś, co czujesz, czy mierzysz jakimś zewnętrznym wynikiem? Bo mi się wydaje że to jest właśnie jeden z tych momentów, gdzie nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1278

@Gebda szczerze, to czuję. Nie ma tu żadnej mierzalnej granicy. Ale jest pewien moment, kiedy przestajesz ciągle do tego wracać myślami, jakby intencja znalazła swoje miejsce i przestała być aktywna w głowie. Wtedy mówienie o tym nie wydaje mi się ryzykowne. Ale to jest subiektywne.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

A czy ktoś z was miał kiedyś sytuację, że powiedział komuś z rodziny i ta osoba, zamiast komentować, po prostu... przyjęła to normalnie? Pytam bo czytam ten wątek i mam wrażenie że wszyscy mamy złe doświadczenia z dzieleniem się, ale może są inne przypadki.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1245

@Karia.0 ja miałem raz coś takiego. Powiedziałem ojcu, i on po prostu wzruszył ramionami i powiedział "no to trzymaj się". Bez pytań, bez śledztwa. Ale to wyjątek raczej niż zasada i myślę że zadziałało właśnie dlatego, że on z natury nie wchodzi w cudze sprawy. Nie dlatego że rozumiał o co chodzi.


Odpowiedz
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 478

@Kobalt no właśnie, to jest ciekawe rozróżnienie. Bo może chodzi nie o to czy ktoś "rozumie ezoterykę", tylko o to jaki ma stosunek do cudzych granic w ogóle.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Karia.0 To co Karia.0 pisze ma sens, ale ja bym dodał że nawet osoba, która szanuje granice w codziennym życiu, może nagle zacząć inaczej reagować kiedy chodzi o coś tak osobistego jak uczucia. Rodzina często czuje się uprawniona do opinii właśnie wtedy, gdy coś dotyczy twojego życia miłosnego. To nie jest złośliwość, po prostu tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 2098
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie że za bardzo skupiamy się na tym czy ktoś "zrozumie" albo "nie oceni". Dla mnie sedno jest gdzie indziej. Rytuał miłosny robiony dla siebie ma bardzo konkretną przestrzeń, która jest twoja i tylko twoja. Zapraszanie kogokolwiek do tej przestrzeni, nawet najdelikatniej, coś z niej zabiera. Niekoniecznie niszczy, ale zmienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 365

@Bylica to jak to "zabiera" konkretnie? Mówisz to z perspektywy osoby, która próbowała obu wersji, czy to jest bardziej teoretyczne?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2098

@Alamina z doświadczenia. Raz powiedziałam komuś bliskiej przed, raz po. Przed to był błąd oczywisty, bo ta osoba zaczęła mnie odpytywać i straciłam skupienie. Po też coś się zmieniło, choć trudno to opisać. Jakby coś, co było wyłącznie moje, nagle stało się wspólną historią. I to mnie uwierało przez chwilę.


Odpowiedz
Wpisy: 508
(@kirak)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i zaczynam myśleć, że ta cała zasada dyskrecji to nie jest żaden mistyczny dogmat, tylko po prostu psychologia. Twoja intencja, twoja prywatność, twój spokój. Zewnętrzni obserwatorzy to stres, a stres raczej nie pomaga w niczym.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1395

@KiraK i tak i nie. Bo gdyby to była czysto psychologia, to mogłabyś po prostu nie myśleć o tym co powiedzą inni, zamknąć to w głowie i tyle. Ale większość osób, które tu piszą, mówi że samo wiedzenie kogoś o rytuałe zmienia coś niezależnie od tego, ile o tym myślisz. To jest może i psychologia, ale nie taka, którą można wyłączyć wolą.


Odpowiedz
(@kirak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 508

@Rodis dobry punkt. Nie pomyślałam o tym tak. Czyli nawet jeśli sama jesteś spokojna, to ta świadomość że ktoś wie, ciągnie za sobą jakiś ciężar?


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1395

@KiraK właśnie to miałam na myśli. I to nie jest coś co wyczuwa tylko wrażliwa osoba. To jest ogólny mechanizm, który widać nawet w bardzo świeckich kontekstach. Kiedy ktoś wie o twoim projekcie, twojej zmianie, twoim planie, zanim to dojrzeje, to jego wiedza wchodzi w ten proces i go zmienia.


Odpowiedz
Wpisy: 704
Rozpoczynający temat
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to wszystko i zaczynam myśleć że moje pytanie z początku było trochę źle postawione. Pytałam czy rodzina powinna wiedzieć, ale właściwie to chodzi o coś głębszego, czy w ogóle jest ktokolwiek, kto powinien wiedzieć. I coraz bardziej skłaniam się ku temu że nie.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Agatha.1 Ale czy to nie jest trochę smutna konkluzja? Że coś tak ważnego robisz i nie możesz o tym z nikim porozmawiać? Nie kwestionuję samej zasady, ale mam z tym pewien dysonans. Bo rozumiem prywatność, rozumiem że energia i przestrzeń są ważne, ale ta zupełna izolacja brzmi jak coś trudnego do utrzymania.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Gituska myślę że to zależy od tego jak rozumiesz "porozmawiać". Możesz rozmawiać o rytuałach jako temacie, możesz wymieniać się wiedzą, doświadczeniami. To co trzymasz dla siebie to konkretna intencja, konkretna sytuacja, to czego szukasz w danym momencie. I to są zupełnie różne poziomy.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Kunia to ma sens. Czyli można dyskutować o samej praktyce z innymi, ale to co jest twoim "wnioskiem", twoim celem, zostaje przy tobie. Tak to rozumiesz?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Agatha.1 Wracam do tego co Agatha.1 napisała wyżej, że pytanie było źle postawione. I mam wrażenie, że ta rozmowa doszła do czegoś ważnego, mianowicie że nie chodzi o kategorię "rodzina kontra nie-rodzina", tylko o coś zupełnie innego. O to czy ktokolwiek ma wobec ciebie oczekiwania w tym konkretnym obszarze. Czy mam to dobrze rozumieć?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Gituska mniej więcej tak. Choć ja bym dodał jeszcze jeden element, który mi chodzi po głowie od dłuższego czasu w tej rozmowie. Mianowicie: zamiar. Twój zamiar, kiedy komuś mówisz. Bo czasem ludzie mówią nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że sami szukają potwierdzenia, że robią dobrze. I właśnie to szukanie zewnętrznego potwierdzenia może być źródłem problemu, a nie sama rozmowa.


Odpowiedz
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 365

@Ismer to ciekawe, bo ja właśnie chyba bym należała do tych, które by szukały tego potwierdzenia. I teraz zastanawiam się czy to jest w ogóle zły odruch, czy po prostu ludzki? Że chcesz żeby ktoś bliski powiedział "tak, rób to, masz rację".


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Alamina ludzki, ale trochę kłopotliwy akurat w tym kontekście. Bo jeśli rytuał dotyczy czegoś, czego głęboko chcesz, to opieranie swojego spokoju na zewnętrznej akceptacji jest dosyć chwiejnym fundamentem. Co jeśli ktoś powie "nie wiem, czy to dobry pomysł"? Czy wtedy rezygnujesz, czy i tak robisz? I co to mówi o samej intencji?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1245

@Agatha.1 Właściwie ta rozmowa zatoczyła koło i wróciła do początku w ciekawym miejscu. Bo Agatha.1 pytała na starcie o rodzinę, potem rozszerzył się temat na kogokolwiek, a teraz rozmawiamy o tym, czy w ogóle jest jakiś poziom, który można bezpiecznie podzielić. Mam wrażenie że odpowiedź brzmi: ogólna praktyka tak, konkretna intencja nie. I to chyba jest jakiś wniosek z całości.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

A co z kimś takim jak znajoma czy przyjaciółka, która też to robi i zna temat z własnej praktyki? Czy to automatycznie jest bezpieczniejsze niż rodzina, która nie rozumie, ale cię kocha?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Elfin to jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ja bym powiedziała, że wspólna praktyka nie daje automatycznie bezpieczeństwa. Znam osoby, które "rozumieją temat" i właśnie dlatego mają silniejsze opinie o tym, co powinnaś robić, jak i kiedy. Czasem obca osoba z forum jest bezpieczniejsza niż przyjaciółka, która wie zbyt dużo o twoim życiu i ma swoje zdanie o tym, z kim i dlaczego.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1395

@Kunia zgadzam się, ale bym to trochę rozwinęła. Myślę, że chodzi o coś jeszcze subtelniejszego niż samo "czy rozumie magię". Pytanie jest, czy ta osoba ma wobec ciebie oczekiwania. Przyjaciółka, która zna temat i jednocześnie ma poglądy na twoje życie uczuciowe, łączy oba problemy w jeden. I wtedy jest gorzej niż rodzina, która po prostu wzruszy ramionami.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 502

@Rodis czyli de facto mówisz, że im ktoś więcej wie o tobie jako człowieku, tym większe ryzyko? Trochę to smutne.


Odpowiedz
Wpisy: 508
(@kirak)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej wymiany i mam pytanie do wszystkich, bo trochę się zgubiłam. Czy wy w ogóle rozróżniacie między powiedzeniem komuś "robię rytuał miłosny" a powiedzeniem o samej intencji, czyli o kim to jest, czego chcesz? Bo może te dwa poziomy mają różne zasady?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2098

@KiraK rozróżniam i owszem, to są dwie różne rzeczy. Sama ogólna informacja "zajmuję się magią" czy "zrobiłam coś dla siebie" to jeden poziom, można z tym żyć. Ale intencja, konkretna osoba, konkretna sytuacja emocjonalna, to jest to, co naprawdę powinno zostać przy tobie. I to właśnie ta warstwa jest najbardziej wrażliwa.


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1278

@Bylica Dodam do tego co Bylica mówi, bo myślę że to jest sedno całego wątku. Intencja miłosna jest osobista w sposób, którego nie ma przy innych rytuałach. Jak robisz coś na zdrowie albo na pracę, to ewentualny komentarz z zewnątrz boli mniej. Przy miłości ktoś zna twoją wrażliwość, twój konkretny ból albo tęsknotę. I to jest informacja, której naprawdę nie trzeba z nikim dzielić.


Odpowiedz
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 478

@Fraida a czy to nie jest trochę tak, że sami nakręcamy się przekonaniem, że to musi być tajne? Że ta zasada dyskrecji jest tak mocno zakorzeniona w środowisku, że zaczyna działać jako samospełniające się przekonanie? Pytam szczerze, bo nie wiem.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Karia.0 to jest uczciwe pytanie. Myślę że jest w tym trochę prawdy, czyli że część z nas nosi to jako dogmat bez weryfikacji. Ale jest też coś poza środowiskowym przekonaniem. Jest psychologia, jest to co wcześniej Rodis mówiła o zewnętrznej wiedzy jako ciężarze. Nie trzeba wierzyć w magię, żeby rozumieć że mówienie o niedojrzałych planach zmienia stosunek do nich.


Odpowiedz
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 478

@Gebda okej, to ma sens. Czyli nawet jeśli odrzucisz ezoteryczny argument, to zostaje psychologiczny i on sam w sobie wystarczy. Tak?


Odpowiedz
Wpisy: 704
Rozpoczynający temat
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego wszystkiego i muszę powiedzieć, że ta rozmowa dała mi więcej niż się spodziewałam. Ale zostało mi jedno pytanie, które ciągle gdzieś z tyłu głowy siedzi. Co z sytuacją kiedy ta rodzina sama zaczyna dopytywać? Nie powiedziałaś nic, ale coś wyczuli, coś zauważyli, i zaczynają drążyć. Co wtedy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1395

@Agatha.1 to jest sytuacja, którą znam i jest trudna, bo czujesz presję żeby albo kłamać albo mówić więcej niż chcesz. Mój sposób to bycie zgodnym z prawdą, ale niepełnym. Czyli "pracuję nad czymś dla siebie" albo "to moja prywatna sprawa" bez wchodzenia w szczegóły. Bez tłumaczenia się. To wymaga pewności siebie, ale można się tego nauczyć.


Odpowiedz
(@anastaya)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 570

@Rodis a co jeśli ta rodzina jest naprawdę natrętna i nie przyjmuje "to moja sprawa" za odpowiedź? Mówię z doświadczenia, niektórzy bliscy traktują każdą tajemnicę jako wyzwanie do rozgryzienia.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Anastaya wtedy niestety wchodzisz w zarządzanie relacją, a nie pytaniem o rytuał. I to jest już szerszy temat, bo granice z rodziną to osobna historia. Ale w kontekście tego wątku bym powiedziała: im mniej dajesz do gryzienia na starcie, tym mniej potem masz do utrzymania. Jeśli nic nie powiedziałaś, nie masz z czego się tłumaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 528
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie, że wszyscy trochę zakładacie że rytuał miłosny dla siebie to coś, co robisz w domu w obecności rodziny. A co z osobami, które mieszkają same? Dla nich ten dylemat w ogóle nie istnieje w takiej formie, bo pytanie "czy powiedzieć" jest czysto dobrowolne, nikt nie widzi, nikt nie pyta.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Centa to prawda, ale też nie do końca. Bo rodzina to nie tylko osoby, z którymi mieszkasz. Można mieszkać samej i mieć mamę, która dzwoni codziennie i o wszystko pyta. Fizyczna przestrzeń daje swobodę, ale relacje i tak działają.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 502

@Gituska masz rację, że fizyczna przestrzeń to nie wszystko. Ale zastanawiam się czy nie jest jednak jakimś ułatwieniem? Znaczy, jeśli mieszkasz sama, to przynajmniej nie musisz ukrywać świec, ziół ani czegokolwiek fizycznego. To chyba zmniejsza napięcie, nawet jeśli relacje rodzinne są tak samo skomplikowane.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Elfin Właśnie to fizyczne ukrywanie jest czymś, o czym jeszcze nie mówiliśmy wprost. Bo jedna rzecz to nie mówić, a druga to aktywnie chować dowody istnienia tego, co robisz. I te dwie sytuacje są dla mnie psychologicznie zupełnie różne.


Odpowiedz
(@anastaya)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 570

@Kunia jak to rozumiesz? Bo dla mnie milczenie i chowanie to właściwie to samo, nie?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Anastaya nie do końca. Milczenie to brak wypowiedzi, czyli decyzja, żeby nie dzielić się czymś. Chowanie to już aktywna akcja, która sugeruje, że boisz się konsekwencji odkrycia. To pierwsze jest spokojne, to drugie generuje napięcie w sobie samej, bo musisz pamiętać co gdzie jest, co było widoczne, co trzeba sprzątnąć. To jest zupełnie inny stan wewnętrzny.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 704

@Kunia To co Kunia mówi bardzo do mnie trafia. Sama zauważyłam, że kiedy robiłam coś w pośpiechu i potem nerwowo sprzątałam, to po całym tym zamieszaniu byłam już tak zmęczona tym chowaniem, że sam rytuał gdzieś się rozmył. Jakby ta nerwowość wchodziła w całość tego, co robiłam.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@Agatha.1 I to jest chyba jeden z mocniejszych argumentów za dyskrecją na poziomie praktycznym, nie filozoficznym. Nie dlatego, że ktoś musi się nie dowiedzieć z powodów energetycznych, ale dlatego, że twój własny spokój w trakcie jest częścią tego, co robisz. Rozproszenie przed, w trakcie i po wpływa na całość.


Odpowiedz
(@kirak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 508

@Gebda a to nie jest tak, że można się po prostu nauczyć nie zwracać uwagi na te zewnętrzne czynniki? Mówię o koncentracji, o tym żeby otoczenie przestało robić różnicę?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@KiraK można trenować skupienie, jasne. Ale po co celowo sobie utrudniać warunki, skoro masz wybór? To trochę jak pytanie czy da się gotować smacznie przy dużym hałasie. Da się, ale po co sobie to fundować jeśli nie musisz?


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1278

@Agatha.1 Przy okazji to co Agatha.1 powiedziała o rytuałach robionych w pośpiechu, to mi przypomina pewną rzecz. Mam wrażenie, że część osób w ogóle robi rytuały kiedy jest już pod ścianą emocjonalnie, czyli w najgorszym możliwym stanie spokoju. I wtedy jeszcze dodają do tego stres z chowaniem. To jest jakby próba medytacji podczas alarmu pożarowego.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2098

@Fraida i w tej sytuacji rodzina nie jest nawet problemem głównym. Problemem jest to, że sama osoba nie jest gotowa. Ale wracając do tematu, bo to jest ważne, ten kontekst pośpiechu i chowania są często ze sobą połączone. Robisz szybko kiedy nikogo nie ma, chowasz zanim ktoś wróci. Cały rytm jest zaburzony.


Odpowiedz
Wpisy: 1495
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Zresztą myślę, że ta kwestia spokoju jest o wiele głębsza niż tylko logistyka. Kiedy ktoś w domu wie albo podejrzewa co robisz, to nawet jeśli nic nie mówi, to i tak jest w przestrzeni. I ty o tym wiesz. Nie musisz słyszeć żadnych komentarzy, żeby to czuć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 365

@Ismer to brzmi jak coś, co można porównać do sytuacji kiedy ktoś na ciebie patrzy w trakcie czegoś bardzo osobistego. Nawet jeśli ta osoba jest życzliwa, to sama świadomość patrzenia zmienia coś w tym jak się czujesz.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Alamina dokładnie tak. I myślę, że to jest odpowiedź na pytanie Karii z wcześniejszego fragmentu rozmowy, czy ta zasada dyskrecji to tylko środowiskowy dogmat. Nie tylko. Jest też coś bardzo zwykłego, co można opisać bez ezoteryki w ogóle.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Słyszę to i właściwie muszę przyznać, że mnie to przekonuje bardziej niż argument o energii czy intencji. Bo to jest coś, co każdy może sprawdzić na sobie bez żadnego systemu przekonań.


Odpowiedz
Wpisy: 528
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

A co w sytuacji kiedy nie masz możliwości żeby mieć ten spokój? Znaczy, jeśli mieszkasz z wieloosobową rodziną, masz małe mieszkanie i po prostu nie ma okna czasowego kiedy jesteś sama? Jak ludzie sobie z tym radzą praktycznie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1395

@Centa to jest bardzo konkretne pytanie i znam je z doświadczenia. Przez pewien czas byłam w dokładnie tej sytuacji. Wtedy albo dostosowujesz skalę tego co robisz do warunków, albo szukasz przestrzeni poza domem. Parki, lasy, miejsca, które mają dla ciebie znaczenie. Rytuał nie musi mieć dziesięciu elementów, żeby był tym czym ma być.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1245

@Rodis To co Rodis mówi jest ważne. Minimalizm w rytuałach nie jest ich umniejszeniem. Czasem jeden konkretny gest w spokojnym miejscu ma więcej w sobie niż rozbudowana ceremonia zrobiona nerwowo za zamkniętymi drzwiami.


Odpowiedz
Wpisy: 494
(@kenta_88)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mi nie daje spokoju. Czy wy uważacie, że ta potrzeba dyskrecji jest tak samo silna bez względu na to, czy rytuał jest skierowany na kogoś konkretnego, czy robimy go bardziej dla siebie, żeby otworzyć się na miłość ogólnie? Bo mi się wydaje, że to może być inna kategoria.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2098

@Kenta_88 to jest dobra obserwacja. Dla mnie intuicyjnie te dwie sytuacje trochę się różnią. Kiedy kierujesz coś na kogoś konkretnego, to wchodzi dodatkowy poziom, bo w grę wchodzi prywatność tej drugiej osoby, jej nieświadomość tego co robisz, i twoje własne emocje wobec niej. Przy otwieraniu się na miłość ogólnie to jest bardziej praca ze sobą.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Bylica I wracając do tytułu tego wątku, bo przez chwilę odpłynęliśmy, to myślę że ta różnica którą Bylica opisuje, wpływa też na odpowiedź na pytanie o rodzinę. Mówienie bliskiej osobie "pracuję nad sobą żeby być gotowa na miłość" brzmi zupełnie inaczej niż "robię coś żeby przyciągnąć konkretną osobę". Pierwszy wariant jest prawie bezpieczny w sensie relacyjnym.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1610

@Bylica I wracając do tytułu tego wątku, bo przez chwilę odpłynęliśmy, to myślę że ta różnica którą Bylica opisuje, wpływa też na odpowiedź na pytanie o rodzinę. Mówienie bliskiej osobie "pracuję nad sobą żeby być gotowa na miłość" brzmi zupełnie inaczej niż "robię coś konkretnego żeby przyciągnąć daną osobę". Pierwsze może być rozmową. Drugie już nie.


Odpowiedz
(@karia-0)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 478

@Gituska ale ta granica jest naprawdę ostra? Pytam bo sama nie jestem pewna gdzie ją stawiać. Jeśli robię coś dla siebie, żeby otworzyć się na relację w ogóle, to już mogę powiedzieć mamie? Naprawdę tak to działa?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2098

@Karia.0 nie chodzi o to, co możesz albo czego nie możesz powiedzieć mamie. Chodzi o to, po co w ogóle byś to robiła. Co chcesz uzyskać tym powiedzeniem? Bo jeśli szukasz jej akceptacji albo chcesz żeby ją rozumiała, to jest jedna sprawa. Ale jeśli to tylko odruch, żeby nie mieć tajemnic, to warto się zapytać czy to twoja potrzeba czy po prostu nawyk.


Odpowiedz
(@anastaya)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 570

@Bylica Właśnie to jest coś, nad czym siedzę od jakiegoś czasu. Ten odruch żeby mówić wszystko bliskim, bo inaczej czujesz się jakbyś coś ukrywała. Ale z drugiej strony są rzeczy, których się po prostu nie omawia przy obiedzie i nikt nie myśli, że ktoś coś ukrywa. Dlaczego rytuały mają być inaczej traktowane?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Anastaya i to jest świetne pytanie, bo w sumie odpowiedź jest prosta. Rytuały są inaczej traktowane, bo dla większości ludzi są niezrozumiałe, a niezrozumiałe automatycznie staje się podejrzane albo śmieszne. I właśnie dlatego ta dyskrecja ma sens praktyczny, nie tylko symboliczny.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

A czy to nie jest trochę smutne, że musimy coś ukrywać tylko dlatego, że ktoś mógłby nie rozumieć? Mam na myśli, to w końcu twój dom, twoja przestrzeń.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1395

@Elfin rozumiem ten odruch, ale ja bym tego nie nazywała smutkiem. To jest po prostu czytanie sytuacji. Nie mówię sąsiadce o każdej rozmowie z psychologiem, nie dlatego że się wstydzę, ale dlatego że niektóre rzeczy są moje. Dyskrecja nie jest automatycznie czymś przykrym.


Odpowiedz
(@kenta_88)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 494

@Rodis to ciekawe porównanie z psychologiem. Ale tam przynajmniej jest jakaś społeczna narracja, że chodzisz "pracować nad sobą" i ludzie to w jakimś stopniu rozumieją. A z rytuałami tej narracji nie ma, więc nawet jeśli chcesz to wytłumaczyć, to skąd zacząć?


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1495

@Kenta_88 I właśnie tu jest ten problem. Nie ma gotowego języka do rozmowy o tym z kimś, kto w to nie wierzy albo tego nie zna. Możesz powiedzieć "zapaliłam świecę i skupiłam się na intencji" i jedna osoba to przyjmie jako normę, a inna spojrzy jak na kosmitę. Ten sam opis, dwie zupełnie różne reakcje.


Odpowiedz
(@kirak)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 508

@Ismer a czy to nie zależy głównie od tego kogo masz wokół siebie? Bo mi wydaje się, że w środowiskach bardziej otwartych to nie byłoby aż takim problemem. Albo może się mylę?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1663

@KiraK zależy, ale nie tylko. Nawet w otwartych środowiskach jest różnica między ogólną akceptacją ezoteryki a rzeczywistym rozumieniem tego, po co robisz rytuał miłosny. Akceptacja to nie to samo co brak reakcji. Twoja ciocia może słuchać o horoskopach i jednocześnie mocno zareagować, jak usłyszy że robiłaś coś, żeby przyciągnąć kogoś konkretnego.


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1278

@Gebda I tu jest jeszcze jeden poziom, który jakoś nie padł. Rodzina często reaguje nie na samą ezoterykę, tylko na to, co ten rytuał miłosny mówi o tobie. Że szukasz miłości, że może jesteś samotna, że chcesz czegoś zmieniać. To jest informacja o twoim życiu wewnętrznym, nie tylko o praktykach. I to może być to, czego naprawdę nie chcesz dawać.


Odpowiedz
(@agatha-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 704

@Fraida To co Fraida mówi jest dla mnie bardzo trafne. Kiedy myślę wstecz o sytuacjach, gdzie coś powiedziałam za dużo, to właściwie nigdy nie żałowałam tego, że ujawniłam "co robiłam". Żałowałam, że ujawniłam "dlaczego to robiłam". Bo to drugie jest prywatne w zupełnie inny sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 365
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Czyli właściwie pytanie z tytułu wątku można by przeformułować. Nie tyle "czy rodzina powinna wiedzieć że robisz rytuał", ale "ile chcesz żeby wiedzieli o tym, czego szukasz". Bo to jest chyba ta prawdziwa decyzja.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 528

@Alamina o, to mi coś poukładało. Faktycznie inaczej się to czuje jak tak to ujmiesz. Mam wrażenie, że dużo osób boi się samego słowa "rytuał" w kontekście rodziny, a tak naprawdę chodzi o coś głębszego.


Odpowiedz
Wpisy: 1245
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

I wiesz co, to też tłumaczy dlaczego ta dyskrecja jest w tradycjach magicznych traktowana poważnie od dawna. Nie chodziło zawsze o tajemniczość dla samej tajemniczości. Chodziło o to, że co robisz w ramach rytuału jest powiązane z tym czego pragniesz, a pragnienia chronisz nie dlatego że się ich wstydzisz, ale dlatego że są twoje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kinsia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 460

@Kobalt a masz wrażenie, że to się gdzieś zmienia? Znaczy czy młodsze pokolenia podchodzą do tej prywatności inaczej? Obserwuję trochę treści w sieci i tam dużo osób mówi o rytuałach bardzo otwarcie, nagrywają się przy tym, opisują intencje. Zastanawiam się czy to w czymś nie zmienia tej dynamiki.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1713

@Kinsia zmienia, ale nie wiem czy na lepsze. To co widzisz w sieci to pewna wersja performatywna, gdzie rytuał staje się treścią, a nie praktyką. I nie mówię że to złe dla każdego, ale to jest już inny rodzaj działania. Kiedy nagrywasz się podczas rytuału, to częścią twojej intencji staje się też to, co powiedzą inni. To już nie jest ta sama przestrzeń.


Odpowiedz
Udostępnij: