Mam taką sytuację i nie wiem co o tym myśleć. Rozstałam się z kimś jakiś czas temu, on po kilku tygodniach zaczął spotykać się z inną osobą. Nie wiem czy to poważne, ale wygląda na to, że są razem. Zastanawiam się czy w ogóle jest sens robić cokolwiek rytualnie w takiej sytuacji, bo z jednej strony słyszałam że to komplikuje sprawę, z drugiej że nowy związek nie jest przeszkodą jeśli połączenie energetyczne między dwojgiem ludzi jest wystarczająco silne. Macie jakieś przemyślenia na ten temat?
Dokładnie to samo pytanie zadawałam sobie jakiś czas temu, więc trochę rozumiem tę sytuację. Nie zrobiłam wtedy nic i do dziś zastanawiam się czy dobrze. Ale chciałam zapytać, bo sama nie wiem, czy jeśli on jest z kimś nowym, to rytuał w ogóle ma sens technicznie? Czy to nie jest tak, że ta druga osoba jakoś blokuje działanie?
To zależy od tego, co rozumiecie przez blokowanie. Nowy związek nie tworzy jakiejś magicznej tarczy, która odcina energetycznie dwie osoby, które miały ze sobą historię. Węzeł karyczny albo emocjonalny między ludźmi nie znika dlatego, że jeden z nich zaczął spotykać się z kimś innym. To nie działa jak wyłącznik.
Czyli rozumiem że jeśli ktoś jest w złym miejscu emocjonalnie, to w ogóle nie powinien nic robić? Jak to zmierzyć, skoro zazwyczaj właśnie wtedy ludzie sięgają po rytuały?
Dodam tylko tyle, bo karty mówią mi to samo od lat, że sytuacja, w której ktoś jest z nową osobą, nie jest automatycznie nieodwracalna. Widziałam w czytaniach układy, gdzie para wracała do siebie po czasie, pomimo że w momencie czytania jedno z nich było w innym związku. Ale tempo i sposób tego nie był wynikiem żadnego rytuału, tylko własnych wyborów tych ludzi.
A jak w ogóle wygląda taki rytuał przy kimś zajętym? Pytam bo nigdy nie próbowałam i nie mam pojęcia czy to jest coś zupełnie inaczej skonstruowanego niż przy osobie wolnej.
Przy osobie, która jest w związku, część tradycji zaleca najpierw pracę z tak zwanymi węzłami, czyli energetycznymi połączeniami które ta osoba ma aktualnie z kimś innym. Nie chodzi o ich zniszczenie, bo to ingerencja, ale o zbadanie czy te węzły są naturalne, to znaczy wynikają z autentycznego uczucia, czy sytuacyjne, czyli z przyzwyczajenia, komfortu, strachu przed samotnością. Ta diagnoza dużo mówi o tym, ile w ogóle jest sensu w dalszym działaniu.
Wtrącę się bo to jest ciekawy wątek. Sama diagnoza węzłów to praca, którą widziałam opisywaną różnie, od prostej medytacji z wizualizacją, przez pendel, po bardziej rozbudowane rytuały z użyciem wody i ognia. To nie jest coś zarezerwowanego wyłącznie dla osób które robią to od lat, ale wymaga spokoju i uczciwości wobec siebie. Co jest trudniejsze niż brzmi, szczególnie gdy się jest emocjonalnie zaangażowanym.
Mam takie obserwacje z czytań, że kiedy ktoś pyta mnie o sytuację gdzie partner jest z kimś nowym, to w układach bardzo często wychodzi albo że ta nowa relacja jest genuinalna, albo że jest jakimś etapem przejściowym. I ta różnica jest ogromna, bo zupełnie inaczej powinna wyglądać praca energetyczna w obu przypadkach.
Praca z otwarciem przestrzeni to często po prostu usunięcie własnych blokad emocjonalnych, czasem praca z sercem, z czakrą serca, z tym co w sobie nosimy z poprzedniej relacji z tą osobą. To nie jest wysyłanie energii do niego, to jest bardziej porządkowanie własnego pola. W tradycji hoodoo podobne działania są opisywane jako come to me, ale bez elementu przymusu, bardziej jako zaproszenie.
Zastanawiam się teraz czy to co czuję wobec niego to właśnie taki reaktywowany węzeł czy coś co cały czas było aktywne. Bo my nie mieliśmy żadnego zamknięcia, po prostu zniknął i po jakimś czasie pojawiła się ta nowa osoba w jego życiu.
Brak zamknięcia to jeden z tych czynników które trzymają więź przy życiu. W takich sytuacjach często kiedy rozkładam karty wychodzi że obie strony nadal noszą tę relację gdzieś w tle, nawet jeśli na powierzchni wygląda jakby jeden z nich poszedł dalej.
Rytuały które są nakierowane wyłącznie na własne pole, na własne otwarcie, mają też tę zaletę że nie generują efektu bumerangu który pojawia się przy rytuałach naciskowych. To nie jest teoria, to jest coś co obserwuję od dawna w tym co trafia do mnie od ludzi po różnych doświadczeniach.
A czym jest ten efekt bumerangu? Pierwszy raz słyszę to określenie w tym kontekście.
To właśnie jest jeden z argumentów za tym żeby w intencji zostawić furtkę. Nie "chcę żeby on do mnie wrócił" tylko "chcę odbudować tę więź, jeśli jest to możliwe dla dobra nas obojga". Ta fraza na końcu nie jest ozdobnikiem, ona realnie zmienia kierunek pracy.
A jak się to formułuje, to znaczy czy to musi być powiedziane na głos czy wystarczy że człowiek tak myśli podczas rytuału?
Brak zewnętrznych informacji nie jest aż takim problemem jak się wydaje. Relacja energetyczna nie potrzebuje twojego rozumienia sytuacji żeby istnieć. To ty możesz nie wiedzieć co się stało, ale połączenie jest niezależne od twojej wiedzy o nim. Kwestia jest inna, czy chcesz coś robić bez rozumienia co tam właściwie się posypało.
Jest jeszcze jedna rzecz o której mało się tu mówiło. Czas. Rytuał przy aktywnej nowej relacji działa w innym kontekście niż rytuał gdy ta relacja się kruszeje albo jest w fazie wątpliwości. Trudno wiedzieć z zewnątrz w jakiej fazie jest związek tej osoby, ale energetycznie to ma znaczenie.
Skąd można to wyczuć albo sprawdzić? Pytam serio, bo nie mam żadnych zewnętrznych sygnałów, nie mamy wspólnych znajomych, nie obserwujemy się.
Wracam do pytania Lunarne o diagnozę, bo jest jeszcze jeden kąt który warto zobaczyć. Nowa osoba w życiu kogoś to nie zawsze znaczy że tamta relacja się zakończyła wewnętrznie. Są sytuacje gdzie ktoś wchodzi w nowy związek zanim przepracuje poprzedni. To widać i w kartach i w energetyce. I to jest właśnie ta przestrzeń gdzie praca na węźle ma sens, bo węzeł nadal jest aktywny po obu stronach.
Czytam tę rozmowę od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy te wszystkie rytuały, węzły, praca energetyczna, to nie jest w pewnym sensie sposób żeby nie odpuścić czegoś co może należy odpuścić? Nie mówię że tak jest w przypadku Lunarne, ale generalnie.
Pytam szczerze, bo mnie to naprawdę zastanawia. Nie atakuję nikogo w tym wątku, ale czy ktoś w ogóle zadał sobie pytanie dlaczego ta osoba odeszła? I czy odpowiedź na to pytanie nie powinna być ważniejsza niż wybór między węzłem a świecą?
Że twoja strona połączenia jest aktywna. To nie mówi nic o jego stronie, co często ludzie mylą. Silna reakcja po twojej stronie nie dowodzi że on czuje to samo, ale dowodzi że praca ma z czym pracować po twojej stronie. To nie jest mała rzecz.
Jest w tym coś ważnego. Dużo osób robi rytuały wyłącznie na zewnątrz, skupia się na drugiej osobie, a pomija własną stronę połączenia. A to jest często to co wymaga pracy jako pierwsze. Wzmocnienie własnej sygnatury w tej relacji zanim wyśle się cokolwiek w stronę drugiej osoby.
Chcę wrócić do pytania Sary, bo ono nie było tylko techniczne. Pytanie o to czy nie odpuścić jest osobnym tematem, ale w kontekście tego wątku jest ważne z innego powodu. Jeśli praca idzie z lęku przed stratą, a nie z autentycznej chęci odbudowania relacji, to intencja jest inna. I to ma znaczenie dla tego co ta praca przyniesie.
