Mam taki problem, że od jakiegoś czasu mój partner prawie w ogóle nie odzywa się do mnie z własnej inicjatywy. Odpowiada jak coś powiem, ale sam nie zaczyna rozmowy, nie pisze, nic. Szukałam różnych sposobów i trafiłam na wzmianki o rytuałach, które mają odblokować właśnie tę komunikację, nie chodzi mi o przyciąganie czy związanie, tylko dosłownie o to, żeby znowu zaczął mówić. Czy ktoś coś wie na ten temat albo próbował czegoś takiego?
Temat komunikacji w związku to trochę specyficzna kategoria, bo tu nie chodzi o klasyczne przyciąganie. Są rytuały dedykowane właśnie temu, często bazują na Merkurym, bo to planeta mowy, wymiany, połączeń. Środa jest jego dniem, a kolor to pomarańcz albo żółć. Ale zanim w ogóle coś konkretniejszego powiem, to musiałbym wiedzieć więcej o sytuacji. Czy to jest coś nagłego, że on tak ucichł, czy zawsze był małomówny?
Kilka opcji i każda ma swoje uzasadnienie. Możesz złożyć kartkę i trzymać obie dłonie nad świecą, skupiając się na tym co napisałaś. Możesz też przeczytać intencję na głos raz, na początku, a potem siedzieć w ciszy. Mówienie na głos aktywuje inny kanał, oddech, głos, fizyczność ciała. Są tradycje gdzie uważa się, że nazwane na głos ma większą moc niż tylko pomyślane. Ja osobiście lubię połączenie: czytam raz głośno, potem milczę przez kilka minut z kartką przy sercu.
Przy sercu dosłownie, czy to tylko metafora? Bo mi się wydaje, że to ma znaczenie gdzie trzymasz kartkę.
Można zakopać w ziemi, to też jest zamknięcie i oddanie. Można zawinąć w białą tkaninę i schować poza domem, jeśli intencja ma działać przez dłuższy czas, a nie jednorazowo. Spalenie to finalizacja, zakopanie to raczej zasiew. Zależy czego szukasz.
W skrócie tak. Ogień kończy i uwalnia, ziemia przechowuje i pracuje powoli. Dlatego przy intencjach długoterminowych zakopanie ma sens, a przy tych jednorazowych, że chcę żeby coś się stało raz, ogień lepiej pasuje.
Skoro jesteśmy przy ziemi, to pytanie techniczne: zakopuje się przed wejściem do domu, gdzieś przy drzewie, czy to nie ma znaczenia?
Ma znaczenie symbolicznie, ale nie jest to warunek konieczny. Przy progu to tradycja słowiańska i celtycka, próg jako miejsce między światami. Przy drzewie to inne podejście, drzewo jako łącznik. Jeśli masz ogród, zakop tam gdzie czujesz, że to miejsce ma jakiś ciężar dla ciebie. Jeśli nie masz ogrodu, doniczka z żywą rośliną to akceptowalny substytut.
Doniczka? Serio? To brzmi trochę jak uproszczenie na skróty, nie wiem czy bym na to poszła.
Dobra, mam chyba wszystko czego potrzebowałam. Spróbuję dziś wieczorem, mam niebieską świecę i kartkę. Jeszcze jedna rzecz, czy jest coś czego absolutnie nie robić? Jakaś rzecz, która może popsuć albo odwrócić działanie?
Dobra, to rozumiem. A czy jest coś z samymi przedmiotami, których nie powinnam używać? Zastanawiam się czy kolor świecy ma znaczenie, bo mam niebieską ale mam też białą. Czytałam sprzeczne rzeczy o tym.
Biała jest neutralna i możesz jej użyć zamiast dowolnego koloru jeśli nie masz konkretnego. Niebieska do komunikacji to klasyczne przypisanie, więc jeśli masz obie, to już masz wybór, nie problem. Serio, nie komplikuj tego na starcie.
A co ze świecą zapachową? Mam taką ładną niebieską ale jest z jakimś zapachem, chyba borówka albo coś owocowego. Czy to przeszkadza?
Wracając do pytania Habby o rzeczy których nie robić, jest jeszcze kwestia celu rytuału. Jeśli intencja jest żeby partner zaczął mówić, to jedno. Ale jeśli gdzieś z tyłu głowy jest żeby mówił konkretne rzeczy albo żeby wrócił do czegoś co było, to to jest już inny rodzaj rytuału. Warto wiedzieć co dokładnie się intencjonuje.
Mam pytanie bo nie brałam wcześniej udziału w tej części dyskusji. Czy jest jakaś tradycja z piciem wody po rytuale albo przed? Gdzieś to widziałam ale nie pamiętam w jakim kontekście.
Też widziałam coś o myciu rąk po rytuale, że to czyści energię. Czy to ma jakiś związek z tą wodą?
Czyli powinam jakoś formalnie zamknąć ten rytuał? Myślałam że po prostu świeca dogasi i tyle. Jak to wygląda w praktyce?
Zamknięcie może być proste. Kilka głębokich oddechów, świadome podziękowanie za przestrzeń jeśli pracujesz z jakimś wyobrażeniem mocy, albo po prostu zdanie na głos że praca jest skończona. Nie musi być ceremonialne, chodzi o wyraźny sygnał dla siebie że wychodzisz z tego stanu skupienia i wracasz do zwykłego dnia.
A co jeśli świeca nie dogasi do końca i trzeba ją zdmuchnąć? Słyszałem że nie powinno się zdmuchiwać świec podczas rytuałów.
A jak to zdmuchnięcie wpływa na sam efekt? Czyli jeśli zdmuchnę, to rytuał jest jakby przerwany, czy po prostu mniej wyraźnie zamknięty?
Sam się teraz zastanawiam, bo nigdy nie używałem gaśnika do świec. Czy to musi być coś specjalnego, czy wystarczy zwykły kawałek blachy albo przykrywka od słoika?
Wracając do pytania Habby, nie powiedziałbym że rytuał jest przerwany. To bardziej kwestia tego jak kończysz przestrzeń. Jeśli intencja była jasna przez cały czas pracy, zdmuchnięcie raczej nie wywróci tego do góry nogami. Ten zakaz zdmuchiwania pochodzi głównie z tradycji hoodoo i niektórych nurtów Wicca, gdzie świeca jest jakby aktywnym nośnikiem przez cały czas palenia.
Czyli można ten sam rytuał robić parę razy z tą samą świecą? Myślałam że jak się zaczęło to trzeba doprowadzić do końca za jednym razem.
To teraz zastanawiam się jak w ogóle ustawić sobie te sesje. Raz dziennie? Co kilka dni? Czy jest jakaś logika w tym jak to rozłożyć?
Fazy księżyca dają naturalny rytm jeśli chcesz mieć jakiś szkielet. Przy komunikacji, gdzie chodzi o otwieranie, nów do pełni to kierunek przyciągania, wzrostu. Ale jeśli nie chcesz uzależniać się od kalendarza, to przynajmniej zachowaj stałą porę dnia i podobny stan skupienia przy każdym podejściu.
Czyli intencja "chcę żeby bariera między nami znikła" jest inna niż "chcę żebyśmy znowu rozmawiali" nawet jeśli chodzi o to samo? To brzmi trochę jak semantyka, ale rozumiem że tu to ma znaczenie.
Nie myślałam o tym w ten sposób. Właściwie to nie wiem co bardziej chcę, żeby blokada znikła czy żeby komunikacja sama się otworzyła. Może to jest to samo.
