Dokładnie to chciałam powiedzieć od jakiegoś czasu. Warunkowanie, kotwice, entrainment, to wszystko są opisy mechanizmów. Ale mechanizm to nie jest cel. Cel jest skierowany na konkretną osobę, na relację, na energię. I tu mi się wydaje że sam oddech bez tej warstwy jest po prostu ćwiczeniem.
Ja może nie umiem tego wytłumaczyć tak jak Sennica, ale dla mnie to zawsze działało tak: podczas wydechu wyobrażałam sobie że wysyłam coś od siebie, a podczas wdechu że przyjmuję. Może to naiwne, ale przy rytuałach miłosnych ta wyobraźnia robocza bardzo mi pomagała być w tym co robię.
Mnie ciekawi jeszcze jedno, bo ciągle się tu mówi o rytuałach miłosnych, ale nikt tak do końca nie powiedział: czy używacie technik oddechowych przy rytuale kiedy jest się samemu, czy też kiedy druga osoba jest obecna? Bo wydaje mi się że to zmienia dosłownie wszystko w tym co tu omawiamy.
Synchronizacja oddechu między dwoma ludźmi to jest temat sam w sobie. Jest nawet badania ze pokazują ze jeśli dwie osoby siedzą blisko i jedna świadomie spowalnia oddech to druga zaczyna sie dopasowywać bez zadnej instrukcji. To sie nazywa respiratory entrainment i działa przez te same mechanizmy co synchronizacja bicia serca. Nie wiem czy to 'magia' ale jako baza pod rytuał wydaje sie bardzo konkretne.
Ale czy wtedy liczy się jakiś konkretny rodzaj oddechu, czy raczej samo skupienie się na nim? Bo jak słucham tej rozmowy to mam wrażenie że raz mówicie o box breathingu, raz o kierowaniu oddechu w serce, raz o rytmicznym wdechu i wydechu, a ja nie wiem czy to są różne rzeczy dla różnych celów czy można brać co się komu podoba.
Mnie zastanawia jeszcze kwestia czakry serca w tym wszystkim. Bo dużo się tu mówi o obszarze serca ale raczej z punktu widzenia fizjologii, a energetycznie to jest anahata i ona jest połączona z miłością i relacjami. Czy ktoś łączy te techniki oddechowe świadomie z pracą na tej czakrze, czy to są dla was osobne rzeczy?
Ja myślę że to rozróżnienie jest trochę akademickie. Dla mnie ważne jest co się dzieje w trakcie rytuału, nie jak to nazwiemy. Jeśli kieruję oddech w okolicę serca i wyobrażam sobie że stamtąd wysyłam intencję do konkretnej osoby, to czy to jest czakra czy fizjologia to nie zmienia mojego doświadczenia tego momentu.
Ale mi właśnie zależy żeby to działało, a nie żeby to było ładnie wytłumaczone. Czy ktoś może mi wprost powiedzieć: jaki oddech wziąć przed rytuałem żeby poczuć że naprawdę coś idzie? Bo siedzę i czytam tę rozmowę i dalej nie wiem od czego zacząć.
A ja mam pytanie troszkę z innej beczki, bo zauważyłem że nikt tu nie mówił o tym co czujecie PO rytuale. Jak wygląda ten stan po tym wszystkim? Bo ja parę razy coś próbowałem i po rytuaale byłem tak spokojny że prawie zasypiałem, co mnie trochę zdziwiło.
Spokój po rytualne to wcale nie jest zły znak. To akurat wskazuje na to że układ nerwowy wszedł w tryb parasympatyczny, czyli ten odpoczynkowy, i intencja mogła być wysyłana z miejsca równowagi a nie napięcia. Gorsze w rytuale jest kiedy po zakończeniu czujesz rozdrażnienie albo chaos, bo to sugeruje że nie udało się wyjść poza własne emocje.
Czytam tę rozmowę od dawna i pierwszy raz piszę bo to zdanie Czaromiry jest dokładnie to co chciałam powiedzieć. Mam takie poczucie że dużo osób skupia się na technice oddechu a mało na tym żeby w ogóle sprawdzić czy jest się w odpowiednim stanie zanim się zacznie. Jak ktoś przychodzi do rytuału z głową pełną lęku i przymusu to żadna technika tego nie wyrówna.
Ja mam podobne pytanie do Tobiaszka, bo naprawdę nie wiem co powinnam czuć po tym jak skończę. Czy jest jakiś znak że coś poszło, czy po prostu... nie ma znaków i trzeba czekać?
Chcę wrócić do tematu czakry serca bo mi trochę ucięło wątek. Czy ktoś ma doświadczenie z tym że podczas skupiania oddechu na tym obszarze czuje coś fizycznego? Mam na myśli ciepło albo mrowienie, bo ja ostatnio miałam coś takiego i nie byłam pewna czy to fizjologia czy coś więcej.
Słuchajcie, bo mi się tu nasuwa pytanie które nie daje spokoju: jeśli te fizyczne odczucia mają wytłumaczenie w fizjologii, to po co w ogóle przyklejać do tego cokolwiek ezoterycznego? Nie mówię że to złe, serio pytam. Co wnosi ten ezoteryczny kontekst jeśli efekt jest ten sam?
Czytam tę rozmowę dość długo i zastanawiam się nad jedną rzeczą: czy technika oddechu którą stosujemy przed rytuałem powinna być zawsze ta sama, czy można ją zmieniać w zależności od tego czego chcemy? Bo mam wrażenie że ta dyskusja skupia się głównie na jednej funkcji oddechu - wyciszeniu - a może jest więcej?
Hej, ja trochę zgubiłam się w tej rozmowie bo jest bardzo techniczna, ale mam proste pytanie: czy te techniki oddechowe przed rytuałem można robić też kiedy nie planuje się żadnego rytuału, po prostu żeby się nauczyć? Bo boję się że jak zacznę od razu przy rytuale to coś zepsuję albo zrobię źle.
Wróćmy może do tego ciepła w klatce bo czuję że mój wątek trochę uciekł. Damianek wspominał o ukrwieniu i rozumiałam to wyjaśnienie, ale mam pytanie: czy to ciepło pojawia się u was zawsze w tym samym momencie oddechu, przy wdechu czy wydechu? Bo u mnie było przy wydechu i zastanawiam się czy to coś znaczy.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie Damianku, bo czytałam ten wątek z wypiekami i sama miałam podobne odczucia ale bałam się zapytać czy to normalne. A mam jeszcze jedno: czy to ciepło powinno być intensywne czy raczej delikatne? Bo moje było bardzo subtelne i nie byłam pewna czy w ogóle je odczułam czy to tylko wyobraźnia.
Mnie z kolei ta technika super pomogla ale robilem ją przed, nie w trakcie. Jakby przygotowanie. A potem już w samym rytuale oddychałem normalnie i coś mi zostało z tego spokoju. Może na to warto patrzeć, że oddech to przygotowanie a nie sam rytuał?
